Price is what you pay. Value is what you get.
: czw paź 15, 2026 4:33 pm
Jeszcze przed blackoutem
Kolejna transakcja, tak sobie wmawiał Marco za każdym razem gdy dostał cynk, że ktoś jest chętny do interesów. Z jednej strony to było proste, prześwietlał taką osobę pod wszelkim kątem, a dopiero potem ustalał warunki. Zazwyczaj robił wszystko po swojemu. To on przewodził tej całej akcji, to on obmyślał wszelkie możliwe scenariusze uwzględniając także ewentualny nalot policji, nigdy nie wiadomo czym pała się druga strona.
Zaciagnął się dymem papierosowym opierając się o swój czarny samochód, lustrując powoli wzrokiem okolicę. Miał już rozstawionych ludzi, którzy w razie jakichkolwiek kłopotów mogli zareagować chroniąc jego dupę, było to zdecydowanie przywilejem bycia szefem tego całego syfu i bagna w które wdepnął jeszcze jako dziecko.
Wypuścił dym ze swoich płuc, unosząc lekko głowę do góry, napinając swoje ciało w charakterystyczny sposób, doskonale wiedział, że jego aparycja sprzyjała jakimkolwiek interesom, zwłaszcza, że nie wyglądał na kogoś kogo można by oszukać.
Marco miał swoje żelazne zasady, których się po prostu trzymał, było to zakodowane w jego nauczaniu, które odbył mając zaledwie siedem lat. Jego ojciec był bardzo wymagający, co przełożyło się na to, że mężczyzna wiedział co chciał osiągnąć. Mogłoby się wydawać, że jakiś czas temu stracił głowę dla pewnej rudowłosej, ale ojciec zawsze go ostrzegał, że kobiety to całe zło tego pieprzonego świata. Leniwie skierował swoje spojrzenie w stronę pojawiającego się światła za rogiem budynku za którym stał swoim autem.
Mimowolnie jego palce powędrowały do trzymanego glocka za koszulką na plecach, przesuwając lekko palcami po znanej strukturze, w pewien, pokręcony sposób go to nawet uspokaja. Dopalił jeszcze papierosa a niedopałek rzucił sobie pod nogi, przygniatając je butem gdy wyszedł na spotkanie ze swoim potencjalnym klientem. Chodziło tutaj głównie o przeszmuglowanie towaru za granicę, a Marco ogólnie to nie zadawał pytań. Kiedy światła go oślepiły to nawet nie mrugnął stojąc niczym pieprzony słup na środku drogi prowadzącej do opuszczonej fabryki gdzie mieli się spotkać. Zerknął jeszcze na zegarek na jego ręce.
Punktualnie.
To akurat sobie cenił.
Leniwie przesunął spojrzeniem po samochodzie zatrzymującym się prawie przed jego twarzą, zacmokał delikatnie jakby dawał reprymendę małemu dziecku, próbując wypatrzyć kierowcy, ale przez te światła nie był za bardzo w stanie, zmrużył delikatnie oczy.
Zaczerpnął mocno powietrza w płuca gdy zobaczył postać wychodzącą z samochodu. Transakcje czas zacząć….
Elijah Nightingale
Kolejna transakcja, tak sobie wmawiał Marco za każdym razem gdy dostał cynk, że ktoś jest chętny do interesów. Z jednej strony to było proste, prześwietlał taką osobę pod wszelkim kątem, a dopiero potem ustalał warunki. Zazwyczaj robił wszystko po swojemu. To on przewodził tej całej akcji, to on obmyślał wszelkie możliwe scenariusze uwzględniając także ewentualny nalot policji, nigdy nie wiadomo czym pała się druga strona.
Zaciagnął się dymem papierosowym opierając się o swój czarny samochód, lustrując powoli wzrokiem okolicę. Miał już rozstawionych ludzi, którzy w razie jakichkolwiek kłopotów mogli zareagować chroniąc jego dupę, było to zdecydowanie przywilejem bycia szefem tego całego syfu i bagna w które wdepnął jeszcze jako dziecko.
Wypuścił dym ze swoich płuc, unosząc lekko głowę do góry, napinając swoje ciało w charakterystyczny sposób, doskonale wiedział, że jego aparycja sprzyjała jakimkolwiek interesom, zwłaszcza, że nie wyglądał na kogoś kogo można by oszukać.
Marco miał swoje żelazne zasady, których się po prostu trzymał, było to zakodowane w jego nauczaniu, które odbył mając zaledwie siedem lat. Jego ojciec był bardzo wymagający, co przełożyło się na to, że mężczyzna wiedział co chciał osiągnąć. Mogłoby się wydawać, że jakiś czas temu stracił głowę dla pewnej rudowłosej, ale ojciec zawsze go ostrzegał, że kobiety to całe zło tego pieprzonego świata. Leniwie skierował swoje spojrzenie w stronę pojawiającego się światła za rogiem budynku za którym stał swoim autem.
Mimowolnie jego palce powędrowały do trzymanego glocka za koszulką na plecach, przesuwając lekko palcami po znanej strukturze, w pewien, pokręcony sposób go to nawet uspokaja. Dopalił jeszcze papierosa a niedopałek rzucił sobie pod nogi, przygniatając je butem gdy wyszedł na spotkanie ze swoim potencjalnym klientem. Chodziło tutaj głównie o przeszmuglowanie towaru za granicę, a Marco ogólnie to nie zadawał pytań. Kiedy światła go oślepiły to nawet nie mrugnął stojąc niczym pieprzony słup na środku drogi prowadzącej do opuszczonej fabryki gdzie mieli się spotkać. Zerknął jeszcze na zegarek na jego ręce.
Punktualnie.
To akurat sobie cenił.
Leniwie przesunął spojrzeniem po samochodzie zatrzymującym się prawie przed jego twarzą, zacmokał delikatnie jakby dawał reprymendę małemu dziecku, próbując wypatrzyć kierowcy, ale przez te światła nie był za bardzo w stanie, zmrużył delikatnie oczy.
Zaczerpnął mocno powietrza w płuca gdy zobaczył postać wychodzącą z samochodu. Transakcje czas zacząć….
Elijah Nightingale