Strona 1 z 1

crossing paths

: pn paź 05, 2026 11:34 pm
autor: Ethan Hartley
Maybe you could help me?


Wszystko zaczęło się od plotki.
Ethan miał ważne spotkanie z jednym z członków zarządu. Jak zawsze pewny siebie, rzeczowo nakreślił kolejne plany biznesowe dla firmy. W głowie już niemal dopinał temat, bo zdążył dość dobrze poznać Richarda i wiedział, jak go podejść. Nic więc nie zapowiadało nadchodzącego po chwili milczenia pytania dotyczącego jego byłej firmy.
Wiesz, Ethan, ostatnio zaczęły docierać do mnie niepokojące wiadomości o twojej poprzedniej firmie. Niektórzy twierdzą, że była pralnią pieniędzy. Wiedziałeś o tym?
Mężczyzna nie był w stanie ukryć konsternacji, która na kilka sekund wymalowała się na jego twarzy, kiedy został tak raptownie osądzony o współudział, ale zaraz całkowicie temu zaprzeczył i uciął wszelkie pogłoski.
Oczywiście, po powrocie Sullivana zdążył omówić pewne kwestie z prawnikiem, które doprowadziły rodzinę do wydania oficjalnego oświadczenia wraz z wiarygodną historią mającą na celu ich wybielić, ale w tym momencie został całkowicie wzięty z zaskoczenia. Tylko szybka reakcja i emanowanie typową dla siebie pewnością siebie oraz opanowaniem pozwoliły mu załagodzić sytuację.
Żywił nadzieję, że to jednorazowy incydent, ale podczas innego spotkania biznesowego, kiedy temat ponownie wypłynął na wierzch, zaczął mieć dziwne przeczucie, które odbijało się cichym głosem w jego głowie — to nie był przypadek.
Ktoś ewidentnie rozsiewał o nim plotki, próbując uderzyć w jego reputację. Pytanie brzmiało: kto?
Nie musiał długo czekać na kolejny ruch. Jakiś czas później po powrocie do domu na blacie stołu zobaczył leżącą kopertę. Z niepokojem najpierw rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu innych śladów obecności włamywacza, ale mieszkanie wyglądało na nietknięte. Z niepokojem więc zajrzał do środka i znalazł w niej kartkę z wiadomością.

Jedna osoba siedzi. Jedna osoba wróciła.
Jedna wciąż udaje, że to wszystko już się skończyło.
Zastanów się, Ethan — kto z was powinien teraz najbardziej uważać?


Wraz z nią dołączony został stary wyciąg przelewów z firmy i jeden konkretny, zakreślony na czerwono.
Poznał go od razu. To o niego Sullivan po raz pierwszy zapytał, wysuwając podejrzenia dotyczące jego wspólnika. Wtedy też Ethan po raz pierwszy zbył brata, nie chcąc dopatrywać się w tym niczego więcej.
Tym razem nie mógł popełnić tego samego błędu. Został wzięty na celownik i musiał w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. Przede wszystkim, nie chciał znowu obarczać tym Sullivana, który już wystarczająco ucierpiał na całej tej sytuacji i, po rozstaniu z Adeline, zasługiwał na odpoczynek w Europie. Wyrzuty sumienia nakazywały mu przejąć pełną odpowiedzialność za swoje czyny. A to oznaczało rozpoczęcie własnego śledztwa.
Nie czekał już na następne kroki nieznanego przeciwnika, od razu zabierając się za analizę sprawy. Przede wszystkim, najpierw zawitał do Adeline, która przekazała mu wszystkie dowody pozostawione przez Sullivana. To oraz artykuły dotyczące Victora i całej szajki, naświetliły mu sytuację, co do której postanowił zasięgnąć informacji od detektywa, zajmującego się tą sprawą i współpracującego do niedawna z Sullym.
Wszystkie tropy wskazywały na jedno, konkretne nazwisko — skorumpowanego gliny, który wiedział bardzo dużo i który akurat przypadkiem nie wrócił z przepustki, znikając w tajemniczych okolicznościach. Policja jak zwykle miała związane ręce. Ethan jednak miał pewne zasoby, które pozwalały mu na rozpoczęcie poszukiwań na własny użytek. Potrzebował od niego wyłącznie informacji.
Najprościej było zacząć od osoby, która do niedawna była najbliższą osobą w kręgu Daniela. Ethan miał przy tym nadzieję, że Beatriz Gonzalez zechce z nim współpracować i powie o swoim byłym partnerze coś więcej, czego nie powiedziała policji. Coś, co go naprowadzi na właściwy trop.

Idąc korytarzem, jeszcze raz spojrzał na kartkę z adresem, który wskazał mu zaprzyjaźniony mundurowy, a dostrzegłszy na drzwiach numer 38, przystanął przed wejściem i niepostrzeżenie westchnął. Mimowolnie rosło w nim poddenerwowanie, którego jednak nie mógł dać po sobie okazać.
Nagle po raz enty nasunęły mu się wątpliwości, czy na pewno postępował rozsądnie, nie angażując w to innych służb, które teoretycznie znały się na rzeczy. Zaraz przypomniał sobie, że skoro Sully był w stanie rozpracować część szajki, on też mógł dołożyć do tego swoją cegiełkę, a przede wszystkim próbować zapobiec dalszym poczynaniom oprawcy. Biorąc pod uwagę fakt, co wcześniej groziło jego bratu, obawiał się coraz śmielszych kroków wciąż nieznanego oprawcy. Tym razem nie zamierzał siedzieć bezczynnie i czekać na to, co się wydarzy.
Zadzwonił do drzwi i czekał cierpliwie, aż usłyszał wewnątrz przytłumione kroki. Biło od niego wyuczone opanowanie, które wraz ze szczękiem zamka wzmocnił lekkim uśmiechem. Nie miał przecież wobec kobiety złych zamiarów.
Gdy tylko stanęła w drzwiach, odezwał się pierwszy.
— Beatriz Gonzalez? Dzień dobry. Jestem Ethan Hartley — wyciągnął do niej dłoń, starając się zachować swobodny, uprzejmy ton. — Przepraszam, że zakłócam pani spokój, ale czy byłaby szansa na chwilę rozmowy? Myślę, że mamy wspólny mianownik — pani byłego partnera służbowego — wyjaśnił pokrótce, a na koniec kąciki jego ust drgnęły pod wpływem nieznacznego uśmiechu.

Beatriz Gonzalez