Strona 1 z 1

I just wanna decompress

: pn paź 19, 2026 11:48 am
autor: Hollis Bellamy
003.
Przyszła sobota, więc tak jak postanowili wcześniej, mieli zamiar wybrać się do galerii na zakupy. Było dość sporo rzeczy, których potrzebował, dlatego był mężczyźnie naprawdę wdzięczny za to, że zaoferował mu swoją pomoc również w tej kwestii i zgodził się zapłacić za większość rzeczy. Wiedział, że będzie miał wobec niego ogromny dług wdzięczności i nie miał pojęcia jak go spłaci. Czuł jednak potrzebę, żeby w jakiś sposób zrekompensować się mężczyźnie za to, że tak mu pomagał. Będzie musiał coś wymyślić, żeby to zrobić.
Po tym jak rano wstali, na spokojnie przygotował dla nich dość pożywne śniadanie. Czekało ich trochę chodzenia i nawet jeśli zapewne mieli w planach skoczyć na jakiś lunch, to chciał, żeby od rana mieli siły na chodzenie. Zdecydowali się pojechać zaraz po śniadaniu, bo uznali, że może wtedy nie będzie aż tak dużo osób. Z reguły ludzie zwalali się tłumnie do takich miejsc w porze poobiadowej, zwłaszcza w weekendy. Logiczne, że oboje woleli uniknąć tłumów, bo wtedy zakupy szły sprawniej i szybciej.
Gdy oboje byli już wyszykowani i gotowi do wyjścia, zjechali windą do garażu podziemnego. Tam wsiedli do auta Tiernana i ruszyli w drogę. Mieli kawałek do przejechania, ale na szczęście ze względu na dzień tygodnia oraz porę, dość szybko dojechali na miejsce. Już w drodze do galerii zorientował się, że jadą do tej lepszej części miasta, w której raczej nie bywał zbyt często, bo nie miał ku temu powodów. Trochę się z tego powodu zestresował, bo domyślał się, że raczej nie jadą do pierwszej lepszej galerii, tylko już do takiej porządniejszej. Z jednej strony to rozumiał, bo w końcu Harcourt mógł sobie pozwolić na zakupy w takim miejscu, ale w jego przypadku było nieco gorzej. I nawet jeśli mężczyzna zadeklarował się, że zapłaci, to nie zmieniało to faktu, że nie chciał, żeby ten wydawał na niego więcej pieniędzy niż było to konieczne, bo już i tak było mu głupio z powodu tego, że Tiernan w ogóle chciał za niego zapłacić i zapewnić mu wszystko to, czego potrzebował.
Mężczyźnie bez problemu udało się znaleźć parking, po czym wysiedli z auta i udali się do wejścia do budynku. Na szczęście, tak jak przypuszczali, nie było jeszcze zbyt wielu osób. Podeszli do ekranu z mapą galerii, żeby zobaczyć co gdzie było usytuowane. Nie wiedział jeszcze gdzie tak właściwie chciał pójść w pierwszej kolejności, bo nie miał jakiegoś konkretnego planu.
— Chyba najłatwiej będzie po prostu iść przed siebie i wchodzić do tych sklepów, które przykują naszą uwagę — stwierdził i rozejrzał się dookoła. Zwłaszcza, że większości nazw nawet nie kojarzył, więc i tak nic mu nie mówiły, kiedy patrzył na mapę. Może było też coś konkretnego, co mężczyzna chciał sobie kupić albo gdzieś zajść, ale w takim wypadku mogli po prostu załatwić to w pierwszej kolejności lub po drodze.
— Jest coś, co koniecznie musisz kupić? Jeśli tak, to możemy to od razu załatwić — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie.

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: wt paź 20, 2026 8:05 am
autor: Tiernan Harcourt
003
Tak, jak zaoferował się kilka dni temu, gdy przyszła sobota, mieli wybrać się razem do galerii handlowej. Musiał przyznać, że nawet trochę nie mógł się tego doczekać, bo dawno nie był na żadnych zakupach, a poza tym fajnie będzie spędzić czas z Hollisem. Najpierw mieli w planach zakupy, potem chcieli zjeść jakieś świństwo na miejscu, a następnie wybrać się do jego ulubionej kawiarni. Wydawało się, że to był dobry pomysł na dzień.
Wspólnie zadecydowali, że wybiorą się tam po śniadaniu, żeby uniknąć tłumów. Skoro była sobota, to można było się spodziewać dużo ludzi w drugiej połowie dnia. Nie miał ochoty wystawać w zdecydowanie za długich kolejkach. Zaraz po wstaniu poszedł do łazienki się ogarnąć, a gdy z niej wyszedł, na stole już czekało na niego śniadanie. Zjadł je oczywiście ze smakiem. Potem musiał trochę poczekać na chłopaka, bo teraz to z kolei on się szykował. Gdy oboje byli gotowi, wyszli z mieszkania i skierowali się do garażu, gdzie wsiedli do auta i ruszyli do galerii. Oczywiście nie miał zamiaru jechać do pierwszej lepiej i zdecydował się na taką lepszą. Domyślał się, że pewnie Hollis nie tego się spodziewał, ale wychodził z założenia, że jeśli mógł sobie pozwolić na lepsze rzeczy, to nie powinien z tego rezygnować. Poza tym chciał, żeby chłopak dobrze się prezentował w pracy i poza nią.
Po zajechaniu nie miejsce, zaparkował na jednym z wolnych miejsc, po czym wysiedli z samochodu i skierowali się do wejścia. Okazało się, że rzeczywiście nie było tłumów, więc wychodziło na to, że mieli dobry pomysł z wybraniem się tutaj zaraz po śniadaniu. W pierwszej kolejności podeszli do ekranu z mapą centrum handlowego, by zacząć ją przeglądać.
— Tak, chyba tak — zgodził się z nim i skinął delikatnie głową. — Sam nie wiem, gdzie chcę wejść. Nie mam konkretnego planu na to, co chcę kupić i w jakim sklepie — wzruszył lekko ramionami. Ot, miał potrzebę, żeby kupić sobie coś nowego. Przede wszystkim jednak byli tutaj po to, żeby zrobić zakupy dla chłopaka, więc to na tym chciał się skupić.
— Chyba nie ma nic takiego — odparł po dłuższej chwili zastanowienia. Oderwał wzrok od ekranu i przeniósł go na Hollisa, by zaraz posłać mu delikatny uśmiech. — Przecież jesteśmy tutaj przez wzgląd na ciebie — puścił mu oczko. — Po prostu się przejdźmy i tyle — podsumował, po czym odszedł od ekranu i ruszył przed siebie, co rusz zerkając na witryny sklepów, licząc, że coś ich zainteresuje.
— Niedługo będzie Halloween — stwierdził, zerkając na niego. — Wybierasz się gdzieś z tej okazji? — zapytał. Nie chciał, żeby zapadła między nimi jakaś niezręczna cisza, bo wtedy zrobiłoby się trochę dziwne. — Ja mam zaproszenie na jakąś imprezę z ludźmi z branży, ale szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy się tam wybiorę. Po pierwsze nie mam osoby towarzyszącej, a głupio iść samemu, kiedy ma się zaproszenie dla dwójki. Po drugie, nie znoszę tych wszystkich przebieranek, bo nigdy nie mam pomysłu albo czuję się jak kretyn. A po trzecie nie wiem, czy mam ochotę siedzieć tam i udawać, że wszystkich lubię — dodał i wzruszył ramionami. W tej branży bywało różnie. Wystarczyło spojrzeć nie tak na kogoś innego, a zaraz pojawiały się jakieś spekulacje.

Hollis Bellamy

I just wanna decompress

: wt paź 20, 2026 11:30 am
autor: Hollis Bellamy
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy Tiernan zgodził się z jego pomysłem. Uważał, że takie rozwiązanie będzie najlepsze. Skoro nie było dużo ludzi, w spokoju mogli sobie obejść cały sklep i zajść akurat tam, gdzie coś przykuje ich uwagę.
— Okej, w takim razie po prostu idziemy na żywioł — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Sam też nie do końca wiedział co dokładnie potrzebował. Niby zrobił sobie tę listę, ale była dość ogólna. Ubrania, kosmetyki, bielizna... Zapewne jak już zaczną wchodzić do konkretnych sklepów, to przypomną mu się jeszcze jakieś dodatkowe rzeczy, których może potrzebować, bo akurat coś rzuci mu się w oczy.
— Oki — skinął głową. Przez chwilę jeszcze przyglądał się liście sklepów na mapie, ale w końcu odwrócił wzrok, bo i tak nic mu nie to nie mówiło. — No niby tak, ale myślałem, że może jest coś czego ty też potrzebujesz i przy okazji to załatwisz — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Trochę głupio czuł się z myślą, że przyjechali tutaj na zakupy głównie ze względu na niego, ale z drugiej strony, nic nie mógł poradzić na to, że po prostu nie miał porządnych ubrań, których Harcourt wymagał, aby miał na sobie w pracy. — Okej, wydaje mi się, że tak będzie najlepiej — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Ruszył za mężczyzną, kiedy ten odsunął się od ekranu, zaraz zrównując z nim krok.
— No tak… Przecież już mamy październik — odparł, nieco zaskoczony tym, że była już ta pora roku. Jakoś tak… Kiedy mieszkał z partnerem matki, miał wrażenie, że każdy dzień zlewał mu się w jedną całość, zwłaszcza po tym jak skończył naukę w szkole. Całkowicie stracił poczucie czasu, skupiając się głównie na walce o przetrwanie. — Nie, raczej nie. Ostatni raz spędzałem Halloween w taki normalny sposób jak jeszcze byliście z matką razem — powiedział i wzruszył ramionami. Niby miał tam jakichś znajomych, z którymi czasami się spotykał i regularnie rozmawiał, ale raczej nie był imprezowym typem, więc kiedy coś organizowali i go zapraszali, to bardzo często odmawiał. Jeden z kolegów niby coś robił u siebie z okazji Halloween, ale jakoś tak… Nie był pewien, czy chciał brać w tym udział. Nie był w nastroju na domówki, picie alkoholu i tańczenie. Wysłuchał Tiernana, kiwając delikatnie głową. Mógł się domyślić, że zapewne mężczyzna miał zaproszenie na jakieś wydarzenie z tej okazji. W końcu nie był byle kim w branży – nietrudno było domyślić się, że zapewne był zapraszany na wiele różnych eventów.
— Wiesz… — zaczął zerkając na niego. — Jakbyś jednak zdecydował się tam wybrać, to może mógłbym pójść z tobą? Jako osoba towarzysząca — zaproponował. — O ile chciałbyś wziąć w tym udział. Równie dobrze możemy po prostu spędzić halloweenowy wieczór w domu, otwierając drzwi dzieciakom i wciskając im cukierki — powiedział z uśmiechem. — Ale w sumie nie wiem, czy to by nie było trochę dziwne, jakbym poszedł jako twoja osoba towarzysząca… Ludzie chyba mogliby wyciągnąć sobie jakieś nieodpowiednie wnioski co do naszej relacji — zaczął myśleć na głos. — Nie, to bez sensu. Zapomnij, że to zaproponowałem — dodał i machnął lekko ręką, chcąc zbyć temat. Jak zaczął o tym teraz dokładniej myśleć, to nie brzmiało to już dla niego jak taki dobry pomysł. Nie chciał przecież swoją osobą doprowadzić do tego, że na temat jego i Tiernana pojawiłby się jakiś plotki, które mogłyby wpłynąć na reputację Harcourta i jego atelier.

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: śr paź 21, 2026 8:34 am
autor: Tiernan Harcourt
— Chyba nie ma czegoś takiego, ale zawsze może mi się coś przypomnieć — wzruszył ramionami. To nie tak, że miał jakąś listę zakupów. Chciał sobie kupić parę nowych ciuchów i może jakieś perfumy czy biżuterię, ale nie miał konkretnych planów co do tego, co by to miało być. Przyjechali tutaj głównie przez wzgląd na chłopaka i na to, że nie miał porządnych ciuchów, w których mógłby chodzić do pracy. Teraz nijak nie pasował do stylu i klimatu, który panował w atelier. Widział też, że inni pracownicy nieco krzywo się na niego patrzyli z tego powodu, a nie chciał, żeby Hollis czuł się przez kogokolwiek negatywnie oceniany.
— Czas zapierdala. Nie da się temu zaprzeczyć. Mam wrażenie, że dopiero co byłem na Wigilii u rodziców — westchnął. Odnosił wrażenie, że im był starszy, tym też czas szybciej mu leciał. Z drugiej strony z roku na rok miał coraz więcej pracy, pokazów i projektów do stworzenia, a jak człowiek ma jakieś zajęcia i całymi dniami coś robi, to czas tym bardziej ucieka przez palce. A może to, że teraz zamieszkał z nim Hollis będzie bodźcem do tego, żeby trochę zwolnić i nacieszyć się życiem, zamiast ciągle siedzieć w pracy? — Mhm, rozumiem — przytaknął ruchem głowy. — Ja zazwyczaj chodzę na jakieś imprezy branżowe z tej okazji. Czasami są to jakieś pokazy, czasami bankiety... Tak czy siak, to zawsze jest to samo towarzystwo, przy którym trzeba się pilnować i pokazywać od jak najlepszej strony — westchnął zrezygnowany. Niestety, ale jeśli było się kimś znanym, to trzeba było liczyć się z tym, że było się na językach i że zwracało się na siebie uwagę. Nie przeszkadzało mu to, że był znany. Ba, nawet mu to bardzo pasowało, ale czasami wkurwiało go to sztuczne bycie miłym i zachowywanie pozorów.
Na pewno nie spodziewał się takiej propozycji z jego ust, więc był tym naprawdę zaskoczony. Słuchał tego wszystkiego, co miał mu do powiedzenia, by na koniec wydać z siebie krótki pomruk, który miał oznaczać tylko tyle, że musiał się nad tym chwilę dłużej zastanowić. Z jednej strony to nie był wcale taki zły pomysł, bo przynajmniej miałby jakieś miłe towarzystwo, ale z drugiej strony na pewno pojawiłby się jakieś spekulacje. A może właśnie powinien wywołać nieco szumu wokół swojej osoby, skoro zbliżało się wypuszczenie nowej kolekcji?
— W sumie... — zaczął w końcu, a na jego twarzy zaczął malować się łobuzerski uśmieszek. — To nie jest taki zły pomysł. Ja nie odmówię, będzie to dobrze wyglądało, a ty się za darmo najesz dobroci i opijesz dobrego alkoholu — zaśmiał się. — Poza tym, jak tak się nad tym zastanawiam, to całkiem na rękę by mi teraz było, żeby o mnie mówili. Na pewno ludzie przy okazji tego, że przyszedłem z takim młodym chłopakiem, będą wspominać o mojej nowej kolekcji — dodał i zerknął na chłopaka. — Pytanie tylko, czy będziesz w stanie znieść krzywe spojrzenia i gadanie za plecami — podsumował. Nie był pewien, czy Hollis zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli pójdą tam razem, to wiele osób weźmie ich za parę, a co za tym idzie, będą na językach. — No i wiesz... W takiej branży nie będę jedynym facetem, który przyszedłby w męskim towarzystwie — stwierdził jeszcze. Znał wiele gejów w tym świecie mody i to już nawet nikogo nie szokowało.

Hollis Bellamy

I just wanna decompress

: śr paź 21, 2026 11:23 am
autor: Hollis Bellamy
Pokiwał głową na jego słowa. W sumie, to nie tak, że musieli się streszczać z tymi zakupami i musieli mieć wszystko zaplanowane od A do Z. Mieli czas na to, żeby na spokojnie sobie obejść galerię i wybrać wszystko to, czego obaj będą potrzebowali, czy co wpadnie im w oko. Dawno nie był na takich porządnych zakupach, więc chciał skorzystać z okazji i rzeczywiście się do nich przyłożyć.
— No ja mam wrażenie, że ledwo co poszedłem do liceum, a teraz już mam to dawno za sobą — westchnął cicho. Czasami chciałby się cofnąć w czasie i wrócić do czasów, kiedy Tiernan był w jego życiu i wszystko wyglądało tak jak powinno. Żyli normalnie, nie musieli sobie niczego odmawiać i wszystko było w porządku. Niestety, nie było to możliwe, przez co jego życie wyglądało jak wyglądało… — Nietrudno się domyślić, że przy takich ludziach cały czas trzeba udawać kogoś, kim się nie jest, żeby zaraz na twój temat nie gadali nie wiadomo czego — stwierdził i westchnął cicho. Jeśli chciało się odnosić sukcesy i być poniekąd znanym, to niestety, ale było to nie do uniknięcia. Gdy ktoś decydował się na tego typu karierę, musiał mniej więcej być świadom tego na co się pisał i to po prostu zaakceptować. Domyślał się również, że mężczyzna najchętniej nie brałby w tym wszystkim udziału, ale no właśnie, odmówić też tak nie do końca wypadało i od czasu do czasu jednak trzeba było ruszyć tyłek i pójść na jedną czy dwie imprezy.
Na początku nie brzmiało to jak taki zły pomysł, ale dość szybko sobie uświadomił, że chyba właśnie taki był. Pojawianie się u boku mężczyzny jako jego osoba towarzysząca już samo w sobie mogło coś insynuować. W dodatku był od niego dużo młodszy, więc w tej kwestii ludzie pewnie też będą mieli o czym gadać. Nie wziął również pod uwagę tego jak mogą zareagować inni pracownicy atelier i jak negatywnie może się to na nim odbić. Nie byłby zaskoczony, gdyby ktoś, kto pracował tam dłużej poczuł się zazdrosny o to, że uwaga Tiernana była skupiona na świeżaku i najwyraźniej Hollis miał u swojego szefa jakieś specjalne względy. Z drugiej strony, czy rzeczywiście powinien się takimi rzeczami przejmować, jeśli sam Harcourt nie miałby nic przeciwko temu?
— Mówisz? — zapytał, samemu jednak nie będąc tego takim pewnym. — No wiesz co? Chcesz mnie tak niecnie wykorzystać, żeby ludzie zaczęli plotkować na twój temat? — zapytał żartobliwie i rozbawiony pokręcił delikatnie głową na boki. — Obojętne mi to, tak szczerze powiedziawszy — wzruszył lekko ramionami. — Jeśli tobie nie przeszkadza to, że ludzie wezmą nas za parę i będą snuć swoje teorie, to mi też nie. Gorzej, co w twoim atelier będą myśleć na ten temat… No wiesz, czy ktoś nie będzie zazdrosny, że to akurat mnie ze sobą zabrałeś, bo uzna, że jemu się to należało bardziej. Nie ma nikogo, kto za bardzo chciałby wkupić się w twoje łaski? — zapytał. To nie tak, że nie mieli żadnych wymówek, bo wystarczyło powiedzieć, że Tiernan chciał mu pokazać jak wyglądała ta branża pod każdym możliwym względem i dlatego go zabrał. Z drugiej strony, to też nie tak, że mężczyzna musiał tłumaczyć się ze swoich wyborów własnym pracownikom. Był ich szefem. — Domyślam się, poza tym sam jestem gejem. Czemu miałoby to robić na mnie wrażenie? — zapytał i wzruszył ramionami. Był akurat ostatnią osobą, którą coś takiego by ruszyło.

Tiernan Harcourt

I just wanna decompress

: czw paź 22, 2026 8:42 am
autor: Tiernan Harcourt
— Przynajmniej nadal jesteś młody i masz całe życie przed sobą. Możesz jeszcze wiele osiągnąć — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Wiesz... Jeśli będziesz chciał iść do jakiejś szkoły albo na jakieś kursy czy w inny sposób rozwijać się w jakimś kierunku, to mogę ci w tym pomóc. Nie zapłacę ci za całość, ale mogę się dołożyć przez wzgląd na stare czasy — powiedział. To nie byłby dla niego problem, zwłaszcza jakby wiedział, że to wszystko po to, żeby Hollis poradził sobie potem w życiu bez jego pomocy. Teraz im obojgu nie przeszkadzało to, jak to wszystko wyglądało, ale domyślał się, że przyjdzie w końcu taki moment, kiedy chłopak będzie chciał zacząć życie na własną rękę. To nie tak, że będą razem i będą chcieli razem mieszkać już do końca swojego życia. W końcu albo któryś z nich sobie kogoś znajdzie, albo uznają, że pora, żeby Hollis stał się pełnoprawnym dorosłym. — No właśnie. Strasznie to upierdliwe — westchnął ciężko. Niestety, ale były pewne wyrzeczenia, których musiał się dopuszczać, jeśli chciał pozostać tu, gdzie był. Za bardzo zależało mu na tym, żeby jego nazwisko było znane i żeby jego projekty się sprzedawały, żeby tak po prostu odpuścić, bo w większości ludzie z branży byli podli. Sam zresztą święty nie był, bo swoje miał za uszami i zdecydowanie nie można było o nim powiedzieć, że był nieskazitelny. Nie raz zdarzało się, że próbował podkopać z ukrycia czyjąś reputację, a raz nawet udało mu się zrobić sabotaż jednego z kolegów po fachu.
— Mhm — mruknął w odpowiedzi. — Tak, dokładnie to chcę zrobić — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Akurat tego, że jakby pojawili się razem, to ludzie zaczęliby gadać za jego plecami, był pewien. To by było niemała sensacja, zwłaszcza że nigdy publicznie nie przyznał się do tego, że mężczyźni również mu się podobali. Jakoś nie było ku temu okazji i nie czuł takiej potrzeby. — O tym nie pomyślałem — przyznał i odetchnął głośno. — Jest jedna laska, która usilnie stara mi się przypodobać. Nie rozgryzłem jeszcze, czy chodzi jej o awans, czy chce ode mnie czegoś więcej, ale to bywa upierdliwie i pewnie jakby się dowiedziała, że poszliśmy razem na imprezę, to mogłaby próbować robić ci jakieś świństwa — zaczął. — Z drugiej strony zawsze mogę powiedzieć, że planuję zrobić z ciebie swojego asystenta i po prostu musisz poznać branżę — wzruszył ramionami. Nikt mu nie bronił rzeczywiście sobie szykować Hollisa do tego, żeby w przyszłości został jego asystentem. W sumie to nawet nie brzmiało dla niego jak głupi pomysł. Przydałby mu się ktoś taki. — No tak. Pewnie nie raz spotykałeś się z niechęcią albo gadaniem na twój temat — odparł. Sam tego nie uświadczał tak personalnie, bo to był jego sekret.
— Może tam wejdziemy? — zapytał, ale zanim Hollis mu odpowiedział, ruszył w stronę sklepu, do którego zaraz wszedł. Były tutaj dość casualowe ubrania, ale widać było, że bardzo dobrej jakości. — Możemy kupić ci trochę rzeczy typowo do pracy, a potem poszukasz sobie czegoś luźniejszego. Czegoś bardziej do ciebie pasującego. Co ty na to? — zapytał i zaczął przeglądać jeden z wieszaków, na którym wisiały swetry.

Hollis Bellamy