My favorite person in the family
: sob paź 17, 2026 7:21 pm
Zuha w mieście była od czterech miesięcy tak już na dłużej, a przynajmniej taką miała nadzieję. Otwierało to przed nią nowe doświadczenia i świat, który nie kręcił się wokół rodziców i tego co ma Zuha robić. Jasne była idealną córeczką tatusia, chlubą rodziny. Zuha mimo swojego buntu i wiecznych małych wojen z ojcem i tak robiła to co do niej należało, bo nie chciała rozczarować ojca. Od małego miała kładzione do głowy co ma robić, jak się zachowywać i przede wszystkim w żaden sposób nie rozczarować ojca.
Wyjazd do Toronto przyjęła wręcz z wielką ulgą, bo to znaczyło, że raczej rodzice nie przylecą w odwiedziny do niej, a narzeczonemu nie śpieszyło się przeprowadzać, bo przecież on musiał ogarniać ich ślub, bo nie mogło być tak jak ona sobie tego chciała. Szczerze to gdyby mogła to przyszłaby na własny ślub w czarnej kiecce jakby wybierała się na pogrzeb i to w dodatku własny! No ale teraz w Toronto odkrywała wolność, której tak naprawdę nie miała. Nikt nie patrzył jej na ręce, a różnica czasu była tak paskudna, że sporadycznie rozmawiała przez telefon z rodzicami i z narzeczonym co cieszył ją jeszcze bardziej, o nie musiała się z niczego spowiadać.
Kilka dni temu wróciła z krótkiego wyjazdu do Singapuru gdzie odbywały się wyścigi F1, więc potrzebowała chwili by ogarnąć jetlag i wrócić do normalności. A dzisiaj po pracy postanowiła odwiedzić kochaną kuzynkę, z którą miała dobry kontakt i która była dla niej trochę jak starsza siostra. Wiedziała, że zawsze jej się może ze wszystkiego wygadać, chociaż nie robiła tego często. Kazuha nauczyła się trzymać wszystko w sobie.
Nie pisała do Cobie. Sam fakt, że zdecydowała się na wpadnięcie był spontaniczny i nawet po drodze skoczyła do sklepu bo jakieś dobre wino i przekąski. Potrzebowała spędzić z kimś wieczór, a że nie miała zbyt wielu znajomych to Cobie przypadł ten zaszczyt!
-Cobs jesteś w domu? - wydarła ryjka pukając do znanych jej drzwi. Miała nadzieję, że nie pocałuje klamki, bo byłoby przykro i te dwie butelki wina będzie musiała wypić sama.
Cobie Takeda
Wyjazd do Toronto przyjęła wręcz z wielką ulgą, bo to znaczyło, że raczej rodzice nie przylecą w odwiedziny do niej, a narzeczonemu nie śpieszyło się przeprowadzać, bo przecież on musiał ogarniać ich ślub, bo nie mogło być tak jak ona sobie tego chciała. Szczerze to gdyby mogła to przyszłaby na własny ślub w czarnej kiecce jakby wybierała się na pogrzeb i to w dodatku własny! No ale teraz w Toronto odkrywała wolność, której tak naprawdę nie miała. Nikt nie patrzył jej na ręce, a różnica czasu była tak paskudna, że sporadycznie rozmawiała przez telefon z rodzicami i z narzeczonym co cieszył ją jeszcze bardziej, o nie musiała się z niczego spowiadać.
Kilka dni temu wróciła z krótkiego wyjazdu do Singapuru gdzie odbywały się wyścigi F1, więc potrzebowała chwili by ogarnąć jetlag i wrócić do normalności. A dzisiaj po pracy postanowiła odwiedzić kochaną kuzynkę, z którą miała dobry kontakt i która była dla niej trochę jak starsza siostra. Wiedziała, że zawsze jej się może ze wszystkiego wygadać, chociaż nie robiła tego często. Kazuha nauczyła się trzymać wszystko w sobie.
Nie pisała do Cobie. Sam fakt, że zdecydowała się na wpadnięcie był spontaniczny i nawet po drodze skoczyła do sklepu bo jakieś dobre wino i przekąski. Potrzebowała spędzić z kimś wieczór, a że nie miała zbyt wielu znajomych to Cobie przypadł ten zaszczyt!
-Cobs jesteś w domu? - wydarła ryjka pukając do znanych jej drzwi. Miała nadzieję, że nie pocałuje klamki, bo byłoby przykro i te dwie butelki wina będzie musiała wypić sama.
Cobie Takeda