A hopeless start to a hopeless afternoon
: wt paź 06, 2026 2:35 pm
Brak prądu nie znajdował się w jej dzisiejszym bingo. Jakby się tak dłużej zastanowić, na jutro bądź kilkanaście następnych dni również ich nie planowała. Pracowała w końcu w takim miejscu, gdzie stałe zasilenie było po prostu niezbędne. Przecież nie mogła wypuścić klientki z mokrymi włosami, a tym bardziej wilgotną skórą głowy, zwłaszcza teraz, kiedy na dworze robiło się coraz chłodniej. Na szczęście wszystkie światła w salonie zgasły podczas zwykłej konsultacji. Pokazywała kobiecie w średnim wieku różne wariacje fryzur, jakie mogłaby zrobić z jej krótkich włosów, tak aby dalej wyglądała elegancko, oczywiście przy okazji próbując wybić jej z głowy ten żółty blond, który… no był po prostu paskudny. I kiedy nastało prądowe ubóstwo, pierwsze co zrobiła to oczywiście poszła na zaplecze sprawdzić czy czasem wina nie leżała po jej stronie. W lokalu instalacja elektryczna była dosyć przestarzała i czasem zdarzało się, że po prostu wywalało korki jeśli zbyt wiele urządzeń na raz było podłączonych do gniazdek. Ale nie tym razem. Przeprosiła klientkę za niedogodności i w tym lekkim półmroku dokończyły konsultację, a gdy kobieta tylko opuściła salon, Norweżka sama wyszła na ulicę, aby sę rozeznać w zaistniałej sytuacji.
Sygnalizacja świetlna – martwa.
Pobliska kawiarnia – egipskie ciemności.
Butik z eksportowanymi z Włoch ubraniami – nieczynny. Najwyraźniej właściciel zamknął go w cholerę, gdy tylko zorientował się w całej sytuacji.
Przez chwilę myślała, że to może tylko i wyłącznie jakaś awaria na ich ulicy. Niedaleko trwały remonty drogowe, więc nie byłoby żadnym zaskoczeniem, gdyby budowlańcy przez przypadek uszkodzili jakieś kable. Jednak krótka wymiana wiadomości z Aidenem dała jej do zrozumienia, że sprawa musiała być znacznie poważniejsza skoro na jego dzielnicy również nie było prądu, a przecież mieszkał po drugiej stronie Toronto od jej salonu. Próbowała znaleźć jakieś informacje w internecie, ale tam ludzie w komentarzach snuli takie teorie spiskowe, że chyba wolała przeżyć te kilka godzin w błogiej nieświadomości niż niepotrzebnie się stresować. Dlatego dała szybko znać swoim dzisiejszym klientkom, że z powodu awarii, o której z pewnością już wiedziały, wizyty zostały odwołane i oczywiście będzie się z nimi kontaktowała w najbliższym czasie, gdy cała ta sytuacja się unormuje. Potem jeszcze szybka wiadomość do Dantego, że życie zmusiło ją do zamknięcia swojego majdanu, więc wróci do domu szybciej, po czym faktycznie wszystko zamknęła i zapakowała się do auta.
I naprawdę zamierzała od razu skierować się do domu. Tam owinąć się w koc, przytulić do chłopaka i przy okazji opędzlować paczkę chipsów, którą kupili jeszcze za czasów tamtego feralnego testu ciążowego, a które od tamtej pory pozostały nietknięte. Tylko Toronto stwierdziło, że takiego wała… światła nie działały przez co kierowcy zachowywali się jak małe dzieci we mgle. Umiejętność czytania znaków drogowych zanikła i nagle nikt nie wiedział, kto powinien mieć pierwszeństwo na skrzyżowaniu przez co zrobił się gigantyczny korek pełen negatywnych emocji. Nawet nie była w połowie trasy, kiedy na desce rozdzielczej pojawiła jej się kontrolka rezerwy. No tak. Bo przecież nie mogło być szybko, łatwo i milutko. No bo po co…? Udało jej się jednak dojechać na stację benzynową, gdzie uraczyła ją wielka kartka z napisem BRAK PALIWA, CZEKAMY NA CYSTERNĘ.
Przy takich korkach to sobie jeszcze poczekają…
Ale nie dziwiło ją to ani trochę. W końcu cały parking stacji był zawalony samochodami, motorami… ba! Nawet zwykli piesi stali w kolejce do dystrybutorów z kanistrami w rękach.
Jakby przynajmniej mieli spodziewać się trzeciej wojny światowej.
Gabriela R. Blais
Sygnalizacja świetlna – martwa.
Pobliska kawiarnia – egipskie ciemności.
Butik z eksportowanymi z Włoch ubraniami – nieczynny. Najwyraźniej właściciel zamknął go w cholerę, gdy tylko zorientował się w całej sytuacji.
Przez chwilę myślała, że to może tylko i wyłącznie jakaś awaria na ich ulicy. Niedaleko trwały remonty drogowe, więc nie byłoby żadnym zaskoczeniem, gdyby budowlańcy przez przypadek uszkodzili jakieś kable. Jednak krótka wymiana wiadomości z Aidenem dała jej do zrozumienia, że sprawa musiała być znacznie poważniejsza skoro na jego dzielnicy również nie było prądu, a przecież mieszkał po drugiej stronie Toronto od jej salonu. Próbowała znaleźć jakieś informacje w internecie, ale tam ludzie w komentarzach snuli takie teorie spiskowe, że chyba wolała przeżyć te kilka godzin w błogiej nieświadomości niż niepotrzebnie się stresować. Dlatego dała szybko znać swoim dzisiejszym klientkom, że z powodu awarii, o której z pewnością już wiedziały, wizyty zostały odwołane i oczywiście będzie się z nimi kontaktowała w najbliższym czasie, gdy cała ta sytuacja się unormuje. Potem jeszcze szybka wiadomość do Dantego, że życie zmusiło ją do zamknięcia swojego majdanu, więc wróci do domu szybciej, po czym faktycznie wszystko zamknęła i zapakowała się do auta.
I naprawdę zamierzała od razu skierować się do domu. Tam owinąć się w koc, przytulić do chłopaka i przy okazji opędzlować paczkę chipsów, którą kupili jeszcze za czasów tamtego feralnego testu ciążowego, a które od tamtej pory pozostały nietknięte. Tylko Toronto stwierdziło, że takiego wała… światła nie działały przez co kierowcy zachowywali się jak małe dzieci we mgle. Umiejętność czytania znaków drogowych zanikła i nagle nikt nie wiedział, kto powinien mieć pierwszeństwo na skrzyżowaniu przez co zrobił się gigantyczny korek pełen negatywnych emocji. Nawet nie była w połowie trasy, kiedy na desce rozdzielczej pojawiła jej się kontrolka rezerwy. No tak. Bo przecież nie mogło być szybko, łatwo i milutko. No bo po co…? Udało jej się jednak dojechać na stację benzynową, gdzie uraczyła ją wielka kartka z napisem BRAK PALIWA, CZEKAMY NA CYSTERNĘ.
Przy takich korkach to sobie jeszcze poczekają…
Ale nie dziwiło ją to ani trochę. W końcu cały parking stacji był zawalony samochodami, motorami… ba! Nawet zwykli piesi stali w kolejce do dystrybutorów z kanistrami w rękach.
Jakby przynajmniej mieli spodziewać się trzeciej wojny światowej.
Gabriela R. Blais