Drive me to the dark
: wt paź 13, 2026 9:40 pm
#1
stuk, stuk, stuk, głęboki oddech... stuk, stuk, stuk, stuk, przyśpieszony głęboki oddech... ~ to nie oznaki astmy czy jakiegoś szczególnego braku kondycji. Lena Modelska aka Lena Martini dreptała pośpiesznie jedną z bocznych uliczek Greektown na spotkanie umówione z Levi'm Shelby. Znajomy z sąsiedztwa zdawał się być coraz bardziej rozpoznawalny w kręgach sportowych ze względu na swoje umiejętności jazdy na motorze i głupotę brawurę jaką przy tym eksponował. Co prawda Lena nie znała się na motoryzacji, nie miała prawa jazdy, a co najważniejsze nie była nawet do końca pewna czy chłopak faktycznie bierze udział w jakichś oficjalnych zawodach, to jednak perspektywa spędzenia czasu z kimś o kim mówiło się w sąsiedztwie była na tym etapie wystarczająca. Poza tym chyba nie miała jeszcze w swoim "portfolio" fotek na motorze/przy motorze/pod motorem, a przecież postrzegała samą siebie jako idealną modelkę, również do tego typu pojazdów. Nie miała zatem oporów, aby zgodzić się na spotkanie, tym bardziej, że Levi wydawał się całkiem niezłym ciachem.
- O kurwa... - Lena wydusiła z siebie w języku polskich przodków. Było to jedno z niewielu słów, które znała po polsku. Z przestrachem w oczach spojrzała na pasek koturny przy kostce. Przez ten pieprzony blackout czuła się nieswojo i zwyczajnie się bała. Wieczorna pora i wyłączone lampy uliczne nie sprzyjały chodzeniu po nierównych chodnikach. Dodatkowo każdy odgłos, trzask, czy rzucany cień mącił jej zmysły i zwyczajową gonitwę myśli. - Kurwa... - tym razem przekleństwo wybrzmiało już w jej własnym języku, ponieważ znów źle stąpnęła lewą koturną. - Dobra, już blisko do kościoła, tam powinno być jakieś oświetlenie no i bezpieczniej... - próbując przekonać samą siebie, zerknęła przez ramię na mijającą kobietę. Przez głowę Leny znów przemknęła myśl, że w tych pieprzonych ciemnościach mogą ją przecież okraść, porwać, zabić albo zgwałcić (niekoniecznie w takiej kolejności). - Byłoby szkoda, jestem już prawie topową infu na dzielni... - wyrwało się z jej ust, kiedy dochodziła już do jednej z głównych ulic Greektown. - Kurwa, no właśnie... Przecież jestem influ, c'nie? - do głowy dziewczyny nagle wpadł genialny pomysł, choć sama siebie skarciła, że tak późno. Pośpiesznie odblokowała trzymany w dłoni telefon, a następnie włączyła latarkę. To powinno dodać jej otuchy i lepszej widoczności nierówności chodnika.
- Dobra jest, oby Levi szybko przyjechał... - rzuciła krótko, kiedy stała już pod jednym z okazalszych kościołów dzielnicy. Zastanowiło ją, że budynek był oświetlony, chociaż inne okoliczne sklepy pozostawały w półmroku, lampy też były wyłączone. Ostatecznie westchnęła tylko przeciągle, a następnie przeczesała dłonią burzę falowanych blond włosów. Oczyma wyobraźni już widziała, jak jej bujna fryzura rozwiewa się na wietrze, zupełnie jak na topowych filmach i w reklamach. W międzyczasie sięgnęła też po telefon, przeglądając media społecznościowe.
OUTFIT
levi shelby
- O kurwa... - Lena wydusiła z siebie w języku polskich przodków. Było to jedno z niewielu słów, które znała po polsku. Z przestrachem w oczach spojrzała na pasek koturny przy kostce. Przez ten pieprzony blackout czuła się nieswojo i zwyczajnie się bała. Wieczorna pora i wyłączone lampy uliczne nie sprzyjały chodzeniu po nierównych chodnikach. Dodatkowo każdy odgłos, trzask, czy rzucany cień mącił jej zmysły i zwyczajową gonitwę myśli. - Kurwa... - tym razem przekleństwo wybrzmiało już w jej własnym języku, ponieważ znów źle stąpnęła lewą koturną. - Dobra, już blisko do kościoła, tam powinno być jakieś oświetlenie no i bezpieczniej... - próbując przekonać samą siebie, zerknęła przez ramię na mijającą kobietę. Przez głowę Leny znów przemknęła myśl, że w tych pieprzonych ciemnościach mogą ją przecież okraść, porwać, zabić albo zgwałcić (niekoniecznie w takiej kolejności). - Byłoby szkoda, jestem już prawie topową infu na dzielni... - wyrwało się z jej ust, kiedy dochodziła już do jednej z głównych ulic Greektown. - Kurwa, no właśnie... Przecież jestem influ, c'nie? - do głowy dziewczyny nagle wpadł genialny pomysł, choć sama siebie skarciła, że tak późno. Pośpiesznie odblokowała trzymany w dłoni telefon, a następnie włączyła latarkę. To powinno dodać jej otuchy i lepszej widoczności nierówności chodnika.
- Dobra jest, oby Levi szybko przyjechał... - rzuciła krótko, kiedy stała już pod jednym z okazalszych kościołów dzielnicy. Zastanowiło ją, że budynek był oświetlony, chociaż inne okoliczne sklepy pozostawały w półmroku, lampy też były wyłączone. Ostatecznie westchnęła tylko przeciągle, a następnie przeczesała dłonią burzę falowanych blond włosów. Oczyma wyobraźni już widziała, jak jej bujna fryzura rozwiewa się na wietrze, zupełnie jak na topowych filmach i w reklamach. W międzyczasie sięgnęła też po telefon, przeglądając media społecznościowe.
OUTFIT
levi shelby