Strona 1 z 1

twilight party

: pn paź 19, 2026 3:08 pm
autor: Adeline Mountbatten
Adeline uwielbiała Halloween. Może niekoniecznie masę truposzy i innych strachów, które ozdabiały ogródki niemal w każdej dzielnicy Toronto, bo nie przepadała za horrorami, ale sama inicjatywa — możliwość wcielenia się w kogoś lub coś oraz szalona zabawa do rana należała naprawdę do fajnego okresu jesiennego.
W tym roku było to jednak szczególne wydarzenie, bo miasto wciąż spowijał mrok. Mimo czyhających nocą niebezpieczeństw Adeline miała już dość tego lockdownu, wiecznych ciemności i niepewności, kiedy w końcu sytuacja się ustabilizuje. Czuła wewnętrzną potrzebę działać oraz choć przez jeden wieczór poudawać, że wszystko wróciło do normy.
Dlatego, kiedy Beth, jej sąsiadka, zaproponowała zorganizowanie dla mieszkańców imprezy halloweenowej, rudowłosa nawet się nie zastanawiała, momentalnie angażując się w sprawę. Do przygotowań wmanewrowała w to również swojego męża, którego przecież sąsiedzi również chcieli poznać, a właśnie nadarzyła się ku temu idealna okazja.
Jak była młodsza, kochała Zmierzch, zarówno książki, jak i wersję filmową, dlatego przygotowywanie listy piosenek zawartych w ekranizacjach przyniosło jej ogromną przyjemność. “Kołysankę Belli” graną na fortepianie miała na swojej comfort liście, nie mogło więc jej zabraknąć i na imprezowej playliście, w którą wplotła także inne melodie pasujące do klimatu Forks. Swój tablet wraz z kilkoma elementami wystroju zaniosła kilka mieszkań dalej, a potem sama wróciła, w przelocie doglądając Aslana ślęczącego w kuchni nad przekąskami, przygotować się na wieczór.
Kiedy wyszła z sypialni, miała na sobie baseballową czapkę i pasującą do niej kamizelkę bez rękawów, a jej nogi podkreślały białe, przylegające do niej spodnie wraz z naciągniętymi na nie biało-czarnymi skarpetkami do kolan. Z pokręconymi rudymi włosami i srebrzystym brokatem na policzkach i nosie prezentowała się naprawdę drapieżnie. Gdyby pozostawiła swój naturalny blond, nie dałoby się jej odróżnić od Rosalie.
— Jak tam, mężu? Chyba już wystarczająco napociłeś się nad tymi przekąskami — bezceremonialnie wsunęła się między niego a blat, przy którym stał i, opierając się tyłkiem o krawędź, wyprostowała się, żeby nałożyć mu podobny brokat na policzkach i nosie. — Rola Emmetta pasuje do ciebie idealnie — podsumowała, gładząc go opuszkami palców, które po chwili ponownie zanurzyła w pojemniczku z brokatem i przeniosła się na jego szyję. Imponująca postura, niegrzeczne żarty, zarozumialstwo i okropna pewność siebie. Oraz małżeństwo z miłością swojego życia.
— Edward nie może doczekać się, żeby poznać swojego brata — uśmiechnęła się szelmowsko, mając na myśli męża Beth. W końcu jako gospodarze mieli prawo przebrać się za główną parę, ale… jej zdecydowanie bliżej było do Rosalie.
Finalnie oderwała palce od Aslana i nez skrępowania patrzyła na efekt swojej pracy jeszcze przez kilka sekund, zupełnie nie przejmując się tą bliskością. W końcu wysunęła się spomiędzy jego ramion i podeszła do blatu, na który odłożyła pojemnik z brokatem i wzięła ostatni talerz z babeczkami red velvet z białym kremem, polanym krwistym syropem. Przynajmniej wypiekami mogła się poszczycić.
— Nie zapomnij o czapce — ruchem brody wskazała na przygotowaną dla niego czapkę baseballową. — I Edwarda. Musimy zrobić sobie z nim zdjęcie — dodała jeszcze, patrząc na kartonową postać w szarym płaszczyku z pierwszej części. Jak on się z tym zabierze, to już nie był jej problem.

Aslan Mountbatten

twilight party

: wt paź 20, 2026 1:52 pm
autor: Aslan Mountbatten
Aslan nie należał do osób, które zwykły obchodzić Halloween, choć nie raz zdarzyło mu się włożyć kostium na potrzeby pracy kelnera. Niemniej sama idea świętowania tego, o zgrozo, pogańskiego zwyczaju budziła w nim zastrzeżenia. Jako praktykujący katolik podchodził więc do pomysłu Adeline z wyraźnym uprzedzeniem. Nim jednak zdążył wyrazić sprzeciw, kobieta zastukała długim paznokciem w kontrakt, który zajmował honorowe miejsce na drzwiach lodówki, przytrzymywany magnesami z Misano. Widniał w nim przecież punkt zobowiązujący go do uczestnictwa we wszystkich imprezach.
Westchnął ciężko i,jako posłuszny naczelny paź, nie tylko ubrał wybrany przez Adeline strój, ale również wziął na siebie przygotowanie przekąsek. Akurat w tej kwestii - zważywszy na wciąż budzące jego wątpliwości umiejętności kulinarne żony - wolał zrobić to samodzielnie.
Oderwał się od tacy, na której właśnie ułożył ostatnie tortille z grillowanym łososiem i spojrzał na kobietę. Jego wzrok mimowolnie przesunął się wzdłuż jej sylwetki, a usta wykrzywił grymas rozczarowania. Spodziewał się raczej kusej sukienki, aniżeli stroju bejsbolisty. Z drugiej strony mógł przewidzieć, że wystąpią w zmatchowanych przebraniach.
— Właśnie skończyłem — oznajmił, nie ruszając się z miejsca, kiedy Adeline wsunęła się w wąską przestrzeń między nim a tacą z przekąskami. Kiedy uniosła dłoń z jakimś specyfikiem, odruchowo oparł ręce po obu stronach jej sylwetki i przymknął powieki. — Nie wiem, kim jest Emmett — odparł, dając tym samym wyraz swojej ignorancji dla sagi Stephenie Meyer.
Dopiero gdy poczuł dotyk jej opuszków na skórze, otworzył oczy. Napotkawszy jasne spojrzenie Adeline, zmrużył podejrzliwie powieki i wykrzywił usta. Jedną dłoń przeniósł z blatu na jej biodro, wyczuwając pod palcami ciepło jej ciała. Poza tym nawet się nie poruszył, a jedynie wyraził cały swój sceptycyzm mimiką.
Wizja halloweenowej imprezy nadal mu się nie podobała, ale gdy żona wreszcie skończyła się nad nim pastwić, zdobył się na krzywy uśmiech.
— Hurra! — zawołał z wymuszonym entuzjazmem, gdy wspomniała, że Edward nie mógł doczekać sie, aby poznać brata. Następnie pozwolił Adeline wyswobodzić się spomiędzy swoich ramion i odruchowo sięgnął po tacę z tortillami. W ostatniej chwili pochwycił jeszcze tę przeklętą czapkę, wódkę oraz kartonową podobiznę, której twarz natychmiast wepchnął sobie pod pachę. Właściwie uznał, że właśnie tam było jej miejsce. Resztę papierowego cielska pociągnął po podłodze, ruszając krok w krok za żoną.
Po wyjściu z mieszkania musieli przedostać się parę drzwi dalej. Aslan klął siarczyćsie na tę nieposłuszną figurę, która wpierw sprawiła mu problem z wyjściem, a potem naderwała stopę o bliżej nieokreślone miejsce.
— Edward właśnie został inwalidą — oznajmił z przekąsem, odwracając się przez ramię i zerkając na kartonową podobiznę, której noga trzymała się reszty ciała już chyba wyłącznie dzięki sile woli. — Słuchaj, wiem, że jesteś popieprzona, ale może mogłabyś być popieprzona w domu? Tak szczerze, nie mam najmniejszej ochoty uczestniczyć w tych pogańskich rytuałach. Możemy porobić coś ciekawszego. Zbuduję ci pałac z papieru toaletowego. — Przypomniał sobie o dziesięciu pudełach, jakie stały w i c h sypialni po ostatnich zakupach. — Słuchasz mnie w ogóle? — bąknął, ale Adeline zdążyła już stanąć przed drzwiami sąsiadów i gorliwie naciskała dzwonek.
Wtedy, zaledwie krok od kobiety z jego dłoni wyślizgnęła się butelka wódki i z hukiem roztrzaskała o podłogę. Aslan w ostatniej chwili cofnął stopę, ratując swoje gumowe, podomkowe laczki przed alkoholem.
— No ja pierdolę. Po prostu świetnie. To była jedyna rzecz, dzięki której zamierzałem przetrwać tę farsę — wymamrotał, patrząc z wypisaną na twarzy rozpaczą ku kałuży.
I nagle... drzwi otworzyły się niespodziewanie, więc Aslan błyskawicznie przywdział najpiękniejszy uśmiech na jaki było go stać. Następnie ostrożnie przeskoczył nad szkłem, po czym splótł ramię z ramieniem Adeline.
— Szczęśliwego Halloween! — zawołał z udawanym entuzjazmem.

Adeline Mountbatten

twilight party

: śr paź 21, 2026 10:36 pm
autor: Adeline Mountbatten
Aslanowi wcale nie musiało się podobać, że zaangażowała go w tę imprezę, ale jako mąż nie miał wyjścia. Poza tym, uleganie jej, a właściwie dostosowywanie się do poszczególnych punktów kontraktu, sprawiało jej jakąś dziwną przyjemność, a wybór dla niego zmatchowanego stroju przyniósł jej dodatkową satysfakcję.
— To taki… — zmrużyła oczy, przez chwilę się zastanawiając, jak to ująć ładnie w słowa — …zgrywny osiłek — uśmiechnęła się zuchwale, tym bardziej bagatelizując to, z jaką swobodą weszła do jego przestrzeni osobistej i tym samym narażała się na odwet.
Szukała zaczepki czy sprawdzała go? Trudno było określić, co kryło się za jej figlarnym zachowaniem, ale nie dało się nie zauważyć, że miała dziś wyjątkowo dobry humor. Znacząco poprawiało go również pastwienie się nad nim, kiedy tak starannie nakładała mu brokat na wykrzywioną w grymasie twarz.
Nie wiedziała też, czy jej ekscytacja wiązała się z oficjalnym przedstawieniem Aslana ich sąsiadom, czy z samą imprezą, która była czymś zgoła odmiennym od ostatnich tygodni spędzonych w niepewności i mroku. Według niej wszyscy potrzebowali tego zastrzyku spontaniczności i dobrej zabawy. Nawet uprzedzony do halloween brunet.
Idąc korytarzem pod znajome drzwi, w głowie układała sobie, co powinna zrobić zaraz po dotarciu na miejsce, więc wszystko, co mężczyzna do niej mówił, docierało do niej jakby przez mgłę.
— Odrodzi się — mruknęła, słysząc o inwalidztwie Edwarda, chociaż tu mogła pomylić już Zmierzch z innym uniwersum. — Podziękuję — rzuciła na wzmiankę o papierze toaletowym, by przystanąć na wycieraczce i w podnieceniu nacisnąć dzwonek.
Przez nagły trzask szkła aż podskoczyła w miejscu, momentalnie obrzucając spojrzeniem mokrą plamę pod stopami mężczyzny.
— Aslan! — fuknęła z dezaprobatą, bo jak on się zachowywał?
Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, gdy wtem drzwi się otworzyły, a w progu zobaczyła małżeństwo, na oko tylko kilka lat starsze od nich. W przebraniach Edwarda i Belli, wyglądali jak… tanie podróby tych postaci.
Uśmiechnęła się promiennie, a słysząc niespodziewany entuzjazm męża, nawet odrobinę się do niego przysunęła, kiedy na chwilę ją objął. Po szybkim przedstawieniu Aslana, o którym Beth i Mark tak wiele dobrego słyszeli, weszli do środka i ominęli łazienkę, na której kilka godzin wcześniej własnoręcznie przykleiła kartkę z napisem "Granica Rezerwatu La Push - Wampirom wstęp wzbroniony". W salonie postawiła swoje krwawe babeczki na stole pomiędzy błyszczącymi czerwonymi jabłkami i wzięła od Aslana tackę z tortillami, którą ułożyła zaraz obok naczynia z czerwonym ponczem.
Na roziskrzone spojrzenie Beth i uznanie w głosie wywołane przyniesionymi przez nich smakołykami, Ade machnęła skromnie ręką.
— Och, ja zajmuję się głównie wypiekami. To Aslan dla nas gotuje — uśmiechnęła się szeroko, a zauważywszy, że najwyraźniej pozbył się swojego kartonowego towarzysza, podeszła do niego, by go objąć ramieniem. Druga dłoń delikatnie spoczęła na jego torsie. — Jeszcze mnie nie otruł, więc nie jest najgorzej — zmarszczyła łobuzersko nosek i spojrzała na niego przez moment z niewinnym uśmieszkiem.
Oderwała się od niego w momencie, w którym gospodyni podała im woreczki z czerwoną cieczą, które Ade ochoczo pochwyciła w ręce i pospiesznie upiła łyk z rurki.
— No spróbuj, spodoba ci się, k o t k u — spojrzała wymownie na woreczek, który trzymał w ręce. Gdyby go wypił, zrozumiałby, o czym mówiła — zakrapiany był tym samym trunkiem, który zmarnował przed drzwiami.
Teraz już mogła swobodnie rozejrzeć się po wystroju, jeszcze raz podziwiając efekty wspólnej pracy jej oraz Beth. W tle słychać było włączoną z jej tabletu playlistę ze ścieżki filmowej, która dodawała fajnego klimatu imprezie. Rozglądała się pobieżnie również po twarzach przybywających gości, niekoniecznie wsłuchując się w nawiązaną przez mężczyzn rozmowę. A kiedy natknęła się wzrokiem na stojącego przy ścianie Edwarda, raptownie spojrzała na znajomą.
— Bella, zrób nam zdjęcie. To nasze pierwsze wspólne halloween, trzeba to uwiecznić — z ogromnym entuzjazmem wyciągnęła z kieszeni swojego bezrękawnika telefon, który podała kobiecie, po czym pospiesznie odłożyła ich woreczki na stolik obok i energicznie pociągnęła męża w stronę tekturowego Cullena.
Tam wzięła Aslana za ręce, którymi otoczyła siebie i wtuliła się plecami w jego tors. Splótłszy ich dłonie, uśmiechnęła się szczęśliwa do zdjęcia w ugrzecznionej wersji rodem z balów szkolnych.
— Poczekaj! — zatrzymała Beth, żeby zmienić pozycję, bo to nie był koniec. Tym razem zrzuciła z siebie czapkę na podłogę, obróciła się w stronę mężczyzny i sięgnęła dłonią za jego kark, by następnie przyciągnąć go do swojej twarzy. Drugą dłonią zaś po omacku sięgnęła Edwarda, żeby zasłonić mu oczy. W ciągu ułamków sekund odnalazła wzrokiem jasne oczy Aslana, finalnie przenosząc je na usta, które złączyła w pocałunku, przymykając powieki.
Wszystko na potrzeby pamiątki.

Aslan Mountbatten