Ten, w którym Jamie idzie na randkę <3
: ndz paź 18, 2026 10:02 pm
Naprawdę ubrała się w ciuchy, które wysłała Lenny'emu. Co prawda w tym swetrze teraz to już tonęła, bo była znacznie szczuplejsza, niż na tym zdjęciu, ale dalej wyglądała uroczo. Miała też znacznie krótsze włosy. Niesforny bob miał tendencję do życia własnym życiem, ale sposób, w jaki jej włosy zmieniały ułożenie z każdym ruchem głowy, idealnie współgrał z mimiką, która była tak żywa, że właściwie każdą emocję dało się z niej wyczytać.
Jamie nie byłaby dobrym pokerzystą!
Do Tranzac miała niedaleko, więc nie pomyślała o tym, żeby ubrać coś naprawdę ciepłego, a kanadyjska jesień, choć piękna i ciepła za dnia, wieczorami wdzierała się chłodnym wiatrem w każdy zakamarek. Dobrze, że przynajmniej miała grubsze rajstopy i pomyślała o zakolanówkach.
Kiedy wyszli na zewnątrz i owionął ją chłód, odruchowo otuliła się ramionami i jedno z nich potarła dłonią.
- Hmmm... - próbowała zacząć, ale nie bardzo wiedziała, jak ubrać w słowa to, że wcale nie chciała kończyć tego wieczoru.
Zadarła łebek, żeby spojrzeć na Lenny'ego, ale tutaj też ją zatkało, więc tylko uśmiechnęła się i nieco speszona, gwałtownie cofnęła głowę, wbijając spojrzenie w chodnik.
- Ej... Wiesz, tu naprawdę niedaleko jest ta cukiernia, o której pisałeś... - nieśmiało podniosła na niego spojrzenie.
Brawo głupia... Nie chcesz iść do jego mieszkania, ale zapraszasz go właściwie do swojego domu.
Nie! Tylko do swojej cukierni! Drzwi na górę są zamknięte na kluczyk! Taki zewnętrzny pas cnoty! COOOOOKS!
Wypuściła szybciej powietrze nosem, próbując opanować frustrację, którą sama w sobie wywołała.
- Chodź! - naparła na niego ramieniem i całym swoim ciężarem, co dało raczej komiczny efekt, ale kiedy odzyskała równowagę, z uśmiechem ruszyła w kierunku kawiarni.
***

Jamie wpatrywała się w aktora na scenie z mieszaniną niedowierzania i zaskoczenia, której nie była w stanie ukryć. Konsternacja była tak wielka, że powoli zaczynała peszyć nawet aktora.
- Moist... - powtórzone po raz piętnasty sprawiło, że Azjatka mało nie parsknęła śmiechem.
Musiała mocno zagryźć wargi, żeby się opanować. Ale złapała jedną z dłoni za przedramię Lennego, tuż przy jego łokciu, nachylając się do niego, trochę, jakby chciała się przytulić.
- Moist...
- Na pewno nie u mnie... - wyszeptała, cicho chichocząc, po czym założyła nogę na nogę.
Podniosła spojrzenie na spokojną twarz swojej dzisiejszej randki i uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Mówiłam Ci już, że się świetnie bawię? - zapytała przewrotnie, a kiedy on spróbował ją uciszyć spojrzeniem dodała: - Jeszcze mogę powiedzieć...
Puściła mu oczko i wróciła do oglądania "sztuki". Ale pozycji nie zmieniła, opierając się ramieniem o jego bark.
Lenny Richardson
Jamie nie byłaby dobrym pokerzystą!
Do Tranzac miała niedaleko, więc nie pomyślała o tym, żeby ubrać coś naprawdę ciepłego, a kanadyjska jesień, choć piękna i ciepła za dnia, wieczorami wdzierała się chłodnym wiatrem w każdy zakamarek. Dobrze, że przynajmniej miała grubsze rajstopy i pomyślała o zakolanówkach.
Kiedy wyszli na zewnątrz i owionął ją chłód, odruchowo otuliła się ramionami i jedno z nich potarła dłonią.
- Hmmm... - próbowała zacząć, ale nie bardzo wiedziała, jak ubrać w słowa to, że wcale nie chciała kończyć tego wieczoru.
Zadarła łebek, żeby spojrzeć na Lenny'ego, ale tutaj też ją zatkało, więc tylko uśmiechnęła się i nieco speszona, gwałtownie cofnęła głowę, wbijając spojrzenie w chodnik.
- Ej... Wiesz, tu naprawdę niedaleko jest ta cukiernia, o której pisałeś... - nieśmiało podniosła na niego spojrzenie.
Brawo głupia... Nie chcesz iść do jego mieszkania, ale zapraszasz go właściwie do swojego domu.
Nie! Tylko do swojej cukierni! Drzwi na górę są zamknięte na kluczyk! Taki zewnętrzny pas cnoty! COOOOOKS!
Wypuściła szybciej powietrze nosem, próbując opanować frustrację, którą sama w sobie wywołała.
- Chodź! - naparła na niego ramieniem i całym swoim ciężarem, co dało raczej komiczny efekt, ale kiedy odzyskała równowagę, z uśmiechem ruszyła w kierunku kawiarni.

Jamie wpatrywała się w aktora na scenie z mieszaniną niedowierzania i zaskoczenia, której nie była w stanie ukryć. Konsternacja była tak wielka, że powoli zaczynała peszyć nawet aktora.
- Moist... - powtórzone po raz piętnasty sprawiło, że Azjatka mało nie parsknęła śmiechem.
Musiała mocno zagryźć wargi, żeby się opanować. Ale złapała jedną z dłoni za przedramię Lennego, tuż przy jego łokciu, nachylając się do niego, trochę, jakby chciała się przytulić.
- Moist...
- Na pewno nie u mnie... - wyszeptała, cicho chichocząc, po czym założyła nogę na nogę.
Podniosła spojrzenie na spokojną twarz swojej dzisiejszej randki i uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Mówiłam Ci już, że się świetnie bawię? - zapytała przewrotnie, a kiedy on spróbował ją uciszyć spojrzeniem dodała: - Jeszcze mogę powiedzieć...
Puściła mu oczko i wróciła do oglądania "sztuki". Ale pozycji nie zmieniła, opierając się ramieniem o jego bark.
Lenny Richardson