boo-tiful person I know
: ndz paź 18, 2026 10:22 pm
014.
W środku korytarza czuć było doskonale woń wiszącej w powietrzu wilgoci i woluminów starych książek, wyłożonych na metalowych regałach pod ścianą, o których pewnie dawno zapomnieli pracownicy uniwersytetu. Ich pożółkłe strony i zmarniałe grzbiety niemal rozrywały się zużyte przez czas.
Pewnie stare podręczniki, przeszło mu przez myśl, gdy zerkał z ciekawością w ich kierunku, zgarniając do dłoni jeden z nich i szeleszcząc papierem przy wertowaniu kartek. Burzył tym panującą w tej części korytarza zmowę milczenia, ale zupełnie się tym nie przejął, podobnie jak tym, że był wcześniej w błędzie: nie książki, nie podręczniki, a prace studenckie.
Właśnie one leżały na regałach.
Całe stosy poukładane w brudnych tunelach ciemnych podziemi. Czyżby tyle warta była wiedza studencka? Zaśmiał się do siebie na tę myśl, ruszając śmiało przed siebie w całkiem niezłym humorze. W ciągu kolejnych paru minut dotarł więc w odpowiednie miejsce, oznaczone wielkim napisem “DOM STRACHÓW DLA WYRZUTKÓW”. Dopiero osoba, którą tam spotkał, zatrzęsła jego nastrojem.
Dziewczyna nazywała się Jasmine i sprawiała wrażenie równie pretensjonalnej, co jej imię. Spotkał się z nią tylko raz — w damskiej części akademika, gdzie spędzili przyjemną, ale dość głośną noc — i do dziś nie potrafił pozbyć się dwóch rzeczy w jej towarzystwie: wspomnienia jej charakterystycznego, zbyt teatralnego jęku oraz niej samej, bo gdy tylko spotykali się gdzieś przypadkiem, nie odpuszczała go na krok, wczepiona w jego ramię bez przerwy.
Choć lubił własne ciało, powoli zaczynał rozważać amputację wszystkich kończyn, byle tylko utrudnić jej nagabywanie go. Świat zdawał się jednak z niego nieco kpić, bo nie tylko studiowali na jednym kampusie, ale również okazało się, że na kilku wspólnych wykładach, dlatego też wolał nie robić sobie u niej wroga. Wyglądała na taką, co lubi się mścić.
— Wiesz Jasmine, nie mam czasu, umówiłem się tu z kolegą…
Ostatnia deska ratunku nadeszła do niego w postaci nieznanego mu studenta: był wysoki, przystojny i wyglądał na luzaka, do tego wydawał się nigdzie nie spieszyć.
(Idealny kandydat).
Jayce nie czuł skrępowania, gdy bezceremonialnie szarpnął nieznajomego za ramię, przyciągając go do swojego drugiego i niestety jedynego wolnego boku. Uśmiechnął się przy tym uprzejmie do “koleżanki”:
— Właśnie szliśmy do Domu Strachów, a wiem, jak nie znosisz wszystkich tych jump scare’ów, więc sama rozumiesz… — znalazł wymówkę na poczekaniu, korzystając z tego, że w zaskoczeniu kobieta rozluźniła uścisk.
— To cześć! — to mówiąc, wyrwał się jej, wciąż trzymając swojego “kolegę” za ramię i popychając go w kierunku dekoracji halloweenowych, będących progiem wejścia do Domu Strachów.
Dean Vanberg