my mood is sponsored by sleep deprivation
: sob paź 17, 2026 4:15 pm
Nie pamiętał kiedy ostatnio usiadł dłużej niż na kwadrans.
Nie licząc kilkugodzinnego lotu, przesiadki i kolejnych paru godzin w samolocie, od kilku dni miał nieodparte wrażenie, że wciąż zajmował czymś ręce. Gdzieś trzeba było pójść, coś koniecznie należało załatwić, inny problem nie mógł czekać ani chwili dłużej. Nawet w trakcie czwartkowej terapii zamiast zamknąć się w gabinecie, Lian wciąż wyrabiał kilometrówki chodząc po domu z laptopem rozłożonym w jednej ręce.
Drugą odbierał w drzwiach nowy garnitur i potwierdzał, że w pełni słucha nowych zaleceń i że do następnego tygodnia z pewnością rozważy zmianę dawki leków nasennych. Paradoksalnie, choć nie pomagały mu szczególnie w ostatnim czasie, czuł nieprzyjemne ssanie w żołądku na myśl o zrezygnowaniu z części z nich. Rozumiał - problemem był zapewne komfort związany z samą świadomością posiadania ich pod ręką, doktor Ross próbowała wyjaśnić mu to od miesiąca, ale wciąż był oporny - nie wiedział tylko, czy moment był dobry.
一 Żaden nie będzie 一 słyszał zazwyczaj, na co kiwał głową by wieczorem i tak sięgnąć po tę samą dawkę. 一 Musisz w końcu podjąć decyzję.
Kilka godzin po popołudniowej sesji z terapeutką Lian wygodnie zapomniał, że po raz kolejny obiecał temat rozważyć, nadając większy priorytet koszuli. To, że w szafie wisiały same nadające się na pogrzeb nie oznaczało, że nie mogły leżeć schludnie z garniturem, z którym na próbę zestawiał każdą z nich. Czarno-czarny komplet zawisł pod wieczór na drzwiach do łazienki na piętrze, gotowy na następny dzień, zaraz obok stanęły wypastowane buty.
Nie oznaczało to jednak końca jego wydeptywania dziur w podłodze; ledwo skończył na górze, a już zaledwie chwilę później przeszukiwał gabinet, bo przypomniało mu się, że na wiosenny recital w Japonii potrzebował swoich translacji. Zeszyt nutowy jak zniknął tak uparcie trzymał się poza widokiem, unikając Liana i jego porządkujących inne przypadkowe materiały dłoni.
W tym wszystkim prawie zignorował z przyzwyczajenia dzwonek do bramy.
Wierząc, że o tej godzinie jedyną osobą jaka mogła zechcieć przyjść bez zapowiedzi był Daniel, nie patrząc nawet na panel z ekranem w przedpokoju, po prostu wcisnął na oślep przycisk i zawierzył, że gość poradzi sobie z całą resztą sam. W drugiej ręce trzymał stare, przypadkowo znalezione wyrywki z zeszytu nutowego, inne łącznie z pięciolinią wykreślone były jego dłonią na tym, co w danym czasie znalazł. Zapodziała się nawet chusteczka z kawiarni na lotnisku w Chicago.
Zmarszczył lekko brwi na to odkrycie gdy jego spojrzenie padło na nuty oraz kawowego kleksa; kiedy to napisał?
一 Jestem w gabinecie 一 rzucił przez ramię nawet nie patrząc w stronę przedpokoju, gdy usłyszał otwierające się drzwi. 一 Pada?
Daniel Moore