Don’t let me down
: wt paź 13, 2026 10:23 pm
outfit
To było intensywne lato. Zarówno pod względem pracy, bo przecież Cora swój ostatni czas dzieliła na dwa etaty- w firmowej firmie udzielała się do minimum, ale z kolei nad organizacją koncertu charytatywnego poświęcała się jak najbardziej! Czuła, że to jest akurat coś, co dodaje wiatru w jej żagle i w tym chce się rozwijać. Z jednej strony przyświecał jej naprawdę wartościowy cel. Nie chodziło o to, aby bogacze rozmnożyli swój i tak już ogromny majątek, a o to, żeby pomóc kobietom w potrzebie. Z drugiej strony, pomimo jej dosyć roztrzepanego usposobienia, świetnie sobie radziła w organizacji kwestii okołomuzycznych. To było znacznie ciekawsze niż marketing w firmie fotowoltaicznej, gdy wciąż nie wiedziała co to w ogóle jest ta cała fotowoltaika. Ale muzyka? To kochała. Tym żyła. Dlatego ostatnie miesiące spędziła nad szukaniem sponsorów, uzgadnianiem miejscówki, poszukiwaniem artystów i pozostałą kwestią organizacyjną o której wcześniej nie miała pojęcia, ale uczyła się tego na bieżąco. Miała jako takie wsparcie drugiego współorganizatora, a nawet i pomysłodawcy, ale on z kolei dużo czasu poświęcał też na własne koncerty.
Ale Cora również nie spędzała czasu tylko na pracy. Każdą wolną chwilę wykorzystywała albo na remoncie domu nad jeziorem albo z Samem. Znaczy inaczej - z Samem i tak się widziała cały czas, ale różniło się tylko miejsce spotkania. Czy to bawiła się w jego asystentkę na budowie, urozmaicając mu pracę na wiele sposobów. Czy to insynuując mu konieczność dopilnowania przez niego, aby trafiła bezpiecznie do swojej sypialni na antresoli. Czy to nawet wpadając do niego w środku nocy, ale tym razem pamiętając, aby być cicho, by nie zbudzić jego współlokatorki.
Za każdym razem, w jego obecności czas mijał zdecydowanie zbyt szybko - niezależnie czy sprawdzali zawartość szuflady blondynki czy rozprawiali o kolejności przygotowania ścian do odmalowania czy rozmawiali o sztuce szeroko pojętej. Mężczyzna potrafił w pewien naturalny, niewymuszony sposób sprawić, że Cora po prostu czuła się przy nim na tyle bezpiecznie i komfortowo, że uśmiech nie schodził z jej twarzy i rzadko miała potrzebę dodatkowych kontaktów z innymi osobami. Zdarzały się jej oczywiście spotkania z przyjaciółmi w różnych okolicznościach, ale jednak większość wolnego czasu poświęcała Turnerowi. W kwestii relacji intymnych to już szczególnie nikt inny nie był w stanie zająć jej myśli chociaż tak w połowie jak jej złota rączka.
Dlatego stojąc za kulisami dzisiejszego koncertu, w nerwach próbowała go dostrzec albo wśród tłumu ludzi pod sceną albo kręcącego się wśród ekipy wokół niej. Jeszcze zanim Sam pojawił się w jej życiu, to nie chciała prowadzić koncertu stając przed całą widownią. Jednak czuła wewnętrznie, że potrzebuje teraz jego kojącego głosu i uczucia silnych ramion otulających jej ciało, które zawsze sprawiają, że czuje się bezpiecznie i że może wszystko. Nawet ostatnim razem pozwolił jej wywiercić dziurę w ścianie ufając jej, że niczego nie rozwali ani nie zrobi nikomu krzywdy! Wierzył w nią - to było coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotykała.
Mimo, że spędziła bardzo dużo czasu nad organizacją całego przedsięwzięcia i miała zaopiekowany każdy element, to wyprzedanie wszystkich biletów ją niesamowicie zaskoczyło. Tak jak i widok tych wszystkich ludzi, którzy zapełniali teren festiwalu. Napełniało ją to zarówno dumą, ale i coraz większą obawą, że coś się rozwali. Miała już za sobą pierwsze wystąpienie z Prince’m, gdzie powitali wszystkich otwierając imprezę i zapowiadając pierwszy zespół. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem, więc w teorii nie powinna się stresować. W praktyce? Przestępowała z nogi na nogę, gdy pozostała część ekipy potwierdzała między sobą , kolejne kroki. Cora próbowała ich słuchać, naprawdę się starała. Lecz nie mogła się powstrzymać, aby kątem oka nie rozglądać się za tą jedną szczególną osobą.
W momencie kiedy tylko dostrzegła czubek jego głowy pomiędzy technikami i muzykami czy sponsorami, uśmiechnęła się szeroko podskakując z radości, której nie potrafiła, ale i nie chciała ukryć.- Sam!- krzyknęła i pomknęła do przodu, przeciskając się przez ludzi, by jak najszybciej uwiesić się na szyi mężczyzny. - Jak cudownie, że jesteś- wyznała od razu szepcząc mu do ucha, gdy znalazła się w jego ramionach i poczuła ten cholernie przyjemny wszechogarniający spokój. - Boże, już pierwsze wystąpienie za mną! Prawie na zawał padłam przed wejściem na scenę. Rzadko się stresuję, ale przecież nigdy nie występowałam przed takim tłumem ludzi. I to w dodatku w takiej roli!- wyrzuciła z siebie od razu, gdy tylko wyściskała go odpowiednio długo, ale i tak nie odrywała od niego rąk. Cofnęła się tylko na tyle, by móc spojrzeć w ten błękit oczu, na widok których miękły jej kolana. Chociaż nie, o wiele bardziej działał na nią jego uśmiech. - Mam nadzieję, że nie odpierdolę dzisiaj niczego- dodała z już większym dystansem do samej siebie, którym zawsze się mogła pochwalić. Przeniosła dłonie z szyi, by objąć go w pasie i jeszcze raz się w niego wtulić. Stojąc tak czuła jak jej własne ciało zalewa fala ciepło i wewnątrz budzi się uczucie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doznała i nie potrafiła go teraz nazwać. Jednak zdecydowanie było to coś przyjemnego. - W ogóle mam nadzieję, że udało się też dotrzeć Twojej mamie. Ją również wpisałam na listę VIP- zerknęła na niego z dołu, ciekawa czy pani Turner znajduje się może na widowni albo robi sobie gdzieś niedaleko fotkę z artystami. Przecież nie mogła jej pominąć!
Sam
To było intensywne lato. Zarówno pod względem pracy, bo przecież Cora swój ostatni czas dzieliła na dwa etaty- w firmowej firmie udzielała się do minimum, ale z kolei nad organizacją koncertu charytatywnego poświęcała się jak najbardziej! Czuła, że to jest akurat coś, co dodaje wiatru w jej żagle i w tym chce się rozwijać. Z jednej strony przyświecał jej naprawdę wartościowy cel. Nie chodziło o to, aby bogacze rozmnożyli swój i tak już ogromny majątek, a o to, żeby pomóc kobietom w potrzebie. Z drugiej strony, pomimo jej dosyć roztrzepanego usposobienia, świetnie sobie radziła w organizacji kwestii okołomuzycznych. To było znacznie ciekawsze niż marketing w firmie fotowoltaicznej, gdy wciąż nie wiedziała co to w ogóle jest ta cała fotowoltaika. Ale muzyka? To kochała. Tym żyła. Dlatego ostatnie miesiące spędziła nad szukaniem sponsorów, uzgadnianiem miejscówki, poszukiwaniem artystów i pozostałą kwestią organizacyjną o której wcześniej nie miała pojęcia, ale uczyła się tego na bieżąco. Miała jako takie wsparcie drugiego współorganizatora, a nawet i pomysłodawcy, ale on z kolei dużo czasu poświęcał też na własne koncerty.
Ale Cora również nie spędzała czasu tylko na pracy. Każdą wolną chwilę wykorzystywała albo na remoncie domu nad jeziorem albo z Samem. Znaczy inaczej - z Samem i tak się widziała cały czas, ale różniło się tylko miejsce spotkania. Czy to bawiła się w jego asystentkę na budowie, urozmaicając mu pracę na wiele sposobów. Czy to insynuując mu konieczność dopilnowania przez niego, aby trafiła bezpiecznie do swojej sypialni na antresoli. Czy to nawet wpadając do niego w środku nocy, ale tym razem pamiętając, aby być cicho, by nie zbudzić jego współlokatorki.
Za każdym razem, w jego obecności czas mijał zdecydowanie zbyt szybko - niezależnie czy sprawdzali zawartość szuflady blondynki czy rozprawiali o kolejności przygotowania ścian do odmalowania czy rozmawiali o sztuce szeroko pojętej. Mężczyzna potrafił w pewien naturalny, niewymuszony sposób sprawić, że Cora po prostu czuła się przy nim na tyle bezpiecznie i komfortowo, że uśmiech nie schodził z jej twarzy i rzadko miała potrzebę dodatkowych kontaktów z innymi osobami. Zdarzały się jej oczywiście spotkania z przyjaciółmi w różnych okolicznościach, ale jednak większość wolnego czasu poświęcała Turnerowi. W kwestii relacji intymnych to już szczególnie nikt inny nie był w stanie zająć jej myśli chociaż tak w połowie jak jej złota rączka.
Dlatego stojąc za kulisami dzisiejszego koncertu, w nerwach próbowała go dostrzec albo wśród tłumu ludzi pod sceną albo kręcącego się wśród ekipy wokół niej. Jeszcze zanim Sam pojawił się w jej życiu, to nie chciała prowadzić koncertu stając przed całą widownią. Jednak czuła wewnętrznie, że potrzebuje teraz jego kojącego głosu i uczucia silnych ramion otulających jej ciało, które zawsze sprawiają, że czuje się bezpiecznie i że może wszystko. Nawet ostatnim razem pozwolił jej wywiercić dziurę w ścianie ufając jej, że niczego nie rozwali ani nie zrobi nikomu krzywdy! Wierzył w nią - to było coś, z czym nigdy wcześniej się nie spotykała.
Mimo, że spędziła bardzo dużo czasu nad organizacją całego przedsięwzięcia i miała zaopiekowany każdy element, to wyprzedanie wszystkich biletów ją niesamowicie zaskoczyło. Tak jak i widok tych wszystkich ludzi, którzy zapełniali teren festiwalu. Napełniało ją to zarówno dumą, ale i coraz większą obawą, że coś się rozwali. Miała już za sobą pierwsze wystąpienie z Prince’m, gdzie powitali wszystkich otwierając imprezę i zapowiadając pierwszy zespół. Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem, więc w teorii nie powinna się stresować. W praktyce? Przestępowała z nogi na nogę, gdy pozostała część ekipy potwierdzała między sobą , kolejne kroki. Cora próbowała ich słuchać, naprawdę się starała. Lecz nie mogła się powstrzymać, aby kątem oka nie rozglądać się za tą jedną szczególną osobą.
W momencie kiedy tylko dostrzegła czubek jego głowy pomiędzy technikami i muzykami czy sponsorami, uśmiechnęła się szeroko podskakując z radości, której nie potrafiła, ale i nie chciała ukryć.- Sam!- krzyknęła i pomknęła do przodu, przeciskając się przez ludzi, by jak najszybciej uwiesić się na szyi mężczyzny. - Jak cudownie, że jesteś- wyznała od razu szepcząc mu do ucha, gdy znalazła się w jego ramionach i poczuła ten cholernie przyjemny wszechogarniający spokój. - Boże, już pierwsze wystąpienie za mną! Prawie na zawał padłam przed wejściem na scenę. Rzadko się stresuję, ale przecież nigdy nie występowałam przed takim tłumem ludzi. I to w dodatku w takiej roli!- wyrzuciła z siebie od razu, gdy tylko wyściskała go odpowiednio długo, ale i tak nie odrywała od niego rąk. Cofnęła się tylko na tyle, by móc spojrzeć w ten błękit oczu, na widok których miękły jej kolana. Chociaż nie, o wiele bardziej działał na nią jego uśmiech. - Mam nadzieję, że nie odpierdolę dzisiaj niczego- dodała z już większym dystansem do samej siebie, którym zawsze się mogła pochwalić. Przeniosła dłonie z szyi, by objąć go w pasie i jeszcze raz się w niego wtulić. Stojąc tak czuła jak jej własne ciało zalewa fala ciepło i wewnątrz budzi się uczucie, którego jeszcze nigdy wcześniej nie doznała i nie potrafiła go teraz nazwać. Jednak zdecydowanie było to coś przyjemnego. - W ogóle mam nadzieję, że udało się też dotrzeć Twojej mamie. Ją również wpisałam na listę VIP- zerknęła na niego z dołu, ciekawa czy pani Turner znajduje się może na widowni albo robi sobie gdzieś niedaleko fotkę z artystami. Przecież nie mogła jej pominąć!
Sam