Strona 1 z 1

In the universe's magic

: ndz paź 04, 2026 8:45 pm
autor: Ariel Lockwood

I didn't see it coming
but I never really had much faith.


Zarzucił na siebie zwykły, czarny t-shirt i ciemne jeansy, a włosom pozwolił swobodnie wyschnąć i skręcić się w jasne loki. Nawet posprzątał, układając wszystko w miarę porządnie, a potem starł kurze, odkurzył podłogę i zmył naczynia. Nie zapomniał też o niewielkiej łazience. Nie sprzątał jakoś przesadnie często, ale też nie dopuszczał do jakiegoś totalnego syfu. Poza tym coraz częściej przyjmował gości, więc jednak wypadało mieć względny porządek na bieżąco. Niedawno kupił sobie perfumy, takie całkiem przyzwoite, nie jakiś tani szajs i dzisiaj ich użył. Nie za dużo, żeby nie śmierdzieć nimi na kilometr, ale wystarczająco, aby umilić czas osobom, które będą go wąchać.
Kojarzył ten zamek, musiał tamtędy przechodzić lub przejeżdżać i to pewnie kilka razy. Nie pamiętał jednak dokładnie adresu i musiał sprawdzić jak dojechać tam komunikacją miejską. Kupił nawet bilet, jak przykładny obywatel świata, chociaż tak naprawdę szkoda mu było kasy. Powtarzał sobie jednak, że przecież zyska na tym spotkaniu na pewno więcej, niż straci, bo dziewczyna z Maplindera zaoferowała się, że zapłaci za ich randkę.
Jeszcze raz przejrzał jej zdjęcia, przyglądając się twarzy pokrytej mocnym makijażem. Chyba była gotką, ale nie przeszkadzało mu to, właściwie nawet całkiem mu się podobało. Lubił ludzi wyróżniających się, z mocnym charakterem i takich, którzy wiedzieli, czego chcieli. Chciał ją przywitać jakimś miłym akcentem, akurat miał dobry humor, no i jakby nie patrzeć to jednak randka, a na taką chyba nie wypadało przychodzić z pustymi rękami, nawet jeżeli to druga strona ją funduje. Nie mógł sobie pozwolić na kupienie kwiatka, bo naprawdę był już pod kreską, co stresowało go, gdy tylko sobie przypomniał, ale miał jakieś tam manualne zdolności, więc zrobił dla Eriki kwiatka z papieru. W rzeczach po poprzednim lokatorze wynajmowanego przez niego mieszkania znalazł trochę rzeczy plastycznych i wygrzebał duży blok techniczny kolorowy. Róża była więc starannie wykonana, całkiem spora i w kolorach czarnym i bordowym.
— Hey, pięknie wyglądasz — powiedział, kiedy tylko dostrzegł ją przy zamku. Nie mógł się pomylić, w końcu była bardzo charakterystyczna. Uśmiechał się lekko, kiedy oddychając szybciej stanął tuż przed nią. Nie chciał się spóźnić, więc na ostatnim odcinku drogi trochę przyspieszył, ale widział, że ona też dopiero co przyszła, więc chyba dotarli na miejsce idealnie. Wyciągnął do niej papierowy kwiat. — Trochę to może cliché, ale dziewczyny chyba lubią kwiaty… Lubisz kwiaty? — zapytał, marszcząc lekko brwi i przyglądając się jej przy tym badawczo z niepewną miną.
— I papier — dodał po chwili namysłu, siląc się na rozbawiony uśmiech. Najwyżej dostanie kosza jeszcze zanim ich spotkanie na dobre się rozpocznie. Wóz albo przewóz, jak to mówią. Faktycznie pasowała do tego miejsca, bo zaproponował je właśnie z myślą o jej stylu. Chociaż czy to nie było jakieś stereotypowe i być może płytkie? Z drugiej strony Ariel nie należał do jakichś przesadnie mądrych osób, co prawda cepem też nie był, ale nie wywodził się z rodziny na wysokim poziomie i sam na pewno takiego nie reprezentował. Nie posiadał jakiejś super wiedzy, ale inteligentny w sumie był i całkiem empatyczny też, chociaż i to miało swoje granice.

Erika Lindberg

In the universe's magic

: wt paź 06, 2026 3:36 pm
autor: Erika Lindberg
Trzeba było przyznać, że Lindberg nie traktowała randek z tindera jakoś nadzwyczaj poważnie. Dla niej były to zwykłe spotkania towarzyskie, a nie wielkie okazje. Nie próbowała nikogo uwieść ani oczarować starannie wykreowaną personą. To była raczej okazja do tego, aby poznać kogoś nowego, zobaczyć jak będzie jej się z tą osobą rozmawiało. Może nawet urodzą się z tego jakieś ciekawe znajomości? Już nawet udało jej się znaleźć kompana do grania online w gierki.
Nie przygotowywała się zatem do tego wyjścia inaczej niż do innych tego typu. Ubrała na siebie jedną z licznych koszulek, które znajdowały się w jej szafie. Prosta i bez jakiegoś krzykliwego nadruku. Dodatkowo wciągnęła na siebie przetarte jeansy, które trzymały się jej na biodrach na skórzanym pasku, a przed wyjściem narzuciła jeszcze skórzaną kurtkę. Pogoda sprzyjała takim stylizacjom; wciąż nie było ani za zimno, ani za gorąco.
Zdarzyło jej się już bywać w Casa Lama. Był to dosyć charakterystyczny punkt w mieście. Kilka razy ktoś ją tam zaprosił. Pamiętała, że przesiadywała tam też ze swoją ekipą erpegowców po jednym z konwentów, które miały miejsce na terenie Toronto. Chyba nawet prowadziła wtedy panel na temat roleplayu.
Na miejsce dotarła dzięki jednemu z autobusów. Musiała jednak uprzednio sprawdzić jego trasę, bo w sumie chyba nigdy nie jechała tam prosto z domu, a wracając korzystać musiała z autobusów nocnych lub ubera, którego często brała z kimś na spółkę. Najważniejsze jednak było to, że miała dotrzeć punktualnie na miejsce. Nawet napisała do Ariela z trasy, aby dać mu znać, kiedy mniej więcej powinien się jej spodziewać.
Wciąż było przed ustaloną porą, ale oboje wyjątkowo dobrze zgrali się w czasie. Mało tego, wydawało się, że trzymał coś w dłoniach. Z początku nie miała pojęcia, co takiego to mogło być, ale im bliżej blondyna się znajdowała, tym śmielej mogła stwierdzić, że było to coś przypominającego kwiat. Nie spodziewała się w nawet najśmielszych snach, że ktokolwiek przy pierwszym spotkaniu mógłby wykonać dla niej papierową różę. Taki gest na pewno miał dla niej o wiele większe znaczenie niż zakup przypadkowego kwiatka w jakiejś kwiaciarni.
- Hej! Ty również pięknie wyglądasz - pochwaliła go w nieco mało oryginalny sposób, bo przecież powtórzyła po nim komplement.
Dopiero stojąc tuż przed nim mogła się w pełni przyjrzeć temu drobnemu podarkowi, który trzymał w palcach, wyciągając go obecnie w jej stronę. Nie mogła powstrzymać uśmiechu, który rozciągnął jej usta, gdy tylko przyglądała się tej wesołej twórczości. Była też wyjątkowo rozbawiona jego niezręcznymi próbami wyjaśnienia takiego prezentu.
- Kwiaty niekoniecznie - odpowiedziała całkiem szczerze, ale wciąż uśmiechała się do niego zachęcająco. - Ale lubię, gdy ktoś o mnie myśli i wkłada wysiłek w to, aby zrobić dla mnie coś miłego. Zwłaszcza, że taki własnoręczny prezent jest jak najbardziej od serca.
Dla niej liczył się przede wszystkim gest, a Ariel teraz pokazał, że chociaż mógł nie mieć przy sobie zbyt wiele grosza to na coś takiego było go stać. Doceniłaby to nawet, jeśli kwiatek nie wyglądałby zbyt dobrze, ale jak na razie nie mogła się do niczego wizualnie przyczepić.
- Jest naprawdę śliczny. Dziękuję - zapewniła go i najchętniej przytuliłaby go w ramach podziękowania, ale widzieli się po raz pierwszy w życiu, więc nie miała pewności jaki był jego stosunek do podobnych gestów.
Zamiast tego zaoferowała mu miły uśmiech i spojrzała w kierunku wejścia do lokalu, przy którym się znajdowali. Budynek na pewno robił piorunujące wrażenie. Wydawał się być niczym wyrwany z zupełnie innego świata i wrzucony jakimś cudem w sam środek Toronto.
- Wchodzimy do środka czy chcesz się jeszcze gdzieś pokręcić? - zapytała go jeszcze, bo przecież nigdzie im się nie spieszyło.
Pogoda całkiem dopisywała, więc nic nie stało na przeszkodzie, aby jeszcze przez chwilę z niej korzystali nim wejdą do środka. Mogli też od razu przejść do rzeczy i zafundować sobie kolejkę drinków na rozluźnienie. Zwłaszcza, że może Ariel tego potrzebował?

Ariel Lockwood

In the universe's magic

: sob paź 17, 2026 4:17 pm
autor: Ariel Lockwood
Dla Ariela randki były ważnym wydarzeniem, ale nie dlatego, że szukał miłości lub był idealistą i romantykiem (chociaż trochę tak), ale głównie dlatego, że po prostu bardzo je lubił, a jednocześnie lubił spotykać się z ludźmi sam na sam i podobał mu się sam charakter randki. Dla niego było to zdecydowanie coś więcej, niż spotkanie czysto towarzyskie, bo chcąc czy nie chcąc od randki można było spodziewać się czegoś więcej i na to Ariel był zdecydowanie bardzo otwarty. Często chodził na takie spotkania, właściwie miewał ich całą masę, ale i tak każde traktował z takim samym zaangażowaniem. Okazywał zainteresowanie i starał się dawać z siebie zawsze sto procent.
Lubił jak obie osoby dobrze czuły się podczas spotkania i im milsza atmosfera panowała, tym on był bardziej zadowolony. Nie myślał o tym co będzie później, skupiając się raczej na tym, co tu i teraz, po kolei, małymi krokami. Chyba wzięło się to z tego, że za dużo w jego życiu się zmieniało w dzieciństwie i jak dorastał. Nigdy tak do końca nie wiedział czego się spodziewać i często jak już miał jakieś plany, to coś się psuło, zmieniało i ostatecznie wychodziło zupełnie inaczej, niż zakładał. Doszedł więc w końcu do wniosku, że nie ma co się przemęczać i stresować. Co będzie, to będzie.
No i od akcji do reakcji dzisiaj znalazł się w tym miejscu razem z Eriką i był z tego powodu bardzo zadowolony. Odwzajemni uśmiech, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy i z ulgą przyjmując, że prezent się jej spodobał. Dobrze, że lubiła własnoręcznie robione upominki, to go uratowało. Może miał jakiś szósty zmysł, bo zazwyczaj punktował swoim zwyczajem obdarowywania. A może po prostu ludzie lubili prezent i tyle, nie było w tym większej filozofii. Zdążył też już zauważyć, że dziewczyna nie była płytka i powierzchowna, chociaż to podejrzewał też już wcześniej, teraz tylko się upewnił. To było nawet całkiem pozytywne, chociaż podejrzewał, że Erika jest też wykształcona. Było w niej coś takiego wyniosłego, nie był pewien jak to opisać. No i na pewno była bardziej doświadczona od niego, w końcu dzieliło ich ładnych kilka lat i tutaj już mogły nastąpić zgrzyty, bo Ariel ledwie szkołę średnią skończył, a na studia się nie wybierał.
— Pasujemy do siebie — podsumował ich wymianę komplementów i uśmiechnął się szerzej, bo z tym nie miał absolutnie żadnego problemu. Uśmiechał się dużo i raczej szeroko i swobodnie, a uśmiech obejmował nawet oczy. Raczej trudno było uwierzyć, że chłopak miał dużo gorsze problemy w życiu, niż brak kasy, nie mówiąc już o tym, jaki wykonywał zawód. Dla niego to było jednak normalne, taka była jego rzeczywistość i nie miał zamiaru jej zakłamywać. Było jak było. Po przeprowadzce do Toronto i tak o niebo lepiej.
— Wejdźmy. Nie byłem tu jeszcze, jestem mega ciekawy jak jest w środku — przyznał, ciesząc się, że pozna kolejną miejscówkę w mieście. — A ty? Byłaś tu już. Mogłem w sumie zapytać wcześniej — przyznał, unosząc dłoń do karku, aby lekko go pogładzić w wyrazie delikatnego zmieszania. Z drugiej strony Erika przecież chętnie zgodziła się, żeby tu przyjść, więc nawet jeżeli bywała tu wcześniej, to pewnie podobało się jej na tyle, że nie miała problem z powrotem. Pokręcić mogli się równie dobrze później, jak zechce im się zmienić miejscówkę. No i była jeszcze opcja zakończenia randki u niego, o ile Erika będzie miała ochotę.
— Wyobrażałaś sobie, że mieszkasz w takim zamku? — zapytał, kiedy tylko przekroczyli próg. a ich oczom ukazały się bogato zdobione wnętrza i eleganckie, własnoręcznie zrobione meble. — Coś tam przeczytałem, że właściciel stracił cały majątek i musiał stąd wypierdalać, chyba bym się załamał — dodał, przesuwając zaciekawionym spojrzeniem po obrazach otoczonych złotymi ramami. Wyglądał jakby naprawdę podobało mu się to, co widzi, chociaż na pewno nie potrafiłby nazwać stylu, w którym urządzona była posiadłości ani zinterpretować co dokładnie znajduje się na wiszących płótnach.

Erika Lindberg

In the universe's magic

: pn paź 19, 2026 12:28 pm
autor: Erika Lindberg
Z Eriką sprawa była skomplikowana… Potrafiła zostać zaproszoną na randkę i wziąć je za spotkanie towarzyskie. Już jej się to zdarzyło. Na studiach jeden chłopak zaprosił ją do kina, a gdy zapłacił za bilety to od razu wyrwało jej się, że odda mu pieniądze za swój po seansie. Mało tego: koleżanka zaprosiła ją do kawiarni w walentynki, a ona uznała to za zwyczajny kumpelski wypad, który pewnie skończyłby się graniem w Gwinta, gdyby tylko April nie wyrwało się, że liczyła na zaciągnięcie jej do łóżka. Także: z Lindberg należało uważać. Przynajmniej dzięki aplikacji randkowej wiedziała na co teraz się pisze.
Nigdy jeszcze nie mieli ze sobą kontaktu poza tą jedną serią wymienionych wiadomości tekstowych. To nie wystarczało do tego, aby faktycznie kogoś wyczuć i sprawdzić czy było się z nim kompatybilnym. Po dłuższej interakcji dopiero mogli dojść do wniosku czy faktycznie się dogadują i mogła z tego wyjść chociażby zwyczajna znajomość. Na razie byłą dobrej myśli, ale tylko czas mógł pokazać, jak faktycznie będzie.
W tym momencie mógł jej zapunktować czymkolwiek. Zrobił sobą po prostu dobre wrażenie, gdy przyszedł z jakimś drobnym upominkiem, bo wielu nie przyszłoby to w ogóle do głowy, a fakt, że wykonany był własnoręcznie tylko dodawał róży dodatkowego uroku. Naprawdę trafił, a Erika miała dosyć nisko zawieszoną poprzeczkę. Może tak było lepiej? Dzięki temu Ariel na pewno miał spore szanse na to, aby jej zaimponować jeśli tylko to odpowiednio rozegra.
— Obyśmy pasowali do siebie pod więcej niż jednym względem — dorzuciła jeszcze, odpowiadając na jego uśmiech.
Na razie sprawiał on wrażenie dosyć pozytywnej i otwartej osoby. Czuła, że jeśli nic się nie zmieni to naprawdę coś mogło z tego wyjść. Jeszcze nie wiedziała co dokładnie, ale szanse na to rosły z każdą kolejną chwilą. Pewnie to ta ciepła energia, która od niego emanowała i fakt, że starał się myśleć o tym, by sprawić przyjemność innym.
— Byłam kilka razy, ale nie przejmuj się tym. To dobry lokal. Jeśli miałabym coś przeciwko to zaproponowałabym, żebyśmy poszli gdzie indziej — odpowiedziała, chcąc zapewnić, że ten wybór jak najbardziej był w porządku.
Wnętrze z pewnością robiło wrażenie, gdy tylko człowiek znalazł się w środku. Casa Lama zdecydowanie odbiegała od wszystkich innych lokali, do których można było trafić w Toronto. Sam budynek robił wrażenie, a jego historia również zdawała się być zaskakującą.
— Wyobrażałam, ale znając życie to pewnie byłabym jakąś służką. Wiązałabym gorsety, przynosiła wodę i zakradała do kuchni, aby uszczknąć resztek — odpowiedziała i na pewno nie brzmiało to jak typowa fantazja, którą zwykle się snuło. — A ty? Jakie życie w zamku sobie wyobrażałeś?
Powoli skierowała się do baru, aby poczekać na to, aż barman zwróci na nich uwagę, gotowy do zrealizowania ich zamówienia. To dało im jeszcze krótką chwilę na kontemplowanie bogatego wnętrza, które musiało robić wrażenie na tak prostych ludziach.
— Też bym się załamała, ale… Wyobrażasz sobie koszty konserwacji i sprzątania? Nie dziwię się, że człowiek może zbankrutować — podsumowała, a następnie skinęła w kierunku selekcji alkoholi. - Co pijesz?
Dla siebie chciała wpierw wziąć jakiś fikuśny jagodowo-miętowy drink, który miał całkiem obiecujący skład.

Ariel Lockwood

In the universe's magic

: czw paź 22, 2026 3:55 pm
autor: Ariel Lockwood
Arielowi udawało się odróżniać spotkania czysto towarzyskie od randek, ale może dlatego, że nastawiał się głównie na randki i sporo flirtował. Oczywiście pomijając sytuację, w których ktoś skrzętnie ukrywał swoje zamiary, bo na przykład był nieśmiały. Generalnie wtedy chłopak też potrzebował mieć powiedziane wprost, bo szanował granice i jeżeli już naprawdę nie był pewien czego chce druga strona, to wychodził z założenia, że przede wszystkim dystansu, dopóki wyraźnie nie okaże się, że jest inaczej.
Bywały jednak szersze aspekty, co do których Ariel nie miał zbyt dużo cierpliwości i było to budowanie głębszej i dłużej znajomości. Jeszcze mu się to tak naprawdę nie udało, chociaż po przeprowadzce do Toronto była taka jednak znajomość, która miała potencjał. Na ogół jednak nastawiał się na relacje krótkie i przelotne, za to intensywne. Może chodziło o jego wiek i pasujące do młodzieńczego stylu bycia, życie w biegu. A może miał spaczone wzorce i nie został przez nikogo nauczony, że można inaczej. Trudno powiedzieć, bo nie doszedł jeszcze do etapu analizowania swoich przyzwyczajeń. Być może musiał popełnić jeszcze kilka błędów albo trafić na kogoś na tyle zaangażowanego, aby wytknął mu błędy.
Uśmiechnął się, kiedy dziewczyna zasugerowała, że mogliby się lepiej poznać i sprawdzić czy do siebie pasują. To znaczyło, że nie skreśliła go już na wstępie, co było wspaniałą wiadomością. Skoro powiedziała mu również, żeby się nie przejmował, to nie miał zamiaru. Nie brał wszystkiego jakoś za bardzo do siebie, był prosty w przekazie i prosty w odbiorze. Uznał jedynie, że wszystko grało i skupił się na podziwianiu wnętrza lokacji, jednocześnie słuchając odpowiedzi Eriki.
— To dobry sposób, żeby skorzystać z możliwości bogactwa bez martwienia się o finanse — przyznał z uznaniem, bo w końcu taka służka trochę się pewnie musiała napracować (a kto nie musiał), ale nie musiała martwić się ewentualną stratą majątku. Zdecydowanie mniejszy ból głowy. — A ja bym mógł być synem właściciela… Albo mężem jego najstarszego potomka. Korzystać, nie narobić się i nie ponieść konsekwencji, to brzmi jak idealne życie w zamku — powiedział, decydując się na niezobowiązujące podejście, chyba jak zawsze. Tak naprawdę nie miał pojęcia jakie to musiały być koszta i co wchodziło w rachunki i utrzymanie takiego obiektu, ale domyślał się, że chodziło o naprawdę bardzo duże kwoty. Kwoty, z którymi pewnie nigdy nie będzie miał do czynienia.
— Rye & Ginger — odparł bez większego zastanowienia, kiedy zapytała go co pije. To był zdecydowanie jego ulubiony drink, bo nie tylko po prostu polubił jego smak, ale był też stosunkowo tani, więc albo to, albo zwykłe piwo. Zależało od humoru, a tym razem uzna, że chętnie weźmie coś mocniejszego. Z zaciekawieniem sprawdził co zamówiła sobie — Orzeźwiające — skomentował, uznając że dziewczyna miała bardzo dobry smak, bo jagody w połączeniu z miętą kojarzyły mu się z czymś bardzo komfortowym, a jednocześnie z klasą.
— Co to są te zestawy kości? — zapytał nagle, bo właśnie przypomniało mu się, że koniecznie chciał o to zapytać. — Widziałem to u ciebie w profilu i miałem zapytać jak się spotkamy — dodał wyraźnie zaciekawiony jej odpowiedzią. Specjalnie nie sprawdzał co to może znaczyć w internecie, bo chciał najpierw pogadać z Eriką na ten temat. Kiedyś widział w jakimś filmie wróżenie z prawdziwych kostek, ale nie był pewien czy tutaj tez o to chodziło, a jeżeli tak, to chciał poznać wszystkie szczegóły.

Erika Lindberg

In the universe's magic

: pn paź 26, 2026 1:15 pm
autor: Erika Lindberg
Również zdarzało jej się sporo flirtować, ale często robiła to raczej w formie żartów. Generalnie to zwykle po prostu dostosowywała się do tej drugiej osoby, jeśli tylko udało jej się złapać z nią doby kontakt i dopasować jakoś energią. Te rzeczy zwykle wychodziły naturalnie, ale faktem było, że czasem flirt wychodził zbyt delikatnie i subtelnie. Trudno było go odróżnić od zwyczajnych zaczepek czy bycia zwyczajnie miłym. Dlatego właśnie potrzebowała czasem naprawdę wyraźnych znaków. Głównie dlatego, że z wieloma osobami czuła się swobodnie, a miała tendencję do przeoczania pewnych sygnałów, gdy tylko skupiała się na czymś szczególnym.
Mimo pewnej otwartości i gotowości do flirtu, wciąż nie potrafiła sobie wyobrazić tego, aby miała z kimś wylądować w dłuższym związku. Nie była na to gotowa. Niby była w wieku, w którym ludzie już w pełni świadomie zakładają całe rodziny oraz posiadają dzieci, ale ona czuła się niczym wieczna licealistka, która po prostu dojrzała w nielicznych aspektach, a szkołę zamieniła na pracę, która pozwalała jej się utrzymać na mieszkaniu ze współlokatorką. To chyba idealnie świadczyło o tym, że nie była najlepszym materiałem na stałą partnerkę.
Nie miała powodów do tego, aby go skreślać. Dopiero się poznawali, a Ariel zdążył już na niej zrobić pozytywne wrażenie. Był w stanie zdobyć się na drobne, miłe gesty, które niewielu chłopakom przyszłyby na myśl. To z pewnością działało na jego korzyść i sprawiało, że szanse na ponowne spotkanie gwałtownie rosły.
— Okay, czyli jednak wpasowałam się w twoje fantazje, proponując, że możesz być dzisiaj moim utrzymankiem — rzuciła z lekkim rozbawieniem, gdy tylko chłopak przyznał, że mógłby być synem lub zięciem właściciela.
To faktycznie mógłby być najlepszy scenariusz. Pozwalał na dosyć dekadenckie życie i cieszenie się dostatkiem bez zamartwiania się o to, aby zarządzać majątkiem. Z drugiej strony to pewnie, gdyby sama obrała rolę córki to musiałaby się zmierzyć z wizją aranżowanego małżeństwa, które by jej nie odpowiadało. Mężczyźni jednak naprawdę mieli lepiej.
— Dzięki. Chociaż może powinnam postawić na coś rozgrzewającego. Pogoda robi się coraz zimniejsza — skwitowała, bo jesień z każdym kolejnym dniem zaczynała zbliżać się do nieuchronnej zimy. - Ale twój też niezły. Uwielbiam ginger ale.
Przynajmniej potrafili docenić swoje wybory drinków. Pewnie mogliby porozmawiać o tym jeszcze przez chwilę, ale Ariel zaraz skupił się na kwestii związanej z jej opisem w aplikacji randkowej. Prychnęła krótkim śmiechem i zaraz sięgnęła do breloka, który był doczepiony do paska jej plecaka.
— Durny tekst, który wpisał mi kumpel przy zakładaniu konta — stwierdziła, ale odpięła przywieszkę, aby otworzyć jej pokrywę i wysypać zawartość na blat przed nimi. — Chodzi o kości do rpg. Mam ich dosyć sporo i zawsze mam przy sobie jeden zestaw. — Tutaj uniosła jedną z kostek, w palcach. Małą, metalową i uformowaną w kształt piramidki. — Tej czterościennej używałam na studiach, gdy nie wiedziałam, którą opcję w zamkniętych zadaniach wziąć na egzaminie.
Przynajmniej jedna zagadka została rozwiązana. Mogła przestać być taka tajemnicza. No i obnażyć się przed nim z tego jakim była ogromnym nerdem. W końcu kto normalny chodził z mini-zestawem kości, a potem rzucał nimi, gdy nie umiał podjąć decyzji?

Ariel Lockwood

In the universe's magic

: pt paź 30, 2026 11:38 pm
autor: Ariel Lockwood
Ariel był bardzo młody, chociaż wyrósł już na tyle, że nie było to takie oczywiste, przynajmniej oceniając po samym wyglądzie. Szybko wystrzelił w górę i chociaż był szczupły, to już dosyć silny, dzięki pracy fizycznej i ciągłemu ruchowi. Zdecydowanie nie planował pakowania się w stałe związki ani tym bardziej zakładania rodziny. Nie miał nawet pojęcia czy chciał tego dla siebie w przyszłości. Nie oceniał też pod tym względem innych. Właściwie w ogóle nie miał tendencji do oceniania. Wychodził z założenia, że każdy miał prawo żyć tak, jak chciał i jednocześnie jak sobie pościelił tak się wyspał. Każdy musiał sam wiedzieć.
Chłopak był otwarty na nowe znajomości i uważny na potrzeby innych i o ile druga osoba też była zainteresowana wymianą informacji i spędzeniem razem przyjemnie czasu, to szedł w to bez zastanowienia. Potrafił bardzo wiele dać od siebie, ale chciał też wzajemności, czegoś w rodzaju partnerstwa, ale bez zobowiązań. Nie dawał wciągać się w niezdrowe zależności i kiedy tylko wyczuwał nieczyste intencje i zaczynał czuć się niepokojąco osaczony, uciekał gdzie pieprz rośnie.
Uśmiechnął się szeroko, kiedy podsumowała jego trochę chaotyczną wypowiedź i to trafiając w dziesiątkę. Skinął głową, aby ochoczo potwierdzić, bo dziewczyna miała całkowitą rację i właściwie wcale się tego nie wstydził. W końcu całkowicie szczerze przyznał, że jest spłukany i taka była prawda. Zazwyczaj był właśnie bezpośredni i prawdomówny. Spotkał w życiu garstkę osób, którym bardzo się to nie podobało, ale to nie sprawiło, że zmienił swoje podejście. Chyba taki był po prostu z natury i nie było mu z tego powodu jakoś specjalnie źle. Miło, jeżeli ktoś go takiego akceptował i nawet lubi, a ludzie, którzy mieli przeciwnie, zwyczajnie znikali z jego życia, a on szedł dalej. Stara się, aby nic nie wpłynęło na jego pozytywne nastawienie do otoczenia.
— Jak najbardziej. Spełniasz moje małe, dzisiejsze marzenie — powiedział, przyglądając się jej przez chwilę pogodnie. Podobało mu się, że ona też była nastawiona do niego pozytywnie, przynajmniej tak mu się wydawało. Nawet drinki wybrali takie, które nawzajem docenili, to też uznał za dobry znak. W końcu dosłownie wszystko mogło pójść nie tak na pierwszym spotkaniu, a oni póki co dogadywali się całkiem nieźle i Ariel był naprawdę zainteresowanym Eriką, jak i ciekawy co będzie dalej.
Przysunął się nieco bliżej, żeby zobaczyć co ona tam miała i spojrzał na kości, które wysypała. To zdecydowanie nie były kości małych zwierząt, to przynajmniej zostało wyjaśnione.
— Oh — rzucił, kiedy usłyszał o przypadkowym zamieszczeniu tej informacji na jej profilu. Z drugiej strony kto wie, może nie ma przypadków. Z resztą i tak wydawało mu się to całkiem ciekawe, a fakt że spontanicznie decydowała się o przypadkowym wybieraniu odpowiedzi na testach, dosyć zabawne. Czasami żałował, że nie poszedł na studia, ale może jeszcze to nadrobi, o ile uda mu się odłożyć trochę więcej kasy, bo narazie wcale nie wychodziło mu to najlepiej, co z resztą było widać.
— Nigdy nie grałem w takie rpg, aleeee — zaczął, po czym sięgnął do kości i dotknął jednej z nich. — Skoro można ich używać i w innych celach, to może zagrajmy w coś prostego. Teraz, tutaj. Miejsce jest klimatyczne, mamy drinki i miłe towarzystwo — zaproponował i wzruszył lekko ramionami, mając nadzieję, że to nie wyda się Erice jakoś specjalnie nudne, w końcu miała te kości na co dzień. Może tylko Arielowi wydawało się to nawet ekscytujące, o ile wymyślą coś ciekawego. Podziękował za drinki i odłożył kostkę, aby sięgnąć po swój napój.

Erika Lindberg