You don't know how much it hurts...
: pt paź 02, 2026 7:59 pm
I loved how it was, when we were younger...
Kiedyś wszystko było łatwiejsze. Mniej obowiązków, odpowiedzialności i zasad do przestrzegania, a tych ostatnich w domu Państwa Deamonne nigdy nie brakowało. Jeśli dziewczyna miałaby być szczera chociażby w stosunku do samej siebie, to zmuszona była przyznać, że po dzień dzisiejszy jej rodzenstwo wraz z mamą, żyją pod dyktando głowy rodu. Wszyscy egzystują według jego planu. Dlaczego onaprzynajmniej do niedawna nie musiała? Cóż, bycie "córeczką tatusia" miało swoje benefity, z których Servillah ochoczo korzystała, zwłaszcza za młodu. Większa swoboda, czy tak pożądana w tej przeklętej po wsze czasy rodzinie możliwość wyboru, bądź decydowania o sobie, były tym, czego zazdrościli jej bracia i siostra.
Co więc ta młodziutka brunetka robiła ze swoją wolnością? Czerpała z niej pełnymi garściami.
Wychodziła ze znajomymi, imprezowała, realizowała największe pasje, po prostu żyła. W taki właśnie sposób, mając zaledwie 16 lat, poznała swoją pierwszą, wielką miłość.
Dominic Reyes choć wówczas nieco starszy, od razu zwrócił uwagę Panny Deamonne. Przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, a do tego grał w kosza lepiej, niż nie jeden zawodowy gracz. Niby ideał, ale niestety posiadał pewną znaczącą wadę - zmieniał dziewczyny, jak rękawiczki, co początkowo mocno przygasiło entuzjazm Vi. Musiały minąć długie miesiące, zanim odważyła się dać szansę tej relacji. Jednak była to w jej odczuciu najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć.
To właśnie u jego boku, zakochana po uszy nastolatka zasmakowała miłości, o jakiej wówczas zwykła tylko marzyć, czytając wieczorami chowane gdzieś pod łóżkiem romansidła. Niestety przewrotny w swej istocie los, miał co do nich zupełnie inne zamiary. Zaraz po zakończeniu szkoły średniej, Steven ojciec dziewczyny, odkrył ten długo trzymany w tajemnicy związek.
W jego oczach Reyes nie był wystarczająco dobry, by stać się częścią budowanego przez niego imperium. Ponadto stał się realnym zagrożeniem wobec daleko idących planów, dotyczących przyszłości młodej Deamonne.
A co, jak co, ale akurat ten konkretny mężczyzna powstałe na swej drodze "problemy" potrafił bardzo skutecznie usuwać. Podstępem zmusił więc zrozpaczoną nastolatkę do natychmiastowego zakończenia owej relacji, a następnie pod pretekstem dalszej nauki, wywiózł ją z miasta.
Nie tak urodziwa Pani Enolog wyobrażała sobie powrót do domu. Plan był prosty. Przede wszystkim, miała to być tylko kilkudniowa wizyta. Servillah chciała odwiedzić najbliższych, porozmawiać z nimi na temat decyzji, którą podjęła odnośnie odziedziczonego przed kilkoma miesiącami spadku po babci, a w efekcie końcowym, powrót do Oliver. Niestety pech chciał, że wszystkie dotychczasowe plany kobiety rozpadły się, niczym domek z kart, a dowodem na to był lśniący na jej serdecznym pałacu pierścionek zaręczynowy, będący symbolem okrutniej gry, której mimowolnie stała się częścią.
Teraz spacerując ulicami Toronto, nawet nie wiedziała, kiedy nogi same poniosły ją tam, gdzie poprzysięgła samej siebie nigdy więcej nie wracać. Ten z pozoru zwyczajny punkt widokowy, był miejscem wyjątkowym, z jakim to wiązał ją nie tylko sentyment, ale i cała masa przyprawiających o szybsze bicie serca wspomnień. Gdy nareszcie dotarła do swego celu, szybko zorientowała się, że nie jest sama. Dominic również tam był, lecz zdążyło minąć kilka długich, niczym wieczność minut, zanim Vi zdecydowała się do niego dołączyć.
- Nie sądziłam, że wciąż tutaj przychodzisz...- Odparła z ledwo widocznym na ustach uśmiechem, gdy zatrzymała się tuż obok mężczyzny, ciesząc swe oczy widokiem, za którym tak cholernie tęskniła.
Dominic Reyes
Kiedyś wszystko było łatwiejsze. Mniej obowiązków, odpowiedzialności i zasad do przestrzegania, a tych ostatnich w domu Państwa Deamonne nigdy nie brakowało. Jeśli dziewczyna miałaby być szczera chociażby w stosunku do samej siebie, to zmuszona była przyznać, że po dzień dzisiejszy jej rodzenstwo wraz z mamą, żyją pod dyktando głowy rodu. Wszyscy egzystują według jego planu. Dlaczego ona
Co więc ta młodziutka brunetka robiła ze swoją wolnością? Czerpała z niej pełnymi garściami.
Wychodziła ze znajomymi, imprezowała, realizowała największe pasje, po prostu żyła. W taki właśnie sposób, mając zaledwie 16 lat, poznała swoją pierwszą, wielką miłość.
Dominic Reyes choć wówczas nieco starszy, od razu zwrócił uwagę Panny Deamonne. Przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, a do tego grał w kosza lepiej, niż nie jeden zawodowy gracz. Niby ideał, ale niestety posiadał pewną znaczącą wadę - zmieniał dziewczyny, jak rękawiczki, co początkowo mocno przygasiło entuzjazm Vi. Musiały minąć długie miesiące, zanim odważyła się dać szansę tej relacji. Jednak była to w jej odczuciu najlepsza decyzja, jaką mogła podjąć.
To właśnie u jego boku, zakochana po uszy nastolatka zasmakowała miłości, o jakiej wówczas zwykła tylko marzyć, czytając wieczorami chowane gdzieś pod łóżkiem romansidła. Niestety przewrotny w swej istocie los, miał co do nich zupełnie inne zamiary. Zaraz po zakończeniu szkoły średniej, Steven ojciec dziewczyny, odkrył ten długo trzymany w tajemnicy związek.
W jego oczach Reyes nie był wystarczająco dobry, by stać się częścią budowanego przez niego imperium. Ponadto stał się realnym zagrożeniem wobec daleko idących planów, dotyczących przyszłości młodej Deamonne.
A co, jak co, ale akurat ten konkretny mężczyzna powstałe na swej drodze "problemy" potrafił bardzo skutecznie usuwać. Podstępem zmusił więc zrozpaczoną nastolatkę do natychmiastowego zakończenia owej relacji, a następnie pod pretekstem dalszej nauki, wywiózł ją z miasta.
Nie tak urodziwa Pani Enolog wyobrażała sobie powrót do domu. Plan był prosty. Przede wszystkim, miała to być tylko kilkudniowa wizyta. Servillah chciała odwiedzić najbliższych, porozmawiać z nimi na temat decyzji, którą podjęła odnośnie odziedziczonego przed kilkoma miesiącami spadku po babci, a w efekcie końcowym, powrót do Oliver. Niestety pech chciał, że wszystkie dotychczasowe plany kobiety rozpadły się, niczym domek z kart, a dowodem na to był lśniący na jej serdecznym pałacu pierścionek zaręczynowy, będący symbolem okrutniej gry, której mimowolnie stała się częścią.
Teraz spacerując ulicami Toronto, nawet nie wiedziała, kiedy nogi same poniosły ją tam, gdzie poprzysięgła samej siebie nigdy więcej nie wracać. Ten z pozoru zwyczajny punkt widokowy, był miejscem wyjątkowym, z jakim to wiązał ją nie tylko sentyment, ale i cała masa przyprawiających o szybsze bicie serca wspomnień. Gdy nareszcie dotarła do swego celu, szybko zorientowała się, że nie jest sama. Dominic również tam był, lecz zdążyło minąć kilka długich, niczym wieczność minut, zanim Vi zdecydowała się do niego dołączyć.
- Nie sądziłam, że wciąż tutaj przychodzisz...- Odparła z ledwo widocznym na ustach uśmiechem, gdy zatrzymała się tuż obok mężczyzny, ciesząc swe oczy widokiem, za którym tak cholernie tęskniła.
Dominic Reyes