Strona 1 z 1

in the middle of the night

: sob paź 17, 2026 11:41 pm
autor: Zavia Vanberg
001.
are you proud of yourself?
Kiedy chciała całkowicie zniknąć skrywała się pod osłoną nocy, a blackout rządzący miastem sprawiał, że mrok stawał się jeszcze bardziej przenikliwy. Czerń ciasno otulała tych, którzy mieli w sobie na tyle dużo odwagi, by się jej przeciwstawić. Albo dać się jej pochłonąć – ona akurat kierowała się stanowczym krokiem prosto w najciemniejszą miejsce.
Niebo było bezchmurne, bardzo wyraźnie było na nim widać błyszczące gwiazdy. Jawiły się na tle czerni jak drobinki na brokatowej szmince. Podmuchy chłodnego wiatru czuła jedynie na swojej twarzy, jeszcze zanim zdecydowała się nałożyć kask. Jej nocne wyjścia z reguły bardzo szybko przeobrażały się w nocne jazdy. Niemal odruchowo sięgała po swoje ochronne nakrycie głowy, by zaraz potem skierować się w stronę garażu, w którym stał motocykl. Tym razem też tak było.
Podróżowanie jednośladem uspokajało ją – o tej porze ulice nie były zatłoczone, więc czasami odnosiła wrażenie, że cała asfaltowa nawierzchnia należy tylko do niej. Nie musiała wymijać jadących aut, ściśle trzymać się przepisów drogowych, a czasami pozwalała sobie również na wyciśnięcie z maszyny kilku dodatkowych, niedozwolonych centymetrów na liczniku prędkości.
Bywała nieostrożna, jakby adrenalinę podczas jazdy chciała czuć w każdej komórce swojego ciała.
Może dlatego tym razem nie zareagowała w porę. Zamiast wymknąć się i uciec od kłopotów... podziałała na nie jak magnes. Przyciągnęła je do siebie jak nigdy – świat postanowił wrzucić ją niemal w sam środek zamieszania, które prawdopodobnie sama stworzyła.
Musiała być zbyt zamyślona, bo w pierwszej chwili nie wiedziała nawet co się stało. Mogła zrzucić z siebie część winy i wskazać na niedziałającą sygnalizację. Mogła powiedzieć, że drugi motocyklista był równie nieostrożny, że też nie był skupiony na drodze.
Najpierw był blask – światła nadjeżdżającej maszyny były bardzo jasne, oślepiające. Był też pisk – musiała gwałtownie hamować, ale ten drugi też. Z trudem wykręciła motorem tak, by ten się nie przewrócił. W najczarniejszym scenariuszu wyobrażała sobie jak cały lakier z jednej strony zostaje zdarty, a ona przy okazji przeciera cały bok. Na szczęście się to nie stało.
Wstała, gdy tylko była w stanie bezpiecznie odstawić jednoślad. Pospiesznie zdjęła kask, kładąc go na siedzeniu. Od razu skierowała się w stronę jak mniemała mężczyzny. Oczywiście nie chciała nikogo missgenderować, ale szerokie ramiona i brak widocznie zarysowanych piersi sprawiały, że była niemal pewna, że prawie zderzyła się z samcem.
Początkowy szok szybko ustąpił miejsca nerwom, najszczerszemu wkurwieniu. Może nie było tego widać po jej twarzy (bo było ciemno, tylko niektóre latarnie w ich zasięgu działały), ale poruszenie było widać w jej sylwetce. Niemal zacisnęła ręce, jakby była nieco bliżej to zaczęłaby pewnie wymachiwać łapami.
— Jesteś z siebie, kurwa, dumny? Cymbale? — wychrypiała, zatrzymując się po dwóch lub trzech krokach zrobionych w jego stronę. Nawet nie interesował ją jego stan, nie pytała czy nic mu się nie stało. Na dzień dobry postanowiła obarczyć go całą winą.

levi shelby

in the middle of the night

: wt paź 20, 2026 3:54 pm
autor: levi shelby
dilated eyes,
can't see through the static

c i e m n o ś ć

Która opatulała Toronto już od dłuższego czasu, zaczynała robić się cholernie męcząca. I nawet nie chodziło już o to, że ciężko było dostosować się do nowego trybu życia ograniczonego dostępem do elektryczności, bardziej o fakt, że możliwości nocą zmniejszały się diametralnie. To wszystko zaczynało go cholernie nużyć... W sensie... Shelby zawsze potrafił znaleźć sobie jakieś zajęcie, tutaj bardziej chodziło o towarzystwo. Lubił uwagę. Lubił poznawać ludzi, wyciągać z nich ciekawe informacje, które później mógł wykorzystać na swoją korzyść. Miał cholernie dobrą pamięć do drobiazgów, co ludzie często brali za coś considerate. Byli wręcz zaskoczeni, kiedy pamiętał ich małe nawyki, ulubione rzeczy czy jakąś kompletnie randomową pierdołę, o której wspomnieli raz trzy tygodnie wcześniej. Jakie to słodkie, prawda? Czyżby naprawdę aż tak uważnie ich słuchał? Prawda była jednak trochę mniej romantyczna. Wszystko, co robił, miało mieć jakiś cel. Te randki jednak.. po prostu powoli zaczynały go zwyczajnie nudzić.

Dzisiejszego wieczoru po raz kolejny chciał po prostu oddać się prędkości na w miarę pustych autostradach przecinających Toronto. Uwielbiał widok jeziora i miasta migającego gdzieś po bokach. Wiatr, który uderzał w jego ciało z coraz większą siłą, kiedy tylko przyspieszał. Wibracje rozpędzonego jednośladu były jednym z tych bodźców, które dawały mu poczucie, że faktycznie, kurwa, żył. Nie rozumiał ludzi, którzy woleli spędzać całe dnie w łóżku, skoro takie emocje mogli sobie serwować dosłownie każdego dnia. I nawet nie chodziło już o to, żeby mieć motor czy samochód. Wystarczyła wyobraźnia i chęć doświadczenia czegoś nowego... czegos nieprzewidywalnego. NO WŁAŚNIE.

Nieprzewidywalnego...

W dosłownie dwie sekundy przed jego oczami pojawiło się światło kolejnego jednośladu, który jechał prosto w jego kierunku. Shelby zareagował instynktownie. Zacisnął dłonie na hamulcach, a przeraźliwy pisk opon przeciął ciszę, kiedy gwałtownie wykręcił motocykl i zatrzymał go dosłownie o włos od drugiej maszyny. Kurwa... aż nim zabuzowało. Dosłownie trzęsło go od adrenaliny, wkurwienia na tego drugiego idiotę i... ekscytacji? Bo właśnie uniknął czegoś, czego skutki mogłyby być cholernie nieodwracalne. Ściągnął kask i przejechał dłonią po włosach, odgarniając z oczu opadające kosmyki, a jego brew uniosła się nieznacznie, kiedy zorientował się, że to nie był idiota, a mianowicie nie dość, że prawie zabiła go kobieta, to jeszcze nie była to byle jaka kobieta.

Zavia Vanberg.

No kurwa pięknie. - Serio, Vanberg? Życie ci kurwa niemiłe?! - rzucił wkurwiony, podchodząc kilka kroków bliżej. - Cody spuścił cię ze smyczy i dlatego pozwalasz sobie tak nocą zapierdalać? - Przeskanował ją wzrokiem od stóp do głów, niby z czystej irytacji, ale tak naprawdę chciał sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Po chwili zerknął również na jej motocykl i na szczęście wszystko wyglądało na całe. Podszedł do swojego jednośladu i przesunął go bardziej na bok, na wypadek gdyby ktoś jeszcze nadjeżdżał. - Następnym razem naucz się jeździć, bo możesz nie mieć tyle szczęścia - rzucił, machając ręką, po czym oparł się o motocykl. Boże. Nie dość, że musiał oglądać jej irytującą twarz podczas zawodów i treningów motocrossowych, to jeszcze ze wszystkich możliwych miejsc na świecie musiał wpaść właśnie na nią tutaj. Eh... dobrze, że przynajmniej była ładna.

Vanberg

in the middle of the night

: wt paź 20, 2026 6:49 pm
autor: Zavia Vanberg
Nawet kiedy na chwilę przymknęła oczy to nie mogła pozbyć się wrażenia, że nadal widzi ten błysk. Jakby to światło zaatakowało na tyle silnie, że wdarło się głęboko w jej ślepia. To właśnie ta jasność musiała spowodować u niej utratę panowania nad maszyną. Nie winiła prędkości jazdy, którą na własną odpowiedzialność niejednokrotnie zwiększała, łamiąc obowiązujące na drodze zasady. Nie winiła też niebezpiecznego wjazdu w zakręt. Od samego początku nie miała sobie nic do zarzucenia.
Krew się w niej zagotowała – bardzo szybko zaczęło jej się robić gorąco, prawie jakby każdą komórkę ciała liznęły ogniste płomienie. Serce biło jej jak szalone, próbowało wydostać się z kościanego więzienia w postaci żeber. Niemal czuła jak organ obija się o pojedyncze kości, chcąc wyrwać się z piersi. Robiła głębokie wdechy, bo myślała, że zaciągnięcie się świeżym, rześkim powietrzem sprawi, że się uspokoi. Ale chłód tej nocy nie miał żadnych szans w starciu z jej rozgoryczeniem.
Może mogłaby się rzucić na niego z łapami, gdyby nie zachowali bezpiecznej odległości od siebie. To był najprostszy sposób na wyładowanie się jaki przychodził jej do głowy. Ale była też cywilizowanym człowiekiem, więc skończyło się jedynie na zaciskających się dłoniach. Czuła jak paznokcie silnie napierają na skórę, niemal ją raniąc. Nie była wobec siebie delikatna, ale tylko to pozwalało jej trzymać nerwy na wodzy, zachowywać spokój, który w każdej chwili mógł zostać zdruzgotany.
„Cody spuścił (...)”
Od razu się skrzywiła, choć sama nie wiedziała czy powodem zmiany mimiki i nastawienia było imię jej byłego, czy to, że została porównana do zwierzęcia, które trzymało się na uwięzi. Złość zaślepiła ją na tyle, że nawet nie zastanawiała się zbyt długo skąd ten koleś znał jej nazwisko. Skoro znał Cody'ego to ją też mógł.
— A ty to jesteś, kurwa, kto? — wycedziła przez zaciśnięte zęby. W sumie mógł być kimkolwiek, tak naprawdę mało ją to obchodziło i głównie to chciała mu pokazać – całą swoją ignorancję. Miała szczerze wysrane na swojego byłego i wszystkich jego kolegów, jeśli należał do tego zacnego grona.
— Smyczy? Kwestia sporna kto kogo na czym trzymał — odparła, robiąc krok lub dwa z bok, prawie jakby próbowała go częściowo obejść, może lepiej mu się przyjrzeć. Te szerokie ramiona (o których wcześniej pomyślała, gdy tylko próbowała ustalić jego płeć) zdawały się jeszcze szersze.
Na końcu języka miała zestaw słów, który mógłby go uderzyć w dumę, ale hamowała się. Mimo całej niechęci którą w sobie nosiła... pojawiały się w niej prześwity zdrowego rozsądku. Tak naprawdę nie wiedziała z kim ma do czynienia, nie mogła przewidzieć jak by się zachował, gdyby bezpośrednio go zaatakowała – bez znaczenia czy słownie, czy otwartą dłonią w twarz.
— Szczęścia? Wszystko pod kontrolą — zagrała kartą odwagi. Za nic w świecie nie przyznałaby się do swojej winy, nawet jeśli podskórnie czułaby, że się myli. Była uparta, potrafiła zaciekle bronić swoich racji. — Za to ty mógłbyś być ostrożniejszy. Kupa mięśni nie zawsze uchroni cię przed kalectwem.
Zrobiła krok w jego stronę, żeby móc lepiej przyjrzeć się jego twarzy. Wątłe światło stojącej nieopodal latarni oświetlało ich tylko połowicznie. To było jedno z nielicznych źródeł jasności w pobliżu, dalej był tylko mrok. Żadnych nadjeżdżających aut w oddali, żadnych innych błyszczących punktów.
Tylko oni i otaczająca ich ciemność.
I ta jedna żarówka, którą przyćmiewała wszechobecna czerń.

who the hell are you?

in the middle of the night

: czw paź 22, 2026 2:33 pm
autor: levi shelby
i'm feeling rough... i'm feeling raw...
i'm in the prime of my life

Irytowała go.

Może wcześniej nie zamienił z nią ani słowa, ale działała na niego niemal tak samo jak dźwięk paznokci przesuwanych po tablicy kredowej. Cholera, aż go skręcało na samą myśl o tym zgrzycie. Nie potrafił nawet do końca wytłumaczyć swojej wrogości. Może chodziło o to, że ten idiota Cody nieraz opowiadał, jak bardzo lubił ją pieprzyć, a chwilę później równie chętnie dzielił się tym, jak cholernie go irytowała? Zamiast z nią zerwać, dalej tkwił w tym związku, a ona za każdym razem do niego wracała. Jak piesek na zawołanie. Wkurwiała go ta jej naiwność. Chyba, że o tym wszystkim nic nie wiedziala? Z resztą... gówno go to obchodziło... to był sam fakt, że w ogóle była z kimś takim jak Cody. Jego odwiecznym rywalem… Kurwa, musiał się opanować. Przecież nawet nie wiedział, ile z tych opowieści było prawdą, a ile zwykłym pierdoleniem tamtego idioty. Z tych rozmyślań wyrwały go jej słowa, na które parsknął śmiechem z niedowierzaniem. Nie wiedziała, kim był? Albo dziewucha cierpiała na jakiś niezbadany przypadek amnezji, albo była tak arogancka, że faktycznie pasowała do swojego chłopaka. No pięknie się dobrali, nie ma co. - Serio? Nie wiesz, kim jestem? - zapytał, unosząc brew i przyglądając jej się uważniej. - Ciekawe.

Zresztą, kogo miał tu oszukiwać? Niczego innego by się po niej nie spodziewał. Swój ciągnie do swego i w tym przypadku było to aż za dobrze widać. Nic dziwnego, że była dziewczyną tamtego frajera. - Czyli już nie trzymacie się nawzajem na tej metaforycznej smyczy? - zapytał, przez moment autentycznie zaciekawiony. Czy to znaczyło, że była teraz wolna? Hm. Kurwa, przecież gdyby się do niej zbliżył, miałby idealną okazję, żeby powkurwiać tamtego debila. JACKFUCKINGPOTTTTT, LET’S FUCKING GO. Dobra, w takim razie musiał trochę zmienić nastawienie, no nie? Przełączyć się na tryb kontrolowania własnych emocji i chociaż przez krótką chwilę zacząć ją… znosić? No przecież dla tak szczytnego celu chyba mógł się odrobinę poświęcić.

Wszystko pod kontrolą, eh?

Parsknął tylko pod nosem na jej słowa. Opierając się o motocykl, przyglądał jej się z coraz szerszym uśmiechem. - Ahhh, czyli uważasz, że jestem dobrze umięśniony? - zapytał, spoglądając na jej twarz, kiedy podeszła bliżej. Dopiero teraz zauważył rozsypane na niej piegi. Wcześniej jakoś nie zwrócił na nie uwagi, ale przecież nie przyglądał się dziewczynie swojego rywala, no nie? Chwilę później jego wzrok zatrzymał się na cholernie ładnych, szmaragdowych tęczówkach. No proszę. - Za to ty mogłabyś robić lepszy użytek z tych swoich ładnych oczek. Chyba że potrzebujesz okularów, skoro nie widzisz, gdzie i jak jedziesz, hm? - rzucił, odpychając się od motocykla i robiąc krok w jej kierunku. Stał teraz tuż przed nią, patrząc na nią z góry. - Chcesz pojechać za miasto? Za jakieś dwie godziny będzie można zobaczyć zajebisty wschód słońca pomiędzy skałami. - Zaproponował to tak po prostu. Nawet nie wiedział czemu… No dobra, wiedział. Przecież miał plan, który powolutku zamierzał wcielić w życie, a wspólna przejażdżka brzmiała jak zajebisty początek.

Vanberg

in the middle of the night

: czw paź 22, 2026 8:35 pm
autor: Zavia Vanberg
„Nie wiesz, kim jestem?”
Nie uśmiechnęła się, choć podskórnie czuła ogromną satysfakcję.
Zabolało? To dobrze, bo miało.
W większości przypadków bardzo szybko odnajdywała czuł punkty, miejsca, w które należało nacisnąć mocniej, żeby wprawić człowieka w zakłopotanie lub po prostu sprawić żeby poczuł dyskomfort. Kiedy naprzeciw stawał kawał chłopa to uderzenie w męską dumę wydawało się najlepszym pomysłem. Bo gdy sprowadzała jego wszystkie teksty do parteru to zaczynał się gubić. A przynajmniej miała ogromną nadzieję, że udawało jej się zbić go z tropu. Mógł nie dawać tego po sobie poznać, ale wbijanie tych malutkich, celnych igiełek szybko stało się dla niej głównym celem tego spotkania.
Metaforyczna smycz ją rozbawiła. No dobra, może bardziej poirytowała i rozjuszyła, ale wolała nazywać to rozbawieniem, żeby nie przypisywać mu w głowie żadnych dodatkowych punktów. Bo w ogólnej klasyfikacji miała go zmiażdżyć.
— Nie, to była strata czasu — odparła, komentując swoje rozstanie w najprostszy możliwy sposób. Dodatkowe wyjaśnienia były zbędne. Zresztą... przed nim i tak nie musiała się tłumaczyć. Domyślała się, ze Cody pewnie dużo gadał, robił wokół tego zerwania burzę, ale jej pozostało tylko cieszyć się z tego, że już nie była tego częścią. Plotkami się nie przejmowała, bo wiedziała, że jej były ma tendencję do ubarwiania rzeczy i przedstawiania ich w swój dziwny, pokrętny sposób. Niektórzy mu przyklaskiwali, inni wiedzieli, że gada głupoty. Nie trzymała z ludźmi, którzy wierzyli w te wyssane z palca opowieści.
Kolejne pytanie sprawiło, że najpierw drgnął jej kącik ust, a później szczerze się uśmiechnęła. Zastanawiające, że niekiedy wystarczyło powiedzieć coś facetowi o jego wyglądzie, a on od razu brał to za komplement. Ten tutaj musiał być łasy na komplementy, bo nawet się specjalnie nie postarała, a on i tak zinterpretował jej słowa po swojemu. Mogła to wykorzystać na swoją korzyść.
— Gdybym chciała powiedzieć ci coś miłego to raczej powiedziałabym, że jesteś świetnie wyrzeźbiony albo że masz ładnie zarysowane mięśnie klatki piersiowej, czy cokolwiek takiego... Bo uznanie określenia kupa mięśni za komplement to chyba lekka nadinterpretacja — powiedziała, próbując nieco ugasić jego entuzjazm i nagłą, trochę niecodzienną zmianę nastawienia. Jeszcze przed chwilą niemal zaciskał zęby i gadał, jakby chciał jej pokazać jak bardzo się myli. Wszystko to nagle próbował przekuć w żart. Mogła pomyśleć, że zszedł z niego początkowy stres, ale chyba była zbyt podejrzliwa wobec ludzi żeby tak po prostu mu uwierzyć.
Gdy stali bliżej siebie mogła mu się uważniej przyjrzeć – widziała, że on na pewno patrzył z większym zainteresowaniem. Jej zależało na tym żeby nie dawać mu uwagi, której tak bardzo pragnął. Zerkała na jego twarz kątem oka, udając niewzruszoną. Jakby ta malejąca odległość nie sprawiała jej żadnego problemu. A tak naprawdę czuła się nieswojo – wciąż był dla niej tylko nieznajomym, z którym prawie się zderzyła.
Zauważyła, że faktycznie był dobrze umięśniony – już wcześniej zwróciła uwagę na szerokie ramiona i uda ciasno zamknięte w dżinsowych spodniach. Twarz też miał przystojną. W oczy rzuciło jej się znamię znajdujące się tuż obok ust, ale totalnie je ignorowała. Większość ludzi nie lubiło skupiać uwagi wokół swoich niedoskonałości. Chociaż jemu akurat pasowało, z tym znamieniem nie wyglądał jak typowy niegrzeczny chłopak.
— Ciężko jest widzieć gdzie się jedzie kiedy oślepia cię światło — rzuciła beznamiętnie, nie spodziewając się, że zaraz po tym zostanie zaproszona na wspólny wypad za miasto. A mówi się, że to kobiety są zmienne. Dawno nie spotkała faceta, która w ciągu kilku minut spotkania pokazał tak szeroką gamę swoich zachowań. A to pewnie nie był pełen wachlarz jego możliwości.
— Czemu miałabym się zgodzić? Przed chwilą chciałeś mnie skasować. I skąd ta nagła zmiana nastawienia? — była podejrzliwa, nawet zmrużyła oczy, tym razem przyglądając się mu już śmielej, nie kryjąc się ze swoimi ukradkowymi spojrzeniami. Zgodziła się na tą otwartą konfrontację. Ale postawę miała obronną, zamkniętą. Ręce złożone na brzuchu, tuż pod sercem. I czekała tak, jakby czekała na wyjaśnienia. Albo jakby chciała żeby postarał się być nieco bardziej przekonujący.
Bo kiedy ostatnio dała się ponieść chwili i wyskoczyła gdzieś z kimś kompletnie nieznajomym?

not a saint