Strona 1 z 1

007. Maybe it’s actually worth a try

: czw paź 15, 2026 8:01 pm
autor: Cassiopeia Deveraux
007. Maybe it’s actually worth a try | Outfit
Po naszym ostatnim spotkaniu w restauracji coraz częściej łapałam się na tym, że myślami wracałam do Noah. Z początku próbowałam tłumaczyć sobie, że było to zupełnie naturalne. W końcu nasze pierwsze spotkanie trudno było zaliczyć do tych, które szybko się zapominało. Poza tym przez długi czas uważałam go za wyjątkowo irytującego. Nie przypuszczałam też, że dobrowolnie zaproszę go do swojego mieszkania, jednak tymczasem rzeczywistość najwyraźniej postanowiła udowodnić mi, że nie zawsze potrafiłam właściwie oceniać ludzi. A przynajmniej nie za pierwszym razem.
Nie zamierzałam jednak udawać, że jedno udano spotkanie było dość wystarczające, abym całkowicie zapomniała o naszych wcześniejszych nieporozumieniach. Nadal uważałam, że Noah potrafił być nieznośny, zbyt bezpośredni i zdecydowanie za bardzo zadowolony z własnych odzywek. Problem polegał jednak na tym, że zaczęłam dostrzegać w nim również cechy, których wcześniej nie chciałam zauważać. Potrafił mnie rozśmieszyć, nawet wtedy, gdy bardzo starałam się zachować powagę. Nie bał się powiedzieć tego, co naprawdę myślał i nie sprawiał wrażenia człowieka, który za wszelką cenę próbował mi zaimponować. Czasem zastanawiałam się nawet, czy przypadkiem nie robił wszystkiego, żeby osiągnąć dokładnie odwrotny efekt.
Najbardziej niepokoiło mnie jednak to, że zaczęłam czekać na kolejne spotkanie z nim. Byłam ciekawa, jaki okaże się, kiedy przestaniemy traktować każdą rozmowę jak okazję do udowodnienia drugiej osobie swojej racji. Chciałam lepiej go poznać, dowiedzieć się, co go interesowało oraz co potrafiło wyprowadzić go z równowagi i czy za tym jego nieznośnym charakterem kryło się coś więcej. Dlatego właśnie zdecydowałam się zrobić coś, czego wcześniej nawet nie brałam pod uwagę i zaprosiłam go do siebie.
Zastanawiałam się przez jakiś czas, czy nie powinnam po prostu zaproponować kolejnego spotkania w restauracji, ponieważ byłoby znacznie łatwiej. W tak neutralnym miejscu miałam możliwość zakończenia wieczoru w dowolnym momencie. Z kolei zaproszenie kogoś do własnego mieszkania wydawało mi się jednak czymś bardziej osobistym. Od czasu przeprowadzki do Toronto zdążyłam już przyzwyczaić się do nowego życia, ale nadal istniała wyraźna różnica pomiędzy ludźmi, z którymi spotykałam się poza domem, a tymi, których dopuszczałam do swojej prywatnej przestrzeni. Nie chciałam, żeby Noah potraktował moje zaproszenie jako obietnicę czegokolwiek, ale też jednocześnie nie zamierzałam udawać, że był mi zupełnie obojętny.
Przygotowania rozpoczęłam od posprzątania mieszkania, chociaż nie było w nim dużego bałaganu. Poprawiłam poduszki na kanapie, poukładałam kilka rzeczy na stoliku i sprawdziłam, czy wszystko wygląda dokładnie tak, jak chciałam. W sumie to zawsze przywiązywałam do tego zdecydowanie zbyt dużo uwagi. Zdecydowałam się również samodzielnie przygotować kolację. Nie chciałam kolejnego przesadnie eleganckiego spotkania, podczas którego musiałabym zastanawiać się, jak zachowywać się zgodnie z oczekiwaniami otoczenia. Przygotowałam makaron z sosem pomidorowym, który należał do moich sprawdzonych przepisów i zajęłam się deserem. W końcu podczas naszego ostatniego spotkania ustaliliśmy, że jego wybór należał do mnie. Uznałam więc, że nie zaszkodzi podtrzymać tej wyjątkowo rozsądnej zasady.
Najbardziej zaskakiwało mnie to, że naprawdę byłam podekscytowana, ale jednocześnie miałam obawy, których nie potrafiłam jeszcze do końca nazwać. Od dawna nie zależało mi tak bardzo na tym, żeby spędzić z kimś zwyczajny wieczór. Postanowiłam więc dać mu szansę, ale równie mocno chciałam dać ją sobie. Nie zamierzałam rezygnować z czegoś potencjalnie przyjemnego tylko dlatego, że nasza znajomość rozpoczęła się w dość katastrofalnych okolicznościach.
Kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, to odłożyłam telefon na stolik i skierowałam się do przedpokoju.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - odezwałam się z rozbawieniem, otwierając drzwi. - Muszę przyznać, że jeszcze jakiś czas temu nie uwierzyłabym, gdyby ktoś powiedział mi, że kiedykolwiek dobrowolnie zaproszę cię do swojego mieszkania.
Oparłam się lekko o framugę, pozwalając sobie przez moment na zaczepny uśmiech. Nie zamierzałam od samego początku rezygnować z naszych drobnych uszczypliwości. Właściwie to zdążyłam już polubić tę część naszej znajomości.
- Ale najwyraźniej zdarzają się cuda. Wchodź do środka - dodałam, odsuwając się od wejścia. - Od razu zaznaczę, że sama przygotowałam kolację, więc jeżeli zamierzasz powiedzieć coś nieprzyjemnego na temat mojego gotowania, to radzę dobrze przemyśleć konsekwencje. Jestem całkiem miła, dopóki ktoś mnie nie zdenerwuje.
Zaśmiałam się cicho, po czym zamknęłam drzwi i poprawiłam kosmyk włosów, który opadł mi na twarz.
- A tak całkiem poważnie... Cieszę się, że przyjąłeś moje zaproszenie - przyznałam, uśmiechając się nieco łagodniej. - Naprawdę dobrze bawiłam się ostatnio w restauracji. Nawet jeżeli momentami nadal miałam ochotę przewrócić oczami na niektóre twoje komentarze.
Przygryzłam lekko dolną wargę, starając się powstrzymać kolejny uśmiech. Nie chciałam, żeby zabrzmiało to jak kolejna próba złośliwości. W gruncie rzeczy zależało mi na tym, żeby zrozumiał, że moje nastawienie do niego naprawdę się zmieniło.
- Pomyślałam, że moglibyśmy spróbować poznać się trochę lepiej - dodałam. - Chociaż przyznaję, że nadal nie jestem pewna, czy przypadkiem nie popełniam ogromnego błędu. - Przerwałam na moment. - Więc postaraj się tego nie zepsuć. Naprawdę zaczynam cię lubić. A uwierz mi, że po naszym pierwszym spotkaniu jest to całkiem imponujące osiągnięcie.
Nie chciałam jednak, żeby cały wieczór upłynął nam na wzajemnym przekomarzaniu się. Zależało mi również na tym, żeby poczuł się u mnie swobodnie. Wskazałam więc ręką kierunek salonu, a sama przez chwilę zastanawiałam się, czy powinnam zaproponować mu coś do picia, czy najpierw pochwalić się swoimi kulinarnymi zdolnościami.
Przez moment milczałam, po czym zdecydowałam się na odrobinę szczerości, której zazwyczaj nie okazywałam tak szybko podczas nowych znajomości.
- Wiesz, nie zapraszam zbyt często mężczyzn do siebie. Lubię mieć swoją przestrzeń i nie jestem osobą, która wpuszcza do swojego życia każdego, kto potrafi powiedzieć kilka miłych słów - przyznałam spokojnie. - Ale jestem ciekawa, co jeszcze mogę w tobie odkryć. Poza talentem do doprowadzania mnie do szału, oczywiście.

Noah Beaumont

007. Maybe it’s actually worth a try

: ndz paź 18, 2026 9:49 am
autor: Noah Beaumont
015
Noah nie należał do ludzi, którzy szczególnie przejmowali się tym, czy ktoś ich lubił. Przynajmniej tak lubił o sobie myśleć. Zwykle nie miał problemu z powiedzeniem czegoś, co skutecznie zniechęcało do niego rozmówcę, a jeśli ktoś nie potrafił znieść jego charakteru, uznawał to za problem tej osoby. Z Cassiopeią sprawa wyglądała jednak trochę inaczej. A mimo to jakoś doszli do momentu, w którym kobieta dobrowolnie zaprosiła go do własnego mieszkania i co gorsza, on naprawdę chciał tam przyjść.
Po ostatnim spotkaniu w restauracji zdarzyło mu się kilka razy wrócić myślami do ich rozmowy. Nie zamierzał oczywiście robić z tego wielkiego wydarzenia. Dobrze się bawił, Cassiopeia okazała się znacznie ciekawszą osobą, niż początkowo zakładał, a fakt, że potrafiła odpowiedzieć mu równie złośliwym komentarzem, działał zdecydowanie na jej korzyść. Chociaż, jak na kogoś studiującego psychologię, całkiem nieźle wychodziło mu ignorowanie własnych motywacji.
Przed jej drzwiami zjawił się punktualnie, co samo w sobie można było uznać za pewien przejaw zaangażowania. Nie przyszedł też z pustymi rękami. Po drodze kupił niewielki bukiet kwiatów, chociaż przez dobre kilka minut zastanawiał się, czy nie będzie to wyglądało zbyt poważnie. Ostatecznie uznał, że skoro dziewczyna zdecydowała się przygotować dla niego kolację, wypadałoby wykazać się chociaż odrobiną dobrych manier. Nawet jeśli na co dzień skutecznie ukrywał ich posiadanie.
Kiedy otworzyła drzwi i przywitała go w swoim charakterystycznym stylu, uniósł brwi, przyglądając jej się z rozbawieniem.
- Wiesz, ja też zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie trafiłem pod niewłaściwy adres. Cassiopeia, która dobrowolnie zaprasza mnie do domu i jeszcze przygotowuje kolację? - Pokręcił głową z udawanym niedowierzaniem. - Albo naprawdę mnie polubiłaś, albo zamierzasz mnie otruć. Przyznam, że obie wersje wydają mi się równie prawdopodobne. - Uśmiechnął się pod nosem i przekroczył próg mieszkania, wcześniej wręczając jej przyniesione kwiaty. - Proszę. Żebyś później nie opowiadała ludziom, że nie potrafię się zachować.
Rozejrzał się pobieżnie po przedpokoju, ale nie zamierzał zachowywać się jak ktoś, kto przyszedł przeprowadzić kontrolę jej mieszkania. Zdjął kurtkę, odwiesił ją we wskazanym miejscu i dopiero wtedy ponownie skierował na nią spojrzenie. Jej ostrzeżenie dotyczące gotowania skwitował krótkim śmiechem.
- Czyli mam rozumieć, że niezależnie od tego, co dostanę na talerzu, powinienem powiedzieć, że jest przepyszne? Dobrze wiedzieć. — Skinął głową z przesadną powagą. - A tak serio, doceniam, że chciało ci się gotować. Ja pewnie zamówiłbym coś na wynos i próbował przekonać cię, że sam to zrobiłem.
Nie przesadzał z tym ostatnim. Gotowanie nie należało do jego ulubionych zajęć, a już na pewno nie zamierzał udawać, że był w tej dziedzinie szczególnie utalentowany. Zdecydowanie lepiej radził sobie z jedzeniem niż jego przygotowywaniem.
Kiedy przyznała, że dobrze bawiła się podczas ich spotkania, jego uśmiech stał się nieco mniej zaczepny. Mógł oczywiście rzucić kolejnym żartem, ale uznał, że nie każda wypowiedź wymagała skomentowania.
- Ja też dobrze się bawiłem - przyznał. - I zanim zaczniesz się z tego śmiać, tak, potrafię powiedzieć coś miłego bez dodawania na końcu złośliwego komentarza. Po prostu rzadko korzystam z tej umiejętności.
Ruszył za nią w stronę salonu, słuchając kolejnych słów. Nie umknęło mu, że kilkukrotnie podkreśliła, jak nietypowe było dla niej zapraszanie mężczyzn do własnego mieszkania. Mógłby wykorzystać to jako kolejną okazję do nabijania się z niej, ale tym razem postanowił sobie odpuścić. Nie chciał, żeby miała wrażenie, że traktował jej zaproszenie wyłącznie jako okazję do kolejnego flirtu.
- Spokojnie, nie zamierzam wyciągać z tego zaproszenia jakichś daleko idących wniosków — powiedział, zatrzymując się na moment obok niej. - Nie musisz mi też udowadniać, że naprawdę mnie lubisz. Wystarczy, że nie wyrzucisz mnie przed deserem. - Uśmiechnął się delikatnie, po czym wsunął dłonie do kieszeni spodni.
- A jeśli chodzi o poznawanie mnie... - zaczął, przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. - To obawiam się, że poza wyjątkowym talentem do doprowadzania cię do szału mam jeszcze kilka innych wad. Ale spokojnie, nie zamierzam zdradzać wszystkich pierwszego wieczoru. Muszę przecież zostawić ci jakiś powód, żebyś zaprosiła mnie ponownie.
Nie miał szczególnej ochoty opowiadać jej od razu o wszystkim, co działo się w jego życiu. Niektóre sprawy były zbyt skomplikowane, inne zwyczajnie nie nadawały się na rozmowę przy kolacji. Nie oznaczało to jednak, że zamierzał przez cały wieczór ukrywać się za żartami. Cassiopeia wyraźnie próbowała dać tej znajomości szansę, a on, ku własnemu zaskoczeniu, nie miał ochoty tego zepsuć.
- A tak między nami? - odezwał się po chwili, spoglądając na nią z uśmiechem. - Też jestem ciekawy, co z tego wyjdzie. I chyba nawet trochę by mnie wkurzyło, gdybyś nagle stwierdziła, że jednak jestem kompletnym idiotą i nie chcesz mnie więcej oglądać. - Zamilkł na moment, po czym parsknął śmiechem. - Dobra, wystarczy tej szczerości, bo jeszcze uznasz, że coś jest ze mną nie tak. - Zerknął w kierunku kuchni. - To co, pokażesz mi, czym zamierzasz mnie dzisiaj przekupić? Bo przyznam, że zapach masz tutaj całkiem niezły.
Cassiopeia Deveraux