Strona 1 z 1

90's

: pt paź 02, 2026 4:02 pm
autor: Wendy Gardner
Obrazek

#
90's
Hey now, hey now, don't dream it's over...

s t y l e

Spoiler
Obrazek

To był spokojny wieczór jeszcze, jakieś małżeństwo zajmowało jeden stolik dojadając kolację, a drugi stolik na końcu sali już kończyła obsługiwać jej koleżanka ze zmiany. Wendy siedząc opierała się łokciem o blat podpierając przy tym brodę i wertowała najnowszy magazyn z ploteczkami ze świata muzyki, gwiazd i popkultury, jakby to ją jakoś szczególnie interesowało. No w sumie nie interesowało, ale skoro Mindy już przyniosła, to dla zabicia czasu sobie scrollowała kolejne strony odliczając minuty do końca zmiany, a było ich zdecydowanie zbyt wiele, bo jakieś sześćdziesiąt chyba. Westchnęła ciężko słysząc dzwonek świadczący o kolejnym kliencie i przeżuła swoją gumę formując ją na języku w taki sposób, że po chwili nadmuchała wielkiego różowego balona, ale gdy tylko dostrzegła kto wchodzi do lokalu to zaraz go szybko próbowała ukryć i finalnie pękł jej na pół twarzy. Cholera! Szybko się odwróciła tyłem do lady, by przejrzeć w ekspresie do kawy, czy przypadkiem nie ma gumy na nosie, ale nic tam nie było widać. Jedyne co zobaczyła to to, że powinna w końcu go umyć. Trudno. Jak na świetną kelnerkę przystało odwróciła się do chłopaka, który chyba od zawsze zajmował to samo miejsce, a ona zawsze wiedziała dokładnie co zamówi, więc czasami przygotowywała mu to bez pytania. Nie była pewna czy w ogóle kojarzy jak się nazywa, choć plakietkę z imieniem na swoim stroju nosiła dumnie. On z kolei kojarzyła go bardzo dobrze, szczególnie po tym, że zawsze zjawiał się rankiem na kawę, a przynajmniej do południa, a nie zwalał na wieczór, gdy jedyne o czym myślała to zamknięcie lokalu. Co gorsza nie miała pojęcia co mógłby zamówić na wieczór, bo z tej strony to ona w ogóle go nie znała! — Coś podać? — zapytała przejeżdżając ścierką po blacie, a potem odwróciła się do niewielkiej szafy grającej stojącej na ladzie, wrzuciła żeton i wybrała piosenkę ponownie odwracając się do ich stałego klienta, który już dawno wpadł jej w oko, co z pewnością nie spodobałoby się jej obecnemu chłopakowi, ale hej! Przecież jeszcze go tutaj nie było! Niewinny flirt jeszcze chyba nikogo nie zabił, prawda? Chociaż w jej wykonaniu był wysoce niebezpieczny, kiedyś wylała na klienta gorącą kawę jak się jej spodobał i prawie przez to wyleciała. Teraz jednak ograniczyła się do uroczego uśmiechu, choć pewnie dziwnie wyglądała z tymi resztkami gumy balonowej na policzku. Tak, wciąż ją miała.

Obrazek

90's

: sob paź 03, 2026 10:31 am
autor: William N. Patel
Codziennie rano przychodziłem do The Red Rockett na szybkie śniadanie przed zajęciami. Zawsze zamawiam mocną, czarną kawę bez cukru, oczywiście z dolewką, tosta z podwójnym serem i proszę o popielniczkę. Jednego papierosa wypalam zanim kelnerka poda mi zamówienie, drugiego jak tylko skończę jeść. Przy posiłku zwykle grzebię w notatkach i słucham muzyki z walkmana, zwykle nowości, które jakimś cudem wpadną mi w ręce. Zawsze na koniec zostawiam napiwek. Ale wieczorami przychodzę tutaj rzadko, prawie w ogóle, zwykle mam wtedy inne rzeczy do roboty, na przykład oddaję się swoim pasjom. Kręcę się po studenckich lokalach, gram, w środy prowadzę audycje radiową na kampusie. Dzisiaj wyjątkowo mam wolny wieczór i w zasadzie nie wiem co ze sobą zrobić, a wszystkie okoliczne drogi prowadzą przecież do Red Rockett. Dlatego zajmuję swoje stałe miejsce i opadam ciężko na ladę, opierając na niej łokcie, stukam palcami o blat - Cześć, Wendy - zczytuję jej imię z plakietki, chociaż to nie pierwszy raz kiedy się widzimy, w zasadzie obsługuje mnie bardzo często. Czasem wita uśmiechem i od razu podkłada popielniczkę, a wtedy wiem, że nie muszę nic mówić, jedynie odpowiadam uśmiechem. Nie zakładam wówczas słuchawek i słucham barowej muzyki oraz dźwięków smażonego tosta. Czasem nuci przy robieniu zamówienia, to nawet urocze. Wydawało mi się, że kojarzę ją także z innych miejsc, ale bez tego wdzianka kelnerki pewnie wyglądała całkiem inaczej. Przenoszę spojrzenie na menu wypisane na ścianie za barem - Nie mam pojęcia co wziąć, polecasz coś? - potem mój wzrok opada na dziewczynę, patrzę jak wrzuca krążek do szafy grającej i wybiera piosenkę, pierwsze takty sprawiają, że bujam lekko głową, w muzykę jestem wpierdolony bardziej niż w cokolwiek, myślę, że mógłbym nie oddychać przez tydzień, a nie wytrzymałabym dnia bez muzyki - Nawet niezłe, co to za kawałek? - pytam, po czym wbijam spojrzenie w jej twarz, dopiero teraz zauważając, że ma coś różowego na policzku - Masz coś, o tutaj - przesuwam palcem po swojej twarzy, mniej więcej w tym miejscu, a ostatecznie posyłam jej jakiś taki łobuzerski uśmiech - Poczekaj, mogę? - ale w zasadzie wcale nie czekam na pozwolenie, w zamian podnosząc się nieznacznie ze swojego miejsca, żeby znaleźć się bliżej, chwytam w dłoń serwetkę i delikatnie przesuwam nią po dziewczęcym policzku, żeby zetrzeć ślad gumy balonowej, może przypadkiem, a może właśnie wcale nie, zahaczam kciukiem o jej skórę, na dłużej zawieszam spojrzenie na jej wielkich oczach. Kilka kosmyków moich długich włosów wypada mi zza ucha i przysłania kawałek twarzy.

Wendy Gardner

90's

: sob paź 03, 2026 11:03 pm
autor: Wendy Gardner
Toronto wcale nie było takie duże jak mogłoby się to co po niektórym wydawać, albo Wendy wydawało się ono dziwnie małe, bo wpadała na niego naprawdę często i wcale nie chodziło tylko o jego regularne wizyty w knajpie, w której pracowała. Ich ścieżki przecięły się niejeden raz też na kampusie i miała okazję słuchać już jego audycji. Niekiedy nawet mijali się w studenckich lokalach, w których bywała ze swoją paczką znajomych na tyle często cholernie rzadko na ile pozwalał jej Brandon, jej obecny chłopak i najlepszy kumpel jej brata. Jednak gdzieś w tym całym szaleństwie nigdy oficjalnie się nie poznali, więc gdy usłyszała swoje imię padające z jego ust w pierwszej chwili się zmieszała. Zna moje imię? W drugiej chwili już zrozumiała, że nie dlatego, że ją kojarzy, a za sprawą plakietki. Przywitała go więc uśmiechem i sama kątem oka zerknęła na menu, które przecież i tak znała na pamięć. — Z tego? — zerknęła na ich wieczorną rozpiskę posiłków serwowanych w lokalu i pokiwała głową bezradnie. — O tej porze? Gość z kuchni powiedziałby, że co najwyżej wyjście w podskokach — zażartowała puszczając mu oczko, bo może mieli jeszcze godzinę czasu do zamknięcia, ale jednocześnie mieli też dziś bardzo upierdliwego kucharza na zmianie. — Ale masz dzisiaj szczęście, bo tak się składa, że mam znajomości i mogę załatwić ci coś pysznego — kucharz lubił ją, no ale kto nie lubił Wendy? Przecież była do rany przyłóż! Biedna nie zdawała sobie sprawy z tego, że typ z kuchni boi się jej zajść za skórę. Wystarczyłaby jedna skarga Gardner u jej chłopaka i biedny kucharz musiałby spłacać swoje długi w podskokach, ale o tym też nie miała pojęcia. — Crowded House — odpowiedziała unosząc lekko brwi zdziwiona, że się jej tak przygląda. — Podobno mają w przyszłym miesiącu grać w mieście koncert — zagadnęła nieco zmieszana, ale zwykle gdy coś ją peszyło to albo odwalała jakąś akcję albo paplała trzy po trzy, więc teraz padło chyba na opcję numer dwa. — Nie znam zbytnio ich piosenek, ale Weather With You też jest fajna, choć bardziej podoba mi się ta. Don't Dream It's… — zacięła się, kiedy zobaczyła jego łobuzerski uśmiech i znieruchomiała, gdy się do niej wyrwał. Mogłaby przysiąc, że serce szybciej jej zabiło, a policzek przyjemnie zapiekł, gdy poczuła jego dotyk na skórze. Momentalnie oblała się rumieńcem, a jednak nie potrafiła odwrócić wzroku. Cholera wie ile by tak jeszcze stała wpatrując się w jego oczy, gdyby nie to, że była sobą i w tym najbardziej nieodpowiednim momencie szturchnęła łokciem szklankę z wodą, która w ekspresowym tempie zaczęła przesuwać się po blacie w jego kierunku. — Shi, shit, shit… przepraszam — szybko ścierkę porwała próbując ratować sytuację. — Tylko nie potrącaj nam z napiwków, bo znów Mindy będzie mówiła, że to przez moją niezdarność ich nie dostajemy, a jestem prawie pewna — pochyliła się w jego stronę, by tylko on usłyszał jej szept — że to za sprawą jej bitch face je tracimy — i znów odchyliła się obdarzając go błagalnym i przesłodkim spojrzeniem. Co jak co, ale on zawsze zostawiał im napiwki. — Zaraz ci to jakoś wynagrodzę, daj mi chwilę — zapewniła i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do kuchni. Trochę jej nie było, ale gdy już wróciła to z pełnymi rękami. I talerz z tostem mu pod nos podsunęła, ale nie byle jakim. Szarpane mięso w środku było soczyste, pokryte idealnie roztopionym serem, do tego sosu było nie za mało, ale też nie za wiele, i d e a l n i e, a zamiast jednego pikla to dostał, aż trzy plasterki, więc oby się mu od tego dobrobytu w głowie nie poprzewracało. To powinno być na tyle z jej strony, ale zamiast wrócić do pracy łokcie położyła na blacie, na dłoniach ułożyła sobie twarz i przyglądała się mu wyczekując opinii.
Obrazek