you're such a backstabber
: pt paź 02, 2026 2:28 pm
Miała dość. Po Włochach i beztroskich podbojach zostały tylko wspomnienia, które teraz w jej głowie jawiły się w odcieniach szarości.
Czuła się o s z u k a n a.
Niefrasobliwe przyznanie się Reece’a do przespania się z Zoyą momentalnie podważyło fundamenty przyjaźni budowanej pieczołowicie od kilku dobrych lat. Zatrzęsło jej światem do tego stopnia, że niemal czuła ciężar na barkach narastających nad nią problemów, które ciągnęły ją w dół.
Po powrocie do domu nie odezwała się do Zoi pierwsza. Wciąż przetwarzała w myślach słowa Ree i nie potrafiła dojść do porozumienia z własnymi, kołaczącymi w niej skrajnymi emocjami. To był tak gwałtowny wstrząs, że nie umiała się do tego odnieść, a musiała wciąż porozmawiać z Sullivanem. I powrócić do rzeczywistości, nadrabiając wszystkie zaległości w pracy.
Unikała jej. Zbywała ją krótkimi odpowiedziami i migała się od spotkań. To było najprostsze i najbardziej sensowne zachowanie, biorąc pod uwagę wszystkie zobowiązania i sprzątanie bałaganu, jaki stworzył w jej życiu Sully. Te dwa tygodnie miała naprawdę pracowite.
Przede wszystkim, m u s i a ł a przebrnąć przez rozmowę z mężczyzną, który miał nadzieję wrócić do jej życia. To było bardzo emocjonujące spotkanie, bo… Ethan ją uprzedził i zdradził mu jej sekret. Oczekiwał odpowiedzi, które mu się nie spodobały, ale Adeline nie miała wyjścia — potrzebowała podążyć w zgodzie ze sobą.
O wiele trudniej poszło jej z Thomasem. Jego rozczarowanie w oczach, chyba znacznie większe, niż Sullivana, zakuło ją, ale tym razem trochę mniej, niż zwykle. Coś powoli, nieuchronnie w niej pękało, bo fakt, że nie dostał tego, czego oczekiwał, przyniósł jej nawet odrobinę satysfakcji.
Później już tylko musiała rozprawić się z brukowcami, ucinając ich domysły poprzez oficjalne oświadczenie. Akurat w tym wypadku wiedziała, że to walka z wiatrakami, ale wierzyła, że niedługo znajdą sobie ciekawsze tematy do spekulacji i zostawią ją w spokoju.
Do Ree za to nie odzywała się w ogóle. Unikała go z równym uporem, co Zoyę, rzucając się w wir pracy. Musiała chwilowo odpocząć od tych ciągłych konfrontacji.
Chwilę wytchnienia przyniosła jej delegacja i wizyta u mamy w Ottawie. Gdy tylko trafiła się ku temu sposobność, wsiadła w pierwszy lepszy samolot i uciekła. Tym razem nie powiedziała nikomu, k i e d y wróci.
Właśnie podniosła wypitą do połowy lampkę wina do ust, kiedy leżący na stoliku kawowym telefon niespodziewanie zawibrował, zwiastując przychodzące połączenie. Dźwignęła się z kanapy, żeby sprawdzić, kto dzwonił, a widząc nazwę “Moja druga połowa pomarańczy” i zdjęcie znajomej brunetki, westchnęła ciężko.
Wahała się przez chwilę, aż w końcu nacisnęła zieloną słuchawkę.
— Halo — odezwała się beznamiętnym głosem, przykładając sobie telefon do ucha, i oparła się wygodnie o kanapę. Mimo wszystko ciekawiło ją, co ta pomarańczka od niej chciała.
Pokłóci się z nią za chwilę.
Zoya Weasley
Czuła się o s z u k a n a.
Niefrasobliwe przyznanie się Reece’a do przespania się z Zoyą momentalnie podważyło fundamenty przyjaźni budowanej pieczołowicie od kilku dobrych lat. Zatrzęsło jej światem do tego stopnia, że niemal czuła ciężar na barkach narastających nad nią problemów, które ciągnęły ją w dół.
Po powrocie do domu nie odezwała się do Zoi pierwsza. Wciąż przetwarzała w myślach słowa Ree i nie potrafiła dojść do porozumienia z własnymi, kołaczącymi w niej skrajnymi emocjami. To był tak gwałtowny wstrząs, że nie umiała się do tego odnieść, a musiała wciąż porozmawiać z Sullivanem. I powrócić do rzeczywistości, nadrabiając wszystkie zaległości w pracy.
Unikała jej. Zbywała ją krótkimi odpowiedziami i migała się od spotkań. To było najprostsze i najbardziej sensowne zachowanie, biorąc pod uwagę wszystkie zobowiązania i sprzątanie bałaganu, jaki stworzył w jej życiu Sully. Te dwa tygodnie miała naprawdę pracowite.
Przede wszystkim, m u s i a ł a przebrnąć przez rozmowę z mężczyzną, który miał nadzieję wrócić do jej życia. To było bardzo emocjonujące spotkanie, bo… Ethan ją uprzedził i zdradził mu jej sekret. Oczekiwał odpowiedzi, które mu się nie spodobały, ale Adeline nie miała wyjścia — potrzebowała podążyć w zgodzie ze sobą.
O wiele trudniej poszło jej z Thomasem. Jego rozczarowanie w oczach, chyba znacznie większe, niż Sullivana, zakuło ją, ale tym razem trochę mniej, niż zwykle. Coś powoli, nieuchronnie w niej pękało, bo fakt, że nie dostał tego, czego oczekiwał, przyniósł jej nawet odrobinę satysfakcji.
Później już tylko musiała rozprawić się z brukowcami, ucinając ich domysły poprzez oficjalne oświadczenie. Akurat w tym wypadku wiedziała, że to walka z wiatrakami, ale wierzyła, że niedługo znajdą sobie ciekawsze tematy do spekulacji i zostawią ją w spokoju.
Do Ree za to nie odzywała się w ogóle. Unikała go z równym uporem, co Zoyę, rzucając się w wir pracy. Musiała chwilowo odpocząć od tych ciągłych konfrontacji.
Chwilę wytchnienia przyniosła jej delegacja i wizyta u mamy w Ottawie. Gdy tylko trafiła się ku temu sposobność, wsiadła w pierwszy lepszy samolot i uciekła. Tym razem nie powiedziała nikomu, k i e d y wróci.
Właśnie podniosła wypitą do połowy lampkę wina do ust, kiedy leżący na stoliku kawowym telefon niespodziewanie zawibrował, zwiastując przychodzące połączenie. Dźwignęła się z kanapy, żeby sprawdzić, kto dzwonił, a widząc nazwę “Moja druga połowa pomarańczy” i zdjęcie znajomej brunetki, westchnęła ciężko.
Wahała się przez chwilę, aż w końcu nacisnęła zieloną słuchawkę.
— Halo — odezwała się beznamiętnym głosem, przykładając sobie telefon do ucha, i oparła się wygodnie o kanapę. Mimo wszystko ciekawiło ją, co ta pomarańczka od niej chciała.
Pokłóci się z nią za chwilę.
Zoya Weasley