możesz mnie podnieść?
: pt paź 09, 2026 5:17 pm
Od czasu do czasu umawialiśmy się na spotkania w gronie adwokatów, nie tylko z mojej kancelarii, ale także z konkurencji czy sądu, przychodzili nawet niektórzy prokuratorzy oraz sędziowie, którzy nie mieli kija w dupie wepchniętego po samo gardło. Wynajmowaliśmy wtedy cały bar dla siebie i chlaliśmy ile kto mógł. W swobodnej atmosferze języki rozwiązywały się bardzo szybko, więc można się było dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, zwykle starałem się pilnować, żeby czasem nie powiedzieć nic pogrążającego i tym razem chyba też mi się udało, bo jak wychodziłem z lokalu to byłem jeszcze w miarę. Kompletny sajgon w mojej głowie zagościł dopiero później. Ostatnio nie mam zbyt dobrego czasu, przytłaczają mnie sprawy prywatne oraz zawodowe, po tamtym wieczorze na spelunie na Rexdale coraz częściej myślę o jebaniu po kablach, a powstrzymuje mnie chyba tylko to, że nie mam takich kontaktów. Jeszcze. Więc swoją cierpiącą duszę leczę tym co zwykle - morzem alkoholu. Mogłem iść prosto do domu, to by było nawet rozsądne, jednak w tej walce zdecydowanie wygrywa moja chaotyczna strona. Skręcam do nocnego, gdzie kupuję jeszcze flaszkę wódki i piję ją chamsko prosto z butelki. Mocny alkohol pali mi przełyk, ale przynajmniej czuję, że żyję, co prawda marnie, no ale cóż, może powinienem zacząć się przyzwyczajać. Nawet nie wiem kiedy spijam prawie całą. To jest ta część nocy, której na pewno nie będę pamiętał. Jestem już w miarę blisko domu, w parku w swojej dzielnicy, kiedy potykam się o własne nogi i ląduje w zaroślach. Kurwa. Kurwakurwakurwa. To moja pierwsza myśl. Druga to chuj z tym, najwyżej bardzo się zdziwię z rana, jak obudzę się w krzakach zamiast w łóżku. Próbuję wstać, ale chyba odcięło mi nogi, przynajmniej na tyle, że każda kolejna próba kończy się fiaskiem. Z braku lepszego zajęcia zaczynam rozkmniać swoje życie. Ciężko stwierdzić jakimi dziwnymi ścieżkami podążają moje myśli, że decyduję się na największy błąd jaki może popełnić pijany człowiek, a mianowicie pisanie do byłej. Klikam zawzięcie w ekran telefonu, potem próbuję usunąć wiadomość, ale patrzę kurwa jednym okiem, bo inaczej wszystko mi się dwoi i troi. W panice wysyłam więcej wiadomości chyba mając nadzieję, że te pierwsze zginą gdzieś w bezsensownym spamie i nawet nie będzie jej się chciało tego czytać. Ale Gaba odpisuje. Na chuj mi odpisuje? Na chuj ja ciągnę tą rozmowę? Na chuj ja w ogóle żyję? Mam się nie ruchać ze swoim chłopakiem? Krzywię się na tą wiadomość i nawet już nie czytam dalej, tylko blokuję telefon, próbuję się zamachnąć, żeby cisnąć nim gdzieś w dal, ale wypada mi z ręki prosto na twarz. AAAAA kurwa, jęczę cicho z bólu, nie obejdzie się bez siniaka. Chwytam go znowu i tym razem rzucam gdzieś dalej w zarośla. Potem próbuję wstać, jednak grawitacja jest silniejsza. No nie ma opcji.
Gabriela R. Blais
Gabriela R. Blais