Strona 1 z 1

power off, heart on

: ndz paź 04, 2026 11:04 am
autor: Charlie Marshall
Minął tydzień, odkąd widział się z Blair po raz ostatni podczas wspólnego śniadania. W tym czasie… no, dużo się wydarzyło. Charlie dopilnował wszystkich swoich obowiązków w firmie i upewnił się, że nikt nie będzie go potrzebował podczas dwutygodniowego urlopu, mimo że wypełnił wniosek bez żadnych konsultacji z zarządem (zignorował ich oszołomione spojrzenia, gdy wychodził z firmy o godzinie 08:22). Wynajął mieszkanie, bo nie chciał dłużej nadużywać gościnności swojego brata i czuć się jak rozbitek na obcym terytorium. Bez żalu sprzedał też swoje BMW - to z rozwaloną przez Cyrusa szybą - bo jakoś sam widok tego auta budził w nim wstręt, a z wielką ulgą i zadowoleniem kupił sobie nowe volvo.

Jak sami widzicie, naprawdę dużo się działo… I właśnie parkował swoje nowe auto przed Mayfield Architects, bo chciał sprawić Blair niespodziankę. Co prawda, musiał przyznać, że robił to bardziej dla siebie niż dla niej, ponieważ cholernie za nią tęsknił i nie potrafił przyzwyczaić się do jej nieobecności. Wyszedł z auta, zamknął je i od razu skierował się do wnętrza budynku, w którym pracowała jego narzeczona. Znaczy, była narzeczona. Naprawdę ciężko było mu się przestawić, cholera… Anyways, wracając do tematu, jego pojawienie się w biurze wywołało niemałe zamieszanie. Nie zaskoczyło go to specjalnie - od prawie dwóch tygodni wszyscy z wypiekami na twarzy obserwowali brak pierścionka zaręczynowego na palcu Blair i plotkowali o pani wiceprezes tak samo bezlitośnie, jak na korytarzach Northland Power plotkowano o Charliem. Cóż. Uroki życia na świeczniku?

Zapukał do drzwi gabinetu Blair i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Siedziała przy biurku, pochylona nad jakimiś dokumentami i chyba była zaskoczona jego widokiem. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było zasłonięcie rolet na drzwiach i przeszklonych ścianach gabinetu, bo już widział ciekawskie spojrzenia pracowników skierowane w ich stronę. - Cześć - powiedział krótko, gdy odwrócił się z powrotem w stronę Mayfield. Podszedł do biurka i postawił przed Blair kubek z parującą kawą i papierową torebeczkę ze świeżą cynamonką z jej ulubionej kawiarni, przy okazji uważając, żeby nie zahaczyć o dokumenty, które właśnie przeglądała. - Twoja ulubiona - dodał. Rozejrzał się od niechcenia po gabinecie i przypomniał sobie dzień, w którym przyjechał po nią do biura i zabrał na szybki lunch do jakiejś nowej restauracji. Zabawne, że rozmawiali wtedy o tym, jak ich matki bezczelnie wtrącały się w ich życie… Naprawdę zabawne. Charlie nie miał odwagi powiedzieć rodzicom o tym, co zaszło między nim a Blair, no i… był ciekawy, czy ona również nie podzieliła się tym faktem ze swoimi rodzicami, ale… nie wypadało, żeby pytał.

Spojrzał w jej jasne, przenikliwe oczy i zamarł na moment. Miał tu tylko wpaść, zostawić poczęstunek i… wyjść. Ach, no tak. Zrobił krok w tył, ale zamarł w pół kroku, bo przypomniał sobie o czymś ważnym. - Aha, i chciałem dać znać, że gdybyś coś potrzebowała, to mam… - przerwał, bo właśnie rozległo się pukanie do drzwi Serio? Akurat w takim momencie? Nie mógł dostać pięciu minut sam na sam z Blair? Westchnął, po czym uchylił drzwi i stanął twarzą w twarz z kurierem, który trzymał bukiet herbacianych róż. Charlie zmarszczył brwi i nawet nie pozwolił mu wejść do środka, po prostu przejął od niego kwiaty i podpisał pokwitowanie w drzwiach. Nachmurzył się odrobinę, bo chciał, żeby Blair dostała te kwiaty po jego wyjściu, po dziewiątej… A gdy zerknął na zegarek, zobaczył, że była już 09:03. Ależ ten czas leciał. Cóż, nie powinien być zły, że stracił rachubę czasu. - Solidna firma, bardzo punktualni - skomentował, przyglądając się kwiatom. A potem podszedł do Mayfield i bezceremonialnie wręczył jej bukiet. - To też dla ciebie - powiedział, po czym bez wahania nachylił się i dał jej całusa w policzek. To chyba był błąd, bo od razu oszołomił go zapach jej perfum. Cholera, bardzo je lubił.

Szybko się wyprostował i nastała cisza. On był w szoku, Blair była w szoku, takie tam. Emocje. Dorosłych. Ludzi. Cholera. - A o czym to ja…? Ach, tak. Chciałem dać ci znać, że zacząłem urlop i gdybyś coś potrzebowała, to dzwoń śmiało - wyjaśnił i uśmiechnął się do niej lekko.

Dzwoń śmiało? Really?

ex-fiancée