Strona 1 z 1

romantically i’m one of those chairs people put clothes on

: wt paź 13, 2026 6:49 pm
autor: Milo Rivera


Udając, że nie słyszy pohukiwań sąsiadów, którzy nagle przypomnieli sobie o innych usterkach jakie mieli do naprawienia w domu i rzucili się z pytaniami kiedy miałby czas rzucić na nie okiem, Milo parł przez osiedle ślizgając się po błocie. Wiedział, że gdzieś obok kręcił się Dylan, że wziął jego plecak i słyszał nawet, jak nieco bardziej natrętnych utyskiwaczy odprawiał z kwitkiem.
Winda nie działała, więc od razu staranował barkiem drzwi na klatkę schodową, potknął się na wstępie o pierwszy stopień, zaklął sobie serdecznie w eter i uczepił się poręczy na wypadek, gdyby coś jeszcze postanowiło uprzykrzyć mu końcówkę dnia.
一 Na dwa zamki zamykaj, kota nam wyniosą 一 fuknął, gdy drzwi wpuściły go po przekręceniu kluczem dolnej komory, a nawet Pinto, który w teorii powinien być nieuwzględniany w burzliwych nastrojach Rivery i przyszedł jedynie smagnąć go ogonem w łydki, został przegoniony serią cmoknięć.
一 Prysznic. Wezmę kąpiel i powinno być lepiej, ni-zostaw, nie ma sensu mnie teraz ruszać 一 odradził ostatnim rzutem uprzejmości z rezerwy, chcąc uniknąć niepotrzebnej awantury. Wiedział, że Gauthier prawdopodobnie po prostu chciał mu pomóc, a Pinto przyszedł się tylko przywitać, mimo to czuł się tak cholernie przebodźcowany i sensorycznie przewrażliwiony, że kolejna niedogodność mogła zakończyć się wybuchem.
Zrzucił z siebie kurtkę, zzuł buty i przyświecając sobie latarką poszedł do łazienki spłukać z siebie błoto, chłód, nerwy ciągnące się od momentu wypadku oraz nieplanowany wydatek energetyczny po zmuszeniu do interakcji z połową osiedla.


Opakowany w puchaty, beżowy szlafrok Dylana (który był prezentem na walentynki, ale Milo nosił go częściej niż prawowity właściciel) i puchate skarpetki frotte, Milo wyglądał jakby pod prysznicem przeżył załamanie nerwowe, katharsis i objawienie. Wciąż widać było po nim zmęczenie, zwłaszcza gdy światło świec padające od dołu podciągało wszystkie cienie, mimo to już nie syczał. Czuł się miękki w kolanach, spacyfikowany ciepłem i był głodny, więc korzystając ze swojego trybu incognito zakradł się za stojącego nad garnkiem Dylana po czym oparł mu brodę na ramieniu. Dobrze, że nie odcięli im gazu.
一 Już nie gryzę 一 poinformował rzeczowo, dla stabilizacji owijając go w pasie ramionami. 一 Mogę popilnować jeżeli chcesz wziąć prysznic.
Pinto musiał być na niego obrażony. Kot wyminął jego łydki teatralnym łukiem i zamiast przyłasić się jak to miał w zwyczaju gdy człowiek stał w miejscu dłużej niż parę sekund, poszedł z przyzwyczajenia zajrzeć do miseczek.
一 Nadal myślisz o tej kolizji?
Nie byłby zaskoczony gdyby tak było. Gauthier miał inne doświadczenia związane z wypadkami na drodze, miał je wręcz wypisane na ciele, również tam, gdzie Milo chwilowo opierał ręce.
一 Może lepiej będzie chodzić do pracy piechotą? Na pewno dłużej, ale w sumie trochę ruchu nam nie zaszkodzi.


Dylan Gauthier

romantically i’m one of those chairs people put clothes on

: wt paź 13, 2026 7:57 pm
autor: Dylan Gauthier
12
Podążył za Milo do mieszkania, szybko wyłapując napięcie zniechęcające do wchodzenia mu w drogę w jakikolwiek sposób. Werbalne przegonienie przyjął łagodnym "Okay", skopując buty, odstawiając plecak i odwieszając kurtkę do szafy. Kiedy drzwi do łazienki stuknęły, odcinając burzliwą kulkę od reszty mieszkania, Dylan kucnął by poprawnie przywitać się z kotem, szeptem przypomnieć mu, że jego drugi tata jest po prostu zestresowany i pocałować go w futrzane czółko. Dopiero po wypełnieniu obowiązków z westchnieniem ulgi na ciszę i święty spokój udał się do swojego pokoju.
Przebrany w dres i miękką bluzę, z telefonem wpakowanym połowicznie do kieszeni by oświecał mu drogę bez użycia rąk, zrobił miejsce na stole kuchennym i ustawił na nim kilka przyniesionych z pokoju podgrzewaczy w niskich, przezroczystych szklankach do soku. Idąc za ciosem porozstawiał je jeszcze po parapetach i innych powierzchniach płaskich niegrożących pożarem, a także w kuchni by móc odłożyć telefon i oszczędzać baterię podczas ogarniania obiecanej nagrody dla Milo. Rozłożył na stole zastawę, wybierając talerze i sztućce z tych samych zestawów dla lepszego efektu, włącznie z serwetkami w fioletowe groszki, jakie wygrzebał z dolnej szuflady w kuchni zawierającej wszystko, co nie było zwykle używane, a mogło się kiedyś przydać.
Zarówno danie główne jak i deser miał przygotowane już wcześniej, po sprawdzeniu stanu tiramisu wyłożył je na stole w szklanym naczyniu obok znalezionej w lodówce butelki wina, jednak poutine i nuggetsy wymagały podgrzania, co okazało się wyzwaniem bez działającego piekarnika ani mikrofali. Po małych kombinacjach zarówno z garnkiem jak i patelnią w osobnych półmiskach znajdowały się parujące nuggetsy i przyprawione frytki z kawałkami powoli rozpuszczającego się sera, a na ogniu dogrzewał się sos pieczeniowy.
Cierpliwie mieszając w rondelku drewnianą łyżką, przez monotonne zajęcie odlatując myślami trochę dalej niż by chciał, nie spodziewał się nagłego dotyku i drgnął zaskoczony, po czym ponownie zrelaksował się w ramionach przylepionej do swoich pleców postaci.
- Nie trzeba, szansę na zimny prysznic wolę zostawić sobie na później - mruknął, zmniejszając ogień na widok bąbelków tworzących się na powierzchni sosu. Pozostanie sam z na sam na dłuższą chwilę starczyło by pociągnąć go z powrotem na ulicę, gdzie wyłuskiwał nowe wspomnienia ze starych okowów. Pytanie trafiające w punkt wywołało instynktowną chęć zaprzeczenia, zwłaszcza że nie robił tego świadomie, ale ostatecznie potwierdził cichym pomrukiem. Otrząsnął się już z pierwszej paniki, przyswoił fakt, że nikomu nic się nie stało, jednak wszystko co być mogło owijało jego serce lodowatymi łańcuchami i tego nie potrafił pozbyć się tak łatwo.
- I będziesz wracał w środku nocy w tych ciemnościach? - wytknął, nie widząc w tej chwili dobrej, sensownej opcji. Nie wątpił w zdolność Milo do poradzenia się z potencjalnym zagrożeniem, z tego co wiedział spędził na ulicach zdecydowanie za dużo czasu i jeszcze żył, jednak brzmiało to jak kuszenie losu. Podobnie jak dzielenie pozbawionej sygnalizacji drogi z takimi wariatami jak kierowca BMW. Wyłączył ogień pod rondelkiem i sięgnął po sosjerkę, którą wskazał stojące na blacie półmiski zanim zaczął wlewać do niej sos. - Zaniesiesz na stół?

Milo Rivera

romantically i’m one of those chairs people put clothes on

: czw paź 15, 2026 2:26 pm
autor: Milo Rivera
Coś musiało wisieć tego dnia w powietrzu. Awaria prądu i kolizja były katastrofą samą w sobie, ale coś ewidentnie ciążyło i sprawiało, że Milo czuł się jakby balansował na krawędzi. Czegoś. Nie miał pojęcia czego.
Pomimo zamkniętych na dwa zamki drzwi, obrażonego lecz zdrowego kota oraz obiadu dochodzącego pod przykrywką czuł charakterystyczną nadwrażliwość na powierzchni całego ciała, jakby usterka sieci elektrycznej rozregulowała go przy okazji sensorycznie. To była idiotyczna teoria.
一 Coś sugerujesz? 一 uczepił się momentalnie, biorąc uwagę na temat chłodnego prysznica za personalny przytyk. 一 Robiliśmy rzeczy fizycznie ostatnio, niedawno przecież. Często, nie?
Poprzez rzeczy fizyczne Milo najwyraźniej komunikował, że miał na myśli seks i każdą czynność kojarzoną choćby au general, aczkolwiek jego często oznaczało statystyczne raz w miesiącu. Teraz nie był już taki pewny, czy jego definicja ostatnio pokrywała się z tą ogólnie przyjętą.
Od dłuższego czasu obserwował łyżkę brodzącą w sosie i zaczął w pewnym momencie bezwiednie liczyć jej okrążenia. Około pięćdziesiątki wyrwało go potakujące mruknięcie potwierdzające jego przypuszczenia.
Czyli jednak.

一 Będę 一 odparł gładko, nie widząc w tym problemu. 一 I ty też będziesz. Skoro i tak już biegasz z rana dookoła bloku to równie dobrze możesz zrobić sobie spacer.
Wciąż miał w pamięci to, jak Dylan próbował zaangażować go do aktywności w końcówce zeszłego roku i nadal pamiętał głównie ten moment, w którym wyrżnął jak długi przy krawężniku. Od tamtej pory Rivera wystrzegał się nawet subtelnych propozycji pachnących mu potencjalną powtórką z rozrywki.
Gauthier przestał być wygodnym podparciem i ku niezadowoleniu Milo - sapnął poirytowany, gdy broda osunęła mu się z jego ramienia - zaczął się krzątać przy pozostałych garnkach. Musiał rozpleść ramiona i puścić go wolno.
Wiedząc, że ze swoimi dwiema lewymi do gotowania rękami nie za wiele pomoże, więc kiedy otrzymał wyraźną instrukcję bez słowa chwycił za sosjerkę i poszedł znaleźć jej miejsce przy stole, między tealightami schowanymi w najzwyklejszych szklankach. Widział je co prawda wcześniej, gdy wychodził spod prysznica i szedł do kuchni, jednak dopiero teraz poświęcił im więcej uwagi. Zamarł pochylony nad blatem i sosjerką drętwo orientując się, że Dylan zamiast przytargać ich starą, zasilaną bateriami lampkę pokusił się o gest. Salon wyglądał... cóż, ładnie, o wiele mniej pospolicie niż na co dzień i jakiś nieostry domysł zaczął ocierać mu się o głowę.
Było inaczej. Mniej casualowo.

一 Hej, Dylan 一 zagadnął z salonu, wciąż podejrzliwie mierząc wzrokiem każdy zaimprowizowany w pośpiechu klosz i każde drgnięcie płomienia świec. 一 Czy to jest... no wiesz. Randka, albo coś?
Czyżby zapomniał o czymś ważnym? O rocznicy? O urodzinach? Dniu Blondyna?
Nie, niemożliwe. ASAP by mu przypomniał. A jeśli nie ASAP to jedno z miliona przypomnień, które miał ustawione na telefonie, ponieważ nie istniał żaden inny sposób na wbicie mu do głowy pamięci do dat.

一 Świętujemy coś?
Nie odróżniał już, czy nieprzyjemne ssanie w żołądku nadal dotyczyło głodu, czy wynikało z niepokoju.



Dylan Gauthier

romantically i’m one of those chairs people put clothes on

: czw paź 15, 2026 3:48 pm
autor: Dylan Gauthier
Ciężko było stwierdzić co rozbawiło go bardziej - interpretacja dwuznacznego komentarza czy sugestia jakoby ich fizyczną bliskość dało się określić mianem częstej. Efekt był ten sam, Dylan prychnął cicho pod nosem i pokręcił głową, pozwalając by męczące skupienie na stłuczce zeszło tymczasowo na boczny tor.
- Sugeruję, że bez prądu szybko skończy nam się ciepła woda - wyjaśnił swój tok rozumowania ze słyszalnym w głosie uśmiechem, upewniając się, że wszystkie palniki są dokręcone do końca i podczas kolacji kuchnia nie pójdzie z dymem. - Trochę jednotorowe myślenie, hm? - wytknął, zerkając na Milo przez ramię i mrużąc w rozbawieniu oczy. Nieczęsto zdarzało się by to Rivera pierwszy sterował rozmowę na tematy fizyczne i nie zamierzał tej okazji przepuścić.
Łagodnie zaciskając usta na potwierdzenie przychodzące bez najmniejszego zawahania, dał sobie chwilę na przemyślenie opcji. Nie mieli ich zbyt wiele, ostatecznie składało się to do decyzji czy planowali ruszać swoje pojazdy podczas awarii, czy nie. Problem nie leżał w samym spacerowaniu, nie licząc zwiększonych nakładów czasu przeznaczonych na przemieszczanie się po mieście nie miał problemu z dodaniem do dnia jeszcze odrobiny aktywności fizycznej. Kwestia bezpieczeństwa była rażąca, jednak nie posiadał sensownej alternatywy, którą mógłby zaproponować.
- Mogę chociaż cię odbierać jakbyś znowu utknął do późna? - podrzucił kompromis dla własnego spokoju ducha. Z założenia kończył pracę wcześniej od Milo, ich restauracja nie funkcjonowała do godzin nocnych, a siedzenie w domu bez całkowitej pewności, że żaden wariat nie skorzysta z osłony nocy by zrobić mu krzywdę, mogło przyprawić go wyłącznie o wrzody.
Po odesłaniu Rivery z sosjerką względnie uporządkował kuchnię, by naczynia do późniejszego ogarnięcia nie wyglądały zbyt tragicznie jak nadejdzie na nie czas, i dla sprawiedliwości wygrzebał z szafki przysmak dla Pinto, by ten nie czuł się wykluczony podczas posiłku.
- Hmm? - mruknął, przemywając i wycierając dłonie w próbie pozbycia się z nich zapachu tuńczyka. Czego się nie robiło dla miłości czworonogów. Pytanie dało radę wziąć go z zaskoczenia, więc przerwał ze szmatką w rękach i spojrzał w stronę przystrojonego stołu. Nie myślał o tym w tak sztywnych ramach, nie miał nawet konkretnego planu, wszechobecna ciemność zwyczajnie wprowadziła go w nastrój i po wystawieniu pierwszych świeczek poszedł za ciosem by zaserwować im spontaniczny, romantyczny klimat.
- Brak prądu - odparł na pytanie o powód do świętowania, niosąc pozostałe półmiski z jedzeniem. Odstawił je między resztą zastawy, przesunął o kilka centymetrów jeden z kieliszków do wina i z zadowoleniem obejrzał całe swoje dzieło. - Trafiła nam się idealna okazja na kolację przy świecach - wyjaśnił, podchodząc do mężczyzny by objąć go jedną ręką w pasie i pocałować w skroń. - Zgodzisz się pójść ze mną na spontaniczną randkę w naszym salonie? - dopytał z uśmiechem przyciśniętym do mokrych, powoli skręcających się kosmyków włosów. Skoro sam to zasugerował, mogli zrobić z tego coś oficjalnego. Sprawnie wchodząc w rolę podszedł do jednego z krzeseł i odsunął je, posyłając Milo zachęcający uśmiech.

Milo Rivera

romantically i’m one of those chairs people put clothes on

: ndz paź 18, 2026 10:38 pm
autor: Milo Rivera
Gdyby był w nieco lepszym stanie, bez sąsiadów biegających za nim jak kurczaki bez głów albo szalonych kierowców prowadzących na ślepo - pewnie wszedłby w polemikę dla zasady. Może nawet wypomniał mu, że sam go do tego przyzwyczaił. Obecnie? Milo ledwo trzymał się na nogach i spacerował przez mieszkanie przesuwając się tylko z miejsca w miejsce, tak jak kieliszek, który przesunął po blacie po swojej stronie niczym lustrzane odbicie Dylana. Widać było, że silna potrzeba toczenia dyskusji walczyła w tym momencie z wyczerpaniem i przegrywała.
一 Naprawdę chcesz odbierać mnie jak pięciolatka ze szkoły? 一 podczepił się pod coś lżejszego, do czego łatwiej było mu nawiązać. Dwuznaczności wymagały pewnej elastyczności w myśleniu, a w tej chwili jej nie posiadał. 一 Chcemy podwójnie ryzykować?
Rivera przestał na chwilę udawać, że refleksy odbijające się na łyżeczce tak go zafascynowały i uniósł spojrzenie na Gauthiera, który właśnie dostawiał półmisków do stołu. W jednym Milo znalazł frytki, w drugim ulubione nuggetsy w kształcie dinozaurów, co uznał za personalny atak po tym, przy czym obstawał chwilę wcześniej. Nie miał pięciu lat. Nie wymagał odprowadzania i odbierania. Żądał przekąsek smażonych w głębokim tłuszczu i pragnął ich w kształcie zwierząt.
Zaakceptował powód tego niespodziewanie wystawnego obiadu skinieniem głowy, zupełnie poważnie, bo po prawdzie nie miał żadnego odniesienia. Najbardziej elegancka kolacja na jakiej był przypadała na okres pomieszkiwania u Pillesterów i składała się zupy-krem z pieczonej papryki (był absolutnym fanem), indyka faszerowanego szałwią (już mniej) oraz leguminy pistacjowej (która kompletnie mu nie smakowała).
Odetchnął głębiej, dźgnięty nagłą potrzebą zajęcia czymś rąk po raz kolejny poprawił sztućce po obu stronach własnego talerza i ze wzrokiem wbitym w maleńką plamę na obrusie (nie wiedział nawet, że jakikolwiek posiadali) dał się najpierw wygłaskać, a następnie upakować na krzesło.
Gdy Dylan siadał po drugiej stronie, Milo nie wytrzymał presji i prychnął ni to z rozbawienia ni nerwowo - zapewne wszystko po trochu - i wskazał na swój niedopinający się szlafrok.

一 Wyglądam godnie? 一 zapytał z powątpiewaniem, ale zakładając, że Gauthier jak to Gauthier, będzie chciał dyskutować. 一 Pomijając, że noszę go częściej niż ty, kosztował całe siedem dolarów na wyprzedaży. Szanuj ten poliester, lepszego w PATH nie dostaniesz.
Chwilowo jadł oczami i dopiero po chwili odrętwienia zdał sobie sprawę, że znowu to robił.
Czekał, aż padnie wyraźny sygnał, aż ktoś inny przejmie pierwszeństwo i sięgnie po miskę. Nawyk wydawał mu się wykorzeniony, a jednak znów wyszedł wywabiony przez zmęczenie. Nie chcąc w pełni mu ulegać, Milo podsunął swój talerz prosząc, by Dylan przesypał mu porcję frytek.

一 A odpowiadając na twoje pytane, bo wyglądasz, jakbyś nadal chciał wiedzieć 一 wtrącił, w międzyczasie chwytając się swojego pustego kieliszka. Zmarszczył brwi znajdując w nim tylko swoje wykrzywione odbicie. 一 Nie mam chyba innego wyjścia, więc możemy nazwać to randką. Mamy wino?
Zazwyczaj był ostatnią osobą pytającą o alkohol, jednak po dzisiejszych ekscesach wyjątkowo miał chęć czymś je zrekompensować. Sobie i Dylanowi.



Dylan Gauthier

romantically i’m one of those chairs people put clothes on

: ndz paź 18, 2026 11:33 pm
autor: Dylan Gauthier
Im dłużej myślał o potencjalnym przedłużaniu się awarii, tym więcej kwestii zaczynało lądować w kategorii "problem". Funkcjonowanie restauracji, laboratorium czy ogólnie uniwerku stało pod mocnym znakiem zapytania, liczył że do rana otrzyma informacje na temat potencjalnych planów na sytuacje awaryjne w miejscach aktualnie definiujących jego codzienność. Wysoko na liście znajdowała się także lodówka, aktualnie wyjęta z obiegu, podobnie jak reszta sprzętów kuchennych poza samymi palnikami. Zostawała nadzieja, że elektrownia zajmie się naprawą dość szybko by nie stało się to znaczącym problemem. Tymczasem Dylan miał do czynienia z pierwszym zgrzytem, który wypadałoby dogadać - wracaniem po ciemku.
- Nie, chcę cię odbierać jak mojego partnera, o którego bezpieczeństwo się martwię - podkreślił istotną różnicę w pojmowaniu sytuacji. - Podwójnie? W kupie siła, skarbie - przypomniał mu podstawową zasadę życia i uśmiechnął się na znak, że nie chciał robić z tego faktycznie zaognionej wymiany zdań. - Mogę nawet przychodzić wcześniej i całkowicie cicho i kulturalnie wisieć ci nad głową aż skończysz, wtedy nikt nie będzie ryzykował. Zwłaszcza, że raczej... no chyba czeka mnie teraz wolne, bo nie wyobrażam sobie żeby Archeo miało działać bez prądu.
Jak oboje wiedzieli, Gauthier potrzebował mieć w co włożyć ręce by nie wariować. Na ten moment miał na co dzień dostateczną ilość obowiązków, jednak kolejne elementy z listy znikały w zawrotnym tempie. Co by mu zostało? Klepanie pracy magisterskiej tak długo jak nie wyczerpie mu się bateria w laptopie, gotowanie, sprzątanie, zabawa z Pinto i najwidoczniej czekanie na Milo jak lojalny piesek. Nie brzmiało to jak tragiczne życie, ale jeśli mógł dorzucić do zestawu uciszenie nerwów i samodzielne zabieranie go z PATH po zmroku, zamierzał próbować.
- Jak milion dolarów, wyglądasz pięknie w blasku świec - odbił żart całkowicie szczerym komplementem i błysnął zębami w uśmiechu, zajmując miejsce po drugiej stronie stołu po eleganckim dosunięciu krzesła Milo kiedy siadał. - Wiesz, że lubię cię w moich ciuchach. Tylko jakbyś jeszcze trochę poluzował pasek, byłoby idealnie - zadecydował, pokazując palcami jak bardzo niewielkie popuszczenie materiału miał na myśli. Skoro Rivera i tak się już przy nim całkowicie nie zakrywał, równie dobrze mógł skorzystać z sytuacji.
Skupiony na poszukiwaniu spojrzeniem korkociągu, który na pewno tam przecież przyniósł, nie zaczął od razu nakładać sobie jedzenia, jednak przerwał misję poboczną by na widok wyciągniętego talerza nałożyć Milo solidną porcję frytek, polać je sosem i na wolną połowę naczynia dorzucić rumiane dinozaury. Dopiero po tym zrobił to samo z własnym talerzem i nabił na widelec pierwszą frytę z ciągnącymi się nitkami sera.
- Nie, lampki są do sosu - odparł i spojrzał na mężczyznę z uniesionymi brwiami, po czym wskazał na deserową część stołu z wyjętym już z lodówki ciastem i butelką wina. - Mamy wino, mamy też tiramisu. A ty masz inne wyjście, zawsze możesz wrócić do zabawy z sąsiadami - przypomniał mu, odkładając widelec by czynić honory i sięgnąć po alkohol oraz korkociąg, który znalazł się za naczyniem z deserem. Nie trzymając się kulturalnych stu pięćdziesięciu mililitrów w lampce, zapełnił naczynia do połowy i podniósł własne by przypieczętować ich małą biesiadę stuknięciem szkła.
- Bon appétit, mon amour. A jak po jedzeniu nie będziesz jeszcze miał mnie dość, został mi do złożenia jeden zestaw LEGO. I to duży.

Milo Rivera