Strona 1 z 1

Dollars dropping on their asses tonight

: sob paź 03, 2026 9:12 am
autor: Kieran Burreau
Potrzebował chwili odpoczynku. Momentów tylko dla siebie, kiedy nie będzie musiał spełniać oczekiwań innych ludzi. Spokoju, dzięki któremu odzyska kontrolę nad własnymi myślami oraz życiem, którą tak usilnie próbowano mu odebrać.
Potrzebował wrócić do siebie.
Miał wrażenie, że otaczający go świat ulega zmianie, której nie przewidział. Rzeczy pozostawały takie same, a jednak różniły się od tych, na które patrzył chociażby tydzień temu. A może zmieniał się on, dostrzegając po prostu więcej? Może w końcu dorósł na tyle, by nie przyjmować za pewnik tylko to, czego uczono go przez te wszystkie lata, przygotowujący tym samym do roli jaką miał odegrać - przejąć biznes, założyć rodzinę i upewnić się, że jego rodzina przetrwa w kolejnych pokoleniach.
Westchnął, gubiąc się w tym wszystkim. W codzienności pozbawionej typowej rutyny, w swoim stosunku do Benjamina, który tak namieszał, że Burreau teraz nie był w stanie sobie z tym poradzić, kolejny miesiąc usilnie próbując wrócić do tego, co było przed nim. Tylko czy faktycznie tego potrzebował? Odnosił wrażenie, że to właśnie po poznaniu Thallmana jego życie stało się jakby lepsze, bardziej… życiowe. Nie było już egzystencją, a stało się zlepkiem przyjemnych wspomnień, które można było na nowo odtwarzać w głowie, zamiast obejrzeć raz i nacisnąć guzik usuwania.
Cholera, ponownie to robił - wracał do tych oczu, które patrzyły na niego zaczepnie; do uśmiechu, który prowokował poprzez każde wylatujące przez nie słowo.
Wracał do niego.
Usiadł na fotelu, rad, że w domu nie było jeszcze rodziców. Nikt nie skomentowałby słowem tego, co działo się z Kieranem, ale wiedział, że matka by zauważyła. Dostrzegłby to w jej spojrzeniu, być może później, gdy ojca nie byłoby w pobliżu zapytałaby go o to. A on nie wiedziałby co odpowiedzieć. Nie umiał ubierać w słowa własnych emocji, niektórych nawet nie rozumiejąc. Nie miały prawa się pojawiać, prawda? Były jedynie słabością, dziwną fanaberią, którą człowiek powinien nauczyć się okiełznać na tyle, by nie została wykorzystana w przyszłości. Ojciec zaznaczał mu wiele razy, że jedną z najważniejszych zasad na sali sądowej był brak okazywania emocji w starciu z drugim prawnikiem oraz manipulowanie nimi, kiedy przemawiało się do ławy przysięgłych.
Otworzył książkę, na rozdziale, na którym skończył ostatnio. Wciągający kryminał napisany przez jedną ze szwedzkich pisarek. Cenił jej umiejętność manipulowania fabułą i postaciami. Miła odmiana od kodeksów prawnych, które wbijał sobie do głowy, byleby tylko niczego nie zapomnieć.
Zaczytał się, na chwilę wyłączając wcześniejsze myśli. Przewracał właśnie kolejną stronę, kiedy niespodziewanie zgasły światła. Zmarszczył lekko brwi. Siadły bezpieczniki? Do tej pory nic takiego nie miało miejsca, ale może Inez podłączyła do prądu coś, czego nie powinna?
Zamknął książkę, zerkając w stronę drzwi do salonu. Ogarnęło go irracjonalne poczucie zagrożenia, którego nie rozumiał. Przecież we własnym domu nic nie mogło mu grozić.
Rozgrywka w oparciu o ingerencje MG z informatora.
Bowie Vance