let's be friends again
: wt paź 13, 2026 6:25 pm
Minęło trochę tygodni odkąd wrócił do Toronto. Powrót okazał się wyjątkowo trudny, bo Simon od dwudziestu lat przebywał poza Kanadą. W różnych miejscach. Ostatnie parę lat spędził we Francji i w sumie nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek wróci do kraju. Lubił podróżować, a Kanada, chociaż był a jego domem, to wydawała mu się szara i ponura. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Po śmierci ukochanego i będąc zestawionym ze świadomością, że wkrótce utraci również pracę, uznał, że nie przeszkadzało, by wrócił do domu.
Nie była to decyzja, którą podjął lekko i łatwo. W sumie to zbierał się do tego przez trzy lata, bo tyle właśnie minęło od śmierci jego męża. Nie chciał jednak siedzieć w miejscu. Miał poważne plany. Chciał, by jego ostatnia kolekcja okazała się spektakularnym sukcesem. Chciał również, by odzwierciedlała to, co od zawsze chciał, by jego prace robiły – jego i jego spojrzenie na świat. Nie robił tego z egoistycznych powodów. Uważał bowiem, że potrafił on dostrzec w świecie piękno nawet tam, gdzie inni tego nie widzieli. Chciał się więc tym pięknem podzielić. Teraz również zależało mu na tym, żeby pokazać, jak wyglądała jego historia i jakie czynniki wpływały na to, jakim był człowiekiem teraz. Miał bowiem wrażenie, że ludzie go nie znali i nie rozumieli. Nie wiedzieli z kim tak naprawdę mieli do czynienia. Śmiesznym było to, że zdecydował się na taką kolekcję w momencie, gdy ta miała być jego ostatnią. Gdzieś tam w głębi duszy chciał jednak wierzyć, lub też mieć nadzieję, że po poznaniu go, ludzie nie będą chcieli się z nim pożegnać. Chciał wierzyć w to, że jego ostatnia kolekcja miałaby jednocześnie okazać się tą, która uratuje jego karierę przed ostatecznym upadkiem.
Powrót do Toronto miał więc okazać się pierwszym etapem jego odbudowy. Przypomnieniem sobie, w jakich warunkach dorastał i co go kształtowało. Nie mógł się od tego uwolnić i uchronić. Było to więc logiczne posunięcie.
Kupił dom, który właśnie remontował. Większość z prac została już zrobiona i to na długo przed jego przeprowadzką w to miejsce, jednak zostały ostatnie poprawki. Dom wyglądał jednak jakby dalej był w surowym stanie. Brakowało mu dekoracji i czegoś, co wskazywałoby na to, że jest zamieszkiwany przez kogoś. Simon nie lubił bowiem beżowych ścian i sterylnej bieli. Na dekorowanie musiał jednak poczekać na to, aż robotnicy skończą swoją pracę. Weekendy na szczęście okazywały się spokojne, bo poza nim nikogo tu nie było. Zajmował się więc sprzątaniem i sobą. Dzisiejszego wieczora nie miał jednak w planach samotności, bo był już umówiony.
Na Cole’a wpadł przypadkowo na chodniku. Stara, szkolna znajomość rozpaliła się na nowo i chociaż od dłuższego czasu raczej nie utrzymywali kontaktów, to teraz udało im się porozmawiać. I Simon nie wiedział, jak to się stało, że zdecydował się zaprosić Robbiego do siebie, ani tym bardziej nie miał pojęcia, dlaczego tamten się zgodził. No ale słowo się rzekło, a Rossi lubił towarzystwo innych ludzi.
Nie przewidział jednak, że spotkanie odbędzie się w ciemnościach, bo niedawny blackout nieco namieszał w życiu mieszkańców Toronto. Było to wydarzenie niespodziewane i dziwne. Rossi lubił ciemności, ale nie takie, które nie wynikały z jego własnej woli. Brak elektryczności był przerażający.
Uznał, że ze względu na okoliczności będą siedzieć w kuchni. Pomieszczenie było oświetlone świeczkami i lampkami na baterie, które rzucały słabe światło na jedzenie, które udało mu się przygotować. Lubił bowiem gotować, więc każda okazja była do tego dobra.
– Musisz mi wybaczyć, ale zasilanie awaryjne jeszcze nie działa, bo nie podłączyli – powiedział, wskazując mężczyźnie miejsce przy kuchennym blacie. Nie było to idealne miejsce do siedzenia i odnawiania kontaktu, ale miał nadzieję, że Cole był w stanie to zrozumieć.
Robbie Cole
Nie była to decyzja, którą podjął lekko i łatwo. W sumie to zbierał się do tego przez trzy lata, bo tyle właśnie minęło od śmierci jego męża. Nie chciał jednak siedzieć w miejscu. Miał poważne plany. Chciał, by jego ostatnia kolekcja okazała się spektakularnym sukcesem. Chciał również, by odzwierciedlała to, co od zawsze chciał, by jego prace robiły – jego i jego spojrzenie na świat. Nie robił tego z egoistycznych powodów. Uważał bowiem, że potrafił on dostrzec w świecie piękno nawet tam, gdzie inni tego nie widzieli. Chciał się więc tym pięknem podzielić. Teraz również zależało mu na tym, żeby pokazać, jak wyglądała jego historia i jakie czynniki wpływały na to, jakim był człowiekiem teraz. Miał bowiem wrażenie, że ludzie go nie znali i nie rozumieli. Nie wiedzieli z kim tak naprawdę mieli do czynienia. Śmiesznym było to, że zdecydował się na taką kolekcję w momencie, gdy ta miała być jego ostatnią. Gdzieś tam w głębi duszy chciał jednak wierzyć, lub też mieć nadzieję, że po poznaniu go, ludzie nie będą chcieli się z nim pożegnać. Chciał wierzyć w to, że jego ostatnia kolekcja miałaby jednocześnie okazać się tą, która uratuje jego karierę przed ostatecznym upadkiem.
Powrót do Toronto miał więc okazać się pierwszym etapem jego odbudowy. Przypomnieniem sobie, w jakich warunkach dorastał i co go kształtowało. Nie mógł się od tego uwolnić i uchronić. Było to więc logiczne posunięcie.
Kupił dom, który właśnie remontował. Większość z prac została już zrobiona i to na długo przed jego przeprowadzką w to miejsce, jednak zostały ostatnie poprawki. Dom wyglądał jednak jakby dalej był w surowym stanie. Brakowało mu dekoracji i czegoś, co wskazywałoby na to, że jest zamieszkiwany przez kogoś. Simon nie lubił bowiem beżowych ścian i sterylnej bieli. Na dekorowanie musiał jednak poczekać na to, aż robotnicy skończą swoją pracę. Weekendy na szczęście okazywały się spokojne, bo poza nim nikogo tu nie było. Zajmował się więc sprzątaniem i sobą. Dzisiejszego wieczora nie miał jednak w planach samotności, bo był już umówiony.
Na Cole’a wpadł przypadkowo na chodniku. Stara, szkolna znajomość rozpaliła się na nowo i chociaż od dłuższego czasu raczej nie utrzymywali kontaktów, to teraz udało im się porozmawiać. I Simon nie wiedział, jak to się stało, że zdecydował się zaprosić Robbiego do siebie, ani tym bardziej nie miał pojęcia, dlaczego tamten się zgodził. No ale słowo się rzekło, a Rossi lubił towarzystwo innych ludzi.
Nie przewidział jednak, że spotkanie odbędzie się w ciemnościach, bo niedawny blackout nieco namieszał w życiu mieszkańców Toronto. Było to wydarzenie niespodziewane i dziwne. Rossi lubił ciemności, ale nie takie, które nie wynikały z jego własnej woli. Brak elektryczności był przerażający.
Uznał, że ze względu na okoliczności będą siedzieć w kuchni. Pomieszczenie było oświetlone świeczkami i lampkami na baterie, które rzucały słabe światło na jedzenie, które udało mu się przygotować. Lubił bowiem gotować, więc każda okazja była do tego dobra.
– Musisz mi wybaczyć, ale zasilanie awaryjne jeszcze nie działa, bo nie podłączyli – powiedział, wskazując mężczyźnie miejsce przy kuchennym blacie. Nie było to idealne miejsce do siedzenia i odnawiania kontaktu, ale miał nadzieję, że Cole był w stanie to zrozumieć.
Robbie Cole