Yee-haw!
: pt paź 02, 2026 8:34 pm
#
25We ride and never worry about the fall
I guess that's just the cowboy in us all
I guess that's just the cowboy in us all
Wendy uwielbiała tematyczne imprezy, więc gdy tylko dowiedziała się o planowanym w tej okolicy wydarzeniu szybko napisała do Jayce, z którym już była wcześniej umówiona, że nastąpiła nagła zmiana planów, po czym wysłała mu namiar na lokalizację z datą imprezy, godziną i wskazówkami co do ubioru, bo w końcu jak na taką imprezę przystało obowiązywał kowbojski dress code. Tak się składało, że chwilowo była w swojej cowboy era, a tym samym nie mogła narzekać na brak stylizacji odpowiednich na taką imprezę. Założyła idealnie dopasowane jeansy, które na tylnej kieszeni miały niewielkie naszycie kiss my ass cowboy, do tego zarzuciła prosty biały top, skórzaną kamizelkę z frędzlami i ozdobny pasek z klamrą. No i kowbojki! Dokładnie te, które wcześniej uwieczniła na zdjęciu i podesłała mu na mapliderze. Na włosy wcisnęła swój kowbojski kapelusz i gdy spojrzała na siebie w lustrze zdawała sobie sprawę, że Jayce z całą pewnością nie będzie rozczarowany. Na pewno nie tym jak wygląda, bo jeśli chodzi o całą resztę to cóż… dopiero się przekonają. Wendy była optymistycznie nastawiona do tego spotkania, bo było ono idealną okazją by połączyć jej nowy ulubiony sport (czyt. ujeżdżanie byka, którego dosiadła tylko raz) z pociągiem do gościa, który twierdził, że urodził się w rodzinie kowbojów.
Yee-haw!
Studencko spóźniona pchnęła drewniane drzwi lokalu, gdzie rozbrzmiewała klimatyczna muzyczka, a w powietrzu unosił się zapach żeberek w sosie BBQ. Ahhh! Westchnęła rozglądając się wokół, bo wszystko wyglądało bajecznie. Ona też, więc pasowała tu idealnie. Wystarczyło zrobić tylko spektakularne wejście, jakiś pewny seksowny krok w stronę baru, gdzie chyba wypatrzyła swoją randkę. Szkoda tylko, że gdy postawiła najpierw jeden, a potem drugi krok to czubek kowbojki zahaczył o wycieraczkę iiii — Uuuuooooaaaa — pisnęła cicho z trudem łapiąc równowagę, rękami kręcąc tak szybko, że śmiało mogła robić za wiatraczek i schłodzić gorącą atmosferę panującą w lokalu. Na szczęście jakimś cudem utrzymała pion, uśmiechnęła się niewinnie do ochroniarza i wykonała krok w stronę baru, najpierw ostrożnie, ale z każdym kolejnym trochę pewniej zmniejszała dystans między sobą, a Jaycem. Gdy w końcu przed nim przystanęła, założyła ręce na biodra i zmierzyła go zadziornym spojrzeniem. — No cześć kowboju — rzuciła radośnie poprawiając swój kapelusz przybliżając się jeszcze o krok. — Krążą plotki, że twoja energia jest trudna do ujarzmienia — zagadnęła wbijając spojrzenie w jego - shit, jakie piękne - oczy — moja z kolei sprowadza na mnie codziennie nowe zagrożenie, więc mamy dwie opcje: albo to będzie legendarny wieczór, albo wylądujemy na pogotowiu — widział jej wejście, prawda?! Na pewno widział. Więc wiedział o czym mówi. — Gotowy zaryzykować? — czy od razu wolał spaść z tego byka i sobie odpuścić?

