you frightened me; do it again
: pt paź 16, 2026 4:19 pm
#5
Czyż może istnieć coś wspanialszego?
Chrissy uwielbiała rozrywki tego typu, o ile oczywiście były dobrze zrobione, bo takie dla dzieci to nie, słabe. Jeśli jednak kontrolę nad nimi planuje przejąć gadający szczeniak, wysysający ludziom protoplazmę - to musi być wspaniałe! Nie była co prawda pewna, czy Dom Strachów Nevermore na uniwerku obejmuje takie atrakcje, ale był dla dorosłych, a ona całkiem lubiła Rodzinę Addamsów i Wednesday. Takie horrory dla nastolatków to absolutnie jej poziom.
Przebrała się za jakąś wampirzycę w dostojnym, aksamitnym wdzianku. W przebrania nie była najlepsza, ale liczyła, że tyle wystarczy. Zresztą, musiała mieć swobodę ruchów, by dobrze się bawić, a nie utknąć w jakimś nieporęcznym kostiumie, w którym będzie dreptać małymi kroczkami, byle tylko nic się nie rozwaliło, albo w którym będzie źle widzieć przez maskę.
Dawno nie odwiedzała kampusu. Widok starych, znajomych budynków, w których spędziła kilka mniej lub bardziej przyjemnych lat, sprawił, że zmarszczyła brwi i westchnęła, podpierając się pod boki. Za nic nie chciałaby tu wracać, by znów zakuwać. Rzeczywiście miała kilka wspomnieć z udanymi imprezami w tle, ale jakim kosztem? A przecież na imprezy można było się wkręcić nawet nie będąc studentem. Owszem, czasami to sprawdzali, ale zazwyczaj udawało się znaleźć opcję, na której nie był to wymóg. Na pewno nie warto było męczyć się z zaliczeniami dla tych kilku pozostałych.
Na to wyjście umówiła się z Caroline, ale kumpela po prostu wystawiła ją w ostatnim momencie. Chrissy, choć zazwyczaj nie przejmowała się zanadto takimi rzeczami, teraz była troszkę na nią zła. Czy Caro naprawdę uważała, że "moja siostra zaczęła rodzić" jest wystarczającym wytłumaczeniem? Czy nie mogła umówić się z nią na to rodzenie kiedy indziej, skoro Chrissy była pierwsza? Te ciężarne to zawsze takie roszczeniowe!
Williams nie zamierzała jednak rezygnować z zabawy. Była już w połowie drogi na kampus, więc byłoby to mocne marnotrawstwo wszystkiego, łącznie z kostiumem. Pozna ludzi na miejscu, prawda?
Rzeczywiście jeszcze przed wejściem było sporo ludzi. Wpuszczali ich grupami, w odstępach, aby nie wchodzili sobie na głowę. Chrissy ustawiła się grzecznie i rozejrzała wokół, próbując ustalić, jaka grupa dostanie się razem z nią. Oho, sportowcy. Sama nie wiedziała, czy to dobrze, czy niekoniecznie.
- Cześć. Wy też do Domu Strachów? - spytała, uśmiechając się szeroko. Nie spodziewała się przeczącej odpowiedzi, no ale jakoś musiała przecież zagaić, prawda?
franklin cosgrove