Strona 1 z 1

you're such a backstabber

: pt paź 02, 2026 2:28 pm
autor: Adeline Covington
Miała dość. Po Włochach i beztroskich podbojach zostały tylko wspomnienia, które teraz w jej głowie jawiły się w odcieniach szarości.
Czuła się o s z u k a n a.
Niefrasobliwe przyznanie się Reece’a do przespania się z Zoyą momentalnie podważyło fundamenty przyjaźni budowanej pieczołowicie od kilku dobrych lat. Zatrzęsło jej światem do tego stopnia, że niemal czuła ciężar na barkach narastających nad nią problemów, które ciągnęły ją w dół.
Po powrocie do domu nie odezwała się do Zoi pierwsza. Wciąż przetwarzała w myślach słowa Ree i nie potrafiła dojść do porozumienia z własnymi, kołaczącymi w niej skrajnymi emocjami. To był tak gwałtowny wstrząs, że nie umiała się do tego odnieść, a musiała wciąż porozmawiać z Sullivanem. I powrócić do rzeczywistości, nadrabiając wszystkie zaległości w pracy.
Unikała jej. Zbywała ją krótkimi odpowiedziami i migała się od spotkań. To było najprostsze i najbardziej sensowne zachowanie, biorąc pod uwagę wszystkie zobowiązania i sprzątanie bałaganu, jaki stworzył w jej życiu Sully. Te dwa tygodnie miała naprawdę pracowite.
Przede wszystkim, m u s i a ł a przebrnąć przez rozmowę z mężczyzną, który miał nadzieję wrócić do jej życia. To było bardzo emocjonujące spotkanie, bo… Ethan ją uprzedził i zdradził mu jej sekret. Oczekiwał odpowiedzi, które mu się nie spodobały, ale Adeline nie miała wyjścia — potrzebowała podążyć w zgodzie ze sobą.
O wiele trudniej poszło jej z Thomasem. Jego rozczarowanie w oczach, chyba znacznie większe, niż Sullivana, zakuło ją, ale tym razem trochę mniej, niż zwykle. Coś powoli, nieuchronnie w niej pękało, bo fakt, że nie dostał tego, czego oczekiwał, przyniósł jej nawet odrobinę satysfakcji.
Później już tylko musiała rozprawić się z brukowcami, ucinając ich domysły poprzez oficjalne oświadczenie. Akurat w tym wypadku wiedziała, że to walka z wiatrakami, ale wierzyła, że niedługo znajdą sobie ciekawsze tematy do spekulacji i zostawią ją w spokoju.
Do Ree za to nie odzywała się w ogóle. Unikała go z równym uporem, co Zoyę, rzucając się w wir pracy. Musiała chwilowo odpocząć od tych ciągłych konfrontacji.
Chwilę wytchnienia przyniosła jej delegacja i wizyta u mamy w Ottawie. Gdy tylko trafiła się ku temu sposobność, wsiadła w pierwszy lepszy samolot i uciekła. Tym razem nie powiedziała nikomu, k i e d y wróci.

Właśnie podniosła wypitą do połowy lampkę wina do ust, kiedy leżący na stoliku kawowym telefon niespodziewanie zawibrował, zwiastując przychodzące połączenie. Dźwignęła się z kanapy, żeby sprawdzić, kto dzwonił, a widząc nazwę “Moja druga połowa pomarańczy” i zdjęcie znajomej brunetki, westchnęła ciężko.
Wahała się przez chwilę, aż w końcu nacisnęła zieloną słuchawkę.
— Halo — odezwała się beznamiętnym głosem, przykładając sobie telefon do ucha, i oparła się wygodnie o kanapę. Mimo wszystko ciekawiło ją, co ta pomarańczka od niej chciała.
Pokłóci się z nią za chwilę.

Zoya Weasley

you're such a backstabber

: sob paź 03, 2026 10:49 pm
autor: Zoya Weasley
Nie miała pojęcia.
Nie miała pojęcia, że Reece wygadał się z ich tajemnicą, którą de facto wcale nie zamierzała dzielić się z Adeline. Był to oczywiście błąd. Błąd, który właściwie nigdy nie powinien mieć swojego początku wiele lat wcześniej, ale po takim czasie Zoya odczuwała już przede wszystkim zażenowanie własną osobą i własną decyzją.
Romans albo u k ł a d z bratem najlepszej przyjaciółki, poza paroma przyjemnymi chwilami, przyniósł jej głównie rozczarowanie i całą gamę innych, zdecydowanie negatywnych emocji.
Martwiła się o Ade, którą Reece w dość durny sposób porwał z lotniska. Mimo ogromnej niechęci w końcu zawierzyła jej słowom, że sobie poradzi i postanowiła sama wrócić do domu. Gdzieś w głębi duszy doskonale wiedziała, że ta dwójka powinna ze sobą porozmawiać, choć zachowanie mężczyzny zdecydowanie nie zachęcało do podejmowania tego tematu.
Następnego dnia próbowała dodzwonić się do Adelien, jednak odpowiedziała jej cisza. Na szczęście później udało im się wymienić kilka, zdaniem Zoi, połowicznych wiadomości. Jednak wyczuwalny w esemesach dystans Adeline, mechanicznie zrzuciła na zmęczenie po minionej nocy, którą rudowłosa spędziła z bratem.
W końcu po paru dniach Zoya zaczęła czuć, że coś było nie tak. Clem zdawała się nie chcieć z nią spotkać, ale i to poczatkowo próbowała sobie wyperswadować, kiedy dziewczyna raz za razem zasłaniała się obowiązkami. W to starała się wierzyć. W Misano bawiły się przednio i nic nie zapowiadało przecież pogorszenia ich stosunków.
A potem zgubiła telefon.
Tym razem starała sie kontaktować z Adeline przez instagram. Napisała jej, co stało się z urządzeniem, zapytała, jak poszło jej z Sullivanem, a kiedy nie otrzymała odpowiedzi, kilka dni później pogratulowała jej dobrze skonstruowanego oświadczenia, które przeczytała w internecie. Chciała również dodać, że wyjechała na farmę, ale ta dziwna, osobliwa intonacja nadal nie dawała Zoi spokoju. Ostatecznie zrezygnowała i postanowiła odezwać się dopiero po powrocie z Huntsville.
— Clem! — zawołała radośnie, nadal zupełnie nieświadoma tego, co się działo. Tylko cichy głosik, którego za wszelką cenę nie chciała dopuścić do głowy, podpowiadał jej, że powinna być ostrożniejsza. Po tak miło spędzonym weekendzie, naładowana endorfinami i wciąż w dobrym nastroju, nie zamierzała jednak bez potrzeby podsycać własnej podejrzliwości. — Wróciłaś już z Ottawy? — zapytała najpierw. — Chcesz jutro wybrać się na Pumpkin spice latte do Starbucksa? — dodała, przy czym położyła się na plecach na łóżku we własnym pokoju. — Muszę ci coś powiedzieć. Chybaaa się uśmiejesz, ale... — Sama się zaśmiała na samą myśl. — To może poczekać. Masz właściwie chwilę na rozmowę? Jak poszło ci na wyjeździe? I jak zareagował Sullivan? A Ree? Co z Ree? — Obrzuciła przyjaciółkę gradem pytań, ale naprawdę była wszystkiego ciekawa.
Skoro już dorwała Adeline, chciała usłyszeć od niej absolutnie wszystko - i to z naciskiem na wszystko. Zoyę naprawdę-naprawdę interesowały minione dwa tygodnie z życia rudowłosej. Zwłaszcza że doskonale wiedziała, że ostatnio jej życie kręciło się na wyjątkowo stromej karuzeli.

Adeline Covington

you're such a backstabber

: ndz paź 04, 2026 1:43 pm
autor: Adeline Covington
Tak się nie robiło.
Dwójka najbliższych jej osób nie powinna romansować za jej plecami i potem udawać, że nie wydarzyło się nic takiego.
Adeline właściwie była jeszcze w stanie zrozumieć Reece’a, bo on najwyraźniej nie przejmował się żadnymi granicami dobrego smaku, nie używał też wystarczająco dobrze swoich szarych komórek, przez co mógł być nieświadomy tego, jak to wyglądało z jej perspektywy. Oczywiście, to go wciąż nie usprawiedliwiało przed niczym i była na niego tak samo wściekła, czego zdążyła już dać wyraz, gdy widzieli się ostatnim razem. Nie rozumiała natomiast, j a k mogła to zrobić jej Z o y a.
Zaufała jej, wpuściła ją do swojego życia, powierzyła jej wszystkie swoje sekrety i obawy, a ona przez cały ten czas milczała w tak istotnej sprawie. Sama myśl, że ciemnowłosa migdaliła się gdzieś z Ree po kątach, wywoływała w Ade odruch wymiotny. Najbardziej jednak bolało ją to, że przez cały ten czas oboje ją okłamywali. Z tego, co pamiętała, nigdy się nie dogadywali i w jej obecności ich wzajemnym docinkom nie było końca, więc odkrycie ich romansu całkowicie zatrzęsło jej światem.
I rudowłosa za nic nie potrafiła wyjść z tej emocjonalnej karuzeli.
W czasie delegacji uśpiła swoje uczucia, a nawet wydawało jej się, że trochę ochłonęła, ale wystarczyło, że Zoya zbombardowała ją masą pytań, spośród których ostatnie przywołane imię momentalnie zmąciło w niej krew.
— Nie wiem, może jego powinnaś zapytać, co? Podobno mieliście ze sobą bardzo bliskie s t o s u n k i? — rzuciła z przekąsem, wyraźnie akcentując ostatnie słowa. Uniosła wysoko brew z oczekiwaniem na jej reakcję. — Wyjaśnij mi, Zoya, jakie to uczucie, wyzywać brata najlepszej przyjaciółki od najgorszych dupków i jednocześnie pieprzyć się z nim za jej plecami?! — starała się tonować emocje, ale te z każdym kolejnym padającym do słuchawki słowem stawały się coraz ostrzejsze. — Okłamywałaś mnie przez tyle lat i myślałaś, że ujdzie ci to na sucho?! — Wyprostowała się na kanapie jak struna i zacisnęła mocniej rękę na telefonie.
Wrzało w niej i nie mogła dłużej dusić w sobie tego, co przez ostatnie dni trawiło ją od środka. Wolała wyrzucić z siebie cały gniew, niż pozwolić dojść do władzy głębokiemu rozczarowaniu.

Zoya Weasley

you're such a backstabber

: ndz paź 04, 2026 5:35 pm
autor: Zoya Weasley
— Clem, co ty... — pierniczysz? Zoya ucięła w połowie, bo ton Adeline świadczył o tym, że nie miała najmniejszego prawa jej przerwać. W napięciu, z coraz większym zdenerwowaniem, słuchała więc słów przyjaciółki, coraz mocniej zaciskając palce na telefonie.
Prędko dotarło do niej, jak wielkie miała kłopoty i, cholera, jak bardzo w tym momencie nadszarpnęła zaufanie rudowłosej.
Relacja z jej bratem była błędem. Okropnym błędem, którego się wstydziła i o którym chciała jak najszybciej zapomnieć, ale w żaden sposób nie usprawiedliwiało to jej milczenia. Ade miała prawo wiedzieć. Tym bardziej że sama zawsze, ale to zawsze, zwierzała jej się ze wszystkich swoich rozterek. Pod tym względem Zoya była nieuczciwa, bo postanowiła zakopać swój pseudo-związek z Ree głęboko pod kamieniami i najwyraźniej udawać, że nigdy nie istniał.
— Powiedział ci — stwierdziła słyszalnie załamana drżącym głosem. Zaraz przełknęła nerwowo ślinę i zrobiła pauzę, aby złapać kilka sekund na zastanowienie się nad tym, jak powinna ująć to... w s z y s t k o. Bagno — Reece jest dupkiem, Adeline. Nigdy nie kłamałam w tej kwestii! Po prostu... nie wiedziałam, jak ci o tym powiedzieć — przyznała w końcu i znowu zmieliła ślinę. — Wiedziałam, jakie macie relacje, ale, no cholera, Adeline, zapędziliśmy się. Gdyby to eskalowało do jakiejś poważniejszej znajomości to przecież bym ci powiedziała! Naprawdę!
Na dźwięk zarzutu o kłamstwie, mimowolnie znowu poderwała się do siadu. Przymknęła oczy i wypuściła z siebie ciężki oddech. W tym samym momencie zaatakował ją ucisk w klatce.
Cholera.
— Nic nie myślałam, Clem — odparła, równocześnie cedząc każde słowo. W jednej chwili, poza okrutnym poczuciem winy, w Zoi zaczęła narastać złość, że Adeline aż tak emocjonalnie podeszła do tego, co ją łączyło z Ree. Ostatecznie potraktowali siebie jako przelotną znajomość i utrzymywali takie same stosunki jak w momencie, kiedy spotykali się czasem w trójkę. Nijakie. — To trwało tylko chwilę. Nie wiem czy nawet miesiąc. Ale to naprawdę takie ważne, że musimy do tego wracać? Przepraszam, jeżeli poczułaś się oszukana.

Adeline Covington

you're such a backstabber

: ndz paź 04, 2026 11:17 pm
autor: Adeline Covington
— W przeciwieństwie do ciebie, tak! — odparła jej wyraźnie rozdrażniona, z wyrzutem wielkości całego Toronto. Choć Ree zrobił to nieświadomie, przynajmniej o n nie miał oporów, by w końcu się przyznać. Jednocześnie zabolało ją to, że w głosie Zoi czuła rozczarowanie jego zachowaniem. Od razu zinterpretowała to na wyrost jako niechęć do wyznania, co zagotowało ją jeszcze bardziej. W jej głowie aż huczało od stwierdzenia, że gdyby nie on, nadal żyłaby w nieświadomości, bo Zoya nie chciała jej o tym wspominać.
Dlatego na wzmiankę o tym, że nie wiedziała, jak jej powiedzieć, tylko prychnęła opryskliwie. Gniew zatruwał jej umysł do tego stopnia, że ledwo docierało do niej, co właściwie ciemnowłosa miała jej do przekazania.
— A wystarczyło powiedzieć: słuchaj, bo wiesz, przespałam się z twoim bratem. Zaćmiło mi mózg, byłam napalona, a on akurat się napatoczył. Potrzebowałam penisa i nic więcej! To było kurewsko nie na miejscu i błagam o wybaczenie! — wyrzuciła z siebie, niemal krzycząc do słuchawki.
W tej chwili to ją zamroczyło, ale nie zastanawiała się nad tym, co i w jaki sposób mówiła. Myślała wyłącznie o tym, że nie zasługiwała na takie traktowanie. Bo ile razy najbliższe jej osoby mogły ją jeszcze zawieść?
Następne jej słowa tylko potwierdziły jej przypuszczenia, co skomentowała głośnym mlaśnięciem świadczącym o tym, że miała rację. I jak nigdy, w tym momencie akurat nieszczególnie ją to cieszyło.
— Teraz nagle przepraszasz, jak już mleko się wylało? Przecież nawet nie zamierzałaś mi o tym powiedzieć! — przewróciła oczami. — Ale tak, najlepiej! Zignoruj temat, zamieć go pod dywan, bo i tak się ze mną nie liczysz! — stwierdziła z taką żałością w tonie, której się po sobie nie spodziewała. W jej myślach mocno zakorzeniło się poczucie, że gdyby naprawdę Zoya chciała być z nią w porządku, już dawno by się do tego przyznała.

Zoya Weasley

you're such a backstabber

: pn paź 05, 2026 12:16 am
autor: Zoya Weasley
Reece nie miał oporów, abysię przyznać, bo najpewniej był napruty w trzy dupy i zupełnie nie kontrolował swojego rozklekotanego jęzora. Niemniej... wcale nie chodziło o to, że Zoya nie chciała powiedzieć Adeline o tym, co kiedyś łączyło ją z mężczyzną. Początkowo bardzo się tym katowała, później po prostu nie wiedziała, jak dobrać odpowiednie słowa, aż w końcu uznała, że najłatwiej będzie spróbować o wszystkim zapomnieć.
Niestety przeszłość miała to do siebie, że lubiła o sobie przypominać w najmniej odpowiednich momentach. Tak jak teraz.
— Adeline... — jęknęła żałośnie po tym, jak usłyszała po drugiej stronie aparatu wyrzut wielkości całego Toronto. Nie pociągnęła jednak dalej zdania, bo naprawdę-naprawdę nie wiedziała, co powinna powiedzieć.
Właściwie jak miała wytłumaczyć, że czuła się z tym wszystkim niekomfortowo, a jednocześnie przyznać się do błędu i wyrazić skruchę za coś, co wydarzyło się tak dawno temu? Cholera, nie miała pojęcia!
Nie podobała jej się intonacja, z jaką Adeline się do niej zwracała. Wywoływało to kolejną falę zupełnie niepotrzebnych w tym momencie emocji i mechanicznie zepchnęło wyrzuty sumienia Zoi na dalszy plan. Chyba działał tu jakiś instynkt, bo na wściekłość przyjaciółki zaczęła intuicyjnie reagować zdenerwowaniem.
— Co by to zmieniło, Clem? — wycedziła. — I stop, Adeline! Dlaczego miałabym błagać o wybaczenie? — prychnęła, autentycznie zdumiona tym absurdem, który rudowłosa od niej oczekiwała. — Toć to twój brat, a nie partner. Pieprząc go, nie zrobiłam ci przecież krzywdy!
Absurd. To był absurd.
Zoya zawiniła, to fakt. Rzeczywiście, zdecydowanie zbyt długo zwlekała z poinformowaniem Adeline o tym, co w tamtym czasie łączyło ją z Reecem. Ale nie zgadzała się z sugestią, że samo to, co wydarzyło się między nimi, było nie na miejscu. Ree miał w sobie tę osobliwą iskrę, która potrafiła przyciągać uwagę kobiet. Na domiar był przzystojny i zabawny. Mógł tak naprawdę spodobać się Zoi nawet jeżeli trwało to tylko chwilę.
— To co, do cholery, chcesz ode mnie usłyszeć? — wyrzuciła natychmiast, odpowiadając na kolejny krzyk Adeline. — Nie definiuj naszej przyjaźni przez jeden głupi incydent. Doskonale wiesz, że się z tobą liczę. Wiesz o większości rzeczy, które się u mnie dzieją, a ta sprawa z Reecem… — urwała na chwilę, aby zowu zastanowić się nad odpowiednim słownictwem. — Clem, naprawdę nie wiedziałam, jak się do tego zabrać. Uwierz mi.

Adeline Covington

you're such a backstabber

: wt paź 06, 2026 12:06 am
autor: Adeline Covington
Adeline z kolei wcale nie chodziło o sam fakt, że Zoya przespała się z Reece’em, bo przecież w ogólnym rozrachunku widziała, że to, co kiedyś między nimi było, nie miało w tej chwili większego znaczenia. W rudowłosą uderzyły zupełnie inne emocje, które teraz dawały o sobie znać z niewyobrażalną siłą. Nie potrafiła im sprostać, dlatego musiały znaleźć ujście, trafiając bezpośrednio w Zoyę.
Milczenie przyjaciółki i brak jakiegokolwiek kontrataku z jej strony mimowolnie wprawiał Covington w jeszcze większą wściekłość. Miała nadzieję się na nią wkurzyć i zarzucić jej całe zło tego świata, dać upust piętrzącym się w niej uczuciom, bo, jak twierdziła, właśnie to mogłoby jej ulżyć. Zamiast tego reakcja Zoi jeszcze bardziej ją dołowała. A tego zdecydowanie wolała w tej chwili nie czuć.
Odrobinę lepiej poczuła się, słysząc drwinę w głosie ciemnowłosej. Odrobinę, bo dziewczyna absolutnie nie miała racji. Wyrządziła Ade krzywdę. Znaczącą.
— L o j a l n o ś ć, znasz takie słowo? NIE. Skąd możesz je znać, skoro jej nie zachowujesz! — Clem nie mogła uwierzyć, że Zoya nie wzięła jej strony, tylko sprzeniewierzyła się jej i przespała się z jej wrogiem. Nigdy z Ree nie dogadywała się jakoś szczególnie dobrze, więc to, czego się dopuścili, uważała za zdradę.
Murray owszem, mógł spodobać się jej przyjaciółce, ale tu nie chodziło o zwykły pociąg, na którego myśl wciąż przechodziły ją dreszcze, lecz o zasady. Niepisane, ale wciąż istniały. Sypianie z rodzeństwem swoich przyjaciół i ukrywanie tego było dalece niestosowne. To łamało zaufanie, które w relacji między przyjaciółmi było najważniejsze. I Adeline niezmiernie bolało, że Zoya nie dostrzegała tak istotnej sprawy.
— Jakakolwiek prawda jest lepsza od kłamstwa, a tym bardziej od milczenia. A ty milczałaś przez tyle czasu, kiedy miałaś na to mnóstwo okazji! — stwierdziła bez zrozumienia dla całej postawy ciemnowłosej, unosząc wolną dłoń przed siebie i mocno ją prostując. — I to, że nic mi o tym nie powiedziałaś, to też był twój wybór. Ukrywałaś to świadomie, bo wiedziałaś, że to było nie w porządku. Nie wmawiaj mi więc teraz, że przesadzam! — uniosła głos i machinalnie walnęła pięścią w stolik, po czym skrzywiła się i zacisnęła na chwilę usta, próbując zdusić w sobie syk bólu. — Przekroczyłaś niepisaną granicę. Co by było, jakbym nagle zaczęła sobie sypiać z Willem, po czym udawałabym przed tobą, że nic się nie dzieje i jak gdyby nigdy nic poszłabym z tobą na tą pieprzoną pumpkin latte?! Co byś sobie o mnie pomyślała? — zadała pytanie, niecierpliwie oczekując odpowiedzi.

Zoya Weasley

you're such a backstabber

: śr paź 07, 2026 12:00 am
autor: Zoya Weasley
Przymknęła powieki, słysząc kolejne zarzuty ze strony Adeline, po czym rozmasowała wolną dłonią skroń.
Seks Zoi i Ree był płytki. Być może nie powinien mieć miejsca, ale po pierwszych wyrzutach, które zrodziła w niej ta rozmowa, przyszła pora na zwykłe niedowierzanie i potężną próbę stanięcia we własnej obronie.
L o j a l n o ś ć. Nie rozumiała, jak rudowłosa mogła zarzucić jej coś tak podłego, skoro niezależnie od sytuacji zawsze była skłonna ją wesprzeć. Przecież musiała rozumieć, że pewne sprawy zakrawały o zbyt dużą prywatę i wcale nie było to aż tak niewybaczalne, że Zoya nie chciała o nich mówić. Zarówno ona, jak i Reece byli w końcu odrębnymi jednostkami i mieli prawo do odrobiny intymności.
A jeśli ta cała lojalność miała oznaczać, że przyjaciółka oczekiwała od niej spowiadania się z każdej decyzji, to Zoya zaczęła się zastanawiać, czy aby na pewno obie rozumiały to pojęcie w ten sam sposób.
Okej. Dla Adeline zasady miały znaczenie, ale nadal nie potrafiła pojąć, dlaczego te same z a s a d y miały automatycznie obowiązywać również ją. To, że rudowłosa uważała sypianie z rodzeństwem przyjaciół za niestosowne, nie czyniło z tego jakiejś uniwersalnej reguły, którą miała obowiązek przestrzegać. Zwłaszcza że sama była wielokrotnym świadkiem, jak koleżanki nabijały sobie przebieg na jej braciach.
— Spodziewałam się, że właśnie tak zareagujesz, Clem! — krzyknęła do telefonu, odpierając zarzut Adeline dotyczący jej milczenia. — Jakby Reece naprawdę mi się spodobał, to co wtedy? Miałabym z nim zerwać, bo tobie by się to nie podobało? A jak się czułaś, kiedy on zaczął wtrącać się w twój związek z Sullivanem? Fajnie było? — Trochę odwróciła kota ogonem. Wyciągnęła na wierzch niedawne sytuacje, które tak mocno wpłynęły na Adeline. W końcu to właśnie przez nie obie wyleciały do Misano, aby zaznać odrobiny relaksu i choć na chwilę odciąć się od natarczywych mężczyzn.
Na następne słowa przyjaciółki po prostu głośno prychnęła i pokręciła głową. Nie podzielała jej opinii. Och, jak bardzo nie zgadzała się z jej podejściem do demonizowania romansów z cudzym rodzeństwem.
— Wiesz, co by było, Clem? Nic. Totalnie nic, bo nie interesuje mnie, co i z kim w łóżku robi Will. Albo Ronald, Alex, Rowan czy Zachary, o ile nie wpływa to na naszą relację. — W głosie Zoi dało się słyszeć duże rozdrażnienie. Zaraz dla odmiany przesunęła dłonią po czole, aby zebrać myśli, a jednocześnie, aby zrobić krótką przerwę i nie dać całkowicie ponieść się emocjom. — Właśnie dlatego uważam, Adeline, że przesadzasz. — Naprawdę-naprawdę nie chciała sprowadzać całej ich dotychczasowej relacji do jednego występku, jednej patowej relacji z jej bratem czy tej cholernej, niepisanej zasady, której właściwie nigdy wcześniej między sobą nawet nie ustaliły.
— Jeśli zrobiłabym coś, co rzeczywiście uderzyłoby w ciebie albo w naszą przyjaźń, wtedy miałabyś prawo być wściekła. Ale to, że nie powiedziałam ci o Ree nie jest powodem, abyś była na mnie aż tak wściekła!

Adeline Covington