Strona 1 z 1

Watch where you're walking, nerd.

: ndz paź 04, 2026 6:32 pm
autor: Hunter Robertson
Hunter nigdy nie spędzał swoich dni wolnych w domu. Zawsze był aktywny i wszędzie było go pełno. Gdzieś w końcu trzeba było wyładować tę nadmiarową energię, żeby z nerwów kogoś nie uszkodził z przeciwnej drużyny. Bójki były czymś normalnym na lodowisku, ale nie chodziło przecież o to, żeby posłać kogoś do szpitala. Sam nie raz dostał w mordę i musiał to przeżyć. Trochę korektora i przynajmniej nie straszył sąsiadów w bloku, którym zawsze przytrzymywał drzwi czy pomagał wnosić zakupy. Sąsiadem był akurat zajebistym. Spokojny, dobrze wychowany, pomocny. Czasem więcej go nie było, niż był, ze względu na mecze wyjazdowe, ale lepszego sąsiada chyba nie mogli sobie wymarzyć.
Tego dnia postanowił pojeździć na swojej ukochanej deskorolce, którą kupił trzy lata temu. Po dostaniu się do Toronto Maple Leafs przykleił od spodu logo swojej drużyny, bo łatwiej było wyrywać na to laski, kiedy tylko widziały, gdzie gra. A po drugie, był bardzo dumny z siebie, że się tam dostał. Jedno z jego marzeń się spełniło, a teraz czas było wymyślić kolejne, które trzeba będzie zrealizować.
Po dobrym śniadaniu wyszedł z domu, rzucił deskorolkę na ziemię i wskoczył na nią z rozpędu. Chwila moment i już go nie było widać, bo pędził przed siebie, nie zwracając na nic uwagi. To był jego sposób na relaks i idealny czas na przemyślenia. Uważał, że był całkiem dobrze ustawiony. Rodzice dzięki niemu będą mieli wymarzony dom na starość, siostra też dostanie swoje miejsce, jak już znajdzie odpowiednie, a na niego przyjdzie czas później. Nie potrzebował apartamentu z pięcioma sypialniami. Wystarczyło mu wygodne łóżko, kuchnia, w której mógł sobie gotować, i byle jaka łazienka. I właśnie to miał, dzięki czemu resztę pieniędzy mógł oszczędzać na kolejne wydatki. Chociaż on sam dużo nie potrzebował. Auto i motocykl miał, mieszkanie też, więc czego więcej było mu trzeba?
Może mniej idiotów na świecie? Bo chociaż był dobrym chłopakiem, to niektórych ludzi wprost nie znosił. Na przykład takiego Felixa – brata jego kumpla. Metr dziewięćdziesiąt czystej nędzy i rozpaczy. W liceum był często gnębiony przez Huntera i jego bandę, o czym na szczęście nikt z wyższej ligi się nie dowiedział, bo zaraz zostałby wyrzucony. Bo po co komu problemowa gwiazda?
I aż żałował, że o tym chłopaku pomyślał, bo chyba go do siebie przyciągnął. To, co wydarzyło się później, zdarzyło się zdecydowanie zbyt szybko.
Jechał sobie grzecznie chodnikiem, na chwilę tylko obejrzał się za jakąś dupeczką i zaraz poczuł, jak wpada na jakąś wyższą osobę. Siła rozpędu sprawiła, że Hunter wylądował na tej osobie, a jego deskorolka wesoło pojechała dalej, wjeżdżając na jezdnię i łamiąc się pod kołami jakiegoś grata, czego na początku nawet nie zauważył.
Podniósł głowę i zobaczył przed swoją twarzą gębę Carlsona, od którego gwałtownie odskoczył.
– Ja pierdolę… Uważaj, jak leziesz. Nawet w tym wieku masz problem z poruszaniem się jak człowiek? – warknął, podnosząc się i szukając swojej deskorolki. Znalazł ją kilka metrów dalej. – Patrz, co narobiłeś! – krzyknął, wbiegając na jezdnię, kiedy akurat nie było na niej żadnego auta. Zabrał obie części swojego skarbu. A była dla niego taka cenna!
– Wiesz, ile ona kosztowała? Ty pieprzona łamago – mruknął, oglądając szkody. Już teraz widział, że nie da się jej naprawić.

Felix Carlson