In the universe's magic
: ndz paź 04, 2026 8:45 pm
but I never really had much faith.
Zarzucił na siebie zwykły, czarny t-shirt i ciemne jeansy, a włosom pozwolił swobodnie wyschnąć i skręcić się w jasne loki. Nawet posprzątał, układając wszystko w miarę porządnie, a potem starł kurze, odkurzył podłogę i zmył naczynia. Nie zapomniał też o niewielkiej łazience. Nie sprzątał jakoś przesadnie często, ale też nie dopuszczał do jakiegoś totalnego syfu. Poza tym coraz częściej przyjmował gości, więc jednak wypadało mieć względny porządek na bieżąco. Niedawno kupił sobie perfumy, takie całkiem przyzwoite, nie jakiś tani szajs i dzisiaj ich użył. Nie za dużo, żeby nie śmierdzieć nimi na kilometr, ale wystarczająco, aby umilić czas osobom, które będą go wąchać.
Kojarzył ten zamek, musiał tamtędy przechodzić lub przejeżdżać i to pewnie kilka razy. Nie pamiętał jednak dokładnie adresu i musiał sprawdzić jak dojechać tam komunikacją miejską. Kupił nawet bilet, jak przykładny obywatel świata, chociaż tak naprawdę szkoda mu było kasy. Powtarzał sobie jednak, że przecież zyska na tym spotkaniu na pewno więcej, niż straci, bo dziewczyna z Maplindera zaoferowała się, że zapłaci za ich randkę.
Jeszcze raz przejrzał jej zdjęcia, przyglądając się twarzy pokrytej mocnym makijażem. Chyba była gotką, ale nie przeszkadzało mu to, właściwie nawet całkiem mu się podobało. Lubił ludzi wyróżniających się, z mocnym charakterem i takich, którzy wiedzieli, czego chcieli. Chciał ją przywitać jakimś miłym akcentem, akurat miał dobry humor, no i jakby nie patrzeć to jednak randka, a na taką chyba nie wypadało przychodzić z pustymi rękami, nawet jeżeli to druga strona ją funduje. Nie mógł sobie pozwolić na kupienie kwiatka, bo naprawdę był już pod kreską, co stresowało go, gdy tylko sobie przypomniał, ale miał jakieś tam manualne zdolności, więc zrobił dla Eriki kwiatka z papieru. W rzeczach po poprzednim lokatorze wynajmowanego przez niego mieszkania znalazł trochę rzeczy plastycznych i wygrzebał duży blok techniczny kolorowy. Róża była więc starannie wykonana, całkiem spora i w kolorach czarnym i bordowym.
— Hey, pięknie wyglądasz — powiedział, kiedy tylko dostrzegł ją przy zamku. Nie mógł się pomylić, w końcu była bardzo charakterystyczna. Uśmiechał się lekko, kiedy oddychając szybciej stanął tuż przed nią. Nie chciał się spóźnić, więc na ostatnim odcinku drogi trochę przyspieszył, ale widział, że ona też dopiero co przyszła, więc chyba dotarli na miejsce idealnie. Wyciągnął do niej papierowy kwiat. — Trochę to może cliché, ale dziewczyny chyba lubią kwiaty… Lubisz kwiaty? — zapytał, marszcząc lekko brwi i przyglądając się jej przy tym badawczo z niepewną miną.
— I papier — dodał po chwili namysłu, siląc się na rozbawiony uśmiech. Najwyżej dostanie kosza jeszcze zanim ich spotkanie na dobre się rozpocznie. Wóz albo przewóz, jak to mówią. Faktycznie pasowała do tego miejsca, bo zaproponował je właśnie z myślą o jej stylu. Chociaż czy to nie było jakieś stereotypowe i być może płytkie? Z drugiej strony Ariel nie należał do jakichś przesadnie mądrych osób, co prawda cepem też nie był, ale nie wywodził się z rodziny na wysokim poziomie i sam na pewno takiego nie reprezentował. Nie posiadał jakiejś super wiedzy, ale inteligentny w sumie był i całkiem empatyczny też, chociaż i to miało swoje granice.
Erika Lindberg