Strona 1 z 1

When you call him for Netflix & chill, but the movie is actually interesting

: pt paź 02, 2026 2:21 pm
autor: Cree Bellerose
#10
Jesienny wieczór powitał go chłodem, który dawał się we znaki nawet przez wierzchnią warstwę, więc Cree ubrał się odpowiednio na tę okazję – ciemna, ocieplana kurtka, pod spodem prosty, czarny sweter, mimo że i tak miał spędzić większość wieczoru za kierownicą albo na własnej kanapie. Przyzwyczajenie. Nie lubił wychodzić z domu w czymś, w czym nie dałby rady, gdyby pogoda postanowiła go zaskoczyć.
Droga do centrum minęła mu spokojnie, bez większego ruchu, czego nie spodziewał się po piątkowym wieczorze. Zaparkował na parkingu przed budynkiem, w którym mieściła się kręgielnia, i wysłał wiadomość do Tomasha, że już jest na miejscu. Przy okazji zaproponował, że może zabrać ze sobą jeszcze trójkę osób, które mieszkały gdzieś po drodze – nie miał nic przeciwko, a i tak przejeżdżali przez znaczną część miasta.
Czekał kilka minut, bębniąc palcami o kierownicę, zanim pierwsza osoba z towarzystwa wyszła z budynku. Przywitał się z każdym kolejno, krótko, uprzejmie, pytając o adresy i wprowadzając je po kolei do nawigacji. Trasa rozciągnęła się przez kilka różnych dzielnic – najpierw wysadził chłopaka gdzieś niedaleko Entertainment District, potem dziewczynę przy jednym z osiedli bliżej Downtown, aż w końcu w samochodzie zostali tylko on i Tomash, a ulice zaczęły robić się coraz ciemniejsze i spokojniejsze, w miarę jak zbliżali się do Don Mills.
– Dobrze się bawiłeś? Na pewno nie jesteś na tyle pijany, że powinienem od razu zawieźć cię do domu? – zapytał z rozbawieniem, gdy znajdowali się już dość blisko jego ulicy, zerkając na niego kątem oka. – Jeszcze możesz odmówić mojego kuszącego Netflix & Chill.
Skręcił w stronę swojego podjazdu, otworzył pilotem bramę garażową i wjechał do środka, a dźwięk mocnego silnika odbił się echem od betonowych ścian. Choć nie miał nic przeciwko elektrykom, wciąż wybrał samochód spalinowy. Przy kanadyjskiej pogodzie i pracy w policji miało to znacznie więcej sensu. Zaparkował równo pod ścianą. Jeszcze tylko zerknął na stan naładowania baterii z paneli słonecznych – taki nawyk – po czym razem przeszli przez boczne drzwi prowadzące prosto do domu.
– Witaj w moich skromnych progach – rzucił komicznie, gestem ręki wskazując salon, do którego weszli, zapalając przy okazji światła tuż przy drzwiach. Pomieszczenie rozjaśniło się ciepłym, przyjemnym blaskiem, odsłaniając wygodną, dużą kanapę, telewizor zawieszony na ścianie oraz resztę przestrzeni, która mimo rozmiarów nie wyglądała na przesadnie wystawną. Praktyczna, ale nie minimalistyczna. Taka, w jakiej faktycznie się mieszkało, a nie tylko pozowało do zdjęć.
Wcześniej, zanim jeszcze wyruszył po Tomasha, zajechał do sklepu i uzupełnił zapasy – chipsy, napoje gazowane, coś słodkiego na wypadek, gdyby ktoś miał ochotę na coś innego niż słone przekąski. Nie chciał, żeby im czegokolwiek zabrakło, szczególnie że byli tylko we dwójkę i nikt nie musiał dzielić się z resztą ekipy, jak to bywało przy większych spotkaniach.
– Rozgość się – powiedział, zdejmując kurtkę i wieszając ją równo na oparciu jednego z krzeseł przy wejściu. – Jeśli masz jakiś pomysł, wybierz nam film, to znaczy horror, do obejrzenia. Jeśli nic ciekawego nie znajdziesz, to zaraz zdecydujemy razem. Ja w tym czasie przygotuję coś na ząb.
Nie czekał na odpowiedź, tylko ruszył w stronę kuchni, rozsznurowując po drodze buty i zrzucając je gdzieś przy framudze, ale nie w całkowicie przypadkowym miejscu, bo jego pedantyczna natura by na to nie pozwoliła.
Jak postanowił, tak też zrobił – zgarnął z szafki kilka paczek chipsów, otworzył lodówkę, wyciągnął z niej napoje i w dwóch partiach przytargał wszystko na stolik do kawy stojący przed kanapą, układając je po rodzaju, ale bez przesadnej dbałości o estetykę. Po drodze zdążył jeszcze ściągnąć sweter, zostając w samej koszulce. W domu zawsze robiło mu się za ciepło przy jego ustawieniach klimatyzacji, gdy tylko po dłuższym czasie wracał z zewnątrz. Nie planował się zgrzać ani rozchorować.
Nie usiadł jeszcze. Z pomieszczenia obok dobiegał cichy, narastający dźwięk mikrofalówki – popcorn, który wrzucił do środka, zanim jeszcze zdążył zanieść resztę jedzenia, teraz pękał coraz głośniej i szybciej, wypełniając powietrze charakterystycznym, maślanym zapachem. Nie tym sztucznym, z tanich torebek, ale takim naturalnym, z lepszej półki. Oparł się o framugę kuchennych drzwi, obserwując stamtąd Tomasha przez chwilę, czekając, aż urządzenie skończy swoją pracę.

Tomash Nowakovsky