the battle of Yorkdale Shopping Centre
: sob paź 10, 2026 7:23 pm
Jerome poważnie zaczynał rozważać wybranie się do jakiejś szamanki, która zdjęłaby z niego klątwę, która nad nim krążyła. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że Toronto padło ofiarą poważnego blackoutu zaledwie kilka dni po tym, jak przybył do miasta? A ten dzień zaczął się zupełnie niewinnie.
- Jak to zapomniałaś odebrać i dzisiaj to odeślą? To nie mogłaś mi powiedzieć wczo-Dobrze, pojadę znowu, pewnie, nie ma problemu. Bezrobotni na ratunek - odsunął od siebie telefon, podczas gdy jego siostra kontynuowała tyradę na temat bezużyteczności jego tyłka okupującego jej kanapę. Nawet jej kot patrzył na niego z pogardą z drugiego końca pokoju, jakby jego bezrobocie było warte więcej niż te Jerome, podczas gdy jego karma kosztowała dwukrotnie więcej niż jego parówki. - Ja przynajmniej nie robię do kuwety - wystawił kotu język, przykładając ponownie telefon do ucha. Zgodnie z oczekiwaniami, tyrada trwała w najlepsze. - Dobra, Bee, po prostu wyślij mi numer zamówienia, jakiś kod odbioru, cokolwiek tam masz. Już jadę - gdyby chamsko jej nie rozłączył, nie dotarłby dziś do sklepu. Co w ogólnym rozrachunku wyszłoby mu na dobre, ale wszechświat miał dla niego zupełnie inne plany. Drogę do centrum handlowego pokonał zaskakująco szybko i bezproblemowo, wysiadając z autobusu wraz z resztą niczego nieświadomych mieszkańców Toronto. Jako że odbieranie bielizny dla siostry nie było jego wymarzonym zajęciem, postanowił trochę przeciągnąć to w czasie, wchodząc po drodze do kilku innych sklepów i oglądając rzeczy, na które obecnie nie było go stać. Postanowił też wstąpić do supermarketu by kupić wodę, i właśnie tam wpadł na znajomą twarz. Dosłownie wpadł, gotów robić awanturę, gdy uderzył w niego sklepowy wózek, ale zamknął usta ujrzawszy przerażoną twarz Nikodema. - Chyba zasłużone… Ciebie też miło widzieć - uśmiechnął się na widok przyjaciela, rozcierając udo, w które ten mu przyłożył.
Nikodem Edwards
- Jak to zapomniałaś odebrać i dzisiaj to odeślą? To nie mogłaś mi powiedzieć wczo-Dobrze, pojadę znowu, pewnie, nie ma problemu. Bezrobotni na ratunek - odsunął od siebie telefon, podczas gdy jego siostra kontynuowała tyradę na temat bezużyteczności jego tyłka okupującego jej kanapę. Nawet jej kot patrzył na niego z pogardą z drugiego końca pokoju, jakby jego bezrobocie było warte więcej niż te Jerome, podczas gdy jego karma kosztowała dwukrotnie więcej niż jego parówki. - Ja przynajmniej nie robię do kuwety - wystawił kotu język, przykładając ponownie telefon do ucha. Zgodnie z oczekiwaniami, tyrada trwała w najlepsze. - Dobra, Bee, po prostu wyślij mi numer zamówienia, jakiś kod odbioru, cokolwiek tam masz. Już jadę - gdyby chamsko jej nie rozłączył, nie dotarłby dziś do sklepu. Co w ogólnym rozrachunku wyszłoby mu na dobre, ale wszechświat miał dla niego zupełnie inne plany. Drogę do centrum handlowego pokonał zaskakująco szybko i bezproblemowo, wysiadając z autobusu wraz z resztą niczego nieświadomych mieszkańców Toronto. Jako że odbieranie bielizny dla siostry nie było jego wymarzonym zajęciem, postanowił trochę przeciągnąć to w czasie, wchodząc po drodze do kilku innych sklepów i oglądając rzeczy, na które obecnie nie było go stać. Postanowił też wstąpić do supermarketu by kupić wodę, i właśnie tam wpadł na znajomą twarz. Dosłownie wpadł, gotów robić awanturę, gdy uderzył w niego sklepowy wózek, ale zamknął usta ujrzawszy przerażoną twarz Nikodema. - Chyba zasłużone… Ciebie też miło widzieć - uśmiechnął się na widok przyjaciela, rozcierając udo, w które ten mu przyłożył.
Nikodem Edwards