can’t talk rn i’m making a tiny problem feel biblical
: czw paź 08, 2026 12:10 am
Dzień zaczął się od kąsającego policzki zimna i kolejnej pary trampek do wyrzucenia.
Może powinien był przestać chodzić w letnich butach późną jesienią? Prawdopodobnie. Zacząć nosić szalik, ewentualnie stawiać kołnierz puchówki gdy telepał się na przystanku ufając rozkładowi jazdy i czekając te dwie minuty na przyjazd autobusu? Nie zaszkodziłoby.
Ale parę minut po jedenastej, kiedy wreszcie dotarł do roboty i na dzień dobry przywitała go sterta drobnego AGD do naprawienia, Milo zgrzytnął zębami, zakasał rękawy, przemoczone buty rzucił na kaloryfer na zapleczu i siadł do pracy, byle nie musieć znosić ględzenia Aidena koczującego przy kasie.
Koło piętnastej znał już całą historię ostatnich sukcesów swojego współpracownika na Tinderze i żałował, że nie potrafił selektywnie głuchnąć na zawołanie. Patrzył więc wymownie na zegar licząc, że za drugim mrugnięciem powieką czas magicznie przyspieszy i z popołudnia zrobi się wieczór, ale pech chciał, że wciąż tkwił przy tym samym ekspresie do kawy. Właściciel przytachał sprzęt w wielkim niedomykającym się pudle, a co gorsza, nie przeczyścił go przed naprawą, więc Rivera klnąc ile wlezie w każdym języku jaki znał, w pocie czoła wygrzebywał pozostałości z młynka.
Do szesnastej był już cały w fusach i pachniał intensywnie jak Starbucks za rogiem, z naprawą ruszył kwadrans później, ignorując Aidena pytającego o jego opinię na temat nowego zdjęcia profilowego. Milo otaksował go jedynie krótkim spojrzeniem gdy mijał go w biegu i obydwaj uznali, że tematu nie było. Standardowo przed piątą Newberry bardzo okrężnie zagaił go o inne rzeczy do roboty, a Milo rozumiejąc naturę tej pozornej uprzejmości poinformował, że poradzi sobie z resztą i nie potrzebuje towarzystwa. Rozeszli się zatem w zgodzie, a gdy dzwonek nad drzwiami zapowiedział ostatnie godziny pracy w kompletnej ciszy, Rivera odetchnął z ulgą. Nie dlatego, że nie lubił Aidena. Lubił, niekiedy nawet bardzo, zwłaszcza że pracę w Simply Fix It poniekąd zawdzięczał jemu. Po prostu nie zawsze był w nastroju na jego gadulstwo i dzisiaj najwidoczniej przypadł ten dzień, kiedy wolał samotność.
Dochodziła dziewiąta wieczorem gdy Milo skończył podliczać utarg, dopisał parę uwag w zeszycie co do stanów magazynowych niektórych narzędzi z jakich korzystał, ledwo zdążył zamieść za ladą i... światło zgasło pozostawiając go w mroku z miotłą w rękach.
一 Co do... och, szlag 一 mruknął do siebie, gdy na ślepo wymacał krawędź blatu roboczego i niemal potknął się o pozostawiony przez Aidena karton po ekspresie. Ten sam, który miał wyrzucić wychodząc.
Pamiętając, że latarkę powinien mieć w telefonie oklepał się po kieszeniach, jednak nie znalazł tam nic poza starą uszczelką. Przez moment stał w bezruchu próbując ustalić gdzie do ciężkiej cholery zostawił to piekielne urządzenie, aż zorientował się, że na dolnej półce w pudle na zostawione i nigdy nieodebrane pierdoły powinna być latarka.
Przykucnął, po omacku rzucił się w stronę lady i przez parę minut szukał odpowiedniego kartonu, w kartonie natomiast przegrzebał całą stertę rupieci, których nie miał serca dotąd wyrzucić. Wreszcie dobrnął do latarki, obrócił ją by się przypadkiem nie oślepić i chwilę później miał już podstawowe źródło światła.
Przez parę sekund zastanawiał się czy wywaliło korki. Czyżby zapomniał odłączyć lutownicę? Nie. Nie używał jej dzisiaj nawet, stała sobie czysta i gotowa na biurku, tak samo jak myjka ultradźwiękowa i inne użyteczne, choć nie dzisiejsze narzędzia. Różnicówka? Na pewno nie, przecież wszystko zaizolowane. Więc co się stało?
Milo dopiero po paru minutach zauważył, że ciemność nie była problemem wyłącznie Simply Fix It. Na zewnątrz całe PATH pogrążone było w gęstym mroku, a o tej porze i tak niewiele osób kręciło się po podziemnej sieci korytarzy nawet w normalnych warunkach. Może gdyby nie nadodziny wyszedłby o ludzkiej porze i ominęłaby go ta atrakcja?
Upewniwszy się, że drzwi wejściowe są porządnie zamknięte, przekopał niebezpieczne pudło w kąt i podążył na zaplecze, gdzie znalazł swój telefon. Nie miał pojęcia co działo się w mieście, ale przyzwyczajenie kazało mu kontrolnie rzucić okiem na stan baterii.
56% było przyzwoitym wynikiem, a już na pewno na smsa.
Dylan Gauthier