All I know since yesterday is everything has changed
: sob paź 10, 2026 5:04 pm
Nie przypuszczała, że kiedykolwiek przyjdzie jej się mierzyć z takim kryzysem. Brak prądu w całym mieście. Nie na kilkanaście minut, nie na kilka godzin… prawdę powiedziawszy to, że nikt nie potrafił im powiedzieć kiedy ten kryzys się skończy – przerażało ja najbardziej. Ciągle przychodziły powiadomienia o kolejnych incydentach, ludziom zaczynało odbijać i właściwie trochę nie mogła im się dziwić. Zarządzanie kryzysowe w tym mieście całkowicie zawiodło. Zastanawiała się, czy lepszym rozwiązaniem nie byłaby ucieczka z miasta, chociażby do domku w lesie. Zanim jednak można było ten plan zrealizować, musiała zabezpieczyć klub. Oczywiście, że go zamknęła. Zapasowe zasilanie mogło pomóc na godzinę, dwie… może akurat na tyle, że gdy weszła do środka to nie musiała siedzieć w całkowitych ciemnościach. Zabawne… rzadko bywała tutaj sama. Tak całkowicie sama. Zastanawiała się nawet, czy kiedykolwiek doświadczyła tego miejsca pogrążonego w takiej ciszy. Skłamałaby jakby powiedziała, że nie było to odrobine… przerażające.
Jeszcze bardziej, gdy wydawało jej się, że coś usłyszała. Zamarła przy biurku i brutalnie uświadomiła sobie jak ogromną głupotę zrobiła przychodząc tu sama w aktualnych okolicznościach. Może tylko jej się przesłyszało? Może po prostu wyobraźnia zaczęła płatać jej figle skoro dotarło do niej, że to było głupie. Serce zaczęło bić jej mocniej. Głosy i dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze, ktoś ewidentnie czegoś szukał. Zwykłe włamanie jakich było mnóstwo teraz w mieście? To byłby najmniejszy jej problem. Jednocześnie przed oczami stanęły jej obrazki z tamtego wieczoru i momentalnie zrobiło jej się niedobrze. Znowu ją sparaliżowało… i to był główny błąd, bo przecież mogła po prostu zamknąć drzwi od środka i udawać, że jej tu nie ma. W ostatnim czasie jednak popełniała błąd za błędem.
- O, proszę, właścicielka – szyderczy głos zbliżającego się do niej mężczyzny wywołał u niej nieprzyjemny dreszcz- To może pokażesz nam, gdzie trzymasz kasę? – mogłaby… to był najmniejszy problem – Naprawdę myślicie, że w klubie zamkniętym od tygodnia są jakieś pieniądze? – rzuciła ostro, przenosząc wzrok z jednego faceta na drugiego, starając się przypomnieć sobie, czy znała skądś ich twarze. Szarpnęła też wymownie ramieniem, gdy poczuła na nim męskie palce. Gdyby jej wzrok mógł zabijać… mężczyzna właśnie padłby trupem, gdy ich spojrzenia się spotkały – Nie dotykaj mnie – wycedziła przez zęby – Możecie zabrać, co chcecie, ale gotówki tu nie uświadczycie. – nawet nie próbowała kłamać, nie miało to najmniejszego sensu. Gdyby miała pieniądze bez problemu by je oddała… nie chciała powtórki z rozrywki. Chciała, żeby wzięli co chcieli i po prostu stąd wyszli. Miała dość kłopotów.
Dokładnie o tych kolejnych kłopotach pomyślała, gdy na korytarzu usłyszała kroki. Kolejne kroki. Oni też je usłyszeli i spojrzeli na siebie wymownie, nie spodziewali się i to raczej nie był ich wspólnik. Fantastycznie. Więcej intruzów, a to tylko jeden wieczór w klubie – naprawdę musiała wyjechać z miasta – I po co wam to było? – zagrała kartą pewnej siebie, jakby doskonale wiedziała do kogo należały kroki. Nie wiedziała. Serce zaczęło bić jej jeszcze mocniej, ale miała nadzieję, że ta niezbyt bystra dwójka tego nie zauważy – Teraz może być już tylko gorzej – oby dla nich, a nie dla niej. A im kroki były bliżej... tym trudniej było jej zapanować nad własnymi nerwami.
Sawyer Wright
Jeszcze bardziej, gdy wydawało jej się, że coś usłyszała. Zamarła przy biurku i brutalnie uświadomiła sobie jak ogromną głupotę zrobiła przychodząc tu sama w aktualnych okolicznościach. Może tylko jej się przesłyszało? Może po prostu wyobraźnia zaczęła płatać jej figle skoro dotarło do niej, że to było głupie. Serce zaczęło bić jej mocniej. Głosy i dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze, ktoś ewidentnie czegoś szukał. Zwykłe włamanie jakich było mnóstwo teraz w mieście? To byłby najmniejszy jej problem. Jednocześnie przed oczami stanęły jej obrazki z tamtego wieczoru i momentalnie zrobiło jej się niedobrze. Znowu ją sparaliżowało… i to był główny błąd, bo przecież mogła po prostu zamknąć drzwi od środka i udawać, że jej tu nie ma. W ostatnim czasie jednak popełniała błąd za błędem.
- O, proszę, właścicielka – szyderczy głos zbliżającego się do niej mężczyzny wywołał u niej nieprzyjemny dreszcz- To może pokażesz nam, gdzie trzymasz kasę? – mogłaby… to był najmniejszy problem – Naprawdę myślicie, że w klubie zamkniętym od tygodnia są jakieś pieniądze? – rzuciła ostro, przenosząc wzrok z jednego faceta na drugiego, starając się przypomnieć sobie, czy znała skądś ich twarze. Szarpnęła też wymownie ramieniem, gdy poczuła na nim męskie palce. Gdyby jej wzrok mógł zabijać… mężczyzna właśnie padłby trupem, gdy ich spojrzenia się spotkały – Nie dotykaj mnie – wycedziła przez zęby – Możecie zabrać, co chcecie, ale gotówki tu nie uświadczycie. – nawet nie próbowała kłamać, nie miało to najmniejszego sensu. Gdyby miała pieniądze bez problemu by je oddała… nie chciała powtórki z rozrywki. Chciała, żeby wzięli co chcieli i po prostu stąd wyszli. Miała dość kłopotów.
Dokładnie o tych kolejnych kłopotach pomyślała, gdy na korytarzu usłyszała kroki. Kolejne kroki. Oni też je usłyszeli i spojrzeli na siebie wymownie, nie spodziewali się i to raczej nie był ich wspólnik. Fantastycznie. Więcej intruzów, a to tylko jeden wieczór w klubie – naprawdę musiała wyjechać z miasta – I po co wam to było? – zagrała kartą pewnej siebie, jakby doskonale wiedziała do kogo należały kroki. Nie wiedziała. Serce zaczęło bić jej jeszcze mocniej, ale miała nadzieję, że ta niezbyt bystra dwójka tego nie zauważy – Teraz może być już tylko gorzej – oby dla nich, a nie dla niej. A im kroki były bliżej... tym trudniej było jej zapanować nad własnymi nerwami.
Sawyer Wright