Dwaj zgryźliwi tetrycy - " Wizyta komornika"
: wt paź 13, 2026 12:46 pm
Outfit
Sobota miała kilka niezaprzeczalnych zalet. Nie trzeba było nastawiać budzika, nigdzie się spieszyć ani udawać przed światem, że człowiek ma jakikolwiek sensowny plan na najbliższe kilkanaście godzin. Garrett zamierzał skorzystać z każdej z nich. Zwłaszcza z tej pierwszej, bo kiedy wrócił do domu nad ranem, jego największym marzeniem było przespać przynajmniej pół dnia, a potem zająć się czymś, co nie wymagało od niego ani myślenia, ani przesadnego kontaktu z rzeczywistością. Los najwyraźniej miał jednak inne plany, a przy okazji wyjątkowo kiepskie poczucie humoru.
Pierwszy dźwięk nie zbudził go. Garrett ledwie zarejestrował go w świadomości, przewrócił się na drugi bok i naciągnął poduszkę na głowę. Drugi był już wyraźniejszy. Trzeci sprawił, że zacisnął powieki tak mocno, jakby samym wysiłkiem woli mógł cofnąć czas o kilka godzin i przekonać siebie z poprzedniego wieczoru, że może jednak warto byłoby odpuścić ostatniego drinka.
Dochodziła dziewiąta. Dziewiąta rano, w sobotę. Godzina, o której cywilizowani ludzie powinni albo jeszcze spać, albo przynajmniej zachowywać się tak, by nie odbierać tej przyjemności innym. Zamiast tego zza ściany, a chwilami zdawało się Garrettowi, że wręcz z wnętrza jego własnej czaszki, dobiegały odgłosy, których nie potrafił jednoznacznie zidentyfikować. Coś stuknęło, coś przesunęło się z nieprzyjemnym zgrzytem, a następnie rozległ się kolejny hałas. Być może Care Whitener właśnie postanowiła przeprowadzić generalny remont. Być może próbowała rozmontować meble gołymi rękami. A może po prostu uznała, że skoro ona już nie śpi, to reszta świata również nie ma do tego prawa. Ostatnia możliwość wydawała mu się zdecydowanie najbardziej prawdopodobna.
Garrett otworzył jedno oko i spojrzał na telefon leżący na szafce nocnej. Przez kilka sekund wpatrywał się w niego w absolutnej ciszy, jakby oczekiwał, że urządzenie zreflektuje się i wyświetli coś bardziej rozsądnego. Potem opadł z powrotem na poduszkę, wypuszczając z siebie długi, pełen cierpienia oddech. Mógł spróbować zasnąć ponownie, ale postanowił zrobić coś zupełnie innego - porozmawiać z Whitener.
Samo nazwisko wystarczyło, żeby na jego twarzy pojawił się grymas. Z Care miał ten problem, że właściwie wszystko w niej działało mu na nerwy. Sposób, w jaki potrafiła się odezwać, jej zachowanie, ta irytująca zdolność do wyprowadzania go z równowagi nawet wtedy, gdy nie robiła absolutnie niczego szczególnego. Była jedną z tych osób, przy których człowiek mimowolnie zastanawiał się, czy nie istnieje jakiś niewykorzystany dotąd sposób na zachowanie świętego spokoju. Niestety, istniał też drugi problem, znacznie bardziej upierdliwy i trudniejszy do rozwiązania niż wszystkie pozostałe. Care była zdecydowanie w jego typie.
Z niechęcią zwlókł się z łóżka. Nałożył pierwsze lepsze szare dresy, przeciągnął dłonią po potarganych włosach i zerknął w lustro. Odbicie przedstawiało człowieka, który zdecydowanie nie powinien był podejmować żadnych ważnych decyzji przed południem. Zaczerwienione oczy, lekko zmięta twarz i wyraz niezadowolenia, jakby ktoś właśnie poinformował go, że do końca życia będzie musiał oglądać mecze koszykówki wyłącznie z trybun. Przynajmniej nie zamierzał długo udawać, że jest w dobrym humorze.
Wyszedł z mieszkania, pokonując dzielącą go od mieszkania sąsiadki odległość z miną człowieka, który idzie załatwić sprawę najwyższej wagi. W rzeczywistości chciał jedynie wrócić do łóżka, zamknąć oczy i obudzić się w świecie, w którym Whitener odkryła istnienie słuchawek albo przynajmniej pojęcie przyzwoitej godziny.
Stanął przed jej drzwiami i przez krótką chwilę rozważał, czy nie zapukać z przesadną uprzejmością. Ostatecznie uznał, że nie będzie się wygłupiał. Uniósł rękę i zapukał kilkukrotnie, stanowczo, ale bez przesady. Potem cofnął się o pół kroku, wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni i poczekał, aż gospodyni raczy mu otworzyć.
Kiedy wreszcie stanęła w drzwiach, Garrett przez ułamek sekundy zapomniał, po co właściwie przyszedł. Nie na tyle długo, żeby uznać to za poważny problem, ale wystarczająco, by jego spojrzenie zatrzymało się na niej odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła, sąsiedzka uprzejmość. Szybko wrócił do rzeczywistości, przypominając sobie, że ta konkretna kobieta właśnie pozbawiła go ostatnich godzin snu.
Oparł bark o framugę, mrużąc oczy przed porannym światłem.
- Jest dziewiąta rano, Care. Dziewiąta - uniósł brwi,. - Naprawdę nie mogłaś tego robić później? - ziewnął, dając jej tym samym chwilę na odpowiedź, po czym zerknął ponad jej ramieniem, próbując zlokalizować źródło całego zamieszania. Oczywiście, nie zamierzał pytać, czy może wejść i sprawdzić. Jeszcze brakowało tego, żeby dobrowolnie pakował się do domu tej kobiety.
- Słuchaj, nie mam nic przeciwko temu, że masz życie towarzyskie, hobby czy jakiś nagły atak fengshui. Naprawdę. Jestem człowiekiem tolerancyjnym. Wspaniałym sąsiadem, powiedziałbym nawet. Ale jeśli mogłabyś przez najbliższe kilka godzin spróbować robić to wszystko odrobinę ciszej, byłbym ci dozgonnie wdzięczny - znów ziewnął, po czym kilkukrotnie zamrugał oczami, w których znów zebrały mu się jakieś śpiochy.
care whitener
Sobota miała kilka niezaprzeczalnych zalet. Nie trzeba było nastawiać budzika, nigdzie się spieszyć ani udawać przed światem, że człowiek ma jakikolwiek sensowny plan na najbliższe kilkanaście godzin. Garrett zamierzał skorzystać z każdej z nich. Zwłaszcza z tej pierwszej, bo kiedy wrócił do domu nad ranem, jego największym marzeniem było przespać przynajmniej pół dnia, a potem zająć się czymś, co nie wymagało od niego ani myślenia, ani przesadnego kontaktu z rzeczywistością. Los najwyraźniej miał jednak inne plany, a przy okazji wyjątkowo kiepskie poczucie humoru.
Pierwszy dźwięk nie zbudził go. Garrett ledwie zarejestrował go w świadomości, przewrócił się na drugi bok i naciągnął poduszkę na głowę. Drugi był już wyraźniejszy. Trzeci sprawił, że zacisnął powieki tak mocno, jakby samym wysiłkiem woli mógł cofnąć czas o kilka godzin i przekonać siebie z poprzedniego wieczoru, że może jednak warto byłoby odpuścić ostatniego drinka.
Dochodziła dziewiąta. Dziewiąta rano, w sobotę. Godzina, o której cywilizowani ludzie powinni albo jeszcze spać, albo przynajmniej zachowywać się tak, by nie odbierać tej przyjemności innym. Zamiast tego zza ściany, a chwilami zdawało się Garrettowi, że wręcz z wnętrza jego własnej czaszki, dobiegały odgłosy, których nie potrafił jednoznacznie zidentyfikować. Coś stuknęło, coś przesunęło się z nieprzyjemnym zgrzytem, a następnie rozległ się kolejny hałas. Być może Care Whitener właśnie postanowiła przeprowadzić generalny remont. Być może próbowała rozmontować meble gołymi rękami. A może po prostu uznała, że skoro ona już nie śpi, to reszta świata również nie ma do tego prawa. Ostatnia możliwość wydawała mu się zdecydowanie najbardziej prawdopodobna.
Garrett otworzył jedno oko i spojrzał na telefon leżący na szafce nocnej. Przez kilka sekund wpatrywał się w niego w absolutnej ciszy, jakby oczekiwał, że urządzenie zreflektuje się i wyświetli coś bardziej rozsądnego. Potem opadł z powrotem na poduszkę, wypuszczając z siebie długi, pełen cierpienia oddech. Mógł spróbować zasnąć ponownie, ale postanowił zrobić coś zupełnie innego - porozmawiać z Whitener.
Samo nazwisko wystarczyło, żeby na jego twarzy pojawił się grymas. Z Care miał ten problem, że właściwie wszystko w niej działało mu na nerwy. Sposób, w jaki potrafiła się odezwać, jej zachowanie, ta irytująca zdolność do wyprowadzania go z równowagi nawet wtedy, gdy nie robiła absolutnie niczego szczególnego. Była jedną z tych osób, przy których człowiek mimowolnie zastanawiał się, czy nie istnieje jakiś niewykorzystany dotąd sposób na zachowanie świętego spokoju. Niestety, istniał też drugi problem, znacznie bardziej upierdliwy i trudniejszy do rozwiązania niż wszystkie pozostałe. Care była zdecydowanie w jego typie.
Z niechęcią zwlókł się z łóżka. Nałożył pierwsze lepsze szare dresy, przeciągnął dłonią po potarganych włosach i zerknął w lustro. Odbicie przedstawiało człowieka, który zdecydowanie nie powinien był podejmować żadnych ważnych decyzji przed południem. Zaczerwienione oczy, lekko zmięta twarz i wyraz niezadowolenia, jakby ktoś właśnie poinformował go, że do końca życia będzie musiał oglądać mecze koszykówki wyłącznie z trybun. Przynajmniej nie zamierzał długo udawać, że jest w dobrym humorze.
Wyszedł z mieszkania, pokonując dzielącą go od mieszkania sąsiadki odległość z miną człowieka, który idzie załatwić sprawę najwyższej wagi. W rzeczywistości chciał jedynie wrócić do łóżka, zamknąć oczy i obudzić się w świecie, w którym Whitener odkryła istnienie słuchawek albo przynajmniej pojęcie przyzwoitej godziny.
Stanął przed jej drzwiami i przez krótką chwilę rozważał, czy nie zapukać z przesadną uprzejmością. Ostatecznie uznał, że nie będzie się wygłupiał. Uniósł rękę i zapukał kilkukrotnie, stanowczo, ale bez przesady. Potem cofnął się o pół kroku, wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni i poczekał, aż gospodyni raczy mu otworzyć.
Kiedy wreszcie stanęła w drzwiach, Garrett przez ułamek sekundy zapomniał, po co właściwie przyszedł. Nie na tyle długo, żeby uznać to za poważny problem, ale wystarczająco, by jego spojrzenie zatrzymało się na niej odrobinę dłużej, niż wymagała tego zwykła, sąsiedzka uprzejmość. Szybko wrócił do rzeczywistości, przypominając sobie, że ta konkretna kobieta właśnie pozbawiła go ostatnich godzin snu.
Oparł bark o framugę, mrużąc oczy przed porannym światłem.
- Jest dziewiąta rano, Care. Dziewiąta - uniósł brwi,. - Naprawdę nie mogłaś tego robić później? - ziewnął, dając jej tym samym chwilę na odpowiedź, po czym zerknął ponad jej ramieniem, próbując zlokalizować źródło całego zamieszania. Oczywiście, nie zamierzał pytać, czy może wejść i sprawdzić. Jeszcze brakowało tego, żeby dobrowolnie pakował się do domu tej kobiety.
- Słuchaj, nie mam nic przeciwko temu, że masz życie towarzyskie, hobby czy jakiś nagły atak fengshui. Naprawdę. Jestem człowiekiem tolerancyjnym. Wspaniałym sąsiadem, powiedziałbym nawet. Ale jeśli mogłabyś przez najbliższe kilka godzin spróbować robić to wszystko odrobinę ciszej, byłbym ci dozgonnie wdzięczny - znów ziewnął, po czym kilkukrotnie zamrugał oczami, w których znów zebrały mu się jakieś śpiochy.
care whitener