Hey! That's ours!
: sob paź 10, 2026 8:41 pm
Brak prądu nie był w jej październikowym bingo. Jakby się tak dłużej zastanowić, takiej awarii nie miała w planach na jakikolwiek dzień w roku. I choć początkowo pomyślała, że taka przerwa w dostawie energii przyszła w całkiem dobrym momencie — w końcu wróciła do domu wcześniej i mogła odpocząć wtulona w swojego chłopaka. Potrzebowała takiego resetu, co wskazywało na to, że nawet nie skończyli oglądać jednego odcinka serialu, który miała ściągniętego na Netflixie w telefonie, a już spała z głową na kolanach Dantego. Tylko była pewna, że rano będzie mogła spokojnie pojechać do swojego salonu, może nawet chwilę wcześniej niż zazwyczaj, żeby pobawić się w grafitowego tetrisa i wczorajsze odwołane klientki przepisać na inne terminy. Jednak wiadomości, które zbombardowały ją, gdy tylko otworzyła przeglądarkę internetową, szybko sprowadziły ją na ziemię. W pierwszej chwili pomyślała, że to jakiś kiepski żart. Potem, że może trafiła na artykuł sprzed kilku lat, który ktoś odgrzebał i bezmyślnie puścił dalej w obieg. Niestety, im więcej czytała, tym trudniej było jej znaleźć jakiekolwiek racjonalne wytłumaczenie, które pozwoliłoby jej uwierzyć, że za kilka godzin wszystko wróci do normy, a ona będzie mogła zająć się swoimi sprawami. Pozostalo jej więc ponowne wejście w swoją aplikację i napisanie wiadomości do klientek z przeprosinami, jednak kiedy weszła w stronę z kalendarzem, zobaczyła, że praktycznie cały był pusty. Wszyscy sami się wypisali. Cały najbliższy miesiąc został po prostu wyczyszczony. Dzwoniła do Erika, żeby się zapytać czy to może błąd aplikacji, że może silnik, na którym została postawiona tez się popsuł przez te całą awarię, ale nic takiego nie miało miejsca. Klienci sami zrezygnowali. Czyli wyglądało na to, że nie dość, że została uziemiona w domu to tym samym straciła na dłuższy czas jedyne źródło utrzymania.
I żeby o tym nie myśleć to pierwszy dzień spędziła na ogarnianiu całego domu. Drugiego nadrabiała zaległości w ściągniętych filmach i serialach, ciesząc się, że wszystkie posiadane przez nich powerbanki były naładowane, ale trzeciego nie wytrzymała. Musiała wyjść na zewnątrz, bo czuła, że za moment zwariuje.
Jak się ucieszyła, że Eleanor nie miała żadnych planów i zaprosiła ją na wspólne plotkowanie przy świeczkach i latarkach! Stęskniła się za swoją przyjaciółką, bo przez charakter ich zawodów miały naprawdę mało okazji, aby spotkać się tak twarzą w twarz i porozmawiać o najbardziej błahych sprawach. Czyżby ta cała kosmiczna energia specjalnie sprowadziła na nich blackout, aby w końcu te dwie papużki mogły się zobaczyć? Cóż… może będą musiały kiedyś jej podziękować.
— … i wtedy mi powiedział, że ta moja lampa w salonie jest obrzydliwa i z chęcią wymieni ją na coś lepszego. Rozumiesz to? No ale od razu po powrocie do Toronto wyniósł się z tego mieszkania, co wynajmował ze swoją byłą i przywiózł te wszystkie kartony do mnie. Jak go rozpakowywałam to się bałam, że gdzieś tam znajdę ich wspólne zdjęcia albo inne pamiątki, ale… nic nie było. Rozumiesz? Ja nawet po naszym rozstaniu nie potrafiłam się pozbyć jego bluzy albo ramki ze zdjęciem z balu absolwentów.w tym wypadku on wychodzi na bezdusznego czy ja na jakąś psychofanke? — Wracały właśnie ze sklepu obładowane materiałowymi torbami pełnymi zakupów spożywczych w postaci przekąsek, wina — w tym także bezalkoholowego dla Elsy — i typowych produktów do domu, a Norweżce dziób się zamykał od kiedy tylko spotkały się pod hipermarketem. Wystarczyło, że rudowłosa zadała sakramentalne pytanie "opowiadaj Elsa, co u Ciebie?", a ta się odpaliła, streszczając jej historię ponownego zejścia z Dantem, wyjazdu do pracy we Włoszech i to jak to się stało, że Levasseur z nią zamieszkał. Ale oczywiście mówiła tylko i wyłącznie o tych pozytywnych aspektach. Pomijała ich drobne kłótnie, sytuację z Beatrice w Wenecji… bo to nie było ważne. Napomknęła jedynie o ich zaciętej dyskusji na tym pomoście podczas święta pomidora, na które trafili, bo samochód się popsuł na jakiejś wiosce. Ale… Była szczęśliwa. Najszczęśliwsza. Eleanor musiała być naprawdę cierpliwą kobietą, skoro pozwalała jej mówić bez większych przerw na złapanie oddechu, a co dopiero wtrącić własne trzy grosze. Elsa z kolei najwyraźniej uznała, że dwa dni spędzone w czterech ścianach uprawniały ją do nadrobienia wszystkich rozmów, na które nie miała czasu w ostatnich tygodniach. A może po prostu tak bardzo potrzebowała opowiedzieć komuś o tym, jak dobrze jej się układało, że nie potrafiła przestać. Bo przecież nie chodziło o to, że chciała się chwalić. Absolutnie nie! Po prostu w jej życiu działo się tyle dobrych rzeczy, że aż grzechem byłoby zachować je wszystkie wyłącznie dla siebie.
— Ale dobra, bo ja tu o lampach, a ty mi powiedz, co u ciebie! I nie mów mi, że nic, bo cię znam. Zawsze jest coś. Jakiś facet, który nie umie się zachować, jakaś katastrofa w kancelarii albo sąsiadka, która postanowiła urządzić remont o siódmej rano. Ewentualnie wszystko naraz, bo… a, poczekaj, papier mi ucieka… — Zatrzymała się, odkładając na moment torby na chodniku, aby poprawić wysuwające jej się spod pachy opakowanie papieru toaletowego. Miały szczęście, że udało im się dorwać dwa takie zestawy, ponieważ ludzie rzucili się jakby przynajmniej miały nastąpić przerwy w dostawach.
Upierdliwe.
eleanor o'cahallan
I żeby o tym nie myśleć to pierwszy dzień spędziła na ogarnianiu całego domu. Drugiego nadrabiała zaległości w ściągniętych filmach i serialach, ciesząc się, że wszystkie posiadane przez nich powerbanki były naładowane, ale trzeciego nie wytrzymała. Musiała wyjść na zewnątrz, bo czuła, że za moment zwariuje.
Jak się ucieszyła, że Eleanor nie miała żadnych planów i zaprosiła ją na wspólne plotkowanie przy świeczkach i latarkach! Stęskniła się za swoją przyjaciółką, bo przez charakter ich zawodów miały naprawdę mało okazji, aby spotkać się tak twarzą w twarz i porozmawiać o najbardziej błahych sprawach. Czyżby ta cała kosmiczna energia specjalnie sprowadziła na nich blackout, aby w końcu te dwie papużki mogły się zobaczyć? Cóż… może będą musiały kiedyś jej podziękować.
— … i wtedy mi powiedział, że ta moja lampa w salonie jest obrzydliwa i z chęcią wymieni ją na coś lepszego. Rozumiesz to? No ale od razu po powrocie do Toronto wyniósł się z tego mieszkania, co wynajmował ze swoją byłą i przywiózł te wszystkie kartony do mnie. Jak go rozpakowywałam to się bałam, że gdzieś tam znajdę ich wspólne zdjęcia albo inne pamiątki, ale… nic nie było. Rozumiesz? Ja nawet po naszym rozstaniu nie potrafiłam się pozbyć jego bluzy albo ramki ze zdjęciem z balu absolwentów.w tym wypadku on wychodzi na bezdusznego czy ja na jakąś psychofanke? — Wracały właśnie ze sklepu obładowane materiałowymi torbami pełnymi zakupów spożywczych w postaci przekąsek, wina — w tym także bezalkoholowego dla Elsy — i typowych produktów do domu, a Norweżce dziób się zamykał od kiedy tylko spotkały się pod hipermarketem. Wystarczyło, że rudowłosa zadała sakramentalne pytanie "opowiadaj Elsa, co u Ciebie?", a ta się odpaliła, streszczając jej historię ponownego zejścia z Dantem, wyjazdu do pracy we Włoszech i to jak to się stało, że Levasseur z nią zamieszkał. Ale oczywiście mówiła tylko i wyłącznie o tych pozytywnych aspektach. Pomijała ich drobne kłótnie, sytuację z Beatrice w Wenecji… bo to nie było ważne. Napomknęła jedynie o ich zaciętej dyskusji na tym pomoście podczas święta pomidora, na które trafili, bo samochód się popsuł na jakiejś wiosce. Ale… Była szczęśliwa. Najszczęśliwsza. Eleanor musiała być naprawdę cierpliwą kobietą, skoro pozwalała jej mówić bez większych przerw na złapanie oddechu, a co dopiero wtrącić własne trzy grosze. Elsa z kolei najwyraźniej uznała, że dwa dni spędzone w czterech ścianach uprawniały ją do nadrobienia wszystkich rozmów, na które nie miała czasu w ostatnich tygodniach. A może po prostu tak bardzo potrzebowała opowiedzieć komuś o tym, jak dobrze jej się układało, że nie potrafiła przestać. Bo przecież nie chodziło o to, że chciała się chwalić. Absolutnie nie! Po prostu w jej życiu działo się tyle dobrych rzeczy, że aż grzechem byłoby zachować je wszystkie wyłącznie dla siebie.
— Ale dobra, bo ja tu o lampach, a ty mi powiedz, co u ciebie! I nie mów mi, że nic, bo cię znam. Zawsze jest coś. Jakiś facet, który nie umie się zachować, jakaś katastrofa w kancelarii albo sąsiadka, która postanowiła urządzić remont o siódmej rano. Ewentualnie wszystko naraz, bo… a, poczekaj, papier mi ucieka… — Zatrzymała się, odkładając na moment torby na chodniku, aby poprawić wysuwające jej się spod pachy opakowanie papieru toaletowego. Miały szczęście, że udało im się dorwać dwa takie zestawy, ponieważ ludzie rzucili się jakby przynajmniej miały nastąpić przerwy w dostawach.
Upierdliwe.
eleanor o'cahallan