Strona 1 z 3

This pain won't last forever

: ndz paź 18, 2026 8:48 am
autor: Calder Soranzo
001
Kiedy zaczął się źle czuć, był przekonany, że to wina przepracowania, zbyt dużej ilości alkoholu i zaniedbania. Był pewien, że jak tylko dojdzie do siebie i jak znów zacznie o siebie bardziej dbać, to wszystko wróci do normy. Ciągle sobie powtarzał, że jutro skończę z piciem, jeszcze tylko dzisiaj. Niestety, ale to dzisiaj niekoniecznie przychodziło. Po tym, jak okazało się, że jest chory, nie do końca wiedział, co powinien z tym faktem zrobić. Jasne, zdawał sobie sprawę z tego, że od teraz jego życie trochę się zmieni i stanie się nieco bardziej upierdliwe, ale wizja tego, że coś mu przewlekle dolegało, przytłaczała go.
Lekarz przepisał mu leki, które niestety brał tylko wtedy, kiedy o tym pamiętał i był trzeźwy, a takich momentów nie było wiele. Najbardziej chyba przerażała go wizja regularnych zabiegów upuszczania krwi. Nie dlatego, że brzmiało to trochę demonicznie, ale dlatego, że w te dni musiał być kompletnie trzeźwy. Naprawdę wiele go kosztowało, żeby w dzień pierwszego zabiegu i w poprzedni wieczór nic nie wypić. Dzień zazwyczaj kończył i zaczynał z butelką whisky pod ręką, więc było mu wręcz nieswojo. Lekarz jednak nastraszył go na tyle, że ani myślał przychodzić zalany.
Po przyjeździe do szpitala jeszcze chwilę siedział w samochodzie, gapiąc się gdzieś przed siebie. W końcu jednak głęboko odetchnął, wysiadł z auta i skierował się do wejścia do szpitala. Podszedł do recepcji, gdzie musiał chwilę odstać w kolejce. Gdy przyszła jego kolej, podał swoje nazwisko i powiedział, że przyszedł na pierwszy zabieg upuszczania krwi. Kobieta wskazał mu kierunek, w który powinien się udać, zaraz po tym, jak uzupełnił wszelkie niezbędne dokumenty.
Przeszedł pod salę zabiegową, gdzie miał poczekać, aż ktoś wezwie go do środka. Na korytarzu miał wrażenie, że zaraz odejdzie od zmysłów. Bardzo chciałby mieć przy sobie kogoś bliskiego, kto by go w tym wszystkim wspierał, ale niestety był kompletnie sam. Co prawda, jakby poprosił rodziców o to, żeby z nim przyjechali, to pewnie by się zgodzili, ale chyba spaliłby się ze wstydu, gdyby był tutaj z ojcem albo matką. Wolał już być sam, choć przerażało go to wszystko. Nie miał pojęcia, jak będzie się czuł podczas zabiegu i po nim, ale zdawał sobie sprawę z tego, że jak to zaniedba, to może się to dla niego bardzo źle skończyć. Już teraz nie było ciekawie, skoro zdarzyło mu się zemdleć na ulicy. Gdyby jeden z przechodniów mu nie pomógł i nie zadzwonił po karetkę, to nie wiedział, co by z nim było. Wolał się nad tym za bardzo nie zastanawiać.
Siedział na telefonie, zabijając jakoś czas, ale w końcu usłyszał swoje nazwisko. Zablokował telefon i schował go do kieszeni. Wstał z krzesła i przetarł twarz dłońmi, wydając z siebie głośne westchnięcie. Nie chciał tam wchodzić. Nie chciał poddawać się zabiegowi, bo wiedział, że wtedy uderzy w niego to, że rzeczywiście jest chory. To będzie tak, jakby to stało się bardziej realne... W końcu jednak odetchnął raz jeszcze, po czym wszedł do gabinetu. Rozejrzał się ukradkiem i niepewnie podszedł do jednego z łóżek. Przysiadła na nim i wbił wzrok w splecione dłonie, nie bardzo wiedząc, co miał ze sobą zrobić i czekając na pielęgniarkę albo pielęgniarza.

Aven Corvelli

This pain won't last forever

: ndz paź 18, 2026 6:54 pm
autor: Aven Corvelli
001.
Minęło już trochę czasu odkąd wraz z narzeczonym przenieśli się do Toronto. Nie zakładał scenariusza, w którym jeszcze kiedykolwiek tutaj wróci, ale jak widać jego losy potoczyły się nieco inaczej niż przypuszczał. Był też naprawdę wdzięczny swojemu partnerowi, że ten zgodził się na tak duży krok. Na szczęście, jego narzeczony pracował zdalnie, dlatego przeprowadzka nie była dla niego tak problematyczna, jak mogłoby się wydawać. Powoli przyzwyczajali się obaj do życia w nowym mieście i nowym domu, a Aven przyzwyczajał się do swojej nowej rutyny, w nowym miejscu pracy. W wolnych chwilach często gdzieś wspólnie wychodzili, bo chciał pokazać swojemu narzeczonemu miejsca, w których kiedyś często przesiadywał. Oczywiście, starał się unikać tych, do których chodził wspólnie z Calderem, bo sama przeprowadzka do Toronto sprawiła, że wróciło do niego wiele wspomnień, do których nie chciał wracać. Nie miał zamiaru jeszcze bardziej pogarszać sytuacji, bo nie było to coś, co chciał rozpamiętywać. Cieszył go również fakt, że dzięki powrotowi do swojego rodzinnego miasta był bliżej swoich rodziców oraz starych znajomych i przyjaciół.
Wdrożenie się w pracę w nowym szpitalu nie przyszło mu łatwo, ale w końcu chyba udało mu się już nieco przywyknąć i złapał odpowiedni rytm. Zakolegował się nawet z paroma osobami, przez co atmosfera w pracy była przyjemniejsza i przynajmniej nie było nudno. To była jego pierwsza zmiana pracy, więc musiał przyznać, że całe doświadczenie było dla niego dość stresujące, ale jak na razie wszystko wydawało się być w porządku. Miał na głowie nieco więcej obowiązków niż wcześniej i miał wrażenie, że pracy było również więcej, ale adekwatnie teraz zarabiał, więc nie miał na co narzekać.
Dzisiejszego dnia przypisano go do pracy w gabinecie zabiegowym, więc wiedział, że będzie miał ręce pełne roboty. Na szczęście, miał do pomocy swoich kolegów i koleżanki, więc nie był ze wszystkim na głowie sam. Tak jak przypuszczał, od samego rana miał co robić. Nawet nie zorientował się, że było już południe i wielkimi krokami zbliżała się pora lunchowa. Chociaż, nie był pewien tego, czy znajdzie chwilę, żeby rzeczywiście zrobić sobie krótką przerwę na to, aby coś zjeść. Ledwo z gabinetu wyszedł poprzedni pacjent, a minęło kilka minut i koleżanka zawołała kolejnego. Skończył uzupełniać poprzednią dokumentację, by zaraz pod nos dostać następne papiery, tym razem nowego pacjenta. Nawet nie zdążył zajrzeć do dokumentów, a po prostu je zgarnął i ruszył w kierunku łóżka, gdzie wcześniej kątem oka przyuważył, że skierował się mężczyzna. W międzyczasie zajrzał pobieżnie do dokumentacji, skupiając się jednak na opisie zabiegu, na który mężczyzna został skierowany, a nie na jego danych personalnych.
— Pan na zabieg flebotomii... — uniósł głowę, żeby spojrzeć na pacjenta i momentalnie zamarł w bezruchu. Pierwsze czego pożałował, to że pominął w dokumentach tak istotną kwestię, jaką było imię i nazwisko pacjenta. Gdyby tego nie zrobił, już wcześniej wiedziałby z kim będzie miał do czynienia i może zdążyłby się na to mentalnie przygotować. Minęło może kilka sekund, jak wpatrywał się w jego twarz, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie widział. W końcu przeniósł spojrzenie z powrotem na dokumentację, starając się być profesjonalnym. — ...panie Soranzo? — dokończył, nieświadomie zaciskając palce dłoni nieco mocniej na dokumentacji. Odłożył papiery na blat stolika i podszedł do niewielkiego stolika na kółkach, z której zgarnął ciśnieniomierz.
— W pierwszej kolejności muszę zmierzyć ci ciśnienie — powiedział, nie wiedząc czy był to jego pierwszy taki zabieg, czy też nie. Wolał go jednak o tym uprzedzić. Zbliżył się do mężczyzny i chwycił jego rękę, by nasunąć na nią mankiet. Gdy ten już znalazł się na odpowiedniej wysokości, zacisnął go odpowiednio mocno na ramieniu mężczyzny. — Nie odzywaj się i oddychaj spokojnie — dodał jeszcze, włączając urządzenie i obserwując ekranik.

Calder Soranzo

This pain won't last forever

: ndz paź 18, 2026 7:24 pm
autor: Calder Soranzo
Był kompletnie pochłonięty swoimi myślami i obawami związanymi z zabiegiem i samą chorobą, więc nawet nie podniósł wzroku na chłopaka, który do niego podchodził. Dopiero kiedy usłyszał, że ten się do niego odezwał, przeniósł na niego swoje spojrzenie. Momentalnie poczuł nieprzyjemne ukłucie w sercu. Miał wrażenie, że żołądek podszedł mu do gardła. Gapił się tak na niego wyraźnie zaskoczony. No, nie spodziewał się tego, że jeszcze kiedykolwiek go zobaczy po tym, jak Aven się od niego odciął, a już na pewno nie w takich okolicznościach.
— Tak. Na to całe upuszczanie krwi, które tak ładnie nazywacie, żeby nie brzmiało jak średniowieczne metody — westchnął ciężko. Na samą myśl, że rzeczywiście zaraz będą mu upuszczać krew, czuł zdenerwowanie. Trochę o tym czytał i wiedział, że sam zabieg był bezbolesny i nie trwał długo, ale nie znosił widoku krwi. Jak szedł na pobieranie, to odwracał głowę w drugą stronę, byle tylko na to nie patrzeć. Jak się skaleczył jakoś mocniej, to miał problem, żeby samemu poradzić sobie z opatrywaniem się. A teraz miał tak po prostu leżeć i starać się nie pokazywać, że to wszystko robi na nim większe wrażenie, niż powinno.
— Okej — powiedział po prostu, dalej się w niego wpatrując. Nie potrafił odwrócić od niego wzroku. Nadal nie dowierzał w to, że to właśnie jego były mąż miał się nim zająć. Czuł się trochę tak, jakby znalazł się w jakiejś innej gęstości. Podał mu rękę, kiedy Aven zakładał mu mankiet od ciśnieniomierza. — Wiesz, że wybitnie tego nie lubię — mruknął pod nosem. To uczucie ucisku było dla niego strasznie nieprzyjemne, ale wyglądało na to, że bez tego się nie obejdzie. — Zresztą sam dobrze wiesz, że całe te szpitalne tematy... — skrzywił się delikatnie. Stronił od lekarzy i pewnie gdyby nie to, że zemdlał i wzięła go z ulicy karetka, to nie poszedłby się przebadać. Skinął lekko głową, kiedy chłopak kazał mu się nie odzywać, ale zanim poczuł, że mankiet zacisnął się odpowiednio mocno, przerwał ciszę. — Dlaczego nie dałeś znać, że wróciłeś do Toronto? — zapytał, bo najwyraźniej to teraz było ważniejsze od tego, że jego były mąż musiał zmierzyć mu ciśnienie przed zabiegiem. — Przecież pomógłbym ci ogarnąć mieszkanie, przeprowadzkę... — kontynuował. Tyle tylko, że nikt nie powiedział, że Aven tej pomocy rzeczywiście potrzebował. Cóż, Calder był przekonany, że podobnie do niego, Corvelli nie ułożył sobie życia i że tak jak on nie potrafił pogodzić się z tym rozwodem. Tyle tylko, że przecież to on zostawił mu papiery rozwodowe. Dlaczego miałby tego nagle żałować?
— Przepraszam, miałem się nie odzywać — dodał zaraz i odetchnął nieco głębiej. Przeniósł spojrzenie z jego twarzy na ciśnieniomierz i ponownie lekko się skrzywił. — Wiesz... — zaczął, ponownie uniemożliwiając dokładne badanie. — Mogłeś chociaż raz ode mnie odebrać albo mi odpisać. Nawet jeśli miałoby to być po prostu spierdalaj z mojego życia — burknął pod nosem. Widać było po nim, że był bardzo zgorzkniały. Nie dało się nie zauważyć, że się zmienił. Nic jednak dziwnego, skoro uzależnił się od alkoholu, popadł w depresję i zaczął zamykać się na cały świat. To było bardziej niż oczywiste, że zrobi się z niego wredny dziad.

Aven Corvelli

This pain won't last forever

: ndz paź 18, 2026 8:45 pm
autor: Aven Corvelli
Westchnął i pokręcił z dezaprobatą głową, kiedy Calder odpowiedział mu w taki sposób. Wyglądało na to, że mężczyzna nie był w zbyt dobrym humorze. Z drugiej strony, czy ktokolwiek, kogo czekał taki zabieg by był? Raczej nie. Poza tym, sam nie mógł zaprzeczyć temu, że rzeczywiście upuszczanie krwi nie brzmiało jak coś przyjemnego. Niestety, niektóre choroby tego wymagały i najwyraźniej jego były mąż cierpiał na którąś z nich. Pewnie gdyby wczytał się dokładniej w dokumentację, to by się dowiedział, ale jak będzie chciał, to może go po prostu zapytać. W końcu to nie tak, że musiał wiedzieć – miał wytyczne co do tego jak miał przeprowadzić zabieg i to mu wystarczyło. Gdyby interesował się tym z jakiego powodu każdemu pacjentowi pobierają do badania krew albo mocz, to głowa by mu pękła od nadmiaru informacji.
— Uhm — mruknął cicho w odpowiedzi. Owszem, wiedział. Tak jak o wielu innych rzeczach, których Calder nie lubił, bo przecież byli kiedyś małżeństwem. Nie oznaczało to jednak, że chciał o tym rozmawiać. Nie chciał nawiązywać do czegokolwiek co miało związek z ich wspólną przeszłością. Tak naprawdę, wciąż nie był w stanie przetrawić faktu, że naprawdę to jego były mąż był jego pacjentem. Jakie było prawdopodobieństwo, że na niego trafi i w dodatku jeszcze w takich okolicznościach? To był jakiś nieśmieszny żart. — Tak, wiem — odpowiedział krótko, starając się dalej uciąć temat. Świetnie zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo Soranzo nie znosił chodzić do lekarzy. Zawsze musiał go na to naprawdę mocno namawiać. Gdy mankiet zaczął się zaciskać na ramieniu mężczyzny, a ten nagle się odezwał, rozdrażniony tym faktem Aven wypuścił głośno powietrze nosem i posłał mu karcące spojrzenie. — Miałeś się nie odzywać — powiedział, najpierw unikając odpowiedzi. — I dlaczego miałbym chcieć się z tobą kontaktować i ci o tym mówić? — dodał po chwili. Nie było absolutnie żadnego powodu dla którego miałby chcieć odnowić z mężczyzną kontakt czy informować go o swoim powrocie do Toronto. — Nie potrzebowałem przy tym pomocy — powiedział. — Poza tym mam tutaj rodzinę i przyjaciół. W razie co miałbym się do kogo zwrócić — odparł. Niezależnie od tego jak bardzo zdesperowany był, Calder był ostatnią osobą, do której udałby się z czymkolwiek po pomoc.
— Owszem, dlatego będę wdzięczny, jak nie będziesz się przez chwilę odzywał — powiedział i westchnął ciężko zrezygnowany. Coś czuł, że i tak będzie musiał powtórzyć to badanie, bo odczyt nie będzie poprawny. Westchnął głośno i wymownie, kiedy mężczyzna ponownie postanowił się odezwać. Sięgnął ręką do twarzy i przymknął powieki, pocierając palcami mostek nosa i starając się zachować spokój oraz p r o f e s j o n a l i z m. Nie było to wcale łatwe. Nie spodziewał się też, że Calder zacznie mieć do niego pretensje, w dodatku o coś sprzed tylu lat. Uważał, że mówienie czegoś takiego po tym co mu zafundował było po prostu bezczelne.
— Dlaczego miałbym? — zapytał. — Miesiącami błagałem o twoją uwagę i miłość, stając na rzęsach i zachodząc w głowę co takiego sprawi, że ponownie się mną zainteresujesz i będziesz mnie chciał. Kiedy powiedziałem dość i zniknąłem, nagle sobie o mnie przypomniałeś — powiedział prosto z mostu, nie mając zamiaru owijać w bawełnę. — Nic ci się ode mnie po tym wszystkim nie należy — dodał na koniec. Kiedy ciśnieniomierz skończył mierzyć ciśnienie, nawet nie miał zamiaru brać tego pomiaru pod uwagę. W końcu i tak był nieprawidłowy.
— Czy teraz możesz się naprawdę nie odzywać? Bez tego nie będę mógł przeprowadzić zabiegu — powiedział. — Czy może mam zawołać kogoś innego? Może w towarzystwie mojego kolegi albo koleżanki będziesz mniej rozmowny — dodał. Czy mu groził? Owszem. Coś jednak czuł, że mężczyźnie było na rękę, że trafił akurat na niego i wolałby, żeby to on do końca przeprowadził zabieg.

Calder Soranzo

This pain won't last forever

: pn paź 19, 2026 8:04 am
autor: Calder Soranzo
— Mhm — mruknął w odpowiedzi. Nikt na jego miejscu nie byłby w stanie się nie odzywać. To było aż nader oczywiste, że jak po tylu latach ponownie go spotka, to będzie chciał z nim się rozmówić, zwłaszcza że przez tyle czasu chłopak odmawiał odbierania od niego telefonów i nie odpisywał mu na wiadomości. Doprowadzało go to do szewskiej pasji. Myśl o tym, że nie miał pojęcia, co się z nim działo, gdzie był i co robił, cholernie go gnębiła. Tak samo zresztą jak to, że w ogóle doszło do tego rozwodu. Mało było rzeczy, których tak bardzo żałował jak tego, że przystał na ten rozwód. Powinien był walczyć o to małżeństwo bardziej. Tyle tylko, że wtedy wydawało mu się to jedyną słuszną decyzją... — Przez wzgląd na to, co między nami było. Byliśmy małżeństwem — powiedział wprost. Tylko to wciąż nie był powód, dla którego Aven powinien się z nim kontaktować. Calder nie powinien się mu dziwić, że chciał się od niego na dobre odciąć, biorąc pod uwagę to, jak go traktował. Każdy na jego miejscu nie chciałby go oglądać i w tym wieku powinien to sobie sam wydedukować i przyjąć do wiadomości. Skoro Aven nie chciał mieć z nim do czynienia, to nie będzie sam szukał tego kontaktu, choćby się waliło. — Masz też mnie i dobrze wiesz, że bym ci pomógł, gdyby coś się działo — powiedział i się skrzywił. No, biorąc pod uwagę to, jak zachowywał się wobec niego pod koniec ich małżeństwa, to raczej nie można było powiedzieć, że chłopak mógł na nim polegać. Co z tego, że potem wypisywał do niego cały czas, że go kochał i żeby do niego wrócił, skoro swoje popsuł?
Wydał z siebie krótki pomruk na jego słowa. Jak miał się nie odzywać, skoro miał przed sobą kogoś, z kim tak usilnie starał się od długiego czasu skontaktować? Chciał wiedzieć, co u niego, jak to się stało, że wrócił do miasta i jak mu się wiedzie. Teraz, kiedy Aven znów był w Toronto, to miał cichą nadzieję, że do siebie wrócą. Zdawał sobie sprawę z tego, że musiałby stawać na rzęsach i naprawdę mieć sporo szczęścia, żeby tamten chciał dać mu drugą szansę, ale skoro już tutaj był... Jak mógłby odpuścić? Najgorsze jednak było to, że chłopak zdawał się bardzo zirytowany jego obecnością tutaj.
— Pisałem do ciebie, dzwoniłem. Dawałem ci do zrozumienia, że cię kocham i że chcę to naprawić — powiedział. — Mogłeś chociaż się odezwać. Spróbować dać mi to naprawić. Przecież trzeba walczyć o małżeństwo. Nie można się tak od razu poddawać, kiedy pojawia się gorszy okres — posłał mu szczenięce spojrzenie. Szkoda tylko, że sam w ogóle nie walczył o ten związek i że pozwolił mu odejść, kiedy ten zniknął bez słowa. — Żałuję, że zgodziłem się na ten rozwód. Żałuję, że nie walczyłem o ciebie bardziej — dodał pod nosem i odwrócił głowę w drugą stronę. Nie lubił przyznawać się do błędów i mówić, że czegoś żałował, ale teraz nie mógł tego zachować dla siebie. Może jakimś cudem Aven zrozumie, że nie chciał wcale dla niego źle i że chciałby, żeby dali sobie jeszcze jedną szansę. Zupełnie jakby w ogóle nie brał pod uwagę tego, że chłopak już dawno mógł mieć ułożone życie z kimś innym. Wychodził z założenia, że jeśli sam nikogo nie miał, to tamten również.
— Nie, nie trzeba — mruknął pod nosem i przeniósł wzrok na mankiet urządzenia. — Rób swoje. Już nie będę ci przeszkadzał — dodał z głośnym westchnięciem. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że jak zobaczył go po tylu latach i w końcu mógł go zmusić do rozmowy, to chciał to zrobić.

Aven Corvelli

This pain won't last forever

: pn paź 19, 2026 11:46 am
autor: Aven Corvelli
Kompletnie nie rozumiał, w jakim świecie żył Calder. Pod koniec ich małżeństwa był przekonany o tym, że był dla mężczyzny ciężarem i ten odczułby ulgę, gdyby zniknął z jego życia. Dokładnie to mu dał, a fakt, że Soranzo bez większych problemów podpisał papiery rozwodowe utwierdził go w przekonaniu, że dokonał odpowiedniego wyboru i miał rację. Owszem, potem mężczyzna przez jakiś czas się do niego dobijał, ale po prostu go ignorował. Uważał, że było za późno z jego strony na jakiekolwiek refleksje. Calder miał wystarczająco dużo czasu na to, żeby się zreflektować. Mógł to zrobić gdy jeszcze byli razem albo kiedy dostał papiery rozwodowe. Tak się jednak nie stało i dopiero po tym, gdy oficjalnie nie byli już małżeństwem, nagle uświadomił sobie, że być może popełnił błąd… Tylko wtedy było już za późno, bo nie było czego ratować. Skoro mężczyzna przez tyle czasu uważał, że go nie potrzebował, to teraz mógł w końcu żyć sobie bez niego u swojego boku, jeśli tego właśnie chciał.
— No właśnie, b y l i ś m y. I z jakiegoś powodu przestaliśmy być — stwierdził i wzruszył ramionami. Nie rozstali się dlatego, że mieli takie widzimisię. Mężczyzna zaczął traktować go po macoszemu i pomimo starań Avena, traktował go cały czas źle, więc w końcu uznał, że ma dość tego wszystkiego i podjął decyzję o rozwodzie. Calder ją zaakceptował, podpisując papiery i to był koniec ich historii. Corvelli nigdy więcej nie chciał do niej wracać i chciał myśleć o tym etapie swojego życia jak o zamkniętym. — Nie, Calder. Niczym się dla mnie nie różnisz od losowych obcych ludzi, których codziennie mijam na ulicy — powiedział spokojnie. Gdzie był mężczyzna, kiedy rzeczywiście go potrzebował? No właśnie, nie było go. Poza tym to by było popierdolone, gdyby mając narzeczonego, z którym przeprowadzał się do Toronto, prosił o pomoc swojego byłego męża, który tam mieszka.
— Miałeś wystarczająco dużo czasu na to, żeby cokolwiek naprawić i pokazać mi, że mnie kochasz. Dałem ci go naprawdę sporo. Nie skorzystałeś, to twoja strata – odparł. Starał się brzmieć tak, jakby to wszystko było mu obojętne i nie robiło na nim wrażenia, chociaż w środku czuł, jak rozdzierało go na miliony kawałków. — Ty też dużo mogłeś – na przykład mnie kochać i chcieć, kiedy tego potrzebowałem, a nie traktować mnie jak ciężar i wrzód na dupie. I ja walczyłem o nasze małżeństwo. Bardzo długo to robiłem, starając się z powrotem wkupić w twoje łaski. W końcu uświadomiłem sobie, że nie da się uratować czegoś, na czym zależy tylko jednej osobie i moje samotne starania nie wystarczą — powiedział. — I to nie był gorszy okres. To coś, co trwało przez bardzo długi czas. I tak wystarczająco długo dawałem ci szansę i ślepo wierzyłem w to, że to tylko chwilowe — dodał. Nie rozumiał, dlaczego w ogóle mężczyzna poruszał ten temat. Chyba nie łudził się, że coś może jeszcze między nimi być…? To, że przypadkowo się dzisiaj spotkali niczego między nimi nie zmieniało. — A ja nie żałuję. Najwidoczniej tak musiało się stać — wzruszył ramionami. — I żałować powinieneś tego, z jakiego powodu zdecydowałem się na rozwód, a nie tego, że do niego doszło. Dobrze wiesz, że to było do uniknięcia — powiedział. Gdyby nie zachowanie Caldera, coś takiego jak rozwód nawet nigdy by mu nie przeszło przez myśl. Bardzo długo też odrzucał tę opcję, wierząc w to, że da się jeszcze to małżeństwo naprawić. Próbował wszystkiego, nawet oferował terapię dla par, ale jego były mąż wiedział lepiej i uważał, że nie było problemu. Skoro jednak ostatecznie się rozwiedli, to najwyraźniej był.
— Okej — odparł krótko. Wyłączył i włączył urządzenie ponownie, czekając, aż ponownie zacznie mierzyć ciśnienie mężczyzny. Tym razem pomiar się udał, a Aven sięgnął po dokumenty i w odpowiedniej rubryce zapisał potrzebne dane. Wyłączył ciśnieniomierz, odłożył go na bok, po czym sięgnął po stazę.
— To twój pierwszy taki zabieg czy już wiesz co i jak? — zapytał, zanim postanowił przejść do procedury. Wolał się upewnić, ale coś czuł, że może to być jego pierwszy raz. Mężczyzna nie sprawiał wrażenia jakby wiedział co dokładnie go czeka, a gdyby miał chociaż jeden taki zabieg za sobą, raczej byłoby inaczej.

Calder Soranzo

This pain won't last forever

: wt paź 20, 2026 7:36 am
autor: Calder Soranzo
— Nie musisz mi tego tak dobitnie mówić — skrzywił się. No najwyraźniej musiał, skoro to chyba nie do końca do niego docierało. Byli małżeństwem kiedyś. Teraz byli dla siebie całkiem obcymi ludźmi. Każdy z nich zaczął swoje życie na nowo. Szkoda tylko, że Calderowi średnio to wychodziło i że stoczył się na samo dno. Nie miał oczywiście o tym zamiaru pisnąć ani słowem, bo wiedział, że Aven potraktowałby go wtedy jak jakąś porażkę. Już wystarczyło, że sam siebie widział takiego w swoich oczach. Jego kolejne słowa sprawiły mu ogromną przykrość, ale to chyba było coś, czego powinien się spodziewać usłyszeć. Przecież to nic dziwnego, że chłopak zostawił to wszystko za sobą i że teraz był dla niego kimś obcym. — To przykre, że po tym wszystkim masz do mnie takie podejście. Moglibyśmy się chociaż przyjaźnić. Nie znikać ze swojego życia — odparł z krótkim westchnięciem. Nie wiadomo, w jakim świecie żył, ale to było zapewne dla większości osób jasne, że chłopak w ogóle nie będzie miał ochoty na utrzymywanie z nim kontaktu po tym, jak wyglądało pod koniec ich małżeństwo. To musiała być dla niego udręka tkwić w takim związku.
— Teraz bym się starał. Gdybyś tylko dał temu szansę... — powiedział. Nie wiedział, na co liczył, skoro to Aven sam wyszedł z propozycją rozwodu. Przecież to było bardziej niż oczywiste, że skoro nie chciał z nim być, a potem zerwał całkiem kontakt, to nie będzie chciał próbować od nowa. Tyle tylko, że Calder nawet nie zakładał, że jego były mąż zaczął już nowe życie i że kogoś miał. No bo dlaczego jemu miałoby się dobrze wieść, skoro on sam tonął w alkoholu i depresji? — Wiem, że zachowywałem się wobec ciebie okropnie. Nie pokazywałem uczuć, nie byłem w stanie dać ci tej bliskości, której potrzebowałeś... Miałem trudny okres. Nie wiedziałem, czy ten szybki ślub to był dobry pomysł, ale... Aven, ja cię nadal kocham — wbił w niego szczenięce spojrzenie, jakby to cokolwiek miało pomóc. Raczej wątpliwe, że tamten będzie chciał z nim znów być. Wypuścił głośno powietrze nosem, kiedy powiedział, że nie żałował. W ogóle mu się to nie podobało, bo po cichu liczył na to, że Aven chociaż trochę jednak żałował tej decyzji; że gdyby mógł, to by ją zmienił. — Tak, było źle. Tak, źle cię traktowałem, ale to nie zmienia faktu, że mogło jeszcze być lepiej — pokręcił lekko głową na boki. Sam nie do końca wierzył w to, co teraz mówił. W ogóle nie zanosiło się na to, żeby cokolwiek miało się zmienić w ich relacji. Mało tego, przecież sam ciągle siebie zapewniał w tym, że jest hetero, flirtując non stop z każdą kobietą. Nie był nawet w stanie okazywać uczuć i czułości swojemu mężowi, jakby się bał, że jego ciało zareaguje na niego w ten konkretny sposób i że dotrze do niego, że rzeczywiści lubi mężczyzn.
Wpatrywał się gdzieś przed siebie, kiedy trwało badanie ciśnienia. Nie było to nic przyjemnego, ale jakoś to musiał znieść. Teraz będzie robił to często. Mało tego, lekarz kazał mu kupić ciśnieniomierz i codziennie go używać, co nijak mu się nie podobało. Niestety, ale jeśli chciał wrócić do zdrowia, to musiał się pilnować.
— Pierwszy — powiedział. — Dopiero niedawno stwierdzono u mnie chorobę — dodał. — Coś z czerwienią w nazwie — wzruszył lekko ramionami. Oczywiście, że nie pamiętał, co mu dolegało, bo miał na głowie poważniejsze problemy, jak chociażby to, żeby pamiętać o kupieniu kolejnej flaszki, kiedy był w sklepie.

Aven Corvelli

This pain won't last forever

: wt paź 20, 2026 11:31 am
autor: Aven Corvelli
Westchnął cicho na jego słowa. Tak właściwie, nie miał kompletnie żadnych powodów do tego, żeby być dla mężczyzny miłym. Calder nie zasługiwał na to po tym, co mu zafundował pod koniec ich małżeństwa. W dodatku, nawet nie powinien z nim w tym momencie rozmawiać o prywatnych sprawach, bo mężczyzna był tu w roli pacjenta, a Aven miał wykonać zabieg. Sam nie wiedział, dlaczego w ogóle dał się wciągnąć w tę konwersację o ich związku. Miał nadzieję, że to był pierwszy i ostatni raz, kiedy trafił na Soranzo i przy kolejnych zabiegach będzie się nim zajmował już ktoś inny.
— Dlaczego miałbym chcieć przyjaźnić się z kimś, kto traktował mnie jak śmiecia i złamał mi serce? — zapytał prosto z mostu. Wyglądało na to, że Calder chyba wychodził z założenia, że przez wzgląd na to, że byli małżeństwem, coś mu się od niego należało. Nie należało mu się nic, a gdyby nie fakt, że przez przypadek na siebie teraz trafili, zapewne już nigdy więcej nie mieliby ze sobą do czynienia. Właściwie, to dokładnie tego chciał dopilnować Corvelli.
— Przestań — powiedział stanowczo, nie chcąc nawet dyskutować na ten temat. Nie było to coś, co by kiedykolwiek rozważał i nie miał wątpliwości co do tego, że nie chciał z nim już więcej być. Nie po tym przez co musiał przez niego przejść. Mężczyzna wykończył go emocjonalnie i psychicznie. Do takiego stopnia, że zdecydował się po studiach bez słowa uciec do innego miasta, gdzie też przez dłuższy czas w samotności dochodził do siebie. Mężczyzna nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jaki wpływ na niego miało to, jak się wobec niego zachował; jak ciężko było podjąć mu decyzję o przeprowadzce z rodzinnego miasta i jak trudno było mu się otworzyć na kogokolwiek innego. Teraz był w związku z kimś, z kim był szczęśliwy i przy kim czuł się pewnie i stabilnie. Nie miał zamiaru tego psuć. — Mam narzeczonego. Planujemy ślub — powiedział po prostu. Nie chciał, żeby Calder się łudził, tak samo jak nie chciał rozmawiać o ich relacji i o tym co było oraz co mogłoby być. Nie miało to żadnego znaczenia. Soranzo był dla niego przeszłością, do której nie chciał i nie czuł potrzeby wracać. Nie rozumiał też, na jakiej podstawie mężczyzna wychodził z założenia, że był singlem i z nikim się nie związał przez ten czas. Przecież minęły lata od rozwodu. Logiczne, że mógł sobie ułożyć życie z kimś innym u swojego boku. Z kimś, kto go chciał. — Nie, nie mogło być lepiej, bo jakiekolwiek próby dogadania się z tobą, które podejmowałem, ty tłamsiłeś. Poniżałeś mnie, traktowałeś jak idiotę i wmawiałeś mi, że sobie wymyślam i robię problemy z niczego, bo przecież wszystko jest porządku — powiedział. Calder chciał rozmawiać? Dobrze. W końcu miał okazję wyrzygać z siebie wszystko to, czego nie miał wcześniej odwagi wyrzucić mu prosto w twarz. Skorzysta z okazji. — Nawet nie miałeś odwagi ze mną szczerze porozmawiać i powiedzieć w czym leży problem, tylko ciągle podważałeś moje obawy i sobie ze mnie kpiłeś — dodał jeszcze. Niech Soranzo ma świadomość tego, jak czuł się pod koniec ich małżeństwa – jak intruz.
— Czerwienica prawdziwa. Nieciekawa sprawa — stwierdził i westchnął bezgłośnie. Był nieco zaskoczony tym, że Soranzo chorował, ale z drugiej strony nie powinno go to dziwić, skoro mężczyzna tak unikał lekarzy i regularnych badań.
— W takim razie pokrótce wyjaśnię ci jak taki zabieg wygląda. Nie brzmi przyjemnie, ale wbrew pozorom nie jest taki straszny. Właściwie, niewiele różni się od oddawania krwi — powiedział. Nie zakładał, że Calder kiedykolwiek ją oddawał, ale zjawisko raczej było dość powszechne i wiele osób to robiło, więc może ta świadomość sprawi, że mężczyzna będzie się mniej stresował.
— Sam zabieg może zająć od dziesięciu do dwudziestu minut, wszystko zależy od pacjenta i jego samopoczucia w trakcie oraz po upuszczeniu krwi. Możesz poczuć się nieco gorzej — zaczął tłumaczyć. — W międzyczasie musisz pić dużo wody i nawadniać organizm. Jeśli nie wziąłeś jej ze sobą, to przyniosę ci butelkę — odparł. — Po wszystkim będziesz musiał jeszcze chwilę u nas posiedzieć, żebyśmy mogli upewnić się, że wszystko jest w porządku i sprawdzić, czy nie pojawiają się u ciebie zawroty głowy, nudności, bladość lub osłabienie — chwycił jego rękę, zaciskając stazę na jego ramieniu, nieco nad zgięciem łokcia. Następnie odwrócił się do niego tyłem w stronę stolika, żeby przygotować wszystkie potrzebne do zabiegu rzeczy – odpowiednią igłę, worek na krew i przewód do jej odprowadzania.
— Gotowy? — zapytał, odwracając się do niego przodem. Przyciągnął do siebie niewielki stołek na kółkach, na którym przysiadł, a potem chwycił jego rękę, żeby ułożyć ją odpowiednio na podłokietniku.

Calder Soranzo

This pain won't last forever

: śr paź 21, 2026 8:04 am
autor: Calder Soranzo
— Przez wzgląd na to, że się kochaliśmy i byliśmy małżeństwem. Wiele osób po rozstaniu utrzymuje ze sobą nadal kontakt — odparł. Co prawda, to zapewne była mała część tych wszystkich związków, ale nie zmieniało to faktu, że niektórym to wychodziło. — I przepraszam... — powiedział znacznie ciszej, bo te słowa naprawdę ciężko przechodziły mu przez usta. Nie nawykł do przepraszania. — Za to złamane serce — uściślił. — Nigdy nie chciałem cię celowo zranić. Zrobić ci krzywdy — podsumował i skrzywił się delikatnie. To nie był jego cel. Nie był aż takim chujem, żeby czerpać przyjemność z ranienia innych osób. Jasne, długo nie miał wyrzutów sumienia, a potem jakoś sobie z nimi radził, ale później wszystko w nim pękło i się posypało jak domek z kart. Całkowicie go to zniszczyło.
Wypuścił z siebie głośno powietrze nosem, kiedy Aven kazał mu przestać. Naprawdę się łudził, że skoro teraz los postawił ich na swojej drodze, to coś z tego będzie, ale wyglądało na to, że chłopak był przekonany co do swojej decyzji i nie żałował tego rozwodu. Czemu miałby, skoro najwyraźniej miał wobec niego wiele żalu? Na pewno jednak nie spodziewał się tego, że wyskoczy mu z informacją o ślubie i narzeczonym. Aż go zatkało i przez dłuższą chwilę po prostu się na niego gapił.
— Szybko się pocieszyłeś. Brzmi jak związek, którym chciałeś zapełnić pustkę po rozwodzie — odparł niby mimochodem. Nie miał żadnych podstaw do tego, żeby wyciągnąć sobie taki wniosek, ale on po prostu chciał, żeby to była prawda. Żeby chłopak nie był szczęśliwy ze swoim narzeczonym i żeby okazało się, że był z nim tylko dlatego, żeby nie być samemu. Chyba jednak trochę się przeliczył. Uwierało go to nie tylko dlatego, że był o niego zazdrosny, ale też dlatego, że od ich rozwodu nikogo nie miał. — Chciałem sam siebie przekonać, że wszystko jest okej i nie ma żadnego problemu. Miałem wtedy naprawdę dużo pracy na głowie i to nie tak, że miałem czas zastanawiać się nad tym, co jest między nami nie tak — odparł. Tyle tylko, że byli ludzie, którzy również dużo pracowali, a umieli zadbać o swoje związki i małżeństwa. To, że był pracoholikiem, nic w tym wszystkim nie zmieniało. Skrzywił się tylko na jego kolejne słowa. W ogóle mu się nie podobało to, że Aven tak go strofował, ale chyba nie miał innego wyjścia jak tylko to znosić, jeśli nie chciał robić tutaj afery. Czuł jednak, jak narastała w nim frustracja i złość.
— Mhm, nieciekawa. Tak przynajmniej mówił lekarz — mruknął pod nosem. Choroba w ogóle nie była mu po drodze. Na samą myśl o tym, że będzie musiał tutaj regularnie przychodzić i poddawać się zabiegowi, coś mu się robiło w środku. Do tego powinien mniej pić, ale tego nie dało się zrobić. Pewnie dzisiaj doprowadzi się do bardzo wątpliwego stanu, kiedy już wróci do domu, choć zapewne po takim zabiegu zdecydowanie nie powinien. Kto jednak go powstrzyma? Nikt, bo był samotny.
Skinął lekko głową na jego słowa. Sam nie za bardzo sprawdzał, jak to wygląda, bo nie chciał się do tego nastawiać w negatywny sposób albo stchórzyć. Teraz, kiedy chłopak mu o tym opowiadał, to tylko upewnił się w tym, że dobrze, że przyszedł tutaj siłą rozpędu. Gdyby wiedział, jak to będzie wyglądać, to pewnie by się nie zdecydował, mając gdzieś swoje zdrowie.
— Super... — powiedział. Widać po nim było, że w ogóle mu się to nie podobało. — Często robicie takie zabiegi? Dużo osób na to choruje? — zapytał. On sam pierwszy raz słyszał o tej chorobie, więc zakładał, że nie była zbyt powszechna. — I tak, poproszę o wodę — dodał jeszcze.
— A mam wyjście? — zapytał z głośnym westchnięciem, po czym podał mu rękę. Kiedy tylko chłopak założył mu stazę, odwrócił głowę w drugą stronę. W ogóle nie miał ochoty patrzeć na to, jak wkłuwał się w jego żyłę, bo to nie był przyjemny widok.

Aven Corvelli

This pain won't last forever

: śr paź 21, 2026 11:26 am
autor: Aven Corvelli
Owszem, bywały i takie sytuacje jak Soranzo wspomniał, ale na pewno relacja takich osób wyglądała inaczej i rozstawali się również w innych warunkach. On sobie nie wyobrażał, że po tym wszystkim, po rozwodzie miałby utrzymywać z Calderem kontakt albo co więcej, przyjaźnić się z nim.
— Ale większość tych osób rozstaje się w zgodzie — powiedział. O nich nie można było powiedzieć, żeby tak było. Po prostu któregoś dnia Aven zniknął z życia mężczyzny tak szybko i niespodziewanie, jak się w nim pojawił. Nie uznałby również, że rozstali się w dobrych relacjach, zważając na fakt, że pod sam koniec ich małżeństwa praktycznie się do siebie nie odzywali i traktowali siebie nawzajem jak powietrze. Nawet kiedy sam również zaczął ignorować mężczyznę i po prostu udawał, że nie istnieje, Calder nie miał kompletnie żadnych refleksji odnośnie swojego zachowania. Zapewne nie zauważył tej zmiany i było mu to nawet na rękę, że w końcu Aven nie truł mu dupy. — Na przeprosiny chyba jest już trochę za późno — stwierdził po prostu i wzruszył ramionami. Teraz już mu na nich nie zależało i ich nie potrzebował. Nic to w jego życiu nie zmieniało. Cokolwiek co miało związek z jego byłym mężem nie miało już dla niego żadnego znaczenia, a przynajmniej dokładnie w to starał się wierzyć. — Daruj sobie — powiedział po prostu. Nie interesowały go jego tłumaczenia i wymówki, bo to nie zmieniało faktu, że mężczyzna traktował go jak śmiecia. Wiele razy dawał mu do zrozumienia jak się z tego powodu czuł, a nawet pomimo tego, Soranzo nie zmienił swojego podejścia. Dlatego teraz mógł darować sobie to pierdolenie, że niby nic nie robił celowo i wcale nie miał zamiaru go skrzywdzić. Jeśli nie chciało się zranić kogoś, kogo rzekomo się kochało, to nie traktowało się go w taki sposób.
Kiedy mężczyzna powiedział coś takiego, spojrzał na niego z politowaniem, ale również niedowierzaniem. Miał wrażenie, jakby się przesłyszał. Nie rozumiał też na jakiej podstawie Calder wyciągnął sobie takie wnioski. Rozumiał, jakby wskoczył w nowy związek kilka miesięcy po ich rozstaniu, ale… minęły lata.
— Od naszego rozwodu minęło jakieś pięć lat. To wystarczająco dużo czasu, żeby ułożyć sobie życie z kimś innym. Poza tym, nie wiesz jak długo jesteśmy razem i kiedy się ze sobą związaliśmy, więc daruj sobie takie teksty — powiedział. Słowa mężczyzny go rozdrażniły, bo po tym co przez niego przeszedł, jak najbardziej zasługiwał na to, aby znaleźć kogoś, przy kogo boku będzie szczęśliwy. — Nie interesuje mnie to co sobie myślałeś i uważałeś. Wiele razy chciałem z tobą porozmawiać o naszym małżeństwie i o tym jak to wszystko między nami wygląda, a ty za każdym razem mnie zbywałeś — powiedział. Przecież bardzo długo starał się, żeby to małżeństwo przetrwało. Robił co w jego mocy, żeby mężczyzna ponownie się do niego przekonał. Niezależnie jednak od tego co robił, nic to nie dawało, dlatego ostatecznie się poddał i podjął decyzję, że rozwód będzie najrozsądniejszym wyjściem z tej sytuacji. Dlaczego miałby się męczyć u boku kogoś, kto nawet nie chciał z nim być i już nie okazywał mu miłości?
— Ale taka, z którą da się żyć. Trzeba tylko pilnować, żeby zażywać wszystkie leki zgodnie z zaleceniami i regularnie przyjeżdżać na zabiegi — powiedział. — Inaczej może dojść do powikłań — dodał, chociaż o tym lekarz na pewno wspominał Calderowi. Oczywiście, mężczyzna zapewne dożywotnio będzie wymagał regularnego leczenia, zażywania leków i upustów krwi, ale przynajmniej była to choroba, która zbytnio nie wpływała na jakość życia chorującego. Regularne wizyty w szpitalu na zabiegi oraz dopilnowanie, aby brać leki zgodnie z wytycznymi brzmiało jak coś upierdliwego, ale na pewno człowiek z czasem po prostu się do tego przyzwyczajał.
— Nie — odpowiedział. — Tak właściwie to pierwszy raz, kiedy go wykonuję. To rzadka choroba — powiedział. Niewiele osób na nią chorowało i Soranzo był pierwszą osobą, która się z tą chorobą zmagała, z którą miał do czynienia. — Dobrze, jak się wkłuję to ci przyniosę — odparł i kiwnął głową.
— Nie — odpowiedział sucho. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, gdy mężczyzna tak odwrócił głowę. Zdezynfekował zgięcie jego łokcia w odpowiednim miejscu, a następnie ostrożnie i najdelikatniej jak potrafił zrobił wkłucie igłą. Na szczęście, udało mu się to bez problemów już przy pierwszym podejściu.
— Już — powiedział, po czym przykleił igłę plastrem. Następnie połączył wężyk od igły z przewodem od worka, do którego miała trafić krew. Sięgnął jeszcze do stolika, z którego zgarnął niewielką piłeczkę i włożył ją mężczyźnie w dłoń. — Jak będziesz ściskał, to przepływ będzie szybszy i przy okazji ręka ci nie ścierpnie — oznajmił. Domyślał się, że mężczyzna zapewne chciał to mieć za sobą jak najszybciej. Na koniec zdjął rękawiczki i wyrzucił je do pobliskiego śmietnika.
— Zaraz wrócę — powiedział i wstał, na chwilę odchodząc od jego łóżka i znikając. Wrócił po kilku krótkich minutach z butelką wody, którą odstawił na szafkę, która stała przy łóżku Caldera. Usiadł z powrotem na stołku, najwyraźniej mając zamiar towarzyszyć mu do końca zabiegu. Pierwszy raz go wykonywał, więc wolał dopilnować, żeby wszystko było w porządku.

Calder Soranzo