el caos se encuentra con el orden
: sob paź 03, 2026 5:24 pm
069.
They never imagined where that first meeting would lead them.
Sometimes, the most unexpected person becomes the most beautiful part of your story.
Sometimes, the most unexpected person becomes the most beautiful part of your story.
trigger warning
przekleństwaBawił się szklanką po rumie, przekręcając ją w palcach. A ciemne spojrzenie wbijał w siedzącego na przeciwko niego starszego, wąsatego gościa. John Buckley był psem z wieloletnim doświadczeniem. On wprowadzał Madoxa, on dostrzegł w nim potencjał i przez lata, od samego początku, był jego handlerem, oficerem prowadzącym. Jako jeden z nielicznych wiedział, że Noriega robi dla psiarni. Ba, on kurwa był dla Madoxa jak ojciec. Dlatego ten bez gadania zawsze wprowadzał mu w półświatek żółtodziobów, ale dzisiaj... musiał sobie pomarudzić.
- A co to dla ciebie? Daltona wprowadziłeś, to z kobietą nie dasz sobie rady? - szklanka Buckiego była pełna, przekręcał ją tylko w palcach. Madox na nią zerknął, coś tutaj było na rzeczy, nie wiedział jeszcze tylko co, ale to kwestia czasu... Przecież potrafił wyciągnąć praktycznie wszystko, z każdego.
- No i ostatnio wprowadzałem Daltona i co? Prawie się kutas wysprzęglił, że robię dla policji, jakbym go wtedy nie jebnął, to gówno by z tego było... - Noriega wywrócił oczami, zacisnął wytatuowane palce. w pięść, poprawiając swoje pierścionki. Nick Dalton prawie się wygadał przed gangusami, Madox musiał mu wtedy obić tą jego śliczną twarzyczkę, co delikatnie rzecz ujmując sprawiło, że Dalton już chyba za nim nie przepadał. Ale przecież Noriega musiał to zrobić, pokazać swoje miejsce... i to Nicka też.
- Ona nie jest jak Dalton... Ma potencjał, żeby zostać naprawdę dobrą śledczą... - zaczął Buckley, ale Madox mu przerwał. W międzyczasie przywołał do siebie barmankę, która dolała mu rumu, puścił jej oczko.
- O mnie też tak mówiłeś... - rzucił Noriega i tym razem wciął mu się Bucky.
- No i co, myliłem się? - nie mylił. Noriega robił pod przykrywką już kilka ładnych lat. Zadawał się z gangusami i był między nimi jak jeden z nich. Równy.
- Ale wiesz jakie podejście mają latynosi... Nie lubią białasów, a już baba nadaje się do dwóch rzeczy, do pierdolenia i do garów, a nie do policji - Noriega podniósł szklankę du ust. Buckley też wreszcie sięgnął po swoją, upili po łyku.
- Ale to latynoska, może spojrzą na nią inaczej? A zresztą... a co z Haddie? - zapytał, a Madox prawie zakrztusił się rumem. Dlatego, że Buck przyprowadził mu Latynoskę? Czy może jednak na wspomnienie o Wheller?
- Latynoska? To może chociaż jak już ją przelecę, to ugotuje mi jakieś chilli con carne? Dobrze gotuje? - Noriega oparł się o bar wpatrując w starszego policjanta. Ten też podniósł jasne spojrzenie na twarz Madoxa.
- Zostaw ją Noriega, trzymaj łapy przy sobie - burknął gliniarz.
- Łapy przy sobie? A co to jakaś twoja kochanica? Rose wie, że kręcą cię jakieś młode dupy? Będzie rozwód? Mogę się zakręcić koło niej i jej noworocznej pieczeni? Kręcą mnie mamuśki... - Madox odchylił się na wysokim stołku w tył, bo Buckley zamachnął się na niego wielką łapą i chciał go zdzielić w łeb. Pokręcił głową.
- Jesteś pierdolnięty Madox - rzucił z dezaprobatą, a Noriega wyszczerzył się w uśmiechu.
- A ty przestałeś się znać na żartach amigo, emeryturka się zbliża i dziadziejesz... Już nie mogę się doczekać, kiedy przejmie mnie Eliot, wtedy będziemy szaleć... - Madox nawijał jeszcze przez chwilę o tym, jak świetnie będzie gdy zmienią mu łącznika, ale Buckley go wcale nie słuchał. Zerknął na zegarek. Powinna już tu być.
Llegas tarde ⊹ ࣪ ˖⏱ ୭˚. ᵎ