blackout
: śr paź 14, 2026 5:55 am
Nie pierdolił się w tańcu ani różańcu… zdrowaśka? Co to do cholery w ogóle było? Jedyna Mary on a cross, która ostatnio była na nim, to ta laska, z którą przespał się jakiś tydzień temu, bo tak się złożyło, że była fanką jego grupki motocrossowej. Wellll… bawił się, jak mógł, tak? I żeby nie było, w tych kwestiach zawsze się sprawdzał, więc był clean. Dzisiejszego wieczoru nudziło mu się niemiłosiernie, aż w oko nie wpadł mu całkiem sympatyczny z buźki typek, którego twarz była dosłownie obsypana pocałunkami słońca, aż chciało się ich skosztować. Ahhh… zatopiłby w nim palce i przyglądał się, jak długo zajęłoby mu utrzymywanie kontroli, zanim całkiem by mu się poddał.
Huh, fantazje?
Można by tak to nazwać, jednak on wiedział, że wcale, a wcale nie były takie trudne do osiągnięcia. Przynajmniej w jego przypadku. Modest much? Ahhh, życie było zdecydowanie za krótkie, żeby być humble. Wyskoczył z łóżka, zarzucił na outfit bluzę, wciągnął buty, zgarnął do plecaka wszystko, czego potrzebował, i jakieś pół godziny później był już na miejscu. Rozłożył koc na trawie. Swoją drogą, samo dojście do tego parku i przemknięcie przez niego było w chuj nie lada wyczynem. Serio spodziewał się większej ilości ludzi, ale najwyraźniej bali się ciemności. No pipy. Anyways…
Rozstawił jakieś randomowe świeczki i podpalił je, żeby mieniły się romantycznie, odpalił muzyczkę na telefonie, wyciągnął butelkę wina i otworzył ją, czekając na chłopaka. Upił łyk, a kiedy zobaczył, że ten zjawił się prawie na czas, tylko uśmiechnął się pod nosem i wysunął butelkę w jego stronę. - Przystawka - mruknął, przyglądając się chłopakowi, którego poznał ledwo godzinę wcześniej. Thank fuck za te świeczki swoją drogą, bo bez nich chuja by zobaczył. Jeszcze by się okazało, że tamten był jakimś catfishem i cała ta romantyczna otoczka poszłaby się jebać. Ale na szczęście? Był identyczny jak na zdjęciach. O ile nie wyglądał jeszcze lepiej. Ten to miał dzisiaj szczęście, eh?
ambrose
Można by tak to nazwać, jednak on wiedział, że wcale, a wcale nie były takie trudne do osiągnięcia. Przynajmniej w jego przypadku. Modest much? Ahhh, życie było zdecydowanie za krótkie, żeby być humble. Wyskoczył z łóżka, zarzucił na outfit bluzę, wciągnął buty, zgarnął do plecaka wszystko, czego potrzebował, i jakieś pół godziny później był już na miejscu. Rozłożył koc na trawie. Swoją drogą, samo dojście do tego parku i przemknięcie przez niego było w chuj nie lada wyczynem. Serio spodziewał się większej ilości ludzi, ale najwyraźniej bali się ciemności. No pipy. Anyways…
Rozstawił jakieś randomowe świeczki i podpalił je, żeby mieniły się romantycznie, odpalił muzyczkę na telefonie, wyciągnął butelkę wina i otworzył ją, czekając na chłopaka. Upił łyk, a kiedy zobaczył, że ten zjawił się prawie na czas, tylko uśmiechnął się pod nosem i wysunął butelkę w jego stronę. - Przystawka - mruknął, przyglądając się chłopakowi, którego poznał ledwo godzinę wcześniej. Thank fuck za te świeczki swoją drogą, bo bez nich chuja by zobaczył. Jeszcze by się okazało, że tamten był jakimś catfishem i cała ta romantyczna otoczka poszłaby się jebać. Ale na szczęście? Był identyczny jak na zdjęciach. O ile nie wyglądał jeszcze lepiej. Ten to miał dzisiaj szczęście, eh?
ambrose