Strona 1 z 4

el caos se encuentra con el orden

: sob paź 03, 2026 5:24 pm
autor: Madox A. Noriega
069.
They never imagined where that first meeting would lead them.
Sometimes, the most unexpected person becomes the most beautiful part of your story.
trigger warning
przekleństwa
- Z całym szacunkiem Buck, ale czy ciebie pojebało? Laskę mam wprowadzić? - Madox siedział przy barze, w swojej kolorowej, drogiej koszuli, dłuższych, ciemnych włosach, ze złotymi łańcuszkami, które spływały mu po klacie kontrastując z ciemnymi tatuażami, z tym nowym na szyi, który zrobił ostatnio. Koliberkiem.
Bawił się szklanką po rumie, przekręcając ją w palcach. A ciemne spojrzenie wbijał w siedzącego na przeciwko niego starszego, wąsatego gościa. John Buckley był psem z wieloletnim doświadczeniem. On wprowadzał Madoxa, on dostrzegł w nim potencjał i przez lata, od samego początku, był jego handlerem, oficerem prowadzącym. Jako jeden z nielicznych wiedział, że Noriega robi dla psiarni. Ba, on kurwa był dla Madoxa jak ojciec. Dlatego ten bez gadania zawsze wprowadzał mu w półświatek żółtodziobów, ale dzisiaj... musiał sobie pomarudzić.
- A co to dla ciebie? Daltona wprowadziłeś, to z kobietą nie dasz sobie rady? - szklanka Buckiego była pełna, przekręcał ją tylko w palcach. Madox na nią zerknął, coś tutaj było na rzeczy, nie wiedział jeszcze tylko co, ale to kwestia czasu... Przecież potrafił wyciągnąć praktycznie wszystko, z każdego.
- No i ostatnio wprowadzałem Daltona i co? Prawie się kutas wysprzęglił, że robię dla policji, jakbym go wtedy nie jebnął, to gówno by z tego było... - Noriega wywrócił oczami, zacisnął wytatuowane palce. w pięść, poprawiając swoje pierścionki. Nick Dalton prawie się wygadał przed gangusami, Madox musiał mu wtedy obić tą jego śliczną twarzyczkę, co delikatnie rzecz ujmując sprawiło, że Dalton już chyba za nim nie przepadał. Ale przecież Noriega musiał to zrobić, pokazać swoje miejsce... i to Nicka też.
- Ona nie jest jak Dalton... Ma potencjał, żeby zostać naprawdę dobrą śledczą... - zaczął Buckley, ale Madox mu przerwał. W międzyczasie przywołał do siebie barmankę, która dolała mu rumu, puścił jej oczko.
- O mnie też tak mówiłeś... - rzucił Noriega i tym razem wciął mu się Bucky.
- No i co, myliłem się? - nie mylił. Noriega robił pod przykrywką już kilka ładnych lat. Zadawał się z gangusami i był między nimi jak jeden z nich. Równy.
- Ale wiesz jakie podejście mają latynosi... Nie lubią białasów, a już baba nadaje się do dwóch rzeczy, do pierdolenia i do garów, a nie do policji - Noriega podniósł szklankę du ust. Buckley też wreszcie sięgnął po swoją, upili po łyku.
- Ale to latynoska, może spojrzą na nią inaczej? A zresztą... a co z Haddie? - zapytał, a Madox prawie zakrztusił się rumem. Dlatego, że Buck przyprowadził mu Latynoskę? Czy może jednak na wspomnienie o Wheller?
- Latynoska? To może chociaż jak już ją przelecę, to ugotuje mi jakieś chilli con carne? Dobrze gotuje? - Noriega oparł się o bar wpatrując w starszego policjanta. Ten też podniósł jasne spojrzenie na twarz Madoxa.
- Zostaw ją Noriega, trzymaj łapy przy sobie - burknął gliniarz.
- Łapy przy sobie? A co to jakaś twoja kochanica? Rose wie, że kręcą cię jakieś młode dupy? Będzie rozwód? Mogę się zakręcić koło niej i jej noworocznej pieczeni? Kręcą mnie mamuśki... - Madox odchylił się na wysokim stołku w tył, bo Buckley zamachnął się na niego wielką łapą i chciał go zdzielić w łeb. Pokręcił głową.
- Jesteś pierdolnięty Madox - rzucił z dezaprobatą, a Noriega wyszczerzył się w uśmiechu.
- A ty przestałeś się znać na żartach amigo, emeryturka się zbliża i dziadziejesz... Już nie mogę się doczekać, kiedy przejmie mnie Eliot, wtedy będziemy szaleć... - Madox nawijał jeszcze przez chwilę o tym, jak świetnie będzie gdy zmienią mu łącznika, ale Buckley go wcale nie słuchał. Zerknął na zegarek. Powinna już tu być.

Llegas tarde ⊹ ࣪ ˖⏱ ୭˚. ᵎ

el caos se encuentra con el orden

: sob paź 03, 2026 9:26 pm
autor: Pilar Noriega
045.
Tell me what it is you wanna know
Finish up the bottle then we'll go, babe
trigger warning
przekleństwa
Nie lubiła się spóźniać.
Z a w s z e wszędzie była o czasie. Pierwsza przychodziła na zmiany i ostatnia schodziła z misji, dopełniając do ostaniego paragrafu całą papierologie. Pilar Stewart wszystko miała pod kontrolą.
Zazwyczaj. Bo tego wieczoru wpadła w umówione przez Buckleya miejsce z dziesięciominutowym opóźnieniem. I to wcale nie dlatego, że nie przyjechała tu wcześniej. Ba kurwa, już pięć minut przed czasem była przed klubem, ale zatrzymali ją goryle przy wejściu. Posprzeczali się. Mocno. Tak, że kiedy przyśpieszonym krokiem kierowała się w stronę baru, jeden z nich wciąż za nią biegł. Złapał ją dopiero przy samej ladzie, mocno zaciskając palce na skórzanej kurtce.
— Powiedziałem ci kurwa…
— Buckley! — przerwała mu, szarpiąc się i warcząc imię swojego przełożonego. Nie miała przecież zamiaru i tu robić sceny. John od razu okręcił się na hokerze, wbijając zielone spojrzenie w to już kurwa p ł o n ą c e Pilar, a zaraz potem spojrzał na ochroniarza. Trochę się już tu z nimi znał. Wiedzieli, że robił interesy z szefem i nawet teraz Madox siedział obok niego ze szklanką rumu.
— Ona jest ze mną — powiedział spokojnie, machając przy tym ręką i dając gorylowi znać, żeby ją puścił. Ten zaś spojrzał na Noriegę.
— Ella quería entrar con un arma — chciała wejść z bronią, pożalił się szefowi, próbując przytrzymać Pilar przy sobie, ale ona znowu mu się szarpnęła, tym razem skutecznie, prawie wykręcając mu rękę. — Y le estuvo dando la lata a Juan — i złamała jaja Juanowi, dodał pretensjonalnym tonem, łudząc się chyba, że tylko Noriega będzie w stanie go zrozumieć. Jego kurwa niedoczekanie.
— Porque el cabrón se lo merecía — bo kurwa zasłużył, odpyskowała momentalnie, wtrącając się do rozmowy, przy okazji popisując nienagannym hiszpańskim. Wbiła ostre spojrzenie w goryla. — Y tú acabarás igual pronto — i ty zaraz skończysz tak samo, warknęła, gotowa podnieść nogę i też sprzedać mu kopnięcie prosto między nogi, ale goguś otworzył szerzej oczy i faktycznie zrobił krok w tył. Stewart nie miała pojęcia czy to przez to, że się jej wystraszył, nie chciał robić sceny czy może jednak spojrzenie szefa go przekonało, ale finalnie tylko pokręcił głową, mruknął coś niezadowolony pod nosem, nazwał ją pierdolniętą i się oddalił.
A ona? Poprawiła naciągniętą kurtkę, machnęła kasztanowymi włosami i już wyprostowana podeszła do lady. Posłała przepraszający uśmiech do Bucka, który tylko przewrócił oczami, a dopiero potem przeniosła uwagę na właściciela tego przybytku.
— Zatrudniasz tu straszne pizdy — skwitowała bezczelnie, łapiąc jego intensywne czekoladowe spojrzenie.
— No… — John odchrząknął i podniósł szklankę ku górze. — To właśnie jest Pilar.

Eso es exactamente lo que es Pilar.

el caos se encuentra con el orden

: sob paź 03, 2026 10:17 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Bucky i Madox jeszcze wymieniali uprzejmości, kiedy na horyzoncie pojawiła się ona. Noriega od razu wbił w nią ciemne spojrzenie, jakby kurwa wyczuł, że była psem, że to na nią czekali. Przeniósł spojrzenie na goryla, który za nią szedł, zmrużył oczy, gdy szarpnął ją za kurtkę, przechylił na bok głowę. Z babą sobie nie umieli poradzić? Westchnął ciężko, kiedy odezwała się do Buckleya.
No tak... czego innego on się po nim spodziewał? Przecież nie wziąłby pod swoje skrzydła jakiejś pierwszej, lepszej policjantki. Bucky zawsze miał do tego oko, celował w te butne egzemplarze, w te nieokiełznane. Jeden z nich siedział obok niego na wysokim stołku, a drugi warczał na ochroniarza.
Madox słuchał swojego goryla i nie dowierzał. To co, nie umieli zabrać pukawki jakiejś lasce? Kogo on zatrudniał?
Wywrócił oczami i może nawet by coś powiedział, ale wtrąciła się brunetka, a Noriega utkwił w niej spojrzenie. Ładny... hiszpański.
- Se lo merecía, ¿lo oíste? - zasłużył, słyszałeś?, Madox wzruszył ramionami i podniósł się z krzesła. Stanął obok Buckleya krzyżując ręce na piersi, uwydatniając swoje tatuaże.
Bucky spojrzał na nich, może i nie mówił tak płynnie po hiszpańsku, ale na pewno ich rozumiał. Robił w Latynosach. Noriega machnął głową na goryla, a ten jeszcze coś pomruczał pod nosem, nazwał brunetkę loca chica i się oddalił.
Madox nie ruszył się z miejsca, spojrzał na nią z góry, kiedy do niego podeszła, a zaraz wyciągnął rękę w jej kierunku. Chciał się z nią przywitać? No chyba nie...
- Broń - warknął, a jego ciemne spojrzenie zjechało na jej skórzaną kurtkę, na tą wypukłość pod którą rysowała się jej... spluwa - jak mówią ci, że masz oddać broń, to ją oddajesz. Dostają jasne polecenia, nikt z bronią nie wchodzi, to kurwa NIKT - zrobił krok w jej kierunku, tak, że musiała zadrzeć głowę, żeby na niego spojrzeć - nie wpuszczą cię i co? Myślisz, że będę potem za tobą latał? - później przecież latał, pokręcił z dezaprobatą głową - szukał cię, bo księżniczce zachciało się rzucać do goryli... Przyszłaś tu się z nimi zaczepiać, czy wejść do klubu po informacje? A jakbym miał nagrany dla ciebie kontakt, a ty. nawet nie weszłabyś do lokalu? Myśl trochę - prychnął jak dziki kot zaglądając w jej... całkiem ładne, duże, ciemne oczy. Te jego przesunęły się po jej twarzy, ale zaraz odwrócił się do Buckleya.
- Kurwa Bucky, kogo ty mi tu przyprowadzasz? Nie będę jej uczyć podstaw. Potem co? Zacznie się rzucać do Diego i będę musiał za nią świecić oczami? A wiesz, że ich nie urabiam na ładne oczy - nawijał Noriega, jakby jej wcale tu nie było. A przecież stała obok niego, czuł lekki, świeży zapach jej perfum, bijące od niej ciepło. Jej oddech gdzieś na szyi.
Buckley popatrzył na nich i poruszył szklanką wprawiając w ruch rudawy trunek, upił spory łyk.
- Noriega powiedz sam... kogoś ci to nie przypomina? A co ty zrobiłeś jak ciebie wprowadzałem? - Bucky uniósł jedną brew, jasne tęczówki utkwił w Madoxie. Oboje doskonale to pamiętali, bo Madox wystartował do Diego, obił mu wtedy mordę... Tak zaczęła się ich wieloletnia relacja. Z której Noriega teraz korzystał.

Piensa un poco ⊹₊⟡⋆

el caos se encuentra con el orden

: sob paź 03, 2026 11:34 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Słyszała o nim.
Sporo.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że były to rzeczy dobre. Ale co się dziwić, skoro Pilar najbardziej z komendy kumplowała się z Daltonem, a on nie znosił właściciela Emptiness? Bezczelnego gnojka, z którym opornie robiło się interesy, ale kiedy już coś miał do przekazania, to informacje były na wagę złota. Buckley też ją ostrzegał. Chyba pięć razy w tym tygodniu powtarzał jej, że mają się nie pozabijać, bo oboje mieli silne charaktery i całe pięć Pilar powtarzała mu, żeby się niczym nie martwił. Wszyscy przestrzegali ją przed Noriegą, a jednak ona po prostu chciała wyrobić własne zdanie. Zawsze to robiła: nienawidziła iść za tłumem w opiniach. Zdecydowanie wolała mieć swoje prywatne.
Chociaż akurat w jednym niektóre pogłoski się nie myliły — był przystojny. Zobaczyła to dopiero z bliska, kiedy stanął przed nią ze skrzyżowanymi na piersi rekami, a czarne tatuaże wyszły spod kolorowej koszuli, przy okazji uwydatniając nabite buły po obu stronach. Przesunęła po nim krótko spojrzeniem, podróż kończąc na oczach. Również nienajgorszych. To na nich zatrzymała się na dłużej, zadzierając głowę w górę. A potem prychnęła głośno, gdy kazał jej oddać broń.
Jego argumenty nie były złe, to nie tak, że nie trzymały się kupy, bo było w ich ziarnko prawdy… problem w tym, że kompletnie nijak miały się do sytuacji, w której tego wieczoru znalazła się Pilar. Madox gówno wiedział, a ona był zbyt uparta, żeby odpuścić i się przed nim skulić, dlatego r ó w n i e ż wykonała krok do przodu, prawie na niego wchodząc.
— Nie przyszłam tu z bronią, żeby wszystkich rozstrzelać, a bo wracam prosto z misji — warknęła równie ostro co on już od samego startu, jeszcze bardziej zadzierając głowę i nawet na sekundę nie odwracając od niego spojrzenia. — Gdzie miałam zostawić gnata? Na środku ulicy? A może kurwa u twoich goryli, którzy są tak słabi, że nie potrafili sobie nawet poradzić z jedną laską, która skopała im dupy — wspięła się na palcach, wodząc spojrzeniem po tego twarzy, podczas gdy dłonią sięgnęła pod kurtkę. — Jeszcze by sobie zrobili krzywdę — wyszeptała tuż przy jego brodzie, b e z c z e l n i e, przy okazji wciskając zabezpieczoną broń pomiędzy ich stojące już i tak blisko ciała. Mało tam było miejsca. Chyba nic więcej niż pistolet by nie weszło. Pilar umieściła lufę na jego dłoni, przez przypadek pewnie wcale nie muskając ciepłymi palcami jego szorstką skórę. Oddała mu broń. Czy mu ufała? Nie. Ale też nie była skończoną idiotką. Umiała rozgrywać swoje karty. — Tylko ostrożnie. Słyszałam, że słabo strzelasz — gówno prawda. Nic takiego nie słyszała. Tak sobie rzuciła, żeby go wkurwić. I pewnie powiedziałaby coś jeszcze, wodząc spojrzeniem po jego twarzy, ale Buck szarpnął ją za kurtkę i odsunął nieco od Noriegi. No tak. Dwa wściekłe psy i jeden pasterz, który miał nad nimi władze.
Prychnęła, słysząc, jak Madox wali pretensje do Johna o tym, że nie będzie przed Diego świecić oczami, bo ich nie urabia na ładne oczy.
— A na co? — wtrąciła się, znajdując sobie miejsce na krześle, które na dobrą sprawę wcześniej należało do Noriegi nim wstał. Wiedziała o tym? Oczywiście. — Robisz mu loda i po sprawie?
— Stewart — Buckley w końcu się odezwał, próbując przywołać ją do porządku.
— No co? — spojrzała na niego z wyrzutem. — To niech skończy gadać do mnie jak do kompletnej amatorki — tym razem o ona opowiedziała się o Noriedze, jakby go wcale nie było tuż obok. Chociaż był. Wiedziała to doskonale, bo jego i n t e n s y w n y zapach wdzierał się jej do nosa i drażnił zmysły.

:bruh:

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 04, 2026 1:58 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox za to nic o niej nie słyszał. Buckley powiedział mu o niej jakieś piętnaście minut temu, że wprowadza dzisiaj do latynoskiego półświatka kobietę... Latynoskę. Gorącą, jak się okazało...
Dlatego jego ciemne spojrzenie trochę bezczelnie przesunęło się po jej sylwetce, gdy stała już przed nim. Po jej czekoladowych oczach i tym zadziornym uśmiechu. Po zmierzwionych... kudłach. Mogła się chociaż uczesać zanim tu przyszła, odpierdolić w jakąś czerwoną sukienkę...
Nie ruszył się z miejsca, kiedy i ona zrobiła krok w jego kierunku, tylko spojrzał na nią z góry.
- Wracam prosto z misji - przedrzeźnił ją, a zaraz strzelił oczami w sufit - czyli to oznacza, że nie umiesz się dobrze zorganizować i też słabo o tobie świadczy - i to powiedział Madox Noriega chodzący chaos... Zmrużył powieki, kiedy powiedziała to, że jego goryle nie potrafili sobie poradzić z jedną laską, która skopała im dupy. Imponowało mu to? Oczywiście, że tak, bo Noriega miał słabość do lasek, które umiały się bić, ale przecież nie dał tego po sobie poznać. Nie cofnął ręki, która wciąż czekała na jej broń. A kiedy w końcu mu ją oddała, to wbił spojrzenie w jej oczy.
- Następnym razem mówisz, że jesteś do szefa i wołasz mnie, albo... - może nawet powiedziałby jej, że załatwi jej jakaś specjalną przepustkę, dla jego ulubieńców, jak Bucky, ale wtedy ona dodała to, że słyszała, że słabo strzela. Powieka mu lekko drgnęła, minimalnie. Bo niby skąd wiedziała? Noriega rzeczywiście nie był królem strzelców, ale broń trzymał pewnie, nawet teraz, kiedy sprawdzał czy jest zablokowana, żeby wsadzić ją sobie z tyłu za pasek od spodni, przykryć wzorzystą koszulą. Madox rzadko chodził po klubie ze spluwą, kiedy wybierał przemoc, czyli często, stawiał jednak na swoje pięści - albo możesz wypierdalać i iść od razu po Bucka - dokończył, kiedy gliniarz szarpnął do siebie swoją podopieczną. Madox też był jednym z nich, ale... Pilar przecież o tym nie wiedziała, dla psów on był kretem, właścicielem klubu, tyle.
Na kolejne słowa brunetki Madox się skrzywił.
- Może wy tak załatwiacie sprawy na komendzie, ale w Emptiness liczy się coś więcej niż głębokie gardło, ale... lubię pyskate i może nawet kiedyś pozwolę ci mi obciągnąć? - pewnie jeszcze by dyskutowali. O robieniu loda, bo oboje chyba nie mieli przed tym oporów, ale Bucky najpierw przywołał do porządku ją, a potem posłał groźne spojrzenie Madoxowi, więc i on się zamknął. Przysunął sobie hoker po jej prawej stronie i przecież, że specjalnie zaczepił ją łokciem, kiedy odsuwał od niej swoją szklankę.
- To się tak nie zachowuj, jakbyś pierwszy raz miała do czynienie z jakimś informatorem - jak on ładnie o sobie mówił, spojrzał na nią jeszcze z boku.
- Właściwie... to jest jej pierwszy raz i jesteś jej pierwszym kontaktem - wtrącił Buckley i wyzerował swojego drinka. Machnął na barmankę, żeby do nich podeszła.
- Co kurwa? - Madox zrobił wielkie oczy - dajesz mi jakąś dupę, której nikt nie zna i chcesz, żebym co? - Madox też opróżnił szklankę i podsunął ją barmance, żeby mu dolała - zrób jej mohito - mruknął do dziewczyny, bo przecież, że założył, że ona nie będzie się z nimi raczyć czystym rumem.
- Żebyś ją przedstawił komu trzeba - wyjaśnił Bucky.
- I co, może jeszcze mam powiedzieć, że to moja dupa do ruchania, żeby miała plecy? - Madox oczywiście tak pierdolił, ale Buckley wzruszył ramionami.
- Jak jej to pomoże... - rzucił podsuwając szkło barmance, która zaraz mu dolała.
- Pojebało cię. Nie - od razu sprzeciwił się Madox i tak dużo robił dla psiarni.

Me gusta lo atrevido ⏾⋆.˚

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 04, 2026 4:58 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Pierdolił od rzeczy.
Widziała to już na pierwszy rzut oka.
W pierwsze kolejności mówił jej, że nie będzie za nią latał i prawił jej chody u ochroniarzy, a dwa zdania potem, że następnym razem miała go zawołać. Hipokryta — pierwsza cecha, jaką Pilar zanotowała w swojej głowie na jego temat. Chociaż nie, może druga, bo jednak pierwszą było jego intensywne spojrzenie od którego nie za bardzo chciała odrywać w wzrok. Trochę nie dziwiła się, że był tak dobrym informatorem. Pewnie dzięki urokowi osobistemu nie raz potrafił wyciągnąć co tylko chciał od kobiet, a może nawet i facetów, bo gadka też całkiem dobrze mu się kleiła.
Gdy postawił na stole opcję, że może też po prostu wypierdalać i iść od razu do Bucka, Pilar tylko wzruszyła ramionami. Kompletnie nie ruszało ją takie warczenie. Nie pierwszy nie ostatni raz komuś nie odpowiadało jej towarzystwo i gdyby przejmowała się takimi nadąsanymi dupkami za każdym razem już dawno by zwariowała. Zdawała sobie sprawę, że jako kobieta z góry była spisywana na szary koniec szacunku i na niego, szczególnie w takim towarzystwie trzeba było sobie zasłużyć. Z pewnością nie robienie lodów. Chociaż kiedy Noriega wspomniał, że może kiedy pozwoli jej mu obciągnąć, Pilar prychnęła i nachyliła się jeszcze bliżej w jego kierunku, praktycznie wchodząc w jego przestrzeń osobistą, łapiąc w usta to samo powietrze.
— Lepiej nie… — zaczęła, nie spuszczając z niego spojrzenia. — Bo jeszcze się zakochasz — wyszeptała, przechylając delikatnie głowę w bok. Oczywiście ani jej się śniło mu obciągać, ale skoro już sobie tak ładnie, kulturalnie dyskutowali o robieniu gały, to przecież nie miała zamiaru odpuszczać, pozwolić mu mieć ostatnie słowo. I pewnie ta rozmowa zaszłaby jeszcze dalej, gdyby nie Buck, który od razu sprowadził ich na ziemie, przy okazji uświadamiając Madoxowi, że Pilar była w tym faktycznie nowa i on miał być jej pierwszym kontaktem. Obserwowała uważnie, jak właściciel klubu się dziwił i nie zgadzał z Johnem. Trochę tego nie rozumiała, bo to chyba nawet dobrze, że nikt jej nie znał. Mogła mu się przydać.
— Mohito? — prychnęła, słysząc to denne zamówienie. — Wyglądam ci na laskę, co pije Mohito? — i co jeszcze do tego, może jakiś Sex on the Beach? Spojrzała na barmankę. — Daj mi normalny rum. Podwójny — nie miała zamiaru pić jakiegoś słodkiego gówna. — Poza tym nie będę udawać jego kurwy. W życiu nie miałby u mnie szans — wtrąciła jeszcze na temat tego prezentowania jej jako jego dupa do ruchania. Trochę podkoloryzowała, bo gdyby się postarał, to może i mógłby ją zaliczyć. Wyglądał na takiego, z którym pewnie nie dało się nudzić, ale Pilar nie miała zamiaru się o tym przekonywać. Mieszanie biznesów z przyjemnością to najgorsze, co można było zrobić.
— Zaraz musze spierdalać… — John spojrzał na wielki, złoty zegarek na jego nadgarstku, palce zaciskając na szklance z alkoholem, a zaraz podniósł wzrok na Noriegę. — Słyszałem, że gruby dzisiaj będzie — złapał ostatnie dwa łyki, zerując szklankę. — Pomóż jej się przy nim zakręcić, przedstaw ją, powiedz jej jak się zachowywać, nie wiem kurwa, Noriega, ja mam cię uczyć, co masz robić? — zeskoczył z hokera stając nad Madoxem, przy okazji kładąc wolną dłoń na ramieniu Pilar. — Zróbcie pożytek z tego wieczoru. Tylko się kurwa nie pozabijajcie. Bo ja was potem osobiście zapierdole.

:lepa:

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 04, 2026 5:47 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
Czy oni w ogóle znali pojęcie przestrzeni osobistej?
Pewnie nie. Madox nie znał, nawet się nie poruszył kiedy pochylała się do niego, tylko te ciemne oczy wbił w jej pełne usta, w które złapała więcej powietrza, a w które mogłaby łapać...
No chyba by nie mogła, bo stwierdziła, że by się w niej zakochał. Madox prychnął i może nawet jeszcze coś by powiedział, że chyba śni na przykład, bo on się kurwa nie zakochiwał. Już dwa razy popełnił ten błąd i co? I jedna dupa zdradziła go w dniu ślubu z najlepszym kumplem, a od drugiej go odsunęli dla dobra sprawy. I chuj, po co mu jakieś głębsze uczucia, kiedy na dobrą sprawę miał te swoje przelotne romanse, a lasek do ruchania nigdy mu nie brakowało. A tak przynajmniej był sobie sam, panem, sterem i okrętem, czy coś.
Spojrzał krzywo na Pilar, kiedy zajęła jego krzesło, ale zaraz przysunął sobie inne, usiadł obok niej i zamówił jej...
Mohito? Wyglądam ci na laskę, co pije mohito?
Trochę wyglądała.
- A co? Wolisz Sex on the Beach? - zapytał, ale chyba bardziej, żeby ją zaczepić. Kiedy zamówiła rum, to uniósł jedną brew, chyba nie wiedziała jeszcze na co się pisze. Medelliński rum był ostry, palił przełyk, grzał od środka. Barmanka spojrzała na Noriegę, jakby to do niego należało ostatnie słowo, bo tak w zasadzie było. Machnął jej ręką, żeby jej polała. Chciała, to niech ma.
Znowu prychnął na jej kolejne słowa.
- Chyba ty u mnie, nie pieprzę lasek, które chodzą... - spuścił spojrzenie na jej buty - w adidasach - mruknął, kręcąc głową. Coś w tym było, bo Noriega na pokazówkę zawsze prowadzał się z odwalonymi dupami, które chodziły w szpilkach, po prostu miał jakieś tam swoje standardy. Tu nie chodziło o charakter, czy coś, po prostu laska musiała być dziesięć na dziesięć i zawsze tak się prezentować, nawet na misji...
Tak jak on, w swojej drogiej koszuli z metką jakiegoś projektanta. A pomysleć, że kilka lat wstecz chodził w porwanych trampkach, a teraz eleganckich laczkach od Prady.
- Co? Nie no kurwa Buck... wiesz, że Grubas mnie wkurwia, nie będę... - nie skończył bo Buckley już wyzerował drinka i wciąż nawijał, że przecież Madox wiedział, co ma robić. Wiedział... nie była pierwszym żółtodziobem, którego wprowadzał. Ale pierwszym z takimi ognistymi, ciemnymi oczami i takimi kudłami...
Madox spuścił spojrzenie na ciemne kosmyki spływające jej po plecach, westchnął jakoś ciężko.
- Z grobu nas wyciągniesz, żeby nas zajebać? - rzucił podnosząc spojrzenie na Johna, a ten parsknął śmiechem pod wąsem. Sięgnął też do Madoxa, żeby poklepać go po ramieniu.
- Nie rób takiej miny Madox, gorzej niż z Daltonem nie będzie - mrugnął jeszcze do Pilar jednym okiem i już się z nimi żegnał, a potem ruszył do wyjścia z klubu. Obejrzał się jeszcze na nich przy drzwiach.
Madox wciąż siedział na krześle bokiem do niej, obracał w palcach ciężką szklankę, ale zaraz odwrócił się do niej przodem, zaczepił kolanem gdzieś o jej udo. Akurat tym razem nie specjalnie.
- Dobra, jesteś u mnie, więc na moich zasadach. Jak mówię, że coś robisz, to to robisz... Oddajesz broń i dostosowujesz się, czasem do mojego widzimisię, ale często do warunków, które dyktuje półświatek, rozumiesz? - akurat w tym Madox był mistrzem w dostosowywaniu się. Łapaniu okazji - a przede wszystkim, jak mówię, że masz coś odpuścić, to to robisz, nie dyskutujesz, ja też nie wszędzie się wpierdalam - tylko czy ona umiała odpuszczać? Pewnie się dzisiaj o tym przekonają.

su cabello desaliñado ˚˖𓍢ִ໋❀

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 04, 2026 6:35 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Zabawny był.
Nie pieprzył lasek, które chodziły w adidasach?
A co to kurwa w ogóle był za tekst?
Spojrzała na niego jak na ostatniego debila i po prostu się roześmiała. Często była świadkiem głupich, meskich wzmianek na temat kobiet i tego jak się prezentowały, ale takiej głupoty jeszcze nie słyszała. NiE pIePrZe LaSek, KtÓrE ChOdZą w AdiDasAch, miała ochotę go przedrzeźnić, jednak zamiast tego…
— Nie wiem jak ty, ale ja pieprze się nago — spojrzała na tego wyzywająco i jeszcze na podkreślenie swoich słów, wypięła pierś do przodu. Chociaż miała na sobie biała bluzkę, dekolt miała całkiem kobiecy, dużo pokazywał, w dodatku materiał dość mocno opinał się na jej ciele. Jakby Noriega dobrze się przypatrzył, mógł nawet zauważyć delikatne mięśnie odznaczające się na jej brzuchu. Czego jak czego, ale akurat ciała Pilar nie miała się co wstydzić i nigdy tego nie robiła. Nie potrzebowała kłusych sukienek, żeby wygadać seksownie. Uważała, że nadrabiała charakterem i pazurem w oku. Cóż, jak widać nie u pana wielkiego szefa.
Odprowadziła wzrokiem swojego przełożonego, nic już więcej nie mówiąc, gdy dyskutowali o tym, co miał ją nauczyć. Wiedziała, że faceci musieli sobie popierdolić. Zamiast tego złapała szklankę rumu, którą w końcu przyniosła barmanka i jednym, zwinnym ruchem upiła kilka solidnych łyków. Alkohol faktycznie był mocny, piekł po przełyku, jednak Pilar nawet się nie skrzywiła. Widziała kątem oka, że Madox się jej przygląda, dlatego tylko pokiwała głową w geście uznana. Dała mu znać, że było dobre. Smakowało. A potem zaczął swój wywód…
— Tak tak, na twoich zasadach — machnęła na niego ręką, nie kodując nawet połowy rzeczy, które do niej mówił. Biorąc pod uwagę, że się tylko powtarzał, może nawet nie ominęło ją nic ważnego. — Powiesz mi w końcu coś czego nie wiem? — wbiła w niego ciemne spojrzenie, ogniste, takie pod którym człowiek momentalnie mógł poczuć na sobie presje. — Buckley powiedział, że jesteś kurwa najlepszy w te klocki. Że nikt nie wprowadzi mnie tak dobrze, jak ty, a jak na razie pierdolisz tylko o tym, że mam cie słuchać i się dostosowywać — przewróciła oczami. — Brzmi bardziej jakbyś potrzebował, żeby ci połechtać ego niż jakbyś faktycznie coś wiedział — bo taka była prawda. Madox na siłę chciał jej pokazać, gdzie leżało jej miejsce. A problem w tym, że Pilar nie lubiła się dawać. Całe życie była pomiatana i w końcu osiągnęła etap w życiu, w którym to ona umiała rozdawać karty.
Rozsiadła się wygodniej, umieszczając oba łokcie na blacie i rozglądając po klubie, przy okazji trącając go jednym, zupełnie przypadkowo.
— Czemu nie lubisz się z tym całym grubym? — spytała, przysuwając się do niego bliżej, by móc odpowiednio ściszyć głos. — Kto to w ogóle jest? Ma jakieś kontakty w półświatku, czy jest bezpośrednio z nim związany? — dużo zadawała pytań. Może za dużo. Ale akruat ona zawsze tak miała. Lubiła wiedzieć. Jako śledcza czy nawet wcześniej jeszcze jako zwykły pies, lubiła posiadać pełen wachlarz informacji. Uważała ,że dopiero mając pełen obraz sytuacji, można było wysuwać odpowiednie wnioski. Wszystko inne było tylko spekulacją. A spekulacja zaś prowadziła do błędnych osądów. Pilar wszystko musiała mieć odpowiednio poukładane, posiadać w głowie plan, który potem sumiennie mogła realizować. A jak na razie to Madox zdawał się iść na kompletny spontan.

:pala:

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 04, 2026 10:25 pm
autor: Madox A. Noriega
trigger warning
przekleństwa
- Zdejmujesz... adidaski? - rzucił kpiąco, bo on jednak wolał laski, które do pieprzenia ściągały szpilki, albo on je z nich ściągał...
Ale już to zachował dla siebie, wywrócił tylko oczami, chociaż kiedy tak wypięła pierś, to przecież jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej sylwetce, po rysującym się pod materiałem biuście, może nawet po ładnie zarysowanym brzuchu, a jednak zaraz odwrócił wzrok na swoją szklankę. Nie powinien w ogóle myśleć o niej w kategoriach lasek do pieprzenia, skoro mieli razem pracować. Już raz popełnił ten błąd i jak to się skończyło?
No chujowo. Dlatego Madox nie mieszał już interesów z przyjemnościami, zwłaszcza tych związanych z psiarnią.
Odprowadził Buckiego spojrzeniem, chociaż nie był zadowolony, że zostawiał ich samych, a do tego naprowadzał ją na Grubasa. Lepiej by było na Diego, przynajmniej to jakaś rozrywka, a tłuścioch go drażnił.
Tak samo jak siedząca obok brunetka, chociaż kiedy podniosła szklankę z rumem i bez skrzywienia upiła kilka łyków, to jedna brew Noriego powędrowała do góry.
- Mamy najlepszy rum w Toronto - oczywiście, że musiał się pochwalić, bo może tego nie wiedziała. Chociaż chyba jej smakowało, sądząc po tym jak zebrała językiem kropelkę, która zbłądziła w kąciku jej ust.
Znowu uniósł jedną brew, kiedy powtórzyła jego kwestię, a potem przewrócił oczami.
- Może to, że jak idziesz do latynoskiego klubu, to się odpierdol, żebyś się nie wyróżniała? - bo może tego też nie wiedziała? Chociaż przecież wracała z misji, to wszystko tłumaczyło, chyba jednak nie dla Madoxa. Nie spuścił z niej wzroku, nawet kiedy wpatrywała się w niego intensywnie, ogniście - i Buckley ma rację, myślisz, że rzucałby słowa na wiatr? - oboje wiedzieli, że tego nie robił. Nie tylko jeśli chodzi o Noriegę, Bucky po prostu był szczery, walił prosto z mostu, a jak powiedział o Madoxie, że jest kurwa najlepszy w te klocki, to musiał być - no i cię kurwa wprowadzam... Wolałabyś, żebym od razu... - nie dokończył, ale chciał zapytać, czy wolałaby, żeby od razu rzucił ją na głęboką wodę, ale ona wtedy rzuciła tekstem o tym łechtaniu jego ego. Może rzeczywiście nie powinien jej tego tłumaczyć? Skoro taka była pewna.
- Dobra, rusz dupę - rzucił podnosząc się z krzesła i on też trącił ją łokciem, zerknął na nią z boku, a na barmankę machnął głową, żeby zebrała ich szkła - no co tak patrzysz? Skoro nie potrzebujesz moich lekcji i wprowadzenia, to przedstawię cię Grubemu Tony'emu - spojrzał wyzywająco w jej ciemne, ogniste oczy. Te jego pociemniały.
Madox ruszył przodem w kierunku loży na piętrze, ale obejrzał się na nią przez ramię.
- Gruby Tony to makaroniarze - powiedział, jakby to tłumaczyło czemu się nie lubią - ale powinnaś to wiedzieć, skoro przychodzisz tutaj go poznać. Powinnaś go najpierw sprawdzić - na pewno tego nie zrobiła, bo przecież kurwa nie wiedziała, że Bucky rzuci ją od razu na głęboką wodę - Tony jest ważny wśród Włochów, dużo informacji przechodzi przez niego, on je akceptuje, albo odrzuca, ustawia spotkania z ważniejszymi - wchodzili już po metalowych schodach na górę, wciąż Madox szedł przodem. Zatrzymał się przed jedną z loży i odwrócił gwałtownie - makaroniarze mnie nie lubią, bo jestem latynoskim, bezczelnym gnojem - wyszeptał prosto w jej twarz, mogła czuć na policzku jego ciepły oddech, a w nosie mocny zapach jego perfum. Noriega odwrócił się i wszedł do loży, gdzie na kanapie siedział Grubas, a obok stało jego dwóch goryli.

Vale, mueve el culo ༘⋆✿

el caos se encuentra con el orden

: ndz paź 04, 2026 11:26 pm
autor: Pilar Noriega
trigger warning
przekleństwa
Madox dużo gadał.
Za dużo.
A Pilar bardzo szybko wywnioskowała, by móc się z nim odpowiednio dogadać i nie zwariować, be∂zie musiała nauczyć się filtrować informacje, którymi ją raczył. Połowa zdań, które opuszczały jego usta, była jedynie zwykłym pierdoleniem. Takim gadaniem, żeby się nagadać, jednak gdzieś pomiędzy tym wszystkim znajdowały się faktyczne rzeczy, które mogły się jej przydać. Jak chociażby to, że zjebała przychodząc tutaj ubrana w obcisłe spodnie, białą koszulkę i skórzana kurtkę. Prędzej pasowałaby do baru dla motocyklistów niż latynoskiego klubu. I chociaż nie lubiła nie mieć racji… tutaj musiała przyznać ją jemu.
Dlatego kiedy już wyzerowali drinki i skierowali się wgłąb klubu, Pilar wciąż myślała w głowie o tym co powiedział. Dokładała do tego informacje o Grubym Tonym, te wszystkie fakty o makaroniarzach, raz po raz wywracając oczami na teksty, które Noriega mógł sobie darować, ale cały czas z tyłu głowy miała gdzieś tą uwagę o ubraniach. To że tu nie pasowała. Że była niewystarczająco odpierdolona, żeby się nie wyróżniała.
Kiedy szli po schodach rozejrzała się jeszcze po klubie. Piękne, kolorowe sukienki falowały na parkiecie, gorące latynosie rytmy rozpierdalały ściany i nawet w jej żyłach krew zaczęła płynąć jakoś szybciej. Może to właśnie dlatego nim jeszcze weszli do loży, Pilar szarpnęła Madoxa za kolorową koszulę i odwróciła w swoim kierunku.
— Czekaj — warknęła, zadzierając w górę głowę i patrząc mu w ciemne oczy. — Odpierdol mnie — wyznała po chwili, głosem po raz pierwszy chyba faktycznie poważnym, a nie prześmiewczym w jego kierunku. Chociaż kiedy zobaczyła jego pytające spojrzenie i to jak brew ucieka mu do góry, wywaliła oczami, nie mogąc się powstrzymać. — Powiedziałeś, że żeby się tu nie wyróżniać, to musze się odpierdolić — wyjaśniła, nawiązując do jego własnych słów. — Masz tu w chuj tancerek, na pewno masz na stanie kilka wolnych sukienek i szpilki zamiast moich adidasów. Jeśli wciśniecie na siebie jakieś kurwa kusej szmaty będzie się równało z tym, że robota będzie zrobiona lepiej… — wtedy była w stanie na to pójść. Bo coś, czego Madox nie wiedział jeszcze o Pilar było to, że zawsze wszystko robiła na sto procent. Nienawidziła półśrodków. Nie znosiła robić rzeczy na odpierdol, brzydziła się praca na pół gwizdka. I teraz też nie miała zamiaru tego robić. Mogli się przekomarzać, nie przepadać za sobą, ale kurwa… zadanie to zadanie. — Nie chce tego spierdolić.
I mógł to widzieć w jego oczach, że nagle zaczęła traktować to poważnie.
Była gotowa przełknąć dumę, odpierdolic się i faktycznie zachwycić pieprzonego makaroniarza, szczególnie, że Noriega sam wspomniał, że za nim nie przepadali. Raczej średnio w takim razie będzie wyglądać, kiedy przyprowadzi do loży laskę, która wyglądała jak przypadkowa łapanka z ulicy. Mogło to zostać obrane jako brak szacunku, albo w ogóle Tony mógł wypierdolić ich po krótkiej wymianie zdań. Dlatego Pilar zacisnęła mocniej palce na kolorowej koszuli Noriegi, nie odpuszczając.
— Daj mi jakieś ciuchy i zróbmy to porządnie — powtórzyła, zaglądając w intensywnie ciemne oczy. Jego ciepły oddech grał jej na policzkach, a latynoska muzyka rozpływała się w uszach. Pewnie w każdych innych okolicznościach, juz byłaby tutaj na samym środku parkietu. Ale nie teraz. Teraz (jakby to powiedział Bedoes) była robota do zrobienia.

:dusi: