Strona 1 z 1

They have the authority to kill a minority

: pn paź 05, 2026 10:31 pm
autor: April Finch
059
Jak to jest, że spotkania integracyjne potrafiły kończyć się tak różnie? Czasem był święty spokój, a czasem po prostu patola. Nigdy nie wiadomo. April była święcie przekonana, że dzisiaj będzie spokojnie. Trudno to nawet było nazwać pełną integracją. Kilkoro managerów z jej biurowca postanowiło w tym samym czasie świętować własne sukcesy. Jedną z zaproszonych była Finch. Uznała, że taki wypad dobrze jej zrobi. Lubiła utrzymywać dobre stosunki z takimi osobami, bo nigdy nie wiadomo, kiedy kto się przyda! Kiedyś jeszcze liczyła, że będzie się mogła z kimś przespać, ale to miała dawno za sobą. Teraz chodziło wyłącznie o zabawę.
Zapowiadało się spokojnie. Wypili kilka drinków, pogadali i zaczęli rozchodzić się w swoje strony, zanim jeszcze noc zaczęła się rozkręcać. April jednak nie spieszyło się do domu, bo faktycznie było dość wcześnie i poczuła zew przygody. Udało jej się zgadać z główną księgową, w której również czaił się wspominany zew. Przez długi czas szło naprawdę dobrze. Miło im się rozmawiało, alkohol wchodził gładko, noc rozkręcała się we właściwym tempie. Nic nie zwiastowało, że któraś w końcu zgłupieje.
Pogubiła się, z którego baru wyszły i do którego zmierzały. Tak to jest, jak się zaczyna imprezę przed szesnastą. Nie była też pewna, która wpadła na to, by wejść do manufaktury. Obie jednak uznały, że to najlepszy pomysł świata i muszą się nawpierdalać natychmiast. Potrzebowały osłody życia, choć April wychodził z założenia, że i bez tego było jej dość słodko. Na szczęście w środku okazało się, że może być jeszcze lepiej. Pochłaniały kolejne porcje jak wariatki, zbliżając się do nieuchronnego porzygania się. Przynajmniej będzie wesoło, jak już zegną się nad kiblem. Ale na to jeszcze czas. Trzeba było przecież zjeść jeszcze kilka pralinek, ciastek i ten niesamowity mus czekoladowy. Mieszały się jej już smaki, nie pamiętała, gdzie było jakie nadzienie i przestawała liczyć, że te wszystkie kalorie pójdą w dupsko.
Jak doszło do tego, że znalazła się sama przy stoliku w kącie, jak jakaś kryminalistka? Nie była pewna. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Miały już wychodzić, kiedy nagle jakieś dziecko zaczęło wrzeszczeć, że z torby wystaje im czarny drągal, co wzbudziło zainteresowanie wszystkich wokół. Okazało się, że dziecko miało rację. Z jakiegoś powodu w torbie April znalazła się rzeźba wielkiego, czekoladowego batona z datą otwarcia manufaktury, a jednocześnie wyparowała jej koleżanka, która puściła się biegiem chodnikiem, krzycząc coś o wolności i czwartej poprawce. Jebnięta. April natomiast pogubiła się w zeznaniach i najpierw zaczęła kłamać, że z tym tutaj przyszła, zanim powiedziała prawdę, że nie ma pojęcia, skąd to się wzięło w jej torbie. Kierownik obskoczył ją wściekle i zaczął grozić wezwaniem policji i żandarmerii, bo podobno pałąk był pamiątką, bo babci nieboszczce czy coś tam, chuj wie, przestała słuchać. Miała wrażenie, że nie powinna stąd wychodzić. Czekała na swój wyrok, choć przecież powinna zdawać sobie sprawę, że nikt nie miał prawa jej tu trzymać siłą. A może miał? Musiała odezwać się do Teddy. W oczekiwaniu na narzeczoną po prostu zajęła się sobą i z obrażoną miną scrollowała Instagrama.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: pn paź 05, 2026 11:24 pm
autor: teddy darling
078.
Powinna chyba nałożyć na narzeczoną jakiś zakaz wychodzenia na imprezy. Dlaczego, kiedy tylko Teddy zabrakło w pobliżu, April pakowała się w jakiś syf? Nie, żeby przy niej było jakoś szczególnie lepiej, bo przecież nawet kiedy wychodziły gdzieś razem, Finch potrafiła znaleźć sposób, żeby sprowadzić na siebie kłopoty. Darling miała jednak wtedy przynajmniej możliwość reagowania na bieżąco i zazwyczaj udawało jej się wyciągnąć ukochaną z opresji.
Wiadomość od Finch nie tyle ją zdziwiła, co zwyczajnie zaniepokoiła. Przez pierwszą chwilę Teddy była przekonana, że będzie musiała jechać po nią na komisariat. W jej głowie zdążyło już powstać kilka mniej lub bardziej prawdopodobnych scenariuszy, w których April zrobiła coś głupiego, ktoś wezwał policję, a ona będzie musiała tłumaczyć funkcjonariuszom, że narzeczona generalnie jest bardzo rozsądną osobą, tylko czasami jej odpierdala. Szybko okazało się jednak, że policja nie miała z tym nic wspólnego. April została zatrzymana przez ochronę. Ochronę manufaktury czekolady. Nie przez ochroniarza baru, klubu czy kasyna. Nawet nie przez takiego z magazynu, gdzie uznana byłaby za potencjalnego włamywacza. Została zatrzymana przez ochronę w pieprzonej manufakturze czekolady.
Teddy jednocześnie bardzo chciała i absolutnie nie chciała wiedzieć, co dokładnie się tam wydarzyło. Z jednej strony ciekawość wręcz ją zżerała. Z drugiej obawiała się, że poznanie szczegółów może sprawić, że zacznie się zastanawiać, czy na pewno chce spędzić z tą kobietą resztę życia. Nie, to akurat nieprawda. Będzie ją kochać, nawet jak Finch wyląduje za kratkami. Tak czy inaczej, musiała odebrać swoją kryminalistkę.
Nie była pewna, czy powinna zabrać ze sobą Jetta. Napisała do niego, krótko przedstawiając mu sytuację. Oboje doszli jednak do wniosku, że na początek lepiej będzie, jeśli Teddy sama się rozezna co i jak. Gdyby sprawy rzeczywiście zaczęły wyglądać źle, Jett mógł zawsze wjechać tam z buta i pomóc jej ogarnąć cały ten burdel na kółkach. Darling miała oczywiście nadzieję, że nie zajdzie taka konieczność.
Z tego wszystkiego na jednym skrzyżowaniu przekroczyła dozwoloną prędkość, co raczej jej się nie zdarzało. Była dobrym i ostrożnym kierowcą. Nigdy nie dostała mandatu! To teraz pewnie dostanie, bo na bank fotoradar cyknął jej jakieś niekorzystne zdjęcie, kiedy mknęła przez miasto na ratunek swojej ukochanej. Ostatecznie dotarła na miejsce, nie roztrzaskując się po drodze, ale minęła cała wieczność, zanim znalazła wolne miejsce parkingowe. W końcu jednak udało jej się wcisnąć samochód w jakąś absurdalnie małą lukę i ruszyła w stronę wejścia.
Kiedy tylko przekroczyła próg, od razu uderzył ją intensywny zapach słodkości. Czekolada. Karmel. Wanilia. Za szklanymi gablotami prezentowały się przeróżne praliny, torty i inne cuda wianki, które strażaczka pochłaniała samymi oczami. Na co dzień nie jadła takich rzeczy, bo były niezdrowe, a ona przecież miała pierdolca na punkcie zdrowego odżywania. No i musiała trzymać formę.
Zatrzymała się na moment, rozglądając po wnętrzu. To było zdecydowanie ostatnie miejsce, w którym spodziewała się znaleźć April w sytuacji wymagającej jakiejkolwiek interwencji. Dostrzegła ją samotnie siedzącą przy stoliku. Kiedy podeszła bliżej, natychmiast zmaterializował się przy nich rosły mężczyzna. Sądząc po postawie, minie i umundurowaniu, nie przyszedł tutaj na degustację pralinek, więc musiał być jednym z ochroniarzy.
— Dzień dobry, ja po żonę. Narzeczoną. Po prawię żonę — wytłumaczyła grzecznie i aż cała się napięła, bo chłop był dwa razy większy od niej. To jednak nie przeszkodziło Teddy zadrzeć dumnie brodę i patrzeć mu prosto w oczy. — Co się właściwie stało? Oczywiście jeśli trzeba, to pokryję straty. Wszystko dobrze? — zapytała, wychylając się na bok, żeby móc spojrzeć na Finch. Była cała i bez kajdanek, a do całkiem dobry znak!

April Finch

They have the authority to kill a minority

: wt paź 06, 2026 3:27 pm
autor: April Finch
Miała tendencję do zbyt śmiałego odpinania wrotek, gdy tylko na horyzoncie pojawiała się impreza. To nie była przecież żadna nowość! Była taka odkąd skończyły liceum. Na szczęście po drodze wiele imprez przeżyły wspólnie, dzięki czemu udawało jej się unikać jakichś wyjątkowo trudnych sytuacji. Teddy potrafiła być w takich sytuacjach dużo mądrzejsza i rozsądniejsza, co na pewno pomogło, by April dożyła do dzisiejszego dnia i nie skończyła za kratami. Jakim cudem Paul uważał, że to Darling miała zły wpływ na jego córkę, skoro to ona była tą bardziej postrzeloną? Tak właśnie znał swoje dzieci. Debil. Oczywiście nie brakowało też imprez, w których April uczestniczyła bez swojej ówczesnej przyjaciółki i kończyły się one bardzo różnie. Nigdy jednak nie zdarzyło jej się ani wylądować na komisariacie, ani tym bardziej umrzeć. Miała po prostu więcej szczęścia niż rozumu. Dotarła w ten sposób aż do trzydziestki, co można uznać za niezły wynik. To przecież porządny wiek, już się można takim chwalić! Zazwyczaj nie robiła tego wszystkiego celowo. Takie rzeczy po prostu... się działy. Może była za mało asertywna? Albo po używkach robiła się zdecydowanie zbyt kreatywna. Powinna przekuć to na cele zawodowe, ale kto normalny bierze się za robotę, gdy jest nafurany? Na pewno nie ona.
Ten fart, którym się wyłgiwała tyle lat, sprawił, że obrosła w piórka i wychodziła z założenia, że mogła zrobic wszystko. Tym razem jednak naprawdę nie zawiniła. Zachowywała się jak przykładna klientka. Obżerała się jak należy i nawet chwaliła, że wszystko bardzo smaczne. Grzecznie zapłaciła, a potem ktoś ją po prostu wrobił. Nie pierwszy i nie ostatni taki przypadek na świecie. W więzieniu to przecież co drugi siedzi za niewinność! Bardzo cieszyła się, że ma w swoim życiu taką Teddy i nie miała nawet chwili zawahania w kwestii tego, czy była odpowiednią osobą, by poinformować ją o obecnej sytuacji. Ojciec był oczywiscie ostatni na liście potencjalnych pomocników, a Emmy wolała na razie unikać, żeby nie mogła mówić "a nie mówiłam". Burnett sugerowała jej przed tym spotkaniem, że April pewnie się za bardzo rozbestwi wśród tych pseudo elit i to się źle skończy. No miała słuszność, ale co z tego? Nie musi od razu czerpać z tego satysfakcji.
Podniosła wzrok znad telefonu i uśmiechnęła się szeroko, gdy zauważyła, że do lokalu weszła jej narzeczona. Nie miała pojęcia, ile na nią czekała. Chyba nie za długo? Czas w trakcie scrollowania zawsze mijał jej bardzo szybko.
— Teddy! — wydarła się radośnie na pół lokalu, co spotkało się z niezbyt pochlebnym wzrokiem ochroniarza. A niech się pierdoli. Teraz to mógł jej naskoczyć. Miała na wyciągnięcie ręki swoją wybawicielkę, reszta jej nie obchodziła.
— Nie było żadnych strat, droga pani. Przyłapaliśmy po prostu pannę Sparrow na próbie kradzieży, o czym została poinformowana już policja — wyjaśnił pokrótce mężczyzna, ruchem głowy wskazując na drągala, który stał aktualnie na samym środku lady. April podeszła do ukochanej i zarzuciła jej ręce na szyję, wtulając się w nią z wdzięcznością.
— Podałam im fałszywe nazwisko. Żywcem mnie nie wezmą — wyszeptała jej konspiracyjnie do ucha, omiatając jej skórę zapachem czekolady i alkoholu. Niespecjalnie jednak przejmowała się teraz, że pachnie niekorzystanie.
— Niczego nie ukradłam. Pomówienia! — dodała natychmiast, starając się zachować bojową postawę. Jak zmięknie, to pewnie wykorzystają to przeciwko niej.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: wt paź 06, 2026 4:34 pm
autor: teddy darling
Chciała wierzyć w to, że April nie narozrabiała jakoś wybitnie. Znały się nie od dziś, więc Teddy doskonale wiedziała, jak wyglądała jej narzeczona w najbardziej imprezowym wydaniu. Darling zdecydowanie lepiej czuła się ze świadomością, że może mieć na nią oko, ale przecież nie były jednym organizmem i nie mogły chodzić wszędzie razem. Niestety! Najchętniej scaliłaby się z Finch na stałe, żeby już nigdy nie musieć martwić się o to, co ta wymyśli, kiedy zostanie sama. Mogłyby na przykład dokonać fuzji przy pomocy tego śmiesznego tańca z Dragon Balla i stworzyć Addy. Albo Tepril. Nazwa wymagałaby jeszcze dopracowania, ale to akurat najmniejszy szczegół.
Strażaczka miała jednak nadzieję, że pomimo wszystkich swoich wybryków April uda się dożyć sędziwego wieku. W końcu był 2026 rok, a nie 1226. To już nie te czasy, kiedy człowiek przeżywał trzydzieści lat, trzykrotnie zjadł maliny, raz spróbował gruszki, a potem mógł spokojnie umierać, uznając, że zobaczył już wszystko, co świat miał do zaoferowania. Oczywiście pod warunkiem, że Finch nie wpadnie po pijaku pod ciężarówkę albo nie skręci sobie karku, skacząc najebana po stołach. Teddy nie chciała nawet myśleć o tym, ile idiotycznych sposobów na przedwczesne zakończenie żywota mogła wymyślić jej ukochana, kiedy tylko nikt nie patrzył jej na ręce. A przecież chciała się z nią zestarzeć! Doczekać się zmarszczek, narzekać wspólnie na bolące kolana i kłócić się o to, która z nich zapomniała kupić Voltaren w aptece. Miały jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, że narzeczona naprawdę mogłaby sobie darować umieranie z powodu jakiegoś durnego pomysłu!
Z początku nie miała pojęcia, o kim mówi ochroniarz. Naoglądał się za dużo Piratów z Karaibów, czy jaki chuj? Rozejrzała się po manufakturze w poszukiwaniu wspomnianej panny Sparrow, aż jej wzrok ostatecznie zatrzymał się na drągalu.
— A co to za ustrojstwo? — zapytała, mrużąc oczy. Niezbyt urodziwa była ta rzeźba. April na pewno nie ukradłaby czegoś tak paskudnego.
— Pamiątka z datą otwarcia... — urwał ochroniarz, widząc, jak panna Sparrow przytula swoją narzeczoną. — Ale co to za wygłupy? Proszę usiąść. Chyba ktoś się tutaj zapomniał, że czekamy na przyjazd funkcjonariuszy — pokręcił z niedowierzaniem głową. Z tymi babami to pisiont światów!
Darling tymczasem objęła Finch w pasie. Pachniała jak pijana wiśnia. Takie ciasto.
— Ale zaraz, momencik — strażaczka spojrzała na ochroniarza ponad ramieniem ukochanej. — Nie jesteśmy na sali widzeń, więc nie będzie mi pan mówił, kiedy i czy w ogóle mogę przytulać swoją kobietę — zastrzegła, marszcząc groźnie brwi. Facet wzruszył tylko ramiona. — Dlaczego podałaś im fałszywe dane? — wyszeptała tuż przy uchu April. Zmieniła nazwisko z ptaka na innego ptaka? Sprytnie! Teddy zawsze uważała, że jej kobieta była ładna i cwana. Teraz musiała jednak odchylić się nieznacznie, kiedy zaczęła donośnie oznajmiać wszem i wobec, że niczego nie ukradła.
— To jak panienka wytłumaczy to, że rzeźba znalazła się w pani torbie? Chyba nie przeteleportowała się tam jakiś magicznym sposobem? — mężczyzna raz jeszcze wskazała wymownie na stojącego na ladzie drągala.
— Ale po co miałaby kraść coś takiego? — Teddy od razu stanęła w obronie ukochanej. — Myśli pan, że mamy w mieszkaniu za mało bibelotów? — westchnęła i zacisnęła usta w wąską linię. — A ta policja naprawdę jest potrzebna? Nie możemy się jakoś... dogadać? — zasugerowała, posyłając chłopu ciepły uśmiech. Może jak wykorzysta swoje atuty, to uda jej się go jakoś przekabacić? Co prawda dawanie dupy wchodziło w grę tylko w ostateczności, ale jeśli w ten sposób April miała uniknąć więzienia, to Darling była skłonna rozważyć każdą opcję.

April Finch

They have the authority to kill a minority

: wt paź 06, 2026 8:45 pm
autor: April Finch
Przetrwanie miała wpisane w ciemny kąt własnego umysłu. Ludzie przecież byli w tym całkiem nieźli, a April najwyraźniej była wyjątkowo ludzka. Odwaliła już niejeden szajs, a jednak zawsze się z tego wykaraskała. Wszystko jedno, czy zgarnia ją policja czy turla się z ośnieżonej góry po przewróceniu się na snowboardzie, ostatecznie spada na cztery łapy. Miała coś wspólego z Liarą poza byciem uroczą. Niestety nie była jeszcze aż tak słodka, jak ich zwierzak, by jedno mrugnięcie albo miauknięcie wystarczyło, żeby wszyscy jej odpuszczali każdą winę. To działało co najwyżej na Teddy, a i przy narzeczonej musiała czasem połasić się chwileczkę dłużej. Dobrze, że Liara była jeszcze młodą kotką. Dawało to April mnóstwo czasu na uczenie się od niej sztuczek, które może wykorzystywać w swojej pokręconej codzienności. Tylko czekać, aż zacznie łazić po pijaku po dachach.
— Właśnie! To wolny kraj, można się ciągle przytulać. Co to za homofobia w ogóle — zaangażowała się od razu w protesty, chociaż może nieco ją poniosło. Nie brzmiało to w ogóle na jakiś uraz względem ich orientacji seksualnej. Ochroniarzowi po prostu wydawało się, że jest strażnikiem Teksasu i jego praca faktycznie ma znaczenie. Każdy ma prawo do swojego delulu. Kto jak kto, ale April powinna to rozumieć. Sama była taką odklejuską, ze przecież można z nią oszaleć.
— Nooo... dla zmyłki? — odpowiedziała, choć bardziej brzmiało to jak pytanie niż stwierdzenie. Narzeczona trochę ją zaskoczyła tym pytaniem, po co podała fałszywe nazwisko. Jeszcze przed momentem po prostu wydało jej się to oczywiste. Tak się robi. Jak mijasz krowy, jadąc samochodem, to musisz je pokazać. Jak kichasz, to zasłaniasz twarz łokciem. Jak się ubierasz, to zaczynasz od dolnych części garderoby. Ot prawidła, jakim rządził się świat, a tę kwestię podrabianych personaliów uznała za podobną niepisaną zasadę. Nigdy nie zastanawiała się nad sensem żadnej z nich, po prostu podążała za tym, co podpowiadały jej instynkty i tyle. Jakoś nie czuła się w tym momencie kompetentna do tego typu rozkmin. To pewnie przez za dużą ilość czekolady wprowadzonej do organizmu.
— Mówiłam panu, że ktoś mnie próbuje wrobić. — Westchnęła ciężko, bo najwyraźniej naprawdę tłumaczyła to ochroniarzowi już kilkukrotnie. Facet był jednak odporny na te wszystkie mądre pomysły April i nadal uparcie stał przy swoim. Może był taki uczciwy z natury, że mu się w głowie nie mieściło, że można kogoś w coś takiego wrobić? Finch Sparrow jednak swoje w życiu widziała i miała świadomość, że różne dziwaki chodziły po świecie.
— Co to byłaby za sprawiedliwość, gdybyśmy puszczali każdego gagatka? — Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi, prostując się, jakby chciał wyglądać bardziej dumnie. Zmierzył Teddy wyjątkowo uwaznym spojrzeniem. Chyba pojawiła się w nim jakaś wątpliwość. Może pękał pod wpływem uroku osobistego strażaczki? Albo to kwestia pory, która robiła się coraz późniejsza, a przecież takie cyrki z policją potrafiły trochę trwać. Pewnie nie byli ich priorytetową sprawą w tym momencie.

teddy darling

They have the authority to kill a minority

: wt paź 06, 2026 10:29 pm
autor: teddy darling
Nie wiadomo, jak bardzo by chciała, nie potrafiła gniewać się na April dłużej niż trzy minety. To znaczy minuty. Tak było, odkąd Teddy tylko sięgała pamięcią. Zdarzało się, że chciała być na nią naprawdę wściekła, zwłaszcza kiedy Finch wyraźnie przeginała strunę i pakowała się w kolejne kłopoty, ale no nie dało się. Wystarczyło, że spojrzała na nią tymi swoimi zielonymi oczami i strażaczka była zgubiona. Cała złość momentalnie gdzieś znikała. Mogła jeszcze przez chwilę próbować utrzymać poważną minę i udawać, że jest wielce obrażona, ale po chwili zaczynała się łamać. Aż dziwne, że ten trik nie działał na ochroniarza. Przecież będąc na jego miejscu, Darling odpuściłaby Finch wszystkie grzechy. Mogłaby nawet podpisać jej oficjalne ułaskawienie, jeśli tylko ukochana patrzyłaby na nią wystarczająco długo. Ba, najpewniej jeszcze przeprosiłaby ją za całe zamieszanie, podała jej coś słodkiego na drogę i życzyła miłego dnia. Niestety ochroniarz nie miał serca z waty cukrowej.
— Zobaczymy, czy będą panie takie wyszczekane, kiedy przyjedzie policja — odparł mężczyzna. Nie wyglądał na homofoba, ale musiał być strasznym służbistą. W innym wypadku obie już dawno siedziałyby w Toyocie, a nie czekały na przybycie radiowozu.
Pokiwała głową, od razu zgadzając się z narzeczoną. Zmiana personaliów na pewno miała jakiś sens. Jaki? Tego Teddy nie wiedziała, ale przecież podając fałszywe dane, April musiała mieć jakiś powód, żeby postąpić właśnie w ten sposób. Przez moment zastanawiała się tylko, czy sama również powinna przedstawić się innym nazwiskiem. Skoro April miała już nową tożsamość, może Teddy też powinna pójść za ciosem? W końcu nie wypadało zostawiać ukochanej samej w takiej konspiracji.
— A niby kto chciałby panią wrobić? — zapytał ochroniarz, przestępując ze zniecierpliwieniem z nogi na nogę. Chyba chłop zaczynał się trochę irytować.
— Każdy, proszę pana — wtrąciła natychmiast strażaczka. — Proszę tylko na nią spojrzeć — złapała narzeczoną za ramiona i przesunęła ją w taki sposób, żeby ochroniarz mógł jej się dobrze przyjrzeć. — Widzi pan tę niewinną buzię? A oczy? Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie — powiedziała stanowczo. To były argumenty nie do podważenia.
— Rozumiem, że w tym momencie próbuje pani bronić swojej narzeczonej, pani... — zawiesił na niej spojrzenie, najwyraźniej oczekując, że kobieta łaskawie poda swoje personalia.
To był jej moment, żeby zabłysnąć!
— Sweetheart — powiedziała bez najmniejszego zastanowienia i uśmiechnęła się do April, wyraźnie dumna ze swojego pomysłu. Ależ ona była błyskotliwa! — Ja wiem, że nikomu pan nie odpuszcza, bo pan to jest odpowiedni człowiek na właściwym miejscu — pokiwała głową, jakby właśnie wygłaszała wyjątkowo ważną przemowę motywacyjną. — Ale może jednak dałoby się odwołać tę policję? — zapytała ostrożnie, trzepocąc rzęsami.
Mężczyzna wyglądał tak, jakby przez moment rzeczywiście brał to pod uwagę. Dumał i dumał, próbując zdecydować, czy może jeszcze wycofać się z całej tej sytuacji, ale na zmianę decyzji było już chyba trochę za późno. Za oknami zamigotały niebiesko-czerwone światła. Radiowóz podjechał pod manufakturę, a po chwili wysiadło z niego dwóch policjantów. Chłopy. Oczywiście, że to musiały być chłopy. Teddy westchnęła w duchu. Z kobietami byłoby przecież znacznie łatwiej. Tutaj można było zagadać, tam puścić oko i liczyć na odrobinę solidarności jajników. Z facetami wszystko zawsze szło jak po gruzie.

April Finch