Viva la France y vive croissant!
: sob paź 17, 2026 1:49 am
Dzień 1
Eric Paryż widział jedynie w filmach albo zdjęciach i relacjach na instagramie swoich znajomych. Nigdy nie przypuszczał, że dane mu będzie odwiedzić to popularne i słynące z wysokiej wieży miasto. Jego życiowe bingo naprawdę go zaskakiwało, ale w tym przypadku cieszył się z takiej możliwości, szczególnie że będzie mógł spróbować PRAWDZIWEGO croissanta. Co więcej, cieszyło go, że będzie miał swojego osobistego przewodnika.
Nie stresował się wyjazdem - tak sobie wmawiał. Dopiero kiedy nadszedł dzień wylotu, czuł się jakoś tak… dziwnie? A wszystko za sprawą zdania sobie sprawy, że poza zwiedzaniem, zostanie przedstawiony rodzinie od strony mamy Sheeren. Podejrzewam, że woleliby zobaczyć ją z kimś innym… no bo jak to tak, ona i Euroazjata?
Tak bardzo o tym myślał, że kiedy poszedł spać noc przed wylotem, przyśnił mu się koszmar - najpierw, że wsiadł do złego samolotu, a Sher ostatecznie poleciała sama, i kiedy udało mu się dotrzeć do punktu docelowego, ludzie zaczęli podnosić ręce, by wytykać go palcami, oraz wybuchali śmiechem. Oczywiście obudził się i uświadomił, że to był tylko zły sen. Jakoś dał radę zasnąć, lecz śmiech co jakiś czas słyszał w swojej głowie.
Śmiech, który przypominał mu pierwsze dni w Kanadzie, bo dla innych dzieciaków był obcy.
Śmiech, który znikał, gdy w pobliżu była Shereen. Wystarczyło, że na nią spoglądał, i automatycznie się uspokajał. Sher była niczym słońce rozganiające burzowe chmury nad nim. Dlatego też - gdy miał okazję - przytulał się do niej albo posyłał ciepły uśmiech.
Lot do Paryża miał trwać około 7 godzin i 30 minut - dla jednych to dużo, dla innych wręcz przeciwnie, natomiast dla Erica nie było to dużo, ponieważ nie przekraczał 10 godzin - to z Litwy do Korei trwał od 12 do nawet 17 godzin ze względu na przesiadki, a z Toronto od 13 do 15 godzin. Także jeśli kiedyś będą lecieli do kraju, z którego pochodziła mama Erica, to podróż potrwa nieco dłużej, ale plus był taki, że była dostępna toaleta oraz można było przespać kilka godzin i obejrzeć jakiś film, ponieważ samoloty były wyposażone w ekrany.
Stones pakował swoje rzeczy bez żadnej listy — wkładał do walizki to, co uważał, że mu się przyda, czyli bieliznę, ciuchy, kosmetyki (dezodorant, szczoteczkę i pastę do zębów, perfumy i żel pod prysznic) i ładowarki — na szczęście w Paryżu było dużo sklepów, więc tak naprawdę, gdyby o czymś zapomniał lub zwyczajnie nie wziął, to zawsze tam mógł sobie dokupić. Do bagażu podręcznego spakował Switcha, powerbanka, jakąś książkę (którą od dawna zamierzał przeczytać, ale jakoś nie było czasu, by po nią sięgnąć), krzyżówki i kilka innych rzeczy.
Spakował się w mniej więcej 20... no dobra, 25 minut.
— Pamiętaj, że na lotnisku musimy być co najmniej 3 godziny przed odlotem. — przypomniał, bo miał wrażenie, że czas jakoś strasznie szybko leciał, odkąd zaczęli się pakować. A on naprawdę nie zamierzał gonić samolotu, który na nikogo nie czekał. Nie było możliwości skontaktowania się z pilotem ani z kimkolwiek z załogi, by przekazać prośbę o zatrzymanie tego ogromnego, latającego i ciężkiego środka transportu. Ogólnie Eric był pełen podziwu dla pilotów, ponieważ taki zawód był równoznaczny z wielką odpowiedzialnością. On sam raczej nie widział siebie za sterami samolotu - choć praca ze stewardesami mogłaby być fajna, szczególnie, jeśli jedną z nich byłaby Sher - przede wszystkim ze względu na świadomość, że od jego decyzji zależałoby życie pasażerów. Jeden błąd, jedna zła decyzja i wszystko mogło się źle skończyć. Jasne, zdarzyło się, że latał samolotem w różnych grach, ale tam, jeżeli coś poszło nie tak, można było powtórzyć lot lub całą misję, co w prawdziwym życiu raczej było niemożliwe, ale szczerze? Jemu całkowicie wystarczyło łatanie dziur i naprawianie kodów oraz laptopów. Właśnie! Muszę ustawić nieobecność, żeby przypadkiem nikt mi jutro nie napisał prośby o naprawę kompa. Pomyślał, wchodząc do apki, gdzie działał jako indywidualny serwisant. Jasne, mógłby próbować pomóc zdalnie, lecz najlepiej było własnymi oczami sprawdzić, co tam w trawie piszczało, szczególnie, że niektórzy niezbyt potrafili mu wyjaśnić problem.
No, także ustawił sobie tryb “na wakacjach” oraz zawarł informację o tym, kiedy będzie można do niego pisać oraz próbować się skontaktować. Z półtora roku temu, zapomniał zmienić status z aktywnego na niedługo wracam i niektórzy mieli do niego pretensje - dlatego od tamtej pory INFORMOWAŁ swoich klientów, żeby przypadkiem, w razie, gdyby odbili się od ściany, mieli pretensje wyłącznie do samych siebie. On mógł otrzeć rączki i skierować do WAŻNEJ informacji w profilu, która specjalnie była napisana wielkimi literami, by nawet osoby mające problemy ze wzrokiem, mogły ją zauważyć. W dodatku była niczym wielki znak stop lub światło każące zatrzymać się ze względu na pogrubioną, czerwoną czcionkę.
Koniec końców, Erikowi przypadła rola zamawiania kierowcy, dlatego, zamiast odpalić sobie gierkę w oczekiwaniu na Sher, musiał odpalić apkę Ubera. Zaznaczył, dokąd powinien ich zabrać, a następnie czekał, aż zgłosi się jakiś kierowca.
— Uber będzie za jakieś… 15 minut. Idę się pożegnać z Guciem. — powiedział, idąc do centrum dowodzenia, gdzie w akwarium pływał bojownik. Miał nadzieję, że osoba, która zadeklarowała się karmić Gustawa, nie zapomni o nim. Po pomachaniu rybce zechciał powiedzieć do zobaczenia także Stefce i Princesce - Stefkę jakoś tak wyszło, że dłużej głaskał, a ta w podziękowaniu pięknie podrapała mu rękę - i po pożegnaniu z kiciami, postanowił jeszcze sprawdzić, czy płyta indukcyjna oraz żelazko były wyłączone. Gdy przy obydwu postawił wyimaginowany zielony znaczek check, telefon zawibrował, dając tym samym znać, iż kierowca za 5 minut będzie.
— Pięć minut, Sher. Pomóc Ci domknąć walizkę czy dałaś radę sama? — spytał, opierając się o framugę drzwi i patrząc na swoją dziewczynę.
Gdy przyjechał ich transport, Eric zaczął zanosić walizki do bagażnika, a swój bagaż podręczny w postaci plecaka rzucił na tylne siedzenie. Chwilę pogadał z kierowcą, by dać Sherci czas, i kiedy ta przyszła, wsiadł za nią i zamknął drzwi. Jakoś tak wyszło, że dotknął dłoni Winfield i zaraz ją ścisnął. Kierowca na szczęście nie należał do gadatliwych, co bardzo ucieszyło Stonesa, ponieważ nie przepadał za small talkami z kierowcami taksówek. Jedyne, o co zostali zapytani, to dokąd i na ile lecą oraz że im zazdrości, bo nigdy nie był we Francji.
— Ja też tam lecę po raz pierwszy. — odparł, mocniej ściskając dłoń Sher, jakby chciał tym sposobem przekazać, iż im bliżej lotniska byli, tym bardziej zaczynał się denerwować. Szczerze? Z wielką chęcią mógłby być już po spotkaniu z rodziną swojej dziewczyny. Czułby się o wiele spokojniej.
my love
Eric Paryż widział jedynie w filmach albo zdjęciach i relacjach na instagramie swoich znajomych. Nigdy nie przypuszczał, że dane mu będzie odwiedzić to popularne i słynące z wysokiej wieży miasto. Jego życiowe bingo naprawdę go zaskakiwało, ale w tym przypadku cieszył się z takiej możliwości, szczególnie że będzie mógł spróbować PRAWDZIWEGO croissanta. Co więcej, cieszyło go, że będzie miał swojego osobistego przewodnika.
Nie stresował się wyjazdem - tak sobie wmawiał. Dopiero kiedy nadszedł dzień wylotu, czuł się jakoś tak… dziwnie? A wszystko za sprawą zdania sobie sprawy, że poza zwiedzaniem, zostanie przedstawiony rodzinie od strony mamy Sheeren. Podejrzewam, że woleliby zobaczyć ją z kimś innym… no bo jak to tak, ona i Euroazjata?
Tak bardzo o tym myślał, że kiedy poszedł spać noc przed wylotem, przyśnił mu się koszmar - najpierw, że wsiadł do złego samolotu, a Sher ostatecznie poleciała sama, i kiedy udało mu się dotrzeć do punktu docelowego, ludzie zaczęli podnosić ręce, by wytykać go palcami, oraz wybuchali śmiechem. Oczywiście obudził się i uświadomił, że to był tylko zły sen. Jakoś dał radę zasnąć, lecz śmiech co jakiś czas słyszał w swojej głowie.
Śmiech, który przypominał mu pierwsze dni w Kanadzie, bo dla innych dzieciaków był obcy.
Śmiech, który znikał, gdy w pobliżu była Shereen. Wystarczyło, że na nią spoglądał, i automatycznie się uspokajał. Sher była niczym słońce rozganiające burzowe chmury nad nim. Dlatego też - gdy miał okazję - przytulał się do niej albo posyłał ciepły uśmiech.
Lot do Paryża miał trwać około 7 godzin i 30 minut - dla jednych to dużo, dla innych wręcz przeciwnie, natomiast dla Erica nie było to dużo, ponieważ nie przekraczał 10 godzin - to z Litwy do Korei trwał od 12 do nawet 17 godzin ze względu na przesiadki, a z Toronto od 13 do 15 godzin. Także jeśli kiedyś będą lecieli do kraju, z którego pochodziła mama Erica, to podróż potrwa nieco dłużej, ale plus był taki, że była dostępna toaleta oraz można było przespać kilka godzin i obejrzeć jakiś film, ponieważ samoloty były wyposażone w ekrany.
Stones pakował swoje rzeczy bez żadnej listy — wkładał do walizki to, co uważał, że mu się przyda, czyli bieliznę, ciuchy, kosmetyki (dezodorant, szczoteczkę i pastę do zębów, perfumy i żel pod prysznic) i ładowarki — na szczęście w Paryżu było dużo sklepów, więc tak naprawdę, gdyby o czymś zapomniał lub zwyczajnie nie wziął, to zawsze tam mógł sobie dokupić. Do bagażu podręcznego spakował Switcha, powerbanka, jakąś książkę (którą od dawna zamierzał przeczytać, ale jakoś nie było czasu, by po nią sięgnąć), krzyżówki i kilka innych rzeczy.
Spakował się w mniej więcej 20... no dobra, 25 minut.
— Pamiętaj, że na lotnisku musimy być co najmniej 3 godziny przed odlotem. — przypomniał, bo miał wrażenie, że czas jakoś strasznie szybko leciał, odkąd zaczęli się pakować. A on naprawdę nie zamierzał gonić samolotu, który na nikogo nie czekał. Nie było możliwości skontaktowania się z pilotem ani z kimkolwiek z załogi, by przekazać prośbę o zatrzymanie tego ogromnego, latającego i ciężkiego środka transportu. Ogólnie Eric był pełen podziwu dla pilotów, ponieważ taki zawód był równoznaczny z wielką odpowiedzialnością. On sam raczej nie widział siebie za sterami samolotu - choć praca ze stewardesami mogłaby być fajna, szczególnie, jeśli jedną z nich byłaby Sher - przede wszystkim ze względu na świadomość, że od jego decyzji zależałoby życie pasażerów. Jeden błąd, jedna zła decyzja i wszystko mogło się źle skończyć. Jasne, zdarzyło się, że latał samolotem w różnych grach, ale tam, jeżeli coś poszło nie tak, można było powtórzyć lot lub całą misję, co w prawdziwym życiu raczej było niemożliwe, ale szczerze? Jemu całkowicie wystarczyło łatanie dziur i naprawianie kodów oraz laptopów. Właśnie! Muszę ustawić nieobecność, żeby przypadkiem nikt mi jutro nie napisał prośby o naprawę kompa. Pomyślał, wchodząc do apki, gdzie działał jako indywidualny serwisant. Jasne, mógłby próbować pomóc zdalnie, lecz najlepiej było własnymi oczami sprawdzić, co tam w trawie piszczało, szczególnie, że niektórzy niezbyt potrafili mu wyjaśnić problem.
No, także ustawił sobie tryb “na wakacjach” oraz zawarł informację o tym, kiedy będzie można do niego pisać oraz próbować się skontaktować. Z półtora roku temu, zapomniał zmienić status z aktywnego na niedługo wracam i niektórzy mieli do niego pretensje - dlatego od tamtej pory INFORMOWAŁ swoich klientów, żeby przypadkiem, w razie, gdyby odbili się od ściany, mieli pretensje wyłącznie do samych siebie. On mógł otrzeć rączki i skierować do WAŻNEJ informacji w profilu, która specjalnie była napisana wielkimi literami, by nawet osoby mające problemy ze wzrokiem, mogły ją zauważyć. W dodatku była niczym wielki znak stop lub światło każące zatrzymać się ze względu na pogrubioną, czerwoną czcionkę.
Koniec końców, Erikowi przypadła rola zamawiania kierowcy, dlatego, zamiast odpalić sobie gierkę w oczekiwaniu na Sher, musiał odpalić apkę Ubera. Zaznaczył, dokąd powinien ich zabrać, a następnie czekał, aż zgłosi się jakiś kierowca.
— Uber będzie za jakieś… 15 minut. Idę się pożegnać z Guciem. — powiedział, idąc do centrum dowodzenia, gdzie w akwarium pływał bojownik. Miał nadzieję, że osoba, która zadeklarowała się karmić Gustawa, nie zapomni o nim. Po pomachaniu rybce zechciał powiedzieć do zobaczenia także Stefce i Princesce - Stefkę jakoś tak wyszło, że dłużej głaskał, a ta w podziękowaniu pięknie podrapała mu rękę - i po pożegnaniu z kiciami, postanowił jeszcze sprawdzić, czy płyta indukcyjna oraz żelazko były wyłączone. Gdy przy obydwu postawił wyimaginowany zielony znaczek check, telefon zawibrował, dając tym samym znać, iż kierowca za 5 minut będzie.
— Pięć minut, Sher. Pomóc Ci domknąć walizkę czy dałaś radę sama? — spytał, opierając się o framugę drzwi i patrząc na swoją dziewczynę.
Gdy przyjechał ich transport, Eric zaczął zanosić walizki do bagażnika, a swój bagaż podręczny w postaci plecaka rzucił na tylne siedzenie. Chwilę pogadał z kierowcą, by dać Sherci czas, i kiedy ta przyszła, wsiadł za nią i zamknął drzwi. Jakoś tak wyszło, że dotknął dłoni Winfield i zaraz ją ścisnął. Kierowca na szczęście nie należał do gadatliwych, co bardzo ucieszyło Stonesa, ponieważ nie przepadał za small talkami z kierowcami taksówek. Jedyne, o co zostali zapytani, to dokąd i na ile lecą oraz że im zazdrości, bo nigdy nie był we Francji.
— Ja też tam lecę po raz pierwszy. — odparł, mocniej ściskając dłoń Sher, jakby chciał tym sposobem przekazać, iż im bliżej lotniska byli, tym bardziej zaczynał się denerwować. Szczerze? Z wielką chęcią mógłby być już po spotkaniu z rodziną swojej dziewczyny. Czułby się o wiele spokojniej.
my love