you, again?
: czw paź 15, 2026 9:21 pm
001. | outfit
Zdecydowanie to był cholernie długi dzień.
Zbyt długi jak na to, jak miał się zapowiadać.
To miały być szybkie dwie sprawy, żeby prędko wrócić do domu i mieć wolny weekend, którego tak mocno potrzebowała. Tylko ona, dobry serial, jakieś fajne jedzenie zamówione z chińskiej knajpki - pewnie znów klasycznie biorąc kurczaka w cieście kokosowym z zasmażanym makaronem, ale przecież kto jej tego zabroni? Do tego ciepły kocyk, może herbata z plasterkami suszonej pomarańczy lub kieliszek dobrego, czerwonego wina. Nie wiedziała co tak naprawdę by bardziej odpowiadało pod nastrój, jaki by sobie stworzyła. Zresztą, nieważne co by to miało być ostatecznie, bowiem zwyczajnie spędziłaby dwa dni z rzędu tylko i wyłącznie w domu - w końcu.
Zamiast jednak mieć szybki piątek z perfekcyjnie zwieńczonym fajrantem, dostała szybką lekcję na to, aby nie zapominać iż druga strona czasem też potrafi znaleźć jakieś dobre argumenty. I chociaż pierwszą sprawę ostatecznie dało się wybronić, mając zwycięstwo po swojej stronie, tak tą drugą niestety straciła, kończąc dzień z wynikiem 1:1.
Ta druga jedynka - związana z przegraną - bolała znacznie bardziej, niż radowała zwycięska. Przegrała w końcu z tym wielce wspaniałym prokuratorem Maxwellem Fraserem, który coraz cześciej zachodził jej za skórę. Który samym faktem swojej obecności w jej pobliżu zaczynał drażnić bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, bo niestety nie zna go odkąd została zatrudniona w sądzie. Uprzednio wykazywał się irytującym zachowaniem w jej kierunku - gdzie na szczęście ma znacznie mądrzejszą siostrę i Prim z nią posiada świetny kontakt - tak teraz jeszcze mocniej dokazywał, z nie wiadomo nawet jakiego powodu. I nie, nie planowała dowiadywać się, co nim kieruje; mógłby odebrać to jeszcze w zły sposób, stwierdzając że interesuje ją jego osoba, a tak zdecydowanie nie jest.
Powróciła do swojego biura po skończonej rozprawie, zbierając potrzebne dokumenty do wykonania papierkowej roboty w domu, gdyby uznała że jednak potrzebuje zająć się czymś związanym z pracą. Po upewnieniu się że zostawiła po sobie porządek, żeby w poniedziałek pojawić się ze świeżą głową do schludnego miejsca, skierowała się do łazienki aby przede wszystkim móc się odświeżyć. Przy okazji poprawiła odrobinę makijaż, sprawdziła czy nigdzie się nie ubrudziła w trakcie południowego lunchu, by następująco skierować stukot swoich obcasów w kierunku wind prowadzących na dół gmachu sądowego.
Wiedziała jak w piątek potrafią być oblegane windy i jak czasem długo czeka się na to, aby schemat przejazdów w końcu trafił na odpowiednie piętro. Nie mogła więc pozwolić na to, aby drzwi zsunęły się tuż przed jej nosem, pewnie parę minut musząc czekać na kolejną taką okazję. Gdy tylko wyszła z łazienki, prędko podbiegła w kierunku dźwigu i torebką zablokowała przesuwny ruch kabiny, mając szansę na dostanie się do środka. Usatysfakcjonowana tą malutką wygraną, pewnie wkroczyła do wnętrza, dopiero po chwili orientując się kto - jako jedyny - znajdował się tu wcześniej. — Ja pierdole, ja to mam szczęście — wymruczała pod nosem, nie krępując się w tym, żeby dotarło to do jego uszu. Poprawiła na koniec płaszcz, upewniła się czy zmierzają wspólnie na dół budynku, by następnie wyprostować się i patrząc w kompletnie inną stronę, żeby tylko nie dać mu powodów do zagadnięcia. No bo jak będzie go ignorować, a nawet udawać że go nie widzi, to naprawdę tak będzie, prawda?
Maxwell Fraser
Zdecydowanie to był cholernie długi dzień.
Zbyt długi jak na to, jak miał się zapowiadać.
To miały być szybkie dwie sprawy, żeby prędko wrócić do domu i mieć wolny weekend, którego tak mocno potrzebowała. Tylko ona, dobry serial, jakieś fajne jedzenie zamówione z chińskiej knajpki - pewnie znów klasycznie biorąc kurczaka w cieście kokosowym z zasmażanym makaronem, ale przecież kto jej tego zabroni? Do tego ciepły kocyk, może herbata z plasterkami suszonej pomarańczy lub kieliszek dobrego, czerwonego wina. Nie wiedziała co tak naprawdę by bardziej odpowiadało pod nastrój, jaki by sobie stworzyła. Zresztą, nieważne co by to miało być ostatecznie, bowiem zwyczajnie spędziłaby dwa dni z rzędu tylko i wyłącznie w domu - w końcu.
Zamiast jednak mieć szybki piątek z perfekcyjnie zwieńczonym fajrantem, dostała szybką lekcję na to, aby nie zapominać iż druga strona czasem też potrafi znaleźć jakieś dobre argumenty. I chociaż pierwszą sprawę ostatecznie dało się wybronić, mając zwycięstwo po swojej stronie, tak tą drugą niestety straciła, kończąc dzień z wynikiem 1:1.
Ta druga jedynka - związana z przegraną - bolała znacznie bardziej, niż radowała zwycięska. Przegrała w końcu z tym wielce wspaniałym prokuratorem Maxwellem Fraserem, który coraz cześciej zachodził jej za skórę. Który samym faktem swojej obecności w jej pobliżu zaczynał drażnić bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, bo niestety nie zna go odkąd została zatrudniona w sądzie. Uprzednio wykazywał się irytującym zachowaniem w jej kierunku - gdzie na szczęście ma znacznie mądrzejszą siostrę i Prim z nią posiada świetny kontakt - tak teraz jeszcze mocniej dokazywał, z nie wiadomo nawet jakiego powodu. I nie, nie planowała dowiadywać się, co nim kieruje; mógłby odebrać to jeszcze w zły sposób, stwierdzając że interesuje ją jego osoba, a tak zdecydowanie nie jest.
Powróciła do swojego biura po skończonej rozprawie, zbierając potrzebne dokumenty do wykonania papierkowej roboty w domu, gdyby uznała że jednak potrzebuje zająć się czymś związanym z pracą. Po upewnieniu się że zostawiła po sobie porządek, żeby w poniedziałek pojawić się ze świeżą głową do schludnego miejsca, skierowała się do łazienki aby przede wszystkim móc się odświeżyć. Przy okazji poprawiła odrobinę makijaż, sprawdziła czy nigdzie się nie ubrudziła w trakcie południowego lunchu, by następująco skierować stukot swoich obcasów w kierunku wind prowadzących na dół gmachu sądowego.
Wiedziała jak w piątek potrafią być oblegane windy i jak czasem długo czeka się na to, aby schemat przejazdów w końcu trafił na odpowiednie piętro. Nie mogła więc pozwolić na to, aby drzwi zsunęły się tuż przed jej nosem, pewnie parę minut musząc czekać na kolejną taką okazję. Gdy tylko wyszła z łazienki, prędko podbiegła w kierunku dźwigu i torebką zablokowała przesuwny ruch kabiny, mając szansę na dostanie się do środka. Usatysfakcjonowana tą malutką wygraną, pewnie wkroczyła do wnętrza, dopiero po chwili orientując się kto - jako jedyny - znajdował się tu wcześniej. — Ja pierdole, ja to mam szczęście — wymruczała pod nosem, nie krępując się w tym, żeby dotarło to do jego uszu. Poprawiła na koniec płaszcz, upewniła się czy zmierzają wspólnie na dół budynku, by następnie wyprostować się i patrząc w kompletnie inną stronę, żeby tylko nie dać mu powodów do zagadnięcia. No bo jak będzie go ignorować, a nawet udawać że go nie widzi, to naprawdę tak będzie, prawda?
Maxwell Fraser