you stole more than my attention
: pn paź 12, 2026 11:23 pm
Gdyby ktoś zapytał go czy wierzy w przeznaczenie, odpowiedziałby, że wierzy jedynie w promocje na pizzę, darmowe jedzenie i to, że sędziowie hokejowi powinni obowiązkowo przechodzić badania wzroku przed każdym meczem. Wierzył też w to, że żyje w symulacji, która na każdym kroku go sprawdza, przeznaczenie natomiast było dla niego pojęciem powstałym przez te wszystkie romantyczne filmy, w których dwoje ludzi wpada na siebie na ulicy, a pięć minut później planują wspólną przyszłość. W prawdziwym życiu człowiek mógł co najwyżej wpaść na kogoś, kto oblałby go kawą, a następnie jeszcze kazał zapłacić za pranie. Mac miał jednak pewien problem. Choć uważał się za realistę, jego własne życie coraz częściej przypominało komedię pomyłek napisaną przez człowieka, który zdecydowanie nie lubił głównego bohatera i trzeba przyznać, że Marcus sam dostarczał mu całkiem sporo materiału patrząc chociażby na dzisiejszy dzień.
Z pozoru nic szczególnego. Trochę biegania po mieście, kilka spraw do załatwienia i jedna decyzja, której zdecydowanie mógł sobie oszczędzić patrząc na ostatnie wydarzenia, przez które narobił sobie nie małych problemów. Kilka godzin wcześniej postanowił ukraść portfel przypadkowemu chłopakowi. Dlaczego? Cóż, to naprawdę ciężka odpowiedź. Pieniędzy mu nie brakowało, głodny nie chodził, a rachunki opłacał bez większego problemu dzięki grze w hokeja oraz bardzo hojnych sponsorach. Po prostu czasami robił rzeczy, których później sam nie potrafił sobie wytłumaczyć. Można było nazwać to głupotą, impulsywnością albo wyjątkowo nieudanym sposobem na dostarczenie sobie adrenaliny. Po prostu lubił niebezpieczeństwo i wykorzystywał nauczonych sztuczek przez swoich starych znajomych. Niezależnie od intencji pozostawał jednak fakt, że był złodziejem, choć sam zdecydowanie wolałby określenie człowieka podejmującego sporadycznie katastrofalne decyzje. Brzmiało znacznie lepiej, szczególnie gdyby kiedyś przyszło mu tłumaczyć się z własnego życiorysu przed kimś, na kim naprawdę zależałoby mu zrobić dobre wrażenie.
Na szczęście wieczorem czekało na niego coś zdecydowanie przyjemniejszego, a raczej ktoś. Od jakiegoś czasu wymieniał wiadomości z Tomashem. Początkowo traktował tę znajomość jak każdą inną. Kilka głupich żartów, trochę przekomarzania się i ewentualnie spotkanie, jeśli żaden z nich wcześniej nie uzna, że ma do czynienia z kompletnym idiotą lub starym dziadem co ma chrapkę na jakiegoś niewinnego, młodego chlopaka. Różnie w końcu bywa i mimo, że nie miał zbyt wielu osób w swoim życiu, które przejęłyby się jego nagłym zniknięciem, tak jednak fajnie byłoby jeszcze trochę pobyć na tym świecie. Nawet jeżeli przez swą lekkomyślność szybciej wylądowałby w pierdlu, bo mimo zapewnień prawnika, że po ostatnim razie skończy się zapewne tylko na pouczeniu, tak Mac dalej robił swoje. Taki już był, ukradłby nawet pandę z zoo, gdyby takie dostał od kogoś wyzwanie, byleby nie zostać nazwanym tchórzem. Jednak tak głupi pomysł z sam siebie jeszcze nie przyszedł mi do głowy.
Po wymianie kolejnych wiadomości z Tomashem w końcu udało mu się znaleźć odpowiedni outfit, czyli starte jeansy, czarna koszulka i dwukolorowa bluza w neonowych odcieniach, tylko po to by rzucać się w oczy. Na miejsce dotarł chwilę przed wyznaczonym czasem dzięki taksówkarzowi, który przywiózł go w odpowiednie miejsce. Udał się do środka i dosyć szybko wsrod ludzi wyłapał wzrokiem odpowiedniego chłopaka, z którym się umówił. - Hej. Po plamach na spodniach zgaduje, że chyba dobrze trafiłem. - Odparł z wymalowanym uśmiechem na buzi, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że właśnie stała przed nim osoba, której jeszcze kilka godzin ukradł portfel. Wszystko dlatego, że wtedy nie zwracał większej uwagi na jego twarz, bardziej na tyłek i wystający z tylnej kieszeni przedmiot godny szybkiego zwinięcia. -Muszę przyznać, że całkiem przyjemnie jest w końcu dopasować tak przystojną buźkę do tych wszystkich wiadomości.- Dodał będąc trochę spędzonym, co rzadko mu się tak naprawdę zdarzało. Może to z powodu ich pierwszego spotkania na żywo, bo wcześniej był przyzwyczajony do podrywania ludzi w miejscach publicznych, a nie spotkanych z portali randkowych, czy przypadkowych wiadomości jak w ich przypadku.
Tomash Nowakovsky
Z pozoru nic szczególnego. Trochę biegania po mieście, kilka spraw do załatwienia i jedna decyzja, której zdecydowanie mógł sobie oszczędzić patrząc na ostatnie wydarzenia, przez które narobił sobie nie małych problemów. Kilka godzin wcześniej postanowił ukraść portfel przypadkowemu chłopakowi. Dlaczego? Cóż, to naprawdę ciężka odpowiedź. Pieniędzy mu nie brakowało, głodny nie chodził, a rachunki opłacał bez większego problemu dzięki grze w hokeja oraz bardzo hojnych sponsorach. Po prostu czasami robił rzeczy, których później sam nie potrafił sobie wytłumaczyć. Można było nazwać to głupotą, impulsywnością albo wyjątkowo nieudanym sposobem na dostarczenie sobie adrenaliny. Po prostu lubił niebezpieczeństwo i wykorzystywał nauczonych sztuczek przez swoich starych znajomych. Niezależnie od intencji pozostawał jednak fakt, że był złodziejem, choć sam zdecydowanie wolałby określenie człowieka podejmującego sporadycznie katastrofalne decyzje. Brzmiało znacznie lepiej, szczególnie gdyby kiedyś przyszło mu tłumaczyć się z własnego życiorysu przed kimś, na kim naprawdę zależałoby mu zrobić dobre wrażenie.
Na szczęście wieczorem czekało na niego coś zdecydowanie przyjemniejszego, a raczej ktoś. Od jakiegoś czasu wymieniał wiadomości z Tomashem. Początkowo traktował tę znajomość jak każdą inną. Kilka głupich żartów, trochę przekomarzania się i ewentualnie spotkanie, jeśli żaden z nich wcześniej nie uzna, że ma do czynienia z kompletnym idiotą lub starym dziadem co ma chrapkę na jakiegoś niewinnego, młodego chlopaka. Różnie w końcu bywa i mimo, że nie miał zbyt wielu osób w swoim życiu, które przejęłyby się jego nagłym zniknięciem, tak jednak fajnie byłoby jeszcze trochę pobyć na tym świecie. Nawet jeżeli przez swą lekkomyślność szybciej wylądowałby w pierdlu, bo mimo zapewnień prawnika, że po ostatnim razie skończy się zapewne tylko na pouczeniu, tak Mac dalej robił swoje. Taki już był, ukradłby nawet pandę z zoo, gdyby takie dostał od kogoś wyzwanie, byleby nie zostać nazwanym tchórzem. Jednak tak głupi pomysł z sam siebie jeszcze nie przyszedł mi do głowy.
Po wymianie kolejnych wiadomości z Tomashem w końcu udało mu się znaleźć odpowiedni outfit, czyli starte jeansy, czarna koszulka i dwukolorowa bluza w neonowych odcieniach, tylko po to by rzucać się w oczy. Na miejsce dotarł chwilę przed wyznaczonym czasem dzięki taksówkarzowi, który przywiózł go w odpowiednie miejsce. Udał się do środka i dosyć szybko wsrod ludzi wyłapał wzrokiem odpowiedniego chłopaka, z którym się umówił. - Hej. Po plamach na spodniach zgaduje, że chyba dobrze trafiłem. - Odparł z wymalowanym uśmiechem na buzi, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że właśnie stała przed nim osoba, której jeszcze kilka godzin ukradł portfel. Wszystko dlatego, że wtedy nie zwracał większej uwagi na jego twarz, bardziej na tyłek i wystający z tylnej kieszeni przedmiot godny szybkiego zwinięcia. -Muszę przyznać, że całkiem przyjemnie jest w końcu dopasować tak przystojną buźkę do tych wszystkich wiadomości.- Dodał będąc trochę spędzonym, co rzadko mu się tak naprawdę zdarzało. Może to z powodu ich pierwszego spotkania na żywo, bo wcześniej był przyzwyczajony do podrywania ludzi w miejscach publicznych, a nie spotkanych z portali randkowych, czy przypadkowych wiadomości jak w ich przypadku.
Tomash Nowakovsky