Strona 1 z 1

I wanted to know where the monster kept his heart

: wt paź 13, 2026 12:46 pm
autor: Lenny Richardson
trigger warning
wulgaryzmy
00?.
Myślał o nim jeszcze raz, i jeszcze raz (raz za razem), jak o pęknięciu na ścianie, które nieustannie wchodziło w horyzont jego wzroku i myśli w najmniej odpowiednim momencie, czy w najbardziej drażniącym go czasie — najczęściej wieczorem. Nawet chłód pościeli nie był w stanie ściągnąć wtedy z niego gorączki obsesji.
Nie potrafił wyrzucić go z głowy.
Pragnął jego obecności z niemal okrutną niecierpliwością, napędzającą obieg żył, ale również chciał desperacko wręcz wydrzeć z niego prawdę o nim, czy kawałek czegoś, czego doktor nie pokazał jeszcze światu (i nie pokazał Lenny’emu). Marzył o tym, by złożyć ze strzępów rozmów obraz tego kim był Jude, lub kim mógłby stać się na kartach jego opowieści. Wyobrażał sobie więc ciepło jego skóry, kontrastującej z chłodem usposobienia, ale częściej głębię i skomplikowanie jego myśli.
Było coś chorego w sposobie, w jakim o nim myślał.
Wizja ta — jak widmo czegoś mściwego — zachodziła mu pod skórą z bestialską precyzją, podobną jego dłoniom i jego szorstkiej aurze. Lekarz, jako idealna figura psychopatycznego mordercy, stawał się wszystkim, co można było wykorzystać w książce; co można było także dostrzec w jego zimnych słowach i dokładnie przepracowanych ruchach;

co można było zamknąć w myślach
jako wynaturzona pisarska fantazja.

Jude Iverson był mu przy tym najmilszą niespodzianką, którą spotkał w szpitalu przez p r z y p a d e k, a potem dodatkowo zauważył Go na aplikacji randkowej i to był dla niego z n a k. Mimo że obiektywnie Jude Iverson pozostawał prawdopodobnie najmniej grzecznym i najmniej odpowiednim dla niego facetem do rozmów. Był jego zagładą. Mógł stać się też próżnią, która wysysała z niego godność.
Dla niego mógł się dziś upodlić.
lenny
online
Potem dam Ci się pięknie zerżnąć, obiecuję 🍆💦
maplinder
Pamiętał o tych słowach.
W resztkach czasu pomiędzy ostatnią wysłaną wiadomością, a przygotowaniem się do wizyty, szukał jednak planu, jak połączyć oba ich cele: jak pozwolić mu dojść, i jak dojść do niego. Jak zburzyć filar milczenia lub filar obojętności, na którym tak skrzętnie budował swoją rzeczywistość Jude?
— Kurwa… — mówił sam do siebie, poprawiając nerwowo pasma nieujarzmionych włosów przed lustrem w łazience, wtłaczając nieumyślnie w wilgotne jeszcze po prysznicu kosmyki woń olejku do brody, użytego chwilę wcześniej.
Kiedy gong dzwonka przy drzwiach wejściowych rozbił ciszę i już wcześniej drgającą w nim niepewność, omal nie potknął się przy tym o przydługą nogawkę kurewsko drogiej podomki (tylko na ubrania potrafił wydać tak absurdalne kwoty), ruszając szybko do korytarza, jakby od prędkości ugoszczenia mężczyzny w mieszkaniu miała zależeć jego szansa na wyciągnięcie z niego paru informacji.
Nie trać jego czasu skutecznie zakotwiczyło się dziś w jego głowie.
Otwierając Jude’owi nachylał się więc żałośnie w kierunku spodni, podwijając je u dołu z cichym przekleństwem naniesionym na usta.
— Ja pierdolę, co za kurwa szajs… — mruczał, nawet na niego nie spojrzawszy, przynajmniej w tym jednym momencie zabijając w sobie natrętne myśli o Iversonie, które od tygodni próbowały zamordować mu rozsądek, a potem wracały do niego za każdym razem od początku, pozostawiając w jego głowie coraz większą pustkę i coraz silniej odczuwaną frustrację.

Czy jeśli dziś coś w nim zobaczy, to czy wszystko się skończy?
Czy dopiero wtedy wszystko tak naprawdę się zacznie?

Westchnął ciężko, prostując się wreszcie i cofając pod ścianę, by zrobić mu miejsce na wejście. Dłoń instynktownie wzniosła się do góry obiegając sugestywnie przestrzeń:
— No to tak sobie mieszkam… — rzucił na starcie, nie mając pojęcia, od czego zacząć. Choć zwykle bywał bardziej rozgarnięty i elokwentny, dziś w minutę jego obecności prawdopodobnie stracił więcej słów w głowie, niż napisał je przez całą swoją karierę pisarską.
A potem jego własny wzrok zatrzymał się bezwiednie na gałce łóżka na piętrze, gdzie wciąż smętnie zwisały przypięte do ramy mebla kajdanki po jego ostatnim razie w łóżku z kimś obcym.
— Kurwa! — wymsknęło mu się, ale zaraz potem urwał wypowiedź i gest (jego ulubione słowo na dziś miało jednak szansę stać się mantrą).
Przeczesał włosy w samouspokojeniu i miał cichą nadzieję, że spostrzegawczość Jude’a nie idzie w parze z jego intelektem, gdy świadomie oderwał wzrok od łóżka. Zignorował przy tym widok na piętrze, by nie budzić większych podejrzeń i z uprzejmym uśmiechem, mającym przerwać pasmo jego niezręczności, zamknął za nimi drzwi.
— Co Cię przekonało, żeby jednak przyjść? Nie wyglądałeś na szczególnie entuzjastycznie nastawionego do spotkania.

Jude Iverson