Strona 1 z 1

oh, misty eye of the mountain below

: pt paź 16, 2026 9:43 pm
autor: odelia winslow
2

even the smallest person can change the course of the future

{ outfit }

Dopóki nie przekracza progu browaru, Odelia nie wie, kim tak naprawdę jest jej randka. Zawsze stara się nie wiedzieć, niezależnie od tego, jak dziwnie to brzmi. Na aplikacji randkowej, na której zwykle szuka osób zainteresowanych wróżeniem albo czyszczeniem aury (oczywiście w formie wirtualnej!), wiele osób unika wstawiania swoich prawdziwych zdjęć i to właśnie takimi osobami Winslow interesuje się najbardziej; bo może poznać ich bez żadnych zakrzywień rzeczywistości (to znaczy: bez wiedzy o ich wyglądzie) i w pełni skupić się na tym, co najważniejsze – słowach, pragnieniach i nastroju. Gdy więc niejaki Edmund, któremu już trzy razy stawiała tarota, proponuje jej spotkanie, tłumacząc tę śmiałość elektrycznym uczuciem, które przejmuje władzę nad jego ciałem za każdym razem, gdy dostaje od niej jakąkolwiek wiadomość, oraz głębokim przekonaniem o jej wyjątkowości (dokładnie tak; słowo w słowo), czuje się nawet podekscytowana. Nie tylko dlatego, że Edmund jest spod znaku bliźniąt, który z reguły przecież świetnie współgra z wodnikami, ale przede wszystkim ponieważ do pory ich faktycznego spotkania jest tylko słowami wyświetlającymi się na ekranie telefonu, więc zobaczenie go na żywo będzie zupełnie innym rodzajem przeżycia.
W to przynajmniej wierzy. Aż do przejścia przez ciężkie, drewniane drzwi, za którymi otacza ją ciepły, nieprzyjemnie lekki podmuch powietrza, na który składają się wilgoć, pot i zapach rozlanego piwa.
Edmund okazuje się trochę inny niż (mimo wszystko, wbrew sobie) podejrzewała. Kiedy ona ledwo kończy swoje pierwsze piwo, on już zamawia trzecie. Szybko zaczyna plątać mu się język i przestawia swoje krzesło w taki sposób, aby siedzieć nie naprzeciwko niej, a obok. W pewnym momencie zaczyna coś do niej szeptać; Odelia bardzo chciałaby wiedzieć co, ale niestety Edmund nachyla się nad prawą częścią jej ciała, czyli również nad jej feralnym, niesłyszącym uchem. W końcu, pod naciskiem jednego z wielu z jego sugestywnych spojrzeń, Odelia przypomina mu, że nie słyszy. Jest całkiem pewna, że poruszali ten temat w jednej z ich poprzednich rozmów, i że jak tylko odświeży mu pamięć, mężczyzna od razu się zreflektuje, ale nie. Słysząc jej słowa, Edmund tylko parska śmiechem i kręci głową.
– Faktycznie głośno tutaj. Może pójdziemy do mnie? Czekaj, zaraz wrócę, tylko skoczę do łazienki. Zawsze strasznie sikam po piwie.
Odelia dochodzi do wniosku, że nie tyle nie ma ochoty iść z nim do jego domu, co wręcz nie chce siedzieć w jego towarzystwie ani chwili dłużej, a ponieważ nie jest osobą, która przejmuje się tym, co wypada, wstanie od stolika i skierowanie się w stronę wyjścia przychodzi jej z łatwością. Niestety w drzwiach zostaje cofnięta przez… elfa.
– Hasło – mówi rozkazującym tonem, a ona rozgląda się dookoła. Przez ostatnią godzinę była na tyle zaaferowana Edmundem, że zupełnie nie zwracała na otaczający ją świat. Tymczasem okazuje się, że otaczają ją elfy, rycerze i jakieś paskudne stwory, w których, gdyby tylko orientowała się w świecie Władcy Pierścieni, pewnie bez problemu rozpoznałaby orki.
– Hasło? – powtarza, po czym zerka do tyłu. Ma nadzieję, że Edmund stoi w długiej kolejce do łazienki, i że uda jej się uciec przed jego powrotem. – Hasło podaje się, żeby gdzieś wejść, a nie żeby wyjść – zauważa rozsądnie, ale poważny elf nie wygląda na usatysfakcjonowanego jej sprytem.
– Hasło niepoprawne – kwituje i daje jej znak ręką, aby się cofnęła. Choć Odelia uważa to za karygodne i mocno naruszające jej wolność, żadna ze stojących blisko niej osób nie podziela jej oburzenia. Bierze głęboki oddech.
– Jak mogę wyjść stąd bez hasła? – Chociaż w tamtej chwili jej zdenerwowanie przekracza ogólnie akceptowany poziom, jej mało kłótliwa natura jakimś cudem sprawia, że zamiast walczyć o możliwość szybkiego ulotnienia się z dala od Edwarda, postanawia znaleźć inne wyjście z sytuacji. Gapi się na niewzruszonego elfa, który kiwa głową na parę stojących niedaleko, żywo rozmawiających osób.
– Doniósłszy pierścień na Górę Przeznaczenia, od piwa zaznasz wybawienia.
Słysząc tak beznadziejny rym, każdy normalny człowiek parsknąłby śmiechem, przewróciłby oczami albo bez słowa przeprosin przepchnąłby się do wyjścia pod ramieniem burkliwego elfa, ale nie ona. Nie Odelia Winslow. Zamiast zachować się logicznie, ona odwraca się plecami do strażnika wyjścia i podchodzi do grupki, która, jeśli wierzyć słowom elfa, kieruje się do miejsca, które zapewni jej możliwość wyjścia.
– Muszę dostać się do Góry Przeznaczenia – wypala, nie zważając na to, że właśnie przerywa im rozmowę, a później wbija spojrzenie w ładną, jasnowłosą dziewczynę, która wyróżnia się spośród nich najbardziej. Po jej aurze czuje, że jeśli ktoś może jej tutaj pomóc to właśnie ona.

teddy darling

oh, misty eye of the mountain below

: pt paź 16, 2026 11:48 pm
autor: teddy darling
079.
Nie pamiętała, kiedy ostatnio wybrała się z kolegami z jednostki na jakiś wypad integracyjny, który nie sprowadzałby się do zwykłego chlania. Teddy była święcie przekonana, że te moczymordy nie wytrzymają bez kolejki wódki nawet godziny, a tu proszę bardzo - dotarli do starego browaru całkiem trzeźwi. Może powinna zapisać tę datę w kalendarzu, bo kto wie, kiedy podobny cud znowu się wydarzy. Oczywiście nie oznaczało to, że wszyscy nagle porzucili swoje przyzwyczajenia. Secada już po drodze próbował ich namówić, żeby zahaczyli o jakiś bar, jakby perspektywa spędzenia paru godzin bez alkoholu była dla niego osobistą zniewagą. Darling zdołała go jednak przekonać, żeby wstrzymał się z tym genialnym pomysłem przynajmniej do czasu, aż wyjdą z escape roomu. W końcu na końcu trasy miało podobno czekać na nich piwo. Nie po to człowiek przyjeżdża do miejsca, w którym warzyło się kiedyś alkohol, żeby potem wyjść stamtąd o suchym pysku. Strażaczka nie miała pojęcia, jak dokładnie wyglądał plan organizatorów, ale uznała, że jeśli ktoś przygotowuje zabawę w takim miejscu, to powinien zadbać również o odpowiednie zakończenie wycieczki. Mogli się bawić w rozwiązywanie zagadek, szukać wskazówek i udawać, że są wyjątkowo inteligentnymi detektywami, ale na sam koniec należała im się jakaś nagroda. Jak psu buda i chłopu ziemia.
— Mają tu piwo — zauważył Donovan, na co Teddy skarciła go spojrzeniem. — No co? Nie trzeba czekać do końca — dodał, a bliźniacy Johnsonowie, którzy byli identyczni, ale jeden miał ukruszoną górną jedynkę, pokiwali zgodnie głowami.
— Przestań, Jett — szturchnęła przyjaciela łokciem w bok. — Można przecież bawić się na trzeźwo — powiedziała, na co Blaze - dowódca zmiany, mąż i ojciec dwójki (już prawie trójki) dzieci - wzruszył lekko ramionami.
— Można, ale po co? — zapytał niczym pies spuszczony ze smyczy. Darling nie miała siły do tych chłopów.
Chwilę później zjawił się mężczyzna, który poprosi ich o hasło, które miało wprowadzić ich do podziemi browaru, gdzie miała rozpocząć się ich przygoda.
— Doniósłszy pierścień na Górę Przeznaczenia, od piwa zaznasz wybawienia — wyrecytowali wszyscy razem, bo właśnie ten tekst widniał na broszurze, którą otrzymali na wejściu. Już mieli podążyć za swoim mistrzem gry, ale obok znienacka zmaterializowała się jakaś młoda kobieta, która najwyraźniej również brała udział w zabawie.
— My też próbujemy się tam dostać — odparła Darling z serdecznym uśmiechem. — Przyszłaś sama? Możesz do nas dołączyć. Jeśli masz ochotę, oczywiście — ruchem głowy wskazała na duże, drewniane drzwi, za którymi czekała ich dzisiejsza przygoda. Im ich więcej, tym weselej! A Teddy nie widziała powodu, żeby odmawiać komuś towarzystwa, skoro i tak mieli spędzić najbliższy czas na wspólnym rozwiązywaniu zagadek. Może akurat trafi im się ktoś, kto będzie miał więcej oleju w głowie niż jej koledzy z jednostki. Chociaż poprzeczka nie wisiała szczególnie wysoko.
Mistrz gry odchrząknął ponaglająco, najwyraźniej dając im do zrozumienia, że nie zamierza czekać w nieskończoność, aż dokończą pogawędkę. Panowie ruszyli więc przodem, jak na prawdziwych dżentelmenów przystało. Skaranie boskie z tymi facetami, no naprawdę!
— Władca Pierścieni to nie twoje klimaty? — zagadnęła, zauważając, że kobieta nie miała na sobie niczego, co szczególnie pasowałoby do tematyki wydarzenia. Sama również nie wystroiła się w żaden kostium. Nie była jednak przekonana, czy jej koledzy z jednostki przetrwaliby widok własnych odbić w lustrze, gdyby kazano im założyć spiczaste uszy, peleryny i inne tego rodzaju dziwactwa. Nie żeby sama miała coś przeciwko. Jej narzeczona była fanką role-playów, więc Darling od czasu do czasu dawała się namówić na włożenie czegoś, co lepiej oddawałoby klimat imprezy. Właściwie to nie potrafiła jej odmawiać. Wystarczyło, że April spojrzała na nią swoimi maślanymi oczami, a strażaczka była kupiona w całości. Mogła się zarzekać, że nie założy żadnego przebrania, a pięć minut później stała przed lustrem, poprawiając element kostiumu i pytając, czy na pewno wygląda wystarczająco dobrze. Miłość najwyraźniej robiła z człowiekiem dziwne rzeczy. Z Teddy na pewno.

odelia winslow