it cuts deep though
: czw paź 15, 2026 11:43 pm
Przechodził nerwowo od okna do okna, wyglądając na ulicę jak znudzona stara panna. Wiedział, że dzisiaj Brandon wychodzi ze szpitala i w jego nieśmiałych marzeniach to on mógł go odebrać i pokazać jak mu zależy i że cieszy się, że mężczyzna dochodzi do siebie i czuje się lepiej. Nie mógł tego jednak spełnić ze względu na rodziców narzeczonego. Czy może byłego? Nie miał pojęcia jak się do tego odnosić ani oficjalnie, ani w myślach. Przygotował dom na jego powrót, bo ku jego zdumieniu dostał informację, że Brandon wróci tutaj, a nie do rodziców.
Nie rozmawiali jeszcze o tym, jak to wszystko będzie wyglądać w praktyce. Narazie Lenny uprzątnął dla Brandona sypialnie i zmienił pościel, a swoje rzeczy przeniósł do pracowni, w której kiedyś spędzał godziny na czytaniu i pisaniu, a teraz snuł się tylko jak duch, jak cień dawnego siebie. Nie potrafił nic robić, bo myślał tylko o Brandonie i tym, co stało się tuż przed domem.
Jego wzrok padł na ulicę dokładnie w miejscu, w którym wjechał w nich samochód. Trochę pogrzebał i popytał i w jego głowie zaczęła tworzyć się teoria, której jednak nie miał z kim omówić. Nie mógł iść na policję i zacząć krzyczeć, że ktoś próbował go zamordować, bo nie miał na to dowodów. Nawet samego siebie nie potrafił tak do końca przekonać, chociaż był prawie pewien. Nie było śladów hamowania i nie było śladu po kierowcy, chociaż policja niby go szukała. Rozpłynął się, a Lennon zaczął zastanawiać się czy to się nie powtórzy. Zaczął się nawet oglądać przez ramię w poszukiwaniu oznak czegokolwiek. Czy wpadał w paranoję? Jego współpracownicy sugerowali urlop (z czego skorzystał) i psychologa (z czego nie skorzystał), a on po prostu trochę zaszył się w domu. Jedynym miejscem, w którym naprawdę chciał być, to w szpitalu przy Brandonie, a tam być nie mógł. Więc czekał.
Przyjechał taksówką i Lenny od razu wyszedł, żeby mu pomóc. Wziął rzeczy, które ten ze sobą miał.
— W porządku? — zapytał, mrużąc lekko oczy i uważnie mu się przyglądając. — Chciałem ci tylko wszystko pokazać i pojadę do hotelu — uprzedził, żeby ten nie martwił się, że będzie miał go na głowie. W końcu był dla Brandona obcym człowiekiem. Długo analizował co ten mógł czuć i jemu samemu na pewno byłoby bardzo niezręcznie. — Potrzebujesz czegoś z apteki? Mogę skoczyć. Albo na zakupy. Tylko powiedz, to nie problem — dodał, mówiąc więcej, niż by chciał. Dlatego po tym już zamilkł i czekał na reakcję. Często mówił więcej, jak się denerwował i nie zawsze były to jakieś czarujące, elokwentne rzeczy, chociaż jeżeli był w pracy i skupił się i przygotował na odpowiednią akcję, to był zgrabnym mówcą i zazwyczaj wyciągał z ludzi co najmniej dziewięćdziesiąt procent zaplanowanych do wyciągnięcia informacji.
brandon leffingwell