you scare me less than a thunderstorm
: czw paź 01, 2026 11:37 pm
Cholera.
To było pierwsze słowo, które pojawiło się w głowie Cassie, kiedy tylko zobaczyła burzowe chmury. Powinna wziąć pod uwagę, że jesienna pogoda potrafiła płatać figle - raz było na tyle ciepło, że człowiek wychodził z domu w nastroju tak wspaniałym, że aż chciało się uszczęśliwiać wszystkich na około, by zaraz owinąć ciało chłodem, wprawiając je w drżenie. Dokładając do tego jeszcze deszcz i grzmoty miało się prawdziwy pogodowy kociołek Panoramixa.
Owinęła się szczelnie swetrem, który miała na sobie. Nie zdąży, była tego pewna. Niemal każda komórka jej ciała krzyczała, że przez zatracenie się we własnej wyobraźni, przegapiła moment, w którym na niebie zaczęły się kumulować chmury, a temperatura uległa obniżeniu. I teraz, jeśli nie chciała skończyć marnie, musiała jak najszybciej dostać się do miejsca, które da jej jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa.
Cholera.
Przyspieszyła obawiając się, że kiedy tylko zacznie grzmieć, dostanie mentalnego paraliżu, a tym samym wystawi się na ulewę, która niechybnie nadchodziła. Bo chociaż w swoim życiu Wildbird nie obawiała się zbyt wielu rzeczy, kierując się jakąś pokręconą logiką, która zmieniała rzeczywistość i wmawiała jej, że przecież nic złego stać się nie może, tak burza była czymś co przerażało ją na samą myśl. To właśnie słysząc grzmoty nie potrafiła być sobą, poddając się strachowi do tej pory głęboko uśpionemu. Starała się jak mogła by walczyć z lękiem, ale okazało się to znacznie trudniejsze, niż podejrzewała. Do tej pory jednak udawało jej się po prostu schować w szafie czy ramionach przyjaciela. Teraz jednak nie miała pod ręką zupełnie niczego.
Kurwa.
Dostrzegła błysk, a chwilę po nim cichy grzmot - dla niej oznaka początku końca. teraz już niemal biegła w stronę ulicy, jakby to miało ją uchronić przed załamaniem pogodowym. zanim dotarła do jezdni, pierwsze ciężkie krople deszczu spadły na jej drobne ciało, by zaraz zmoczyć ją bardziej. One jednak nie stanowiły problemu - były nawet całkiem przyjemne, chociaż przy takim chłodzie człowiek mógłby się pochorować.
W momencie, w którym niebo przecięła kolejna błyskawica, Cassandra niewiele myśląc (tak, zdecydowanie w tej chwili nie myślała ani trochę) otworzyła drzwi samochodu, który zatrzymał się na światłach i wskoczyła do środka, zatrzaskując je za sobą. Skuliła się na siedzeniu mając nadzieję, że ściany pojazdu chociaż trochę stłumią dźwięki burzy. A że w tym wszystkim właśnie władowała się totalnie obcej osobie, która mogła być śmiało seryjnym mordercą, do samochodu było szczegółem, na który uwagi nie zwróciła.
Reece Murray
To było pierwsze słowo, które pojawiło się w głowie Cassie, kiedy tylko zobaczyła burzowe chmury. Powinna wziąć pod uwagę, że jesienna pogoda potrafiła płatać figle - raz było na tyle ciepło, że człowiek wychodził z domu w nastroju tak wspaniałym, że aż chciało się uszczęśliwiać wszystkich na około, by zaraz owinąć ciało chłodem, wprawiając je w drżenie. Dokładając do tego jeszcze deszcz i grzmoty miało się prawdziwy pogodowy kociołek Panoramixa.
Owinęła się szczelnie swetrem, który miała na sobie. Nie zdąży, była tego pewna. Niemal każda komórka jej ciała krzyczała, że przez zatracenie się we własnej wyobraźni, przegapiła moment, w którym na niebie zaczęły się kumulować chmury, a temperatura uległa obniżeniu. I teraz, jeśli nie chciała skończyć marnie, musiała jak najszybciej dostać się do miejsca, które da jej jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa.
Cholera.
Przyspieszyła obawiając się, że kiedy tylko zacznie grzmieć, dostanie mentalnego paraliżu, a tym samym wystawi się na ulewę, która niechybnie nadchodziła. Bo chociaż w swoim życiu Wildbird nie obawiała się zbyt wielu rzeczy, kierując się jakąś pokręconą logiką, która zmieniała rzeczywistość i wmawiała jej, że przecież nic złego stać się nie może, tak burza była czymś co przerażało ją na samą myśl. To właśnie słysząc grzmoty nie potrafiła być sobą, poddając się strachowi do tej pory głęboko uśpionemu. Starała się jak mogła by walczyć z lękiem, ale okazało się to znacznie trudniejsze, niż podejrzewała. Do tej pory jednak udawało jej się po prostu schować w szafie czy ramionach przyjaciela. Teraz jednak nie miała pod ręką zupełnie niczego.
Kurwa.
Dostrzegła błysk, a chwilę po nim cichy grzmot - dla niej oznaka początku końca. teraz już niemal biegła w stronę ulicy, jakby to miało ją uchronić przed załamaniem pogodowym. zanim dotarła do jezdni, pierwsze ciężkie krople deszczu spadły na jej drobne ciało, by zaraz zmoczyć ją bardziej. One jednak nie stanowiły problemu - były nawet całkiem przyjemne, chociaż przy takim chłodzie człowiek mógłby się pochorować.
W momencie, w którym niebo przecięła kolejna błyskawica, Cassandra niewiele myśląc (tak, zdecydowanie w tej chwili nie myślała ani trochę) otworzyła drzwi samochodu, który zatrzymał się na światłach i wskoczyła do środka, zatrzaskując je za sobą. Skuliła się na siedzeniu mając nadzieję, że ściany pojazdu chociaż trochę stłumią dźwięki burzy. A że w tym wszystkim właśnie władowała się totalnie obcej osobie, która mogła być śmiało seryjnym mordercą, do samochodu było szczegółem, na który uwagi nie zwróciła.