Strona 1 z 1

Something you need, something to believe in

: pn paź 12, 2026 10:27 pm
autor: Samira Farhadi
Tinder nie był dla Samiry. Wiedziała to od dawna, na długo przed tym, zanim go założyła. Przez lata nie ulegała tej zbiorowej paranoi, broniąc się przed tym siłą swoich argumentów. Naczelnym z nich był fakt, że Tinder po prostu był sprzeczny z jej poglądami, wchodząc w konflikt z jej kompasem moralnym. Współczesne raporty i badania wyłącznie umacniały ją w tym przekonaniu. Piętrzące się dowody na rasizm algorytmów, sposób, w jaki monetyzowana była atrakcyjność, nieustanne umacnianie mainstreamowego kanonu piękna; wszystko to sprawiało, że Samira przez długi czas unikała Tindera, zarzekając się, że nigdy go nie ściągnie. Aż w końcu uległa.
I to uległa nie sama, a pod wpływem zarówno alkoholu, co namowy najlepszej przyjaciółki, która jednoznacznie orzekła, że nadszedł czas, aby Samira przekonała się, że na świecie istnieją inni interesujący ludzie. Czy rzeczywiście istnieli? Nie była pewna. Szybko bowiem zrozumiała, że ściągnięcie aplikacji było pomyłką i błędem. Tinder był niczym innym, jak podpisaniem umowy z diabłem, któremu ani myślała zaprzedawać swoją unikalną, antykonsumpcyjną i oryginalną duszę.
Była jednak samotna. Zapewne nigdy nie przyznałaby tego na głos, nawet przed swoimi przyjaciółkami milcząc na ten temat. Sami lubiła myśleć o sobie, jako o kobiecie niezależnej i w pełni samowystarczalnej, która ponad miłosne uniesienia przekłada intelekt i swoją karierę. I tak było przez lata i w tym konkretnym temacie nie miało się nic zmienić. Skoro już jednak ściągnęła tę cholerną aplikację, poprowadziła kilka dziwnych konwersacji i przeżyła jedną randkę — i to z facetem! — to nie widziała powodu, dla którego miałaby nie skorzystać i nie umówić się na kolejną, ale tym razem z kobietą.
O Coven nie wiedziała nic, oprócz tego, jak wyglądała. Przy czym Samira miała również świadomość tego, że kiedy przyjdzie co do czego, mogło się okazać, że wyglądała zupełnie inaczej. W końcu o takich historiach również się słyszało. Sceptycym, którym się wykazywała, również nie pomagał. Wiedziała jeszcze, że Coven pracowała w lumpeksie i znała przepis na najlepszą kanapkę, ale były to informacje dla Samiry równie nieistotne, co to, ile Coven miała lat. To, co z kolei było dla Sami naprawdę istotne, nie dało się w żaden sposób poprzez aplikację ocenić. Stąd też to szybkie zaproszenie na randkę.
Gdyby się nad tym zastanowić, było to pierwsze zaproszenie na randkę, jakie wystosowała w swoim życiu. Bo Samira, wbrew jakie temu wrażenie sprawiała — a ze swoją bezkompromisowością, pewnością siebie i zdecydowaniem sprawiała wrażenie osoby równie bezkompromisowej, pewnej siebie i zdecydowanej również w sprawach sercowych — w rzeczywistości miała niezmiernie liche doświadczenie w romansach. Wszystkie je dało się policzyć na palcach jednej, jedynej ręki. Mniej niż pięć. Mniej nawet niż cztery. A gdyby zakroić doświadczenie w romansach do doświadczeń seksualnych, to nawet mniej niż trzy.
Teraz jednak nie miało to znaczenia. Może Tinder jednak nie był taki zły. Przynajmniej miała szansę znacząco zwiększyć liczbę swoich randkowych doświadczeń.
Była wcześniej. Miała tendencję do tego, aby albo przychodzić znacząco przed czasem, albo również znacząco po czasie. Tym razem udało jej się jednak dotrzeć wcześniej. Uważała, że było to miłe z jej strony. Zrobiła to z myślą o Coven. Celowo wsiadła we wcześniejszy autobus, uprzednio w ogóle sprawdzając, o której przyjdzie, czego zwykle nie robiła. Miał to być jednak jej pierwszy slam i Sami czuła się w obowiązku zadbania, aby doświadczenie to było jak najbardziej przyjemne.
Zajęła dobry stolik, blisko sceny, ale jednocześnie odrobinę bardziej z boku, jednocześnie gwarantując sobie w ten sposób widok na wejście. A później, przy drinku, pozostało jej czekać.
— Coven! — Zawołała, przebijając się przez gwar. Uniosła dłoń, dając się od razu zauważyć. Pewnie w innych okolicznościach by nie krzyknęła. Teraz jednak była podekscytowana, ponieważ Coven wyglądała dokładnie tak, jak na zdjęciach. A przynajmniej na tyle, że Sami bez problemu ją rozpoznała. — Przyszłaś. — Zauważyła rozpromieniona, bo to przecież również nie było aż tak pewne. — I do tego wyglądasz tak, jak na zdjęciach!

coven bremers