Strona 1 z 3
001. Just another night in my pitch-black paradise
: pt paź 02, 2026 8:45 pm
autor: Reon Moriya
Był piątkowy wieczór, a Reon jak to Reon, wyśmienicie bawił się na imprezie w klubie. Tak jak zwykle, obiecał Ryoucie, że wróci do domu najpóźniej o północy i tak jak zwykle, absolutnie nie miał zamiaru tego robić. Znowu ryzykował, że mężczyzna sam się po niego pofatyguje, żeby zatargać go do domu, ale to zdecydowanie było zmartwienie przyszłego Reona, a nie teraźniejszego.
Akurat był na parkiecie tańcząc z jakąś atrakcyjną dziewczyną, którą dzisiaj poznał. Ocierała się o niego w sugestywny sposób, a Moriya sobie nie żałował, pozwalając swoim rękom zawędrować tu i ówdzie na ciele dziewczyny. Wiedział, że jak dobrze to dzisiaj rozegra, to możliwe, że skończą razem w łóżku i dokładnie do tego dążył. Pewnie jego plan by się powiódł, gdyby nagle w klubie nie zapanowała głucha cisza i nie zrobiło się niepokojąco ciemno. Dosłownie w przeciągu kilku sekund rozległy się głosy ludzi pytających co się stało i o co chodzi. Ktoś powiedział, że to pewnie jakieś zwarcie i wszystko zaraz wróci do normy, ktoś inny napomknął coś o wywalonych korkach. Ostatecznie, mijało coraz więcej czasu, a prądu w klubie dalej nie było. Każdy świecił sobie po oczach latarkami z telefonów, próbując jakoś odnaleźć się w tym tłumie i na nikogo nie wejść. Reon również używał telefonu, żeby oświetlić sobie swoje najbliższe otoczenie. Po dłuższym czasie oczekiwania, kiedy do imprezowiczów zaczęło docierać, że chyba z dalszej zabawy w klubie nici, ludzie zaczęli się zbierać do wyjścia. Dziewczyna, z którą przed chwilą tańczył podziękowała mu za zabawę, po czym oddaliła się, żeby dołączyć do swoich koleżanek, z którymi tutaj przyszła. Nieco go to zirytowało, bo nie na to liczył. Zdecydował, że skoro tak się sprawy miały, to w takim razie on też wraca do domu. Ryouta zapewne będzie wniebowzięty, że wróci przed ustaloną godziną policyjną.
Po wyjściu z klubu okazało się, że na ulicach również panowały egipskie ciemności. Musiał przyznać, że było to naprawdę niepokojące. Nawet nie zorientował się, kiedy jego ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz i dostał ciarek. Rozejrzał się, jakby w poszukiwaniu jakiegoś źródła światła, ale nic z tego. Wyjął z kieszeni spodni telefon i zamówił taksówkę, na którą na szczęście nie musiał długo czekać.
Na początku myślał, że to może problem z prądem w tej jednej konkretnej dzielnicy albo jedynie w pobliskiej okolicy, w której znajdował się klub. Jednak obserwując przez szybę samochodu widoki za nią, dotarło do niego, że sytuacja była poważniejsza niż przypuszczał. Gdy w końcu dotarł pod apartamentowiec w którym mieszkali z Ryo i tutaj również było ciemno jak w dupie, uświadomił sobie, że chyba brak prądu dotyczył całego miasta.
Wysiadł z auta i od razu skierował swoje kroki w kierunku wejścia do budynku. Znalazłszy się wewnątrz, od razu włączył latarkę w telefonie, bo tutaj również panowała całkowita ciemność. Oświetlając sobie drogę, odruchowo odbił w kierunku windy i dopiero w pół drogi się zatrzymał, orientując się, że ta zapewne nie działała, skoro nie było prądu. Na szczęście mieszkali nisko, dlatego wejście schodami na odpowiednie piętro nie stanowiło dla niego problemu. Po dotarciu pod odpowiednie drzwi, poświecił sobie na zamek, do którego wsunął klucz. Przekręcił go, po czym nacisnął na klamkę i wszedł do mieszkania. To, że w środku również panowała ciemność w ogóle go nie zaskoczyło.
— Kochanie, wróciłem! — powiedział na tyle głośno, żeby Ryo był w stanie go usłyszeć, jeśli był w domu. Uśmiechnął się jeszcze głupkowato, najwyraźniej uznając, że takie przywitanie ze swoim prześladowcą ochroniarzem było bardzo zabawne. Po tym jak zdjął z nóg buty, ruszył w głąb mieszkania, wciąż oświetlając sobie drogę telefonem. Przez to, że trochę sobie już zdążył wypić, jego kroki były dość chwiejne. Nic więc dziwnego, że po tym jak dotarł do salonu i chciał podejść do kanapy, to nieco go zniosło bardziej w jedną stronę i w rezultacie przydzwonił z impetem piszczelą w kant stolika do kawy.
— Kurwa! — krzyknął i opadł na kanapę, rzucając telefon obok siebie. — Ja pierdolę, co za gówno! Kto to tutaj postawił! — nachylił się, żeby rozmasować dłonią obolałe miejsce na nodze.
Ryouta Aso
001. Just another night in my pitch-black paradise
: pt paź 02, 2026 10:00 pm
autor: Ryouta Aso
Jak zwykle w piątkowy wieczór Reon miał zamiar wybrać się na imprezę. Ryouta już nawet tego nie komentował i nie marudził, a po prostu przyjął to do wiadomości. Oczywiście dał chłopakowi do zrozumienia, że miał wrócić do domu przed północą. To, czy tak się stanie, było jak loteria. Mógł przyjść o czasie, a mógł zasiedzieć się w klubie albo w czyimś łóżku. Miał tylko nadzieję, że tym razem nie popełni jakiegoś głupstwa i że nie będzie musiał się po niego fatygować czy to w nocy, czy nad ranem. Oczywiście raz na jakiś czas pisał do niego wiadomości, na które rzecz jasna nie dostawał za często odpowiedzi. Akurat do tego też zdążył się przyzwyczaić.
Skoro miał wieczór dla siebie i mógł go spędzić tak, jak tylko miał na to ochotę, postanowił zamówić sobie coś do jedzenia i obejrzeć kolejny odcinek serialu, który ostatnio polecił mu kolega z pracy. Nie wiedział, na co do jedzenia powinien się zdecydować, ale ostatecznie uznał, że pizza będzie najlepszym wyborem. Znalazł więc w aplikacji włoską pizzerię, wybrał jedną z pozycji i złożył zamówienie. Nie musiał długo czekać na kuriera i niedługo później siedział na kanapie, zajadając i oglądając. I pewnie dokładnie w ten sposób spędziłby cały wieczór, gdyby nie to, że nagle szlag trafił prąd. W pierwszym odruchu zastygł z kawałkiem pizzy w dłoni, czekając na to, aż prąd zaraz wróci. Przecież czasami tak się zdarzało, że było jakieś spięcie i na chwilę wywalało zasilanie. Tak jednak się nie stało, więc odłożył pizzę do kartonu i sięgnął po telefon. Włączył latarkę, żeby rozejrzeć się po najbliższej okolicy, jakby to cokolwiek miało dać.
Wstał z kanapy i podszedł do okna, chcąc sprawdzić, czy sprawa dotyczyła tylko ich mieszkania albo budynku, ale wyglądało na to, że cała okolica pozostała bez prądu. Musiał przyznać, że trochę go to zaniepokoiło i nie bardzo wiedział, co się działo. Odpalił internet, wszedł na Facebooka, na którym pojawiło się pełno postów z pytaniem, czy ktoś coś wie. Jak łatwo się można było domyślić, nikt nic jeszcze nie wiedział. Zrezygnowany przeszedł z powrotem do salonu, gdzie usiadł na kanapie. Odchylił głowę na oparciu, wbijając wzrok w sufit i odetchnął ciężko. Nie miał pojęcia, co się robiło, kiedy nie było prądu. To nie tak, że mieli w mieszkaniu jakieś świeczki albo latarki, a przynajmniej on sobie nie przypominał, żeby coś takiego mieli.
Oczywiście przyszło mu do głowy to, czy Reon również miał takie przygody. Zadzwonił do niego, ale chłopak oczywiście nie odebrał. Nie widział sensu w wypisywaniu do niego, więc po prostu się poddał. Na pewno nie spodziewał się tego, że niedługo po tym, Moriya we własnej osobie pojawi się w mieszkaniu. Najwyraźniej brak prądu pokrzyżował mu plany na wieczór, bo w przeciwnym razie nie byłoby go tutaj o tak młodej godzinie.
— Kochanie? — mruknął do siebie pod nosem i odetchnął głęboko. Po tym, jak tamten się tłukł, mógł tylko podejrzewać, w jakim był stanie. Niczego innego nie spodziewał się po tym, że był pewnie w klubie na imprezie. Nie chciał jednak tego komentować, bo już zdążył się nauczyć, że marudzenie na to, ile Reon wypił, mijało się z celem, bo ten i tak nic sobie z tego nie robił. Szkoda było strzępić język. Gdy chłopak znalazł się bliżej i tak wpadł na stolik, pokręcił głową z dezaprobatą. Miał wrażenie, że Moriya nie zorientował się, że siedział zaraz obok niego.
— Ten stolik stoi tutaj od samego początku, kiedy tutaj mieszkamy — rzucił w jego stronę. Sięgnął z powrotem po swój telefon, odpalił latarkę i odłożył urządzenie na stolik tak, by świeciło do góry. — Wróciłeś, bo wywaliło prąd w klubie, a nie dlatego, że miałeś być przed północą, mam rację? — zapytał, choć odpowiedź była oczywista.
Reon Moriya
001. Just another night in my pitch-black paradise
: pt paź 02, 2026 10:28 pm
autor: Reon Moriya
Gdy nagle obok niego rozległ się cudzy głos, tak spanikował i się przestraszył, że momentalnie podskoczył, wciskając się zaraz w kąt kanapy. Chwycił za telefon i od razu poświecił w stronę Ryouty, waląc mu światłem po oczach, zupełnie jakby chciał się upewnić, że to nie był ktoś obcy. Widząc jednak Aso, odetchnął z ulgą.
— Nie strasz mnie tak znienacka — powiedział, cmokając zaraz na niego i wypuścił głośno powietrze nosem. Serce waliło mu jak szalone, bo tak się przestraszył. Co z tego, że sam nie zauważył tego, że mężczyzna cały czas siedział na kanapie w salonie.
— Jesteś pewien, że go nie przestawiłeś? — zapytał podejrzliwie, mrużąc powieki i przyglądając się Ryo przez dłuższą chwilę. W końcu przeniósł spojrzenie na stolik, patrząc się na mebel nieprzychylnie, zupełnie jakby ten sam celowo postanowił zrobić mu krzywdę. — No wiesz co? — burknął. — Może dzisiaj chciałem być grzecznym i przykładnym chłopcem, więc zdecydowałem się wrócić do domu tak jak ustaliliśmy — stwierdził i wzruszył ramionami. Było to wierutne kłamstwo i był pewien, że Ryouta nie uwierzy w jego wersję wydarzeń. Ponownie spojrzał w stronę stolika i dopiero teraz zarejestrował, że leżało na nim pudełko z pizzą.
— Ooooo, zamówiłeś pizzę — stwierdził. — Skąd wiedziałeś, że będę głodny jak wrócę do domu? — zapytał, po czym jak gdyby nigdy nic sięgnął do pudełka, żeby wyjąć z niego kawałek. Od razu się w niego wgryzł, po czym wydał z siebie przeciągły pomruk. — Jest jakieś piwo w domu? — zapytał, ale zanim Aso zdążył mu odpowiedzieć, wstał z kanapy. Zachwiał się przy tym lekko, po czym poświecił sobie pod nogi i względnie ostrożnie ruszył w kierunku aneksu kuchennego. Po drodze wgryzł się ponownie w kawałek pizzy, który wciąż trzymał w dłoni. Gdy znalazł się przy lodówce, spojrzał na swoje ręce, które obie były zajęte — w jednej miał telefon, a w drugiej pizzę. Odłożył kawałek na blat wyspy, zapewne przy okazji go zatłuszczając, po czym równie zatłuszczoną dłonią sięgnął do drzwi lodówki, które otworzył. Widząc, że panowała w niej ciemność, zamrugał kilkakrotnie.
— O kurwa, Ryo. Lodówka nie działa — zauważył. Ktoś powinien mu wręczyć jakiś order za bycie spostrzegawczym geniuszem. Nikt inny by się przecież nie domyślił, że jak wywaliło prąd, to wszystkie sprzęty elektryczne – włącznie z lodówką – przestały działać. — Żarcie nam zgnije — zwrócił uwagę na kolejny, mało oczywisty fakt. Potem wyjął z lodówki puszkę z piwem, otworzył ją i wypił kilka solidnych łyków, a na koniec odetchnął głośno. — Na szczęście jeszcze zimne — stwierdził. Odstawił puszkę na blat wyspy, położył na jej wierzchu kawałek pizzy, po czym chwycił piwo i ostrożnie ruszył z powrotem w kierunku kanapy. Gdy do niej dotarł, odstawił puszkę na blat agresywnego stolika, zgarnął z powrotem w dłoń kawałek pizzy i uwalił się obok Ryouty, wracając do jedzenia. Gdy skończył, wytarł tłustą dłoń o swoje udo, w materiał spodni które miał na sobie.
— Wiesz w ogóle, co się stało? — zapytał, sięgając po puszkę z piwem. Rozsiadł się wygodniej i spojrzał w stronę Ryo. — Próbowałem coś poczytać w internecie jak jechałem w taksówce, ale tak mi się literki rozmazywały, że dałem sobie spokój — zaśmiał się. — Mam nadzieję, że szybko to ogarną. Mamy w ogóle w domu jakieś świeczki albo porządniejszą latarkę? — zapytał. — Jak nam telefony padną od tego świecenia to jesteśmy w dupie, bo nawet ich nie naładujemy — dodał. Sytuacja była nieciekawa.
Ryouta Aso
001. Just another night in my pitch-black paradise
: sob paź 03, 2026 9:14 am
autor: Ryouta Aso
— Nie straszę. Po prostu tutaj siedzę — powiedział, ściągając brwi. Skąd miał wiedzieć, że Reon go nie zauważył i że się go przestraszy, gdy się do niego odezwie? Oczywiście nie miał żadnych wyrzutów sumienia z tego tytułu, bo niby dlaczego miałby je mieć, skoro nie zrobił nic złego. To nie tak, że wyszedłby mu naprzeciw, ciesząc się na jego powrót jak pies.
— Tak, jestem pewien. Stoi w tym samym miejscu, co zawsze — mruknął w odpowiedzi i przetarł oczy palcami. Nie był zaskoczony tym, że chłopak był najwyraźniej wypity, skoro nie ogarniał takiej prostej rzeczy, jak nie wpadnięcie na stolik. — Jakoś w to nie wierzę. Mogę się założyć, że nawet nie kontrolowałeś czasu — odparł. — Znowu musiałbym cię szukać po mieście albo rano odbierać z czyjegoś mieszkania — dodał i wzruszył ramionami. Za dobrze go znał, żeby nie wiedzieć, jak to się mogło skończyć. Przecież to nie byłby pierwszy raz, gdyby wieczór skończył się w taki sposób. Drażniło go to, że ten był takim lekkoduchem, ale niestety nie mógł nic na to poradzić. To nie tak, że był jego ojcem i mógł mieć na niego jakichś wpływ.
— Nie wiedziałem — rzucił w odpowiedzi. — Zamówiłem ją dla siebie i miałem zamiar zjeść ją całą samemu — dodał, unosząc wyżej brew. Westchnął ciężko, kiedy Reon sięgnął do pudełka po kawałek pizzy. Nie był jednak zaskoczony tym, że ten postanowił się poczęstować. Nie skomentował też tego już w żaden sposób, bo to nie tak, że krzywda mu się stanie, jak odda mu jeden albo dwa kawałki. Poza tym i tak stracił apetyt przez to całe zamieszanie z brakiem prądu. Już otwierał usta, żeby mu odpowiedzieć, że może już wystarczy tego alkoholu, ale w tym samym momencie Reon wstał i ruszył w stronę lodówki. Sięgnął po swój telefon i poświecił w jego kierunku, jakby chciał kontrolować to, co tamten robił.
— No co ty nie powiesz? — zapytał zrezygnowany. Cóż, od dawna wiedział, że Eon nie był najostrzejszym ołówkiem w piórniku, więc jakoś nie zaskoczyło go to, że nie połączył sobie takich prostych faktów. Najwyraźniej w jego świecie lodówki działały niezależnie od tego, czy był prąd, czy też go nie było. — Jeśli prąd szybko nie wróci, to owszem. Do tego rozmrozi się wszystko, co jest w zamrażarce, a w kuchni będzie wielka kałuża — powiedział. Z tego względu miał nadzieję, że uda się w miarę szybko przywrócić zasilanie. Bardzo by nie chciał wyrzucać wszystkiego, co było w lodówce, bo było tego naprawdę sporo. Ryouta dużo gotował, a wczoraj był na zakupach, żeby kupić potrzebne składniki na zaplanowane na ten tydzień obiady. — No tak, przecież to najważniejsze, że piwo nie zdążyło się ogrzać — odparł z krótkim westchnięciem. Ostatnie, o czym by pomyślał to, że piwo się ociepli przez to, że lodówka przestała działać. Mieli zupełnie różne priorytety.
Kiedy Reon znów znalazł się na kanapie, odłożył z powrotem telefon na stolik. Nie skomentował tego, że tak wytarł ręce o spodnie, bo nie miał siły tłumaczyć mu tego, że ręce należy myć, a nie wycierać w ubrania. Już nie raz miał okazję się przekonać, że Moriya był syfiarzem. Mieszkanie z kimś, kto wszędzie zostawia po sobie brud i bałagan, kiedy samemu lubiło się mieć porządek, było cholernie frustrujące.
— Nie. Skąd miałbym wiedzieć? — spojrzał na niego z politowaniem. — Jakoś mnie to nie dziwi — mruknął pod nosem. — Przed chwilą sprawdzałem Facebooka i nikt nic nie wie. Jest za to mnóstwo pytań i spekulacji na temat tego, co mogło się stać — wyjaśnił. Sam był bardzo ciekaw, co takiego się wydarzyło i czy powinni się przygotować na to, że prądu nie będzie przez dłuższy czas. — Latarki nie mamy żadnej. A co do świeczek... po cichu liczyłem na to, że masz może jakieś zapachowe, którymi możemy się poratować — powiedział. Sam nie wiedział dlaczego, ale jakoś pasowało mu do niego to, że lubi sobie zapalić coś dla przyjemnego zapachu. — Brawo Sherlocku — rzucił. — Mam dwa naładowane powerbanki — odparł. Zawsze trzymał je w pełni naładowane, bo nigdy nie wiadomo, co ich spotka. A nuż będą musieli gdzieś uciekać. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Reon Moriya
001. Just another night in my pitch-black paradise
: sob paź 03, 2026 1:02 pm
autor: Reon Moriya
Spojrzał na niego z politowaniem i westchnął ciężko, kręcąc głową na boki. Nawet jeśli mężczyzna tutaj siedział, to powinien jakoś dać mu do zrozumienia, że to robił, a nie udawał, że go nie ma.
— Skoro słyszałeś, że wróciłem, to mogłeś mi dać znać, że tutaj siedzisz — burknął. Oczywiście, że nie byłby sobą, gdyby nie próbował zrzucać winy na kogoś innego. Sam przecież nie mógł być bardziej uważny, kiedy rozglądał się po mieszkaniu i po nim krążył z telefonem.
— Niech ci będzie — skwitował. Dało się jednak wyczuć po tonie jego głosu, że tak nie do końca mu wierzył. Z drugiej strony, jaki Ryouta miałby cel w przestawianiu tego nieszczęsnego stolika? Przecież nie wiedział, że wywali prąd, Reon wróci wcześniej do domu i przygrzmoci w niego nogą, nie patrząc na to, gdzie lezie, bo był nawalony. — Sprawiasz mi niesamowitą przykrość tym, że mi nie ufasz i podważasz moją prawdomówność — westchnął ciężko, wielce zbolały. Aso jak najbardziej miał powody do tego, żeby nie wierzyć w jego słowa, bo już wiele razy miał okazję przekonać się o tym, jakie z Moriyi było ziółko. Poza tym, Reon po prostu był cwaniakiem i kombinatorem. Jak wiedział, że Ryouta chciał coś usłyszeć, to dokładnie to miał zamiar mu powiedzieć, byleby tylko mu się podlizać i się do nie przymilić. Jak widać, niekoniecznie to działało. Zamiast narzekać, mimo wszystko Ryo powinien cieszyć się z tego, że wrócił wcześniej do domu, nie musiał jeździć po mieście i go szukać albo rano zgarniać go z mieszkania kogoś kompletnie obcego, bo Reon by po niego zadzwonił.
— Nie musisz już być dla mnie taki chamski — burknął. Skoro tak, to nie miał zamiaru brać kolejnego kawałka. Był głodny jak wilk, ale skoro Ryouta był takim egoistą i zamówił sobie pizzę dla siebie oraz miał zamiar zjeść ją samemu, to nie będzie go objadał. Najwyżej będzie siedział głodny, a mężczyzna będzie zmuszony słuchać tego jak co chwilę burczy mu głośno w brzuchu.
— To byłoby trochę przejebane, jakby tak się stało. Wczoraj chyba byłeś na zakupach, nie? — zapytał, bo widział, że lodówka była praktycznie wypchana po brzegi. Bardzo szkoda byłoby to wszystko wyrzucić, bo by się zepsuło. Pieniądze wyrzucone w błoto i w ogóle. — No. Kto to widział, żeby pić takiego ciepłego szczyna — pokręcił głową na boki, krzywiąc się przy tym. Wiadomo, że jak piwo, to tylko schłodzone. To była wiedza powszechna.
— Nie wiem, może w internecie coś piszą i sprawdzałeś — wzruszył ramionami. Gdy Ryo wspomniał o Facebooku, zaśmiał się cicho pod nosem, bo dla niego to była platforma dla boomerów. Młodzi ludzie, zwłaszcza w wieku zbliżonym do Reona raczej już z niej nie korzystali, głównie używając TikToka albo Instagrama. Nie był jednak zaskoczony, bo jakby nie było, Ryouta był przecież stary starszy. — Czyli chuja wiadomo — podsumował i westchnął, upijając kolejny łyk piwa z puszki. — Jak to nie mamy latarki? Przecież to podstawowa rzecz, którą powinno się mieć w domu — stwierdził, oczywiście obwiniając Ryoutę, że nie zadbał o to, aby chociaż jedna była w domu. — I mam jakieś tam świeczki, ale jak je wszystkie odpalimy, to się podusimy od tej mieszanki zapachów. Ale jak trzeba, to je wyciągnę — powiedział. Trochę jednak było mu szkoda marnować je na to, żeby oświetlić sobie otoczenie. Jakby to były zwykłe świeczki to jeszcze pół biedy, ale lubił swoje zapachowe i nie chciał ich wypalać na coś takiego. — B r a w o S h e r l o c k u — przedrzeźnił go i spojrzał na niego nieprzychylnie. — To tyle dobrego. W takim razie nie jesteśmy aż tak w dupie — stwierdził i westchnął. Ktoś z nich jednak w tym domu myślał i na pewno nie był to Reon.
— To co robimy? — zapytał. — Będziemy tak siedzieć bezczynnie w ciemności i gapić się w przestrzeń przed sobą? — dodał. Mogliby pójść się umyć, a potem spać, ale w takim stanie Reon chyba niekoniecznie powinien ryzykować z wchodzeniem pod prysznic samemu. Z drugiej strony, wrócił z klubu śmierdzący i zapocony, bo było tam naprawdę tłoczno i gorąco, więc wypadałoby, żeby się umył i nie kładł się brudny do pościeli.
Ryouta Aso
001. Just another night in my pitch-black paradise
: ndz paź 04, 2026 9:55 am
autor: Ryouta Aso
— Świeciłeś sam sobie latarką. Równie dobrze mogłeś przyłożyć większą uwagę do swojego otoczenia — powiedział po prostu i wzruszył lekko ramionami. To nie tak, że się na niego czaił i tylko czekał na moment, żeby się odezwać i go przestraszyć. Nie miałby w tym żadnego celu.
— A mam jakieś podstawy do tego, żeby ci ufać i wierzyć w każde twoje słowo? — zapytał wprost i spojrzał na niego z politowaniem. — Wiele razy zawodziłeś moje zaufanie i jesteś kombinatorem. To wystarczy, żebym nie wierzył ci w to, że wróciłeś przed czasem z własnej woli — wywrócił oczami. Za dobrze go znał, żeby nie wiedzieć, że był tutaj tylko dlatego, że w klubie wywaliło prąd. Zapewne gdyby tak się nie stało, to znowu musiałby go szukać i ściągać do domu siłą albo czekać do rana, aż chłopak łaskawie wyśle mu pinezkę z adresu, pod którym aktualnie przebywał. Nie ma co, ale Ryouta miał do niego praktycznie zerowe zaufanie i nie zanosiło się na to, żeby chłopak był w stanie w łatwy sposób je odbudować. Nie, żeby sprawiał wrażenie, kogoś, kto w ogóle byłby tym zainteresowany. Jedyne, czym Reon się interesował, to czubek własnego nosa.
— Nie jestem chamski — odparł i uniósł wyżej brew. — Po prostu powiedziałem, że zamówiłem ją dla siebie, a nie dlatego, żeby na ciebie czekała. Nawet nie wiedziałem, o której wrócisz — dodał. — I to nie znaczy, że mam coś przeciwko temu, żeby się z tobą podzielić — podsumował z krótkim westchnięciem. Jakoś nie był zaskoczony tym, że Eon wziął to sobie za bardzo do siebie i przekręcił to tak, żeby wyjść na ofiarę. Czasami był pod wielkim wrażeniem tego, że dorosły człowiek mógł zachowywać się jak jakieś rozwydrzone dziecko. Nie miał pojęcia, jakim cudem jego ojciec, szef yakuzy, wychował go na takiego rozwydrzonego gówniarza.
— Mhm, byłem. Zrobiłem zakupy do końca tygodnia — przyznał. Dlatego właśnie byłby wkurwiony, gdyby prąd zaraz nie wrócił. Było tam sporo rzeczy, które bez lodówki mogły się szybko popsuć. Przede wszystkim mięso. — Priorytety, co? — pokręcił głową z dezaprobatą. Jakoś niekoniecznie dziwiło go to, że dla Reona najważniejsze było to, że piwo nie zdążyło się ogrzać. Jak na jego, to chłopak w ogóle już nie powinien pić. Przecież widział, że ten miał wypite i że powinien spasować. Postanowił jednak to przemilczeć, bo to było jak mówienie do ściany.
— Sprawdzałem, ale nie piszą — odparł. Nie rozumiał, dlaczego chłopak tak się zaśmiał, ale postanowił nie wnikać. Nie miał ochoty na tego typu dyskusje. — Tak, chuja wiadomo — podsumował, bo akurat w tej kwestii nie mógł się z nim nie zgodzić. Irytowało go to, że nikt nic nie wiedział, bo należał do osób, które lubiły mieć nad wszystkim kontrolę. Kiedy nie wiedział, czego się spodziewać po danej sytuacji, to szybko się stresował. — Wiesz, że równie dobrze ty mogłeś zadbać o to, żebyśmy ją mieli, prawda? — zapytał. To nie tak, że był jedyną osobą w tym domu, która powinna ogarniać kompletnie wszystko. No, niestety, ale dokładnie tak było, bo Reon nie miał w sobie za grosz odpowiedzialności i wszystko spoczywało na barkach Aso. — Wystarczy jedna, żeby dawała cokolwiek. Tylko wybierz taką, która nie jest zbyt intensywna — powiedział. Przyda im się jakiekolwiek źródło światła, a jedna świeczka była i tak lepsza od żadnej. Niekoniecznie pasowało mu to, że ta będzie zapachowa, bo mocne aromaty go drażniły, ale skoro nie było innego wyjścia, to musiał się jakoś przemęczyć.
Wypuścił głośno powietrze nosem, kiedy Reon go tak przedrzeźnił, ale postanowił tego w żaden sposób nie komentować. To nie tak, że miał teraz chęci i siłę na to, żeby się z nim słownie przepychać. Na jego kolejne słowa skinął tylko lekko głową. Dobrze, że dbał o takie drobiazgi, bo gdyby rzeczywiście mieli zostać bez telefonów, to byłoby słabo.
— Możemy iść się umyć, a potem pójść spać. Jest już w końcu późno — powiedział. — Ale chyba tobie ciężko będzie ustać pod prysznicem, kiedy jesteś w takim stanie — dodał, bo nie mógł sobie odmówić wbicia mu szpilki. Nie byłby jednak zaskoczony, gdyby Reon rzeczywiście musiałby pod tym prysznicem bardzo mocno walczyć z grawitacją.
Reon Moriya
001. Just another night in my pitch-black paradise
: ndz paź 04, 2026 1:52 pm
autor: Reon Moriya
Przewrócił oczami, już nic nie odpowiadając, bo przecież oczywiście wiedział lepiej. Jego zdaniem Ryo powinien mu po prostu dać znać, że siedział w salonie w momencie, w którym usłyszał, że Reon wszedł do mieszkania. Przecież widział, że kręcił się z latarką, więc zamiast siedzieć cicho i nie ruszać się jak jakaś kłoda, Ryo mógł po prostu coś powiedzieć.
— Nie wiem — odpowiedział wymijająco. No nie, Ryo nie miał kompletnie żadnych i w tym był problem. Nieważne jak bardzo chciałby się tego wypierać, podświadomie wiedział, że nie był osobą godną zaufania. Wielokrotnie pokazywał to Aso, chociażby przez to, że na coś się umawiali, a on potem się tego nie trzymał, postępując i tak po swojemu. Ryo nie miał żadnych podstaw do tego, żeby wierzyć w jakiekolwiek jego słowa i słusznie. Dzisiaj też miał rację, bo gdyby nie wywaliło tego nieszczęsnego prądu, Reon zapewne dalej świetnie bawiłby się na imprezie w klubie i nawet nie myślałby o tym, żeby w najbliższym czasie wracać do domu, tak jak ustalił z Ryoutą. — A myśl sobie co chcesz — skwitował, najwyraźniej dalej mając zamiar iść w zaparte i trzymać się swojej własnej wersji.
— Teraz to ja już nie chcę, skoro zamówiłeś ją sobie dla siebie i zamierzałeś zjeść ją sam — burknął. Zdecydowanie, Moriya był gorszy niż dziecko. Obrażał się o byle gówno, zachowywał się w infantylny sposób, a jak coś szło nie po jego myśli, to zaczynał się buntować i tupał nogą. Na myśl przywodził te wszystkie małe dzieciaczki, co w środku sklepie kładą się na podłodze i wrzeszczą oraz płaczą, bo rodzice nie chcą im czegoś kupić. Pod wieloma względami Reon właśnie takie dziecko przywodził na myśl, bo jego zachowanie niewiele się różniło. Tyle tylko, że był dorosłym mężczyzną i wypadało, żeby w końcu zaczął zachowywać się adekwatnie do swojego wieku.
— To rzeczywiście lepiej, żeby szybko uporali się z tą awarią — powiedział i westchnął cicho. Już pomijając fakt, że nie chciał siedzieć nie wiadomo ile w tej upierdliwej ciemności, to też wolałby, aby jednak jedzenie kupione przez Ryo się nie zmarnowało i ostatecznie nie musiało skończyć w śmietniku. Zwłaszcza, że dopóki lodówka nie zacznie działać, to tak naprawdę nawet nie będą mogli pójść na kolejne zakupy. W dodatku wizja tego, że miałby się żywić tylko czymś, czego nie trzeba było przechowywać w niskich temperaturach, w ogóle do niego nie przemawiała. Nawet jakby miał cały czas żreć rameny z torebki, które naprawdę lubił, to w końcu by mu zbrzydły. Nie wspominając o tym, że na pewno dość szybko zacząłby się źle czuć gdyby jadł tylko to. — A jak — mruknął i kiwnął lekko głową. Każdy miał inne i najwidoczniej dla Reona ważne było to, że piwo się nie zagrzało.
Westchnął ciężko na odpowiedź mężczyzny. Miał nadzieję, że szybko gdzieś w internecie pojawią się informację na temat tego jak długo ta awaria potrwa i co tak właściwie ją wywołało. Wiadomo, że nie zakładał scenariusza, w którym taki stan rzeczy utrzyma się na dłuższą metę. Był pewien, że to może kwestia raptem paru godzin, zanim wszystko wróci do normy i odzyskają prąd.
— Dlaczego ja? To ty tutaj jesteś od bycia odpowiedzialnym i od myślenia — wzruszył ramionami. Najwyraźniej Reon nawet nie miał zamiaru kryć się z tym, że po prostu miał wszystko w głębokim poważaniu. Po co miał się przejmować takimi rzeczami, skoro najwidoczniej był Ryo, który za niego o wszystko zadba? Nie było potrzeby zaprzątać sobie głowy. — Dobra, wygrzebię jakąś później. Na razie jeszcze używajmy telefonów, bo i tak dają więcej światła — stwierdził. Poza tym, po prostu nie chciało mu się wstawać, iść do swojego pokoju i tam szukać w tych ciemnościach odpowiedniej świeczki. Na ten moment brzmiało to dla niego jak zbyt wymagające przedsięwzięcie.
— Nie brzmi to jak głupi pomysł — stwierdził. — No właśnie w tym jest problem. Chyba nie chcę w tym stanie ryzykować z prysznicem po ciemku. Jeszcze się poślizgnę i zrobię sobie krzywdę — westchnął. — Chyba nie mam wyjścia jak sobie darować i umyć się rano jak wstanę — powiedział. — Z drugiej strony, czuję, że śmierdzę i jestem brudny. Nie chcę się tak kłaść do łóżka — skrzywił się. — Chyba po prostu będę musiał siedzieć i czekać aż prąd wróci i wtedy pójdę pod prysznic — stwierdził. W ogóle to do niego nie przemawiało, bo miał ochotę się już położyć. Tyle tylko, że niekoniecznie miał jakiś wybór w tej sytuacji.
Ryouta Aso
001. Just another night in my pitch-black paradise
: pn paź 05, 2026 10:02 am
autor: Ryouta Aso
— To nie. Twoja strata — wzruszył ramionami. — Ja cię namawiać na jedzenie nie będę. To nie ja pójdę spać z burczącym brzuchem — stwierdził. Namawianie go na jedzenie, to było ostatnie, na co miał w tej chwili ochotę. Już dawno przestał sobie cokolwiek robić z tych jego fochów. Jeszcze na samym początku, kiedy mieszkali w Tokio i czasami się nim zajmował, przejmował się tym, że Reon się na niego gniewał, bo nie chciał, żeby ten doniósł cokolwiek swojemu ojcu, ale teraz, kiedy zdążył go naprawdę dobrze poznać, miał w dupie to, kiedy coś mu nie pasowało. Gdyby miał sobie coś z tego robić, to już dawno miałby siwe włosy. Jego zdaniem Moriya był jak takie wielkie dziecko i nie rozumiał, że wypadałoby w końcu dorosnąć, zwłaszcza w takiej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Jakby nie było, to nie byli na wakacjach. Teraz tutaj żyli i musieli się do tego przyzwyczaić. Wątpił, żeby kiedykolwiek mieli wrócić do domu.
— Zdecydowanie — powiedział z krótkim westchnięciem. — Szkoda by było pieniędzy. No i mimo wszystko chciałbym móc normalnie jeść. Mam nadzieję, że to tylko kwestia godzin, a nie dni. To byłby naprawdę pojebany scenariusz — dodał. Nawet nie chciał zakładać, że miasto mogłoby pozostać odcięte od prądu na dłużej. Jak ludzie by wtedy funkcjonowali? Przecież wszystko by padło, a mieszkańcy miasta zaczęliby panikować. Ludzie w dzisiejszych czasach nie potrafili funkcjonować bez prądu i byli dosłownie od niego uzależnieni.
— Gdybyś sam nauczył się trochę odpowiedzialności, to żadna krzywda by ci się nie stała — stwierdził. — Jesteś dorosły. Powinieneś nauczyć się dbać o pewne rzeczy. Nie możesz wszystkiego zwalać na moją głowę. Już i tak robię wiele, bo zajmuję się domem, dbam o zakupy i jeszcze do tego pracuje. Ty nic z tego robisz, nie pomagasz mi i żyjesz jak lekkoduch, więc nic by ci się nie stało, gdybyś zadbał o latarkę — powiedział i wywrócił oczami. Spodziewał się tego, że Reon na te słowa się oburzy, ale nic sobie z tego nie robił. To nie tak, że powiedział same kłamstwa. Moriya nie robił nic innego poza spaniem i imprezowaniem. Czasami miał wrażenie, że chłopak w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że coś takiego miało na niego bardzo negatywny wpływ i że w końcu to się poważnie odbije na jego zdrowiu. Jeśli nie fizycznym, to psychicznym. — Okej — odparł po prostu. Przecież nie każe mu wypierdalać i szukać teraz tej świeczki, zwłaszcza że mieli jeszcze baterie w telefonach. Będzie się tym martwił, kiedy trzeba będzie skorzystać z powerbanku.
— Mhm — mruknął w odpowiedzi. Słuchał tego wszystkiego, co Reon miał mu do powiedzenia i nie mógł zaprzeczyć temu, że to wszystko miało sens. Nie dość, że chłopak był pijany, to jeszcze było ciemno. Też by nie chciał, żeby się poślizgnął i coś sobie zrobił. Z drugiej strony nie wiadomo, czy dzisiaj przywrócą zasilanie, a nie chciałby, żeby musiał siedzieć tutaj do rana i czekać na słońce. Chyba nie miał innego wyjścia... — Pomogę ci — powiedział po prostu. — Jest ciemno, więc nawet nie będę za bardzo cię widział, a będziemy mieć pewność, że nic ci się nie stanie — stwierdził. — Poza tym jesteśmy dwójką facetów, więc to nie tak, że będzie to dla nas jakaś nowość — dodał. Co prawda, sam był gejem i uważał Reona za atrakcyjnego, więc nie wykluczał opcji, że coś mogłoby się zadziać, ale przecież to nie tak, że chłopak czegokolwiek się domyśli. — Chodź — powiedział, najwyraźniej podejmując za niego decyzję, po czym podniósł się z kanapy. Wziął jeszcze telefon ze stolika i skierował się łazienki. Tam odłożył telefon na pralkę i wsparł się o nią pośladkami, by zaczekać na Reona.
Reon Moriya
001. Just another night in my pitch-black paradise
: wt paź 06, 2026 1:55 pm
autor: Reon Moriya
Skrzywił się, przedrzeźniając go, a potem westchnął cicho i odwrócił głowę w stronę mężczyzny, posyłając mu nieprzychylne spojrzenie. Sam już nie wiedział, o co mu chodziło. Ryo twierdził, że zamówił pizzę dla siebie – obraża się, twierdząc, że mężczyzna jest samolubny; Ryo stwierdził, że może przecież poczęstować się pizzą – obraża się, bo nie potrzebuje jego łaski. Takiemu Moriyi po prostu nie dało się dogodzić.
— Weź nawet nie kracz. Mam nadzieję, że do rana się z tym uporają. Wstaniemy i wszystko będzie działać po staremu. Nie wyobrażam sobie tak zostać bez prądu na dłużej — powiedział. Dla niego dostęp do telefonu, social mediów i internetu to była najważniejsza rzecz na świecie. Nie chciał nawet wyobrażać sobie scenariusza, w którym ktoś by mu to odebrał, bo nie potrafił przywrócić głupiego prądu. Jasne, awarie się zdarzały, ale nie zakładał scenariusza w którym to potrwa jakoś długo. Może była to kwestia raptem kilku godzin, zanim wszystko zacznie z powrotem działać – a przynajmniej tak chciał myśleć.
— Ale po co? Mam od tego ciebie — wzruszył ramionami. Na kolejne słowa mężczyzny wywrócił oczami. — Ale przecież to ty masz być odpowiedzialny i o mnie dbać. O to cię prosił mój ojciec, tak? — powiedział. Najwyraźniej dla niego obietnica, którą Ryouta złożył jego tacie było tożsama z tym, że Aso jednocześnie miał być jego niańką, wyręczać go we wszystkim i najwyraźniej jeszcze za niego myśleć, bo nie można było powiedzieć o Reonie, że podejmował przemyślane i sensowne decyzje. Można było przypuszczać, że sytuacja, która zmusiła ich do ucieczki z Japonii nauczy go nieco pokory, ale nie wyglądało na to, żeby cokolwiek zmieniło się w podejściu Moriyi do życia. Wciąż miał pstro w głowie i wciąż był tak samo krnąbrny. Zupełnie, jakby z góry założył, że skoro uciekli z kraju, w którym się urodzili i wychowali, to teraz byli w pełni bezpieczni i nic im nie groziło.
— CO?! — zapytał podniesionym tonem i odruchowo zakrył się rękami, krzyżując je na swoim torsie. Ostentacyjnie też odsunął się nieco od Ryouty i spojrzał na niego, jakby ten właśnie złożył mi jakąś bardzo niemoralną propozycję. Na jego kolejne słowa rozluźnił się jednak nieco, bo w sumie Aso miał rację. Raczej w takiej ciemności za dużo nie zobaczy. — Tylko masz na mnie nie świecić. Inaczej pomyślę sobie, że tak naprawdę chciałeś mnie oglądać nago i jesteś jakiś zboczony — ostrzegł go i przymrużył powieki. Cofnął ręce, wzdychając cicho, ale przez chwilę jeszcze przyglądał się mężczyźnie bacznie. — No niby tak, ale… — zagryzł policzek od wewnątrz. To wiadome, że skoro obaj byli facetami, to mieli dokładnie to samo między nogami, ale to wciąż nie zmieniało faktu, że wizja sytuacji, w której będzie musiał rozebrać się przed Ryo do naga po prostu go krępowała. Zwłaszcza po tym, jak nie tak dawno rozmawiali o hipotetycznym podobaniu się sobie nawzajem i w ogóle. Gdy Aso kazał mu za sobą pójść, skinął głową i mruknął. Wstał zaraz po nim, chwycił swój telefon i ruszył za Ryoutą w kierunku łazienki.
Gdy weszli do środka, odłożył telefon latarką do góry na blacie szafki, zaraz obok umywalki. Potem przez dłuższą chwilę stał jak słup soli na środku łazienki, najwyraźniej nie mogąc zebrać się do tego, żeby zacząć obnażać się przed Aso.
— Odwróć wzrok i nie patrz — odparł. Sięgnął do guzików koszuli i to z nimi zaczął walczyć w pierwszej kolejności. Walka ta jednak była nierówna, z przewagą dla zwycięstwa guzików, gdyż Reonowi szło to wyjątkowo opornie. Nie dość, że było dość ciemno i gówno widział, to jeszcze ręce mu się trochę trzęsły, kręciło mu się w głowie, a obraz przed oczami mu się rozmazywał. Nic dziwnego, że rozpięcie pierwszego guzika koszuli zajęło mu znacznie więcej czasu, niż w ogóle powinno. Zaraz też zaczął walczyć z kolejnym, z którym oczywiście również niekoniecznie sobie radził.
Ryouta Aso
001. Just another night in my pitch-black paradise
: wt paź 06, 2026 6:33 pm
autor: Ryouta Aso
— Tym razem muszę przyznać ci rację, bo też sobie tego nie wyobrażam na dłuższą metę... — westchnął. Może nie był uzależniony od social mediów jak Reon, ale na pewno był uzależniony od prądu, jak każdy człowiek w dzisiejszych czasach. To było po prostu strasznie upierdliwe, że go nie było i że teraz siedzieli w takiej ciemnicy. Gdyby ta awaria wydarzyła się chociaż w ciągu dnia, ale tak... Był tym faktem zirytowany, chociaż starał się tego po sobie nie pokazywać. Wiedział, że nic by mu to nie dało, a tylko niepotrzebnie by się nakręcał. — Oby do rana coś z tym zrobili — powiedział jeszcze pod nosem.
— Jak to po co? — zamrugał kilkukrotnie, bo nie dowierzał w to, co właśnie usłyszał. Jasne, wiedział, że Moriya był skrajnie nieodpowiedzialny i że daleko mu było do kogoś, kto cokolwiek ogarniał, ale to nie znaczyło, że wszystko miało być na głowie Ryo. — Ty chyba to wszystko źle zrozumiałeś — powiedział i powoli pokręcił głową na boki. — Twój ojciec poprosił mnie o to, żebym wywiózł cię z kraju i żebym dbał o twoje bezpieczeństwo, co usilnie staram się robić, choć ty tego nie ułatwiasz, a nie o to, żebym cię niańczył, wyręczał i dbał o każdy najmniejszy szczegół naszego życia — przetarł oczy palcami. Wiedział jednak, że mógł sobie tak gadać zdrów, bo Reon na pewno nic sobie z tego nie zrobi i nie weźmie do siebie tego, że nie miał ochoty być na jego każde zawołanie i dbać o kompletnie wszystko. Drażniło go to, jak to wszystko wyglądało, bo uważał, że Moriya powinien wykazać się większą dojrzałością, jak na dorosłego faceta przystało, ale starał się tego po sobie nie pokazywać, bo wiedział, że jak cokolwiek da po sobie poznać, to ten znowuż się pogniewa. Jeszcze tego by brakowało, żeby się obraził i poszedł w cholerę.
— Serio? Nie przesadzasz? — ściągnął brwi. Nie rozumiał tej jego reakcji. To przecież nie tak, że miał zamiar się do niego dobierać albo proponował mu seks. Chciał mu tylko pomóc się umyć, bo Eon ewidentnie tego potrzebował. Na kilometr waliło od niego alkoholem i papierosami. — No oczywiście, bo niczego innego nie pragnę tak bardzo, jak tego, żeby sobie ciebie obejrzeć dokładnie z każdej strony przy pomocy latarki — wywrócił oczami. — Zastanów się czasami, zanim coś powiesz, dobra? — spojrzał na niego z politowaniem. Był ostatnią osobą, którą chłopak mógłby oskarżyć o to, że celowo go do tego namawiał, by móc go sobie obejrzeć nago. Jego ta sytuacja też nie cieszyła i to nie tak, że chętnie mu pomoże, ale naprawdę nie chciał, żeby ten siedział na kanapie do białego rana, zanim się umyje i położy do łóżka. — Ale co? — zapytał. Był ciekaw, co takiego chodziło mu po głowie i dlaczego tak bardzo go to kłopotało. — Nie byłeś nigdy w łaźni z innymi facetami? — dorzucił jeszcze i wzruszył lekko ramionami. Ryouta był i to nie był dla niego problem, żeby obnażyć się przed innymi mężczyznami, nawet jeśli był gejem.
Wypuścił głośno powietrze nosem, kiedy Reon powiedział, że miał się odwrócić. Dokładnie to zrobił, mimo wszystko czasami zerkając na niego i pilnując go. W końcu przyszedł tutaj, żeby w razie czego go łapać, gdyby zakręciło mu się w głowie. Szybko zorientował się, że chłopak miał ewidentny problem z rozpięciem swojej koszuli. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że był nawalony. Bez słowa do niego podszedł, sięgnął do guzików i po prostu zaczął je rozpinać. Chwilę później uporał się ze wszystkimi. Zsunął niepewnie koszulę z jego ramion i przez krótki moment po prostu się zaciął, zawieszając spojrzenie na twarzy Reona. Zaraz jednak odchrząknął i cofnął się o krok.
Reon Moriya