abort mission
: pt paź 09, 2026 1:50 pm
Matt Cormack nie był głupi.
Niestety, to jedna z niewielu rzeczy, które do tej pory udało się o nim ustalić. June jednak się nie poddawała. Mimo że jej małe śledztwo szło wolniej, niż by pewnie tego chciała, to równocześnie wiedziała, że właśnie tak należy je prowadzić. Powoli i z wielką ostrożnością. Zbyt duży pośpiech w tym przypadku mógł bardzo zaszkodzić. Cormack był dobrym detektywem, co oznaczało tyle, że był w stanie w łatwy sposób połączyć wszystkie kropeczki i szybko przejrzeć zamiary śledczej. Harrison musiała więc być bardzo delikatna ze swoimi pytaniami do mężczyzny, by nie poczuł się jak przesłuchiwany i by jeszcze mocniej nie wzbudzić jego czujności. Przyjęła podobną taktykę, jak wcześniej, na policyjnym balu i po prostu pozwalała mu mówić.
Wspólna kolacja na szczęście nie była kompletnym niewypałem, pomimo tego, że June nadal nie zdołała uzyskać żadnych solidnych dowodów na bezpośredni udział detektywa w przeciekach. Wyraźnie uciekał od tematu i sprawiał wrażenie znacznie bardziej zainteresowanego rozmową o życiu prywatnym policjantki i własnym, niż o pracy, jak to sam wcześniej zapowiadał. Aczkolwiek to, że nie mówił już na temat Rosjan nic, też mogło sugerować wiele.
Tego dnia była umówiona z Letexierem w celu omówienia całej sprawy i postępów… a raczej ich braku. Chciała zdać raport ze swojego ostatniego spotkania z Cormackiem i ustalić dalszy plan działania. Czuła się trochę niepewnie, pukając do drzwi jego mieszkania - a dokładniej niepewna tego, czy dobrym pomysłem było spotkanie u niego, choć przecież wicekomendant sam to miejsce jej zaproponował. Właściwie to lepszych alternatyw nie mieli. W rozmowach przez telefon zaczęli już posługiwać się jakimś dziwnym szyfrem. Rozmowa w miejscu publicznym raczej nie wchodziła w grę, a tym bardziej na komisariacie, gdzie ściany miały uszy; zbyt duże ryzyko.
Czekała dobre dwie minuty, zanim mężczyzna jej otworzył. W pewnym momencie zastanawiała się nawet czy nie pomyliła przypadkiem godziny spotkania. Nie zdążyła już jednak tego sprawdzić, bo w końcu powitał ją w progu i zaraz wpuścił do środka.
— Ładnie tu u Ciebie, Scott — stwierdziła, rozglądając się po wnętrzu nim wskazał, by zajęła miejsce na kanapie. W oczy zdążyła jej się rzucić oczywiście panorama miasta, rozciągająca się za oknami mieszkania — Widok z twoich okien bije na łeb ten z dachu komisariatu.
Scott Letexier
Niestety, to jedna z niewielu rzeczy, które do tej pory udało się o nim ustalić. June jednak się nie poddawała. Mimo że jej małe śledztwo szło wolniej, niż by pewnie tego chciała, to równocześnie wiedziała, że właśnie tak należy je prowadzić. Powoli i z wielką ostrożnością. Zbyt duży pośpiech w tym przypadku mógł bardzo zaszkodzić. Cormack był dobrym detektywem, co oznaczało tyle, że był w stanie w łatwy sposób połączyć wszystkie kropeczki i szybko przejrzeć zamiary śledczej. Harrison musiała więc być bardzo delikatna ze swoimi pytaniami do mężczyzny, by nie poczuł się jak przesłuchiwany i by jeszcze mocniej nie wzbudzić jego czujności. Przyjęła podobną taktykę, jak wcześniej, na policyjnym balu i po prostu pozwalała mu mówić.
Wspólna kolacja na szczęście nie była kompletnym niewypałem, pomimo tego, że June nadal nie zdołała uzyskać żadnych solidnych dowodów na bezpośredni udział detektywa w przeciekach. Wyraźnie uciekał od tematu i sprawiał wrażenie znacznie bardziej zainteresowanego rozmową o życiu prywatnym policjantki i własnym, niż o pracy, jak to sam wcześniej zapowiadał. Aczkolwiek to, że nie mówił już na temat Rosjan nic, też mogło sugerować wiele.
Tego dnia była umówiona z Letexierem w celu omówienia całej sprawy i postępów… a raczej ich braku. Chciała zdać raport ze swojego ostatniego spotkania z Cormackiem i ustalić dalszy plan działania. Czuła się trochę niepewnie, pukając do drzwi jego mieszkania - a dokładniej niepewna tego, czy dobrym pomysłem było spotkanie u niego, choć przecież wicekomendant sam to miejsce jej zaproponował. Właściwie to lepszych alternatyw nie mieli. W rozmowach przez telefon zaczęli już posługiwać się jakimś dziwnym szyfrem. Rozmowa w miejscu publicznym raczej nie wchodziła w grę, a tym bardziej na komisariacie, gdzie ściany miały uszy; zbyt duże ryzyko.
Czekała dobre dwie minuty, zanim mężczyzna jej otworzył. W pewnym momencie zastanawiała się nawet czy nie pomyliła przypadkiem godziny spotkania. Nie zdążyła już jednak tego sprawdzić, bo w końcu powitał ją w progu i zaraz wpuścił do środka.
— Ładnie tu u Ciebie, Scott — stwierdziła, rozglądając się po wnętrzu nim wskazał, by zajęła miejsce na kanapie. W oczy zdążyła jej się rzucić oczywiście panorama miasta, rozciągająca się za oknami mieszkania — Widok z twoich okien bije na łeb ten z dachu komisariatu.
Scott Letexier