something wicked this way comes
: ndz paź 18, 2026 11:58 pm
002.
Klub był zamknięty dla klientów – gdy zasilanie padło właścicielka podjęła decyzję o tymczasowym zamknięciu lokalu. Zavia w pełni akceptowała postanowienie przełożonej, nie zastanawiając się nad faktycznym powodem zawieszenia działalności. Utrzymywanie zasilania awaryjnego na pewno było kosztowne, a trakcie blackout'u ruch na pewno też byłby mniejszy. Chociaż... może właśnie zupełnie na przekór przychodziłoby więcej osób. Ludzie pozbawieni energii elektrycznej na pewno szukali sobie zajęcia na różne sposoby.
Nawet w czasie gdy lokal nie prosperował normalnie zdarzały się dyżury. Raz na jakiś czas ktoś wpadał do środka żeby zobaczyć czy wszystko jest w porządku. Trzeba było sprawdzić czy nikt nie próbował się włamać do środka, czasami dobrze było przetrzeć blaty, by te były gotowe gdy tylko pojawi się światłość.
Tego wieczora w środku była Zavia. Początkowo zakładała, że wpadnie tylko na chwilę, zrobi to co jest do zrobienia i w pośpiechu wróci do swojego mieszkania. Szybki powrót stał się jednak dla niej mało atrakcyjny – najchętniej znalazłaby sobie zajęcie na resztę nocy, by tylko dotrzeć do następnego dnia. Byle jak najszybciej wrócić do normalności. Może właśnie dlatego zaczęła przecierać wszystkie kufle, później stoliki, a na koniec zajęła się sprawdzaniem zapasów, żeby sprawnie można było poradzić sobie z następnym zamówieniem towaru, bo te po otwarciu na pewno byłoby potrzebne.
Straciła rachubę czasu, a te dziwne uczucie, które pojawiło się w niej wcześniej nie odpuściło. Podczas porządków słyszała jakieś stukanie – jakby deszcz uderzał w szybę, choć niebo było bezchmurne i wcale nie padało. W takich sytuacjach jej głowa płatała jej figle. Bez najmniejszego problemu potrafiła sobie wyobrazić, że ktoś na nią czyha przy wyjściu. Nic dziwnego, że zdecydowała się na zawiadomienie kogoś, kto mógłby zostać jej wsparciem w podróży powrotnej do domu. Mogła wybrać każdego, ale zdecydowała się najpierw napisać do Ambrose'a – przez to, że ostatnio bywał w klubie jako pierwszy przyszedł jej do głowy.
Wystukała te kilka wiadomości naprawdę szybko. Czuła, że chce opuścić to miejsce. nawet jeśli wszystkie drzwi były zamknięte, a w budynku znajdowała się tylko ona. Najgorszy scenariusz zakładał samotną noc w tym gmachu – zdecydowanie bardziej wolałaby przeczekać do rana, niż pchać się w ciemność w pojedynkę.
Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy dostała odpowiedź.
Ufff, przyjedzie. Mogła odetchnąć z ulgą.
Nie zastanawiała się ile dokładnie czekała, czas i tak ciągną się w nieskończoność. Oczekując przyjazdu znajomego znów zajęła czymś dłonie. Może któryś raz z kolei wycierała ten sam kufel albo porządnie wyczyściła jeden z nalewaków. Nieistotne.
Zerwała się, gdy tylko usłyszała stukanie w tylne drzwi. Trzykrotne, z przerwami, czyli tak jak prosiła, tak jak się umówiła z Sinclairem. Od razu doskoczyła do zamka, włożyła w otwór klucz, ale zanim zdecydowała się go przekręcić... postanowiła sięgnąć po gaz pieprzowy. Wyjęła z kieszeni kurtki małą puszkę sprayu, którą potrząsnęła. Gdyby się jednak okazało, że to nie on to miałaby choćby cień szansy by poradzić sobie z nieproszonym gościem.
Jeszcze jeden głęboki wdech.
Przekręciła klucz, uchylając delikatnie drzwi, żeby w razie potrzeby mieć nad nimi większą kontrolę i móc je w prosty sposób zamknąć ponownie. Ale na szczęście nie było takiej potrzeby, bo stał przed nią Ambrose. Od razu wpuściła go do środka, ale gdy tylko wszedł to jeszcze na chwilę zamknęła drzwi, przekręcając klucz.
— Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Dziękuję, że jesteś, serio, to wiele dla mnie znaczy — powiedziała od razu, gdy znajdowali się w środku. Zdecydowała się nawet postąpić krok w jego stronę i objąć go przyjacielsko. Mógł poczuć zimny dotyk jej dłoni, jeśli w jakikolwiek sposób zetknęła się z jego skórą.
— Nie widziałeś nikogo na zewnątrz? Miałam dziwne wrażenie, że ktoś łaził wokół budynku. Bałam się sama wyjść — podzieliła się swoimi obawami, nie chcąc niczego przed nim zatajać. I tak czuła się już dużo lepiej, sama jego obecność podnosiła ją na duchu.