by the pricking of my thumbs
: pn paź 05, 2026 8:34 am
Jego mieszkanie, w przeciwieństwie do niego, było jasne i przestronne i wypełnione życiem. Wchodząc do środka dało się wyczuć najróżniejsze, przyjemne zapachy począwszy od jaśminu i eukaliptusa w łazience, a skończywszy na mocnych nutach lawendy w sypialni. Lubił otaczać się przyjemnymi zapachami, bo gdy zamykał oczy i skupiał się tylko na tym, potrafił się przenosić w najbardziej odległe miejsca. Dodatkowo lubił też rośliny, których w swoim mieszkaniu miał pełno. Najbardziej podobało mu się w nich to, że były proste do zrozumienia i dość łatwe do dogadania się. Wiedział, jak się nimi zajmować i opiekować, by rosły i wypuszczały kolejne listki. Jednak informacją, która zupełnie nim zawładnęła i przekonała do zielonych braci było to, że skrywały swoją mroczną cechę. I nie, nie chodziło o substancje chemiczne, które potrafiły wydzielać i które potrafiły zaszkodzić, jeśli wiedziało się, jak ich użyć. Nie, chodziło o coś tak subtelnego, że ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy. O zwykły proces oddychania.
Ludzie kojarzyli rośliny z procesu fotosyntezy, którego produktem ubocznym był tlen. Niewielu miało świadomość, że rośliny również oddychały. Było to jednak logiczne, bo każda żywa istota musi to robić. Była to najbardziej podstawowa czynność, jaką robiło wszystko co było elementem materii ożywionej, bez względu na to, czy było się organizmem o prostej czy też o skomplikowanej budowie. Rośliny również oddychały, jednak w ciągu dnia ich zużycie tlenu było rekompensowane przez fotosyntezę. W ciągu dnia, gdy światło słoneczne było ograniczone, oddychanie brało jednak górę. Kiedyś prowadzący na zajęciach wspomniał, że teoretycznie człowiek mógłby się udusić, jeśli w swojej sypialni miałby wystarczająco dużo roślin. Eugene był zafascynowany tą informacją w takim stopniu, że postanowił przetestować tę hipotezę. Zbierał więc rośliny i zapełniał nimi wolne przestrzenie swojej sypialni, która szybko zmieniła się z pokoju w ogród botaniczny. No i mógłby przysiąc, że z każdą kolejną rośliną staje się wieczorami coraz bardziej senny, coraz bardziej zmęczony… coś, jakaś siła coraz silniej przyciskała go do miękkiego łóżka i wciskała w materac.
Biorąc jednak pod uwagę jego inne upodobania, to w sumie odczuwane efekty wcale nie musiały być wynikiem działania roślin.
Noc zapadała wyjątkowo wolno. Nie miał większych planów na ten wieczór, więc poza podlewaniem swoich roślinek mógł oddawać się swoim własnym przyjemnościom. Pił więc wino i palił papierosa. Ostatnio jego receptura się poprawiła. Nie wiedział, czy było to wynikiem tego, że udało mu się lepiej skoncentrować nikotynę, usprawniając metodę suszenia tytoniu czy poprzez wyhodowanie rośliny zawierającej większą ilość tego związku chemicznego. Na ten moment nie miało to jednak większego znaczenia. Tym będzie się zajmować kiedy indziej.
Wiedział jednak, że coś było nie tak. Coś się zbliżało, ale nie potrafił jeszcze stwierdzić, czym to coś było, czuł jednak na swoim karku zaciskające się, chłodne macki kłopotów. Nie potrafił przewidywać przyszłości, niemniej jednak umiał odczytywać znaki i znał się na ludziach zbyt dobrze, by wiedzieć, jak się oni zachowują. Ostatnimi czasy jego praca nie przebiegała tak płynnie, jakby sobie życzył tego on i osoby, z którymi współpracował. Był zaskakująco dobry w tym, co robił, ale nie miał wpływu na pozostałe osoby w swoim łańcuchu przepływu informacji i nie tylko. Na każdym etapie mogło coś pójść nie tak i on nie mógł nic na to poradzić. Niestety wiele osób nie było w stanie tego zrozumieć. Stąd właśnie rodził się w nim ten niepokój.
Elijah Nightingale
Ludzie kojarzyli rośliny z procesu fotosyntezy, którego produktem ubocznym był tlen. Niewielu miało świadomość, że rośliny również oddychały. Było to jednak logiczne, bo każda żywa istota musi to robić. Była to najbardziej podstawowa czynność, jaką robiło wszystko co było elementem materii ożywionej, bez względu na to, czy było się organizmem o prostej czy też o skomplikowanej budowie. Rośliny również oddychały, jednak w ciągu dnia ich zużycie tlenu było rekompensowane przez fotosyntezę. W ciągu dnia, gdy światło słoneczne było ograniczone, oddychanie brało jednak górę. Kiedyś prowadzący na zajęciach wspomniał, że teoretycznie człowiek mógłby się udusić, jeśli w swojej sypialni miałby wystarczająco dużo roślin. Eugene był zafascynowany tą informacją w takim stopniu, że postanowił przetestować tę hipotezę. Zbierał więc rośliny i zapełniał nimi wolne przestrzenie swojej sypialni, która szybko zmieniła się z pokoju w ogród botaniczny. No i mógłby przysiąc, że z każdą kolejną rośliną staje się wieczorami coraz bardziej senny, coraz bardziej zmęczony… coś, jakaś siła coraz silniej przyciskała go do miękkiego łóżka i wciskała w materac.
Biorąc jednak pod uwagę jego inne upodobania, to w sumie odczuwane efekty wcale nie musiały być wynikiem działania roślin.
Noc zapadała wyjątkowo wolno. Nie miał większych planów na ten wieczór, więc poza podlewaniem swoich roślinek mógł oddawać się swoim własnym przyjemnościom. Pił więc wino i palił papierosa. Ostatnio jego receptura się poprawiła. Nie wiedział, czy było to wynikiem tego, że udało mu się lepiej skoncentrować nikotynę, usprawniając metodę suszenia tytoniu czy poprzez wyhodowanie rośliny zawierającej większą ilość tego związku chemicznego. Na ten moment nie miało to jednak większego znaczenia. Tym będzie się zajmować kiedy indziej.
Wiedział jednak, że coś było nie tak. Coś się zbliżało, ale nie potrafił jeszcze stwierdzić, czym to coś było, czuł jednak na swoim karku zaciskające się, chłodne macki kłopotów. Nie potrafił przewidywać przyszłości, niemniej jednak umiał odczytywać znaki i znał się na ludziach zbyt dobrze, by wiedzieć, jak się oni zachowują. Ostatnimi czasy jego praca nie przebiegała tak płynnie, jakby sobie życzył tego on i osoby, z którymi współpracował. Był zaskakująco dobry w tym, co robił, ale nie miał wpływu na pozostałe osoby w swoim łańcuchu przepływu informacji i nie tylko. Na każdym etapie mogło coś pójść nie tak i on nie mógł nic na to poradzić. Niestety wiele osób nie było w stanie tego zrozumieć. Stąd właśnie rodził się w nim ten niepokój.
Elijah Nightingale