They have the authority to kill a minority
: pn paź 05, 2026 10:31 pm
059
Zapowiadało się spokojnie. Wypili kilka drinków, pogadali i zaczęli rozchodzić się w swoje strony, zanim jeszcze noc zaczęła się rozkręcać. April jednak nie spieszyło się do domu, bo faktycznie było dość wcześnie i poczuła zew przygody. Udało jej się zgadać z główną księgową, w której również czaił się wspominany zew. Przez długi czas szło naprawdę dobrze. Miło im się rozmawiało, alkohol wchodził gładko, noc rozkręcała się we właściwym tempie. Nic nie zwiastowało, że któraś w końcu zgłupieje.
Pogubiła się, z którego baru wyszły i do którego zmierzały. Tak to jest, jak się zaczyna imprezę przed szesnastą. Nie była też pewna, która wpadła na to, by wejść do manufaktury. Obie jednak uznały, że to najlepszy pomysł świata i muszą się nawpierdalać natychmiast. Potrzebowały osłody życia, choć April wychodził z założenia, że i bez tego było jej dość słodko. Na szczęście w środku okazało się, że może być jeszcze lepiej. Pochłaniały kolejne porcje jak wariatki, zbliżając się do nieuchronnego porzygania się. Przynajmniej będzie wesoło, jak już zegną się nad kiblem. Ale na to jeszcze czas. Trzeba było przecież zjeść jeszcze kilka pralinek, ciastek i ten niesamowity mus czekoladowy. Mieszały się jej już smaki, nie pamiętała, gdzie było jakie nadzienie i przestawała liczyć, że te wszystkie kalorie pójdą w dupsko.
Jak doszło do tego, że znalazła się sama przy stoliku w kącie, jak jakaś kryminalistka? Nie była pewna. Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Miały już wychodzić, kiedy nagle jakieś dziecko zaczęło wrzeszczeć, że z torby wystaje im czarny drągal, co wzbudziło zainteresowanie wszystkich wokół. Okazało się, że dziecko miało rację. Z jakiegoś powodu w torbie April znalazła się rzeźba wielkiego, czekoladowego batona z datą otwarcia manufaktury, a jednocześnie wyparowała jej koleżanka, która puściła się biegiem chodnikiem, krzycząc coś o wolności i czwartej poprawce. Jebnięta. April natomiast pogubiła się w zeznaniach i najpierw zaczęła kłamać, że z tym tutaj przyszła, zanim powiedziała prawdę, że nie ma pojęcia, skąd to się wzięło w jej torbie. Kierownik obskoczył ją wściekle i zaczął grozić wezwaniem policji i żandarmerii, bo podobno pałąk był pamiątką, bo babci nieboszczce czy coś tam, chuj wie, przestała słuchać. Miała wrażenie, że nie powinna stąd wychodzić. Czekała na swój wyrok, choć przecież powinna zdawać sobie sprawę, że nikt nie miał prawa jej tu trzymać siłą. A może miał? Musiała odezwać się do Teddy. W oczekiwaniu na narzeczoną po prostu zajęła się sobą i z obrażoną miną scrollowała Instagrama.
teddy darling