i can see the end as it begins
: pn paź 05, 2026 11:22 pm
Dwa miesiące.
Cztery tygodnie, odkąd jej były ochroniarz, wspaniałomyślnie powycierał stolik na zamknięcie lokalu. Byłoby to pewnie szczytem uprzejmości z jego strony, gdyby użył do tego serwetek, a nie twarzy innego klienta. Dziwnym zbiegiem okoliczności tego samego, który do baru przyszedł razem z Maelle.
Była na niego wściekła – lista powodów, które przed nią rozrzucił, była dla niej absurdalne. Była zła przede wszystkim przez to, że zdążyła realnie polubić towarzystwo chłopaka, którego przedstawiła jej – bliżej: wcisnęła – Lucy. Było jej podwójnie głupio, kiedy musiała próbować wytłumaczyć swojego ku-zy-na i jego nadopiekuńczość i porywczość przed kolegą.
Kolejnego dnia siedziała w absolutnej ciszy na recepcji w budynku Avalonu i zdołała, cudem, dostać się do osoby odpowiedzialnej za całe do zamieszanie; za całą pomyłkę z ochroniarzem.
To chyba była jedna z nielicznych rozmów, którą dziewczyna miała okazję odbyć bez nadzoru. Z nadzorem skutecznie zajmowanym przez przebywającą akurat w siedzibie korporacji żonę dyrektora. I kiedy w końcu opuściła gabinet – mogła wyjść z budynku sama.
Ciężar przekazania Damonowi tych wspaniałych wieści spoczywał na Salvatore, który poprosił go od razu do siebie na rozmowę. Obecność jego żony można było traktować jako okoliczności łagodzące.
Parę dni później musiała przyzwyczajać się do nowego człowieka.
Był dwa razy milszy, skłonny do dialogu i nie mroził spojrzeniem, a i tak jej patologiczna, powykrzywiana psychika widziała w nim coś dziwnego i trzymała na dystans.
~*~
Dwa miesiące.
Salvatore w tym czasie próbował stworzyć coś, co jednocześnie było i nie było organizacją. ‘Ndraghetę odgrodził grubą linią od siebie i swojej rodziny; choć oficjalnie przyjęto, że to on został odsunięty. Na walnym zgromadzeniu – nie tak wielkim jak zwykle, ale zdecydowanie bardziej emocjonalnym – jasno zaznaczono, jak upadła pozycja Salvatore’a. Całość uszyta pod dyktando wuja, choć nie tyle co jego, jak jego żony.
Wejście na ścieżkę wojenną z kalabryjską organizacją – choć otwarcie tego konfliktem nie nazywali, znacznie chętniej używali określenia ‘nieporozumienie’ przez wzgląd na niewystarczająca ilość dowodów – było początkowo dość problematyczne.
Należało wszystko dokładnie sprawdzić. Wszystkich ludzi, wszelkie kontakty, wszystkie współprace. Absolutnie wszystko.
Ruszyło parę spraw, które wcześniej były przytkane. Mozolnie zaczął realizować część z własnych postanowień.
Giovanni odłożył dokumenty na bok biurka w domowym gabinecie i spojrzał na zegarek. Było już późno, ale czekał jeszcze na jedną osobę. Spóźniała się, choć najpewniej nie z własnej winy.
Zaprosił Navi do gabinetu, gdy zajrzała, aby dowiedzieć się, ile jeszcze powinna poczekać z kolacją. Niedługo potem odezwał się dzwonek do drzwi, a parę chwil później przez próg pomieszczenia przeszedł jeden z niewielu zaufanych ludzi, którzy mu zostali.
Nie zamierzał przeciągać wizyty Tae zbyt długo, chciał jedynie dokumenty i przesyłkę, którą miał przetransportować mu z jednego z regionów w Rosji. Poczta czy kurier nie wchodzili w grę, zawartość była zbyt ważna dla Salvatore’a. Nie mówiąc już o tym, że przesyłka, w pierwszej kolejności, nigdy nie miała być nadana do niego.
Zanim zdążył go powitać, zadzwonił jego telefon – początkowo zignorował ten fakt, jednak sygnał ponowił się znów i jeszcze raz, dopiero wtedy odebrał. Dość szybko stracił zainteresowanie zarówno przesyłką, agentem jak i wszystkim dookoła, gestem tylko instruując Navi, aby zajęła się Damonem i jego odprawą; przesunął w jej stronę jedną z aktówek z premią, a potem odwrócił się na fotelu i zaczął intensywną rozmowę.
Wkrótce na tyle intensywną, że dwójce najpewniej ciężko było prowadzić jakikolwiek dialog – nie to, żeby przynajmniej pięćdziesiąt procent uczestniczących nie było zbyt rozmownych. Rozmowa przeszła w wystrzeliwane z prędkością karabinu słowa po włosku, finalnie wchodząc w ostateczną, choć dość rzadką fazę, którą można było nazwać po prostu furią.
Furia pojawiała się tam, kiedy kończył się zasięg Salvatore’a, a sprawa znajdowała się w stanie co najmniej godnym pożałowania.
— Ściągnij mi Bellantiego — rzucił krótko do Navi, przyciskając ramieniem słuchawkę do ucha. — Ma wziąć ludzi i za dwie godziny mają być już w drodze do Manaus. — Wysłuchał tego, co mówiła druga strona połączenia, zerkając w tym czasie z ukosa na partnerkę. — Caruso i młodą szlag trafił — rzucił, zaraz upominając rozmówcę, że nie mówił do niego.
Damon Tae
Cztery tygodnie, odkąd jej były ochroniarz, wspaniałomyślnie powycierał stolik na zamknięcie lokalu. Byłoby to pewnie szczytem uprzejmości z jego strony, gdyby użył do tego serwetek, a nie twarzy innego klienta. Dziwnym zbiegiem okoliczności tego samego, który do baru przyszedł razem z Maelle.
Była na niego wściekła – lista powodów, które przed nią rozrzucił, była dla niej absurdalne. Była zła przede wszystkim przez to, że zdążyła realnie polubić towarzystwo chłopaka, którego przedstawiła jej – bliżej: wcisnęła – Lucy. Było jej podwójnie głupio, kiedy musiała próbować wytłumaczyć swojego ku-zy-na i jego nadopiekuńczość i porywczość przed kolegą.
Kolejnego dnia siedziała w absolutnej ciszy na recepcji w budynku Avalonu i zdołała, cudem, dostać się do osoby odpowiedzialnej za całe do zamieszanie; za całą pomyłkę z ochroniarzem.
To chyba była jedna z nielicznych rozmów, którą dziewczyna miała okazję odbyć bez nadzoru. Z nadzorem skutecznie zajmowanym przez przebywającą akurat w siedzibie korporacji żonę dyrektora. I kiedy w końcu opuściła gabinet – mogła wyjść z budynku sama.
Ciężar przekazania Damonowi tych wspaniałych wieści spoczywał na Salvatore, który poprosił go od razu do siebie na rozmowę. Obecność jego żony można było traktować jako okoliczności łagodzące.
Parę dni później musiała przyzwyczajać się do nowego człowieka.
Był dwa razy milszy, skłonny do dialogu i nie mroził spojrzeniem, a i tak jej patologiczna, powykrzywiana psychika widziała w nim coś dziwnego i trzymała na dystans.
Dwa miesiące.
Salvatore w tym czasie próbował stworzyć coś, co jednocześnie było i nie było organizacją. ‘Ndraghetę odgrodził grubą linią od siebie i swojej rodziny; choć oficjalnie przyjęto, że to on został odsunięty. Na walnym zgromadzeniu – nie tak wielkim jak zwykle, ale zdecydowanie bardziej emocjonalnym – jasno zaznaczono, jak upadła pozycja Salvatore’a. Całość uszyta pod dyktando wuja, choć nie tyle co jego, jak jego żony.
Wejście na ścieżkę wojenną z kalabryjską organizacją – choć otwarcie tego konfliktem nie nazywali, znacznie chętniej używali określenia ‘nieporozumienie’ przez wzgląd na niewystarczająca ilość dowodów – było początkowo dość problematyczne.
Należało wszystko dokładnie sprawdzić. Wszystkich ludzi, wszelkie kontakty, wszystkie współprace. Absolutnie wszystko.
Ruszyło parę spraw, które wcześniej były przytkane. Mozolnie zaczął realizować część z własnych postanowień.
Giovanni odłożył dokumenty na bok biurka w domowym gabinecie i spojrzał na zegarek. Było już późno, ale czekał jeszcze na jedną osobę. Spóźniała się, choć najpewniej nie z własnej winy.
Zaprosił Navi do gabinetu, gdy zajrzała, aby dowiedzieć się, ile jeszcze powinna poczekać z kolacją. Niedługo potem odezwał się dzwonek do drzwi, a parę chwil później przez próg pomieszczenia przeszedł jeden z niewielu zaufanych ludzi, którzy mu zostali.
Nie zamierzał przeciągać wizyty Tae zbyt długo, chciał jedynie dokumenty i przesyłkę, którą miał przetransportować mu z jednego z regionów w Rosji. Poczta czy kurier nie wchodzili w grę, zawartość była zbyt ważna dla Salvatore’a. Nie mówiąc już o tym, że przesyłka, w pierwszej kolejności, nigdy nie miała być nadana do niego.
Zanim zdążył go powitać, zadzwonił jego telefon – początkowo zignorował ten fakt, jednak sygnał ponowił się znów i jeszcze raz, dopiero wtedy odebrał. Dość szybko stracił zainteresowanie zarówno przesyłką, agentem jak i wszystkim dookoła, gestem tylko instruując Navi, aby zajęła się Damonem i jego odprawą; przesunął w jej stronę jedną z aktówek z premią, a potem odwrócił się na fotelu i zaczął intensywną rozmowę.
Wkrótce na tyle intensywną, że dwójce najpewniej ciężko było prowadzić jakikolwiek dialog – nie to, żeby przynajmniej pięćdziesiąt procent uczestniczących nie było zbyt rozmownych. Rozmowa przeszła w wystrzeliwane z prędkością karabinu słowa po włosku, finalnie wchodząc w ostateczną, choć dość rzadką fazę, którą można było nazwać po prostu furią.
Furia pojawiała się tam, kiedy kończył się zasięg Salvatore’a, a sprawa znajdowała się w stanie co najmniej godnym pożałowania.
— Ściągnij mi Bellantiego — rzucił krótko do Navi, przyciskając ramieniem słuchawkę do ucha. — Ma wziąć ludzi i za dwie godziny mają być już w drodze do Manaus. — Wysłuchał tego, co mówiła druga strona połączenia, zerkając w tym czasie z ukosa na partnerkę. — Caruso i młodą szlag trafił — rzucił, zaraz upominając rozmówcę, że nie mówił do niego.
Damon Tae