dying to love
: sob paź 03, 2026 12:53 am
So tell me how does it taste?
And was it all worth the wait?
So was it worth what it takes?
o u t f i t
Rodzina Blackwell kładła się cieniem na historii Vance’ów odkąd tylko pamiętał, chociaż głównie z opowieści swoich rodziców. Legendarny spór, ciągnący się na długo, zanim się urodził i odwieczna rywalizacja, którą młody artysta miał głęboko w dupie. Przynajmniej tak utrzymywał, bo jednak w pewnym sensie tym przesiąknął i podświadomie żywił do znienawidzonej rodziny pewną dozę bezmyślnej niechęci. Kupił nieco poczucia wyższości od własnego ojca, mimowolnie, i kiedy tylko widział Tristana Blackwella — czy to w telewizji, w internecie, czy na żywo — uśmiechał się trochę kpiąco i łapał na krytycznych myślach. Rodzice zrobili z nich rywali, chociaż nie oficjalnie. Bowie wiele razy słyszał, że synalek Blackwellów na pewno nic nie osiągnie, bo nie ma talentu, podobnie jak jego ojciec. Kiedy jednak zaczęło się okazywać, że wcale nie jest beztalenciem, stary Vance zaczął wywierać presję na Bowim, aby ruszył dupę i też zrobił coś, czym można by się chwalić.
I takim sposobem Bowie oddalił się od rodziców jeszcze bardziej i jeszcze bardziej znielubił Backwellów. Niby nie było ich fizycznie w życiu Vance’ow, a jednak czuć było ich obecność i Bowiemu w pewnym momencie chciało się tym rzygać. Kilka razy dobitnie powiedział starym, żeby zeszli w końcu z tego tematu, bo zaczynają go wkurwiać, ale to było po prostu silniejsze od nich. Słuchał więc dalej i czasami ignorował, a innym razem potakiwał dla świętego spokoju albo wychodził, żeby zająć się czymś innym lub wciskał w uszy słuchawki.
Chociaż starzy nie prowokowali spotkań ze swoimi wrogami, to z czasem, kiedy Tristan Blackwell zdobywał coraz większą popularność, unikanie ich stawało się coraz trudniejsze. Tym bardziej, że rodzice na większych eventach uparcie towarzyszyli synowi. Dochodziło między nimi do ostrej wymiany zdań, kilka razy prawie do rękoczynów, a portale plotkarskie były tym wszystkim strasznie zachwycone.
Sam Bowie nie rozmawiał nigdy z Tristanem i jakoś nie pałał do tego chęcią. Podczas konfrontacji splatał ręce na klatce piersiowej ze sceptyczną, znudzoną miną albo po prostu odchodził zająć się czymś pożyteczniejszym, czyli zazwyczaj poderwać kilka osób, z którymi spędzał afterek, a później zabierał do siebie (albo jechał do nich) na seks. Do tego w sumie sprowadzało się prawie wszystko, co robił. Od imprezy do imprezy i z łóżka do łóżka. Nie narzekał, póki co bardzo mu się to podobało. Jakoś prześlizgnął się przez studia, więc miał teraz prawo odpocząć, tak?
Kolejne takie spotkanie Blackwellów i Vance’ów odbyło się na głośnym balu sylwestrowym dla śmietanki towarzyskiej skrzętnie dobranej na podstawie poziomu sławy. Ojciec Bowiego jakiś czas wahał się czy wziąć udział w imprezie w Stanach, czy zostać w Kanadzie i ostatecznie uległ żonie i synowi, którym nie bardzo chciało się stąd ruszać. Takim właśnie sposobem znowu znaleźli się pod jednym dachem z osobami, których nie cierpieli. Chyba ani jedna strona, ani druga, nie spodziewały się siebie nawzajem zastać. Nie mogli się jednak wycofać. Ostatecznie, kiedy trochę popili, wdali się w żenującą potyczkę słowną. Tylko jego starzy, bo Bowie nie brał w tym udziału, upijając się szampanem ze swoimi znajomymi. Nie pamiętał z tego zbyt wiele, tym bardziej, że miało to miejsce już pod koniec imprezy i powoli wszyscy zbierali się na afterparty.
trigger warning
zabarwienie erotycznePodczas drugiej piosenki zauważył Tristana Blackwella i zawiesił na nim spojrzenie na kilka chwil, poruszając się leniwie do muzyki, unosząc dłonie, żeby przeczesać palcami loki i odgarnąć je z twarzy. Chłopak z kimś rozmawiał i czy mu się wydawało, czy też zerkał w jego stronę? Bowie zmarszczył brwi i napędzany alkoholem — i co za tym szło pewnością siebie, przebojowością, arogancją i poczuciem wyższości — pokazał mu środkowy palec.
— Omg, to Tristan Blackwell — zapiszczała jego koleżanka, którą chwilę wcześniej złapał za pośladek w tańcu, a ta tylko zachichotała. Spojrzał na nią szybko i krytycznie, po czym lekko się skrzywił.
— No co ty nie powiesz — mruknął z przekąsem i przyciągnął ją do siebie, obejmując zaraz od tyłu, tak aby oboje widzieli Blackwella. — Podoba ci się? Chciałabyś, żeby cię zerżnął? — zapytał i w tym samym momencie wsunął jedną dłoń na jej brzuch, a drugą między uda, żeby sprawdzić czy robi się mokra. Dziewczyna spłonęła rumieńcem, ale nie odsunęła się i nie sięgnęła po jego dłoń, aby ją zabrać. Chyba nie miała nic przeciwko. Szczególnie, że autentycznie zaczęła robić się wilgotna.
tristan blackwell