Capítulo III. El final. Muerte.
: pn paź 19, 2026 5:27 pm
#
071.Faltan 18 horas para la tragedia.
trigger warning
przekleństwaBo przecież światła Toronto zgasły dzień wcześniej, a wraz z nimi ostatnia nadzieja?
Jedna kula pozostała w magazynku. Krew spłynęła po betonowej podłodze, jeszcze ciepła, gęsta i w tym nikłym świetle dogasającej jarzeniówki praktycznie czarna.
Śmierć wreszcie dostała to, po co tu przyszła.
Cisza...
Osiemnaście godzin wcześniej.
Madox wyszedł z warzywniaka, nawet nie zszedł na podziemny garaż, wyszedł w budynku. Rzucał się w oczy, więc od razu skierował się w jakąś ciemną uliczkę. Musiał się przebrać, ukryć. Załatwić auto i jechać pod ten adres. A przede wszystkim nie dać się złapać policji i Lunie. Odwrócił się jeszcze kilka razy, a ciemne spojrzenie uciekło do warzywniaka pod ich kamienicą.
Miała wyjść po nim. Odczekać kilka minut.
Madox spojrzał na zegarek dochodziła czwarta. Do kogo on mógł iść o tej porze? Gdzie?
Wszedł do jakiejś kamienicy kilka ulic dalej, korzystając z kodu, którym otworzył sobie wejście na klatkę. Potem schodami na czwarte piętro. Pod drzwi ze złotą trzynastką. Zapukał cicho. Nie powinno go tutaj być, ale kurwa nie miał wyjścia. Do ich kamienicy nie mógł iść, a przecież nikt inny nie zrozumiałby go tak jak...
- Maddie - blondynka przetarła dłonią zaspane oczy, a zaraz cofnęła się do mieszkania wpuszczając go do środka bez słowa. Dopiero kiedy zamknęła za nim wrota na łańcuch i klucz odwróciła się w jego kierunku patrząc na niego gniewnie.
- Co ty tu kurwa robisz Madox? Jest czwarta, psy cię szukają i... - nabrała powietrza w płuca i podeszła do niego sięgając do jego policzka - cały jesteś? - zapytała z troską - sam? Gdzie jest... - nie dokończyła, bo Noriega już jej odpowiedział, że jest tu tylko on. Maddie go zdradziła, zawiodła na całej linii, ale przez wiele lat... była najbliższą mu osobą w całym Toronto. Bliższą niż te wszystkie dupy do ruchania, a czasami nawet bliższą niż jego prawdziwa rodzina.
- Potrzebuję ubrań... i samochodu - powiedział od razu Madox, bez zbędnego pierdolenia. Blondynka spojrzała na niego z dystansu poprawiając na sobie cienki szlafroczek. Skinęła głową.
Zamierzyła się do wyjścia z kuchni, ale wtedy zajrzał do niej mały, ciemny łebek.
- Madox! - zawołał od razu chłopaczek, który wpadł do kuchni i rzucił się na Noriegę przytulając do jego nóg. Dzieciak miał na sobie pidżamę w dinozaury, mógł mieć jakieś pięć, sześć lat. Madox potargał mu włosy, a zaraz złapał go na ręce.
- A ty czemu nie śpisz łobuzie? - zerknął na Maddie, a zaraz na chłopaczka, który sięgnął do jego łysej głowy małą rączką.
- Usłyszałem coś i musiałem iść się odlać - wypalił dzieciak, na co Maddie się skrzywiła.
- Miałeś tak nie mówić - pogroziła mu palcem i sięgnęła do Noriegi, żeby go przejąć, ale chłopczyk zacisnął paluszki na koszulce Madoxa.
- Ale wujek tak mówi, chodź pokażę ci nowe samochody - już prosił się dzieciak, a Noriega znowu zerknął na Maddie.
- Nie mam dzisiaj czasu, a gdzie Earl? - zapytał o jej męża.
- Na nocce, wróci rano odpowiedziała blondynka.
- Ale mogę położyć cię do łóżka - zaproponował Madox, a dziesięć minut później rozprawiał jeszcze ze swoim chrześniakiem o tym czy t-rex wygrałby walkę z pterodaktylem.
Prawie godzinę zajęło mu przekonania malucha, żeby położył się jeszcze spać, a kiedy wszedł do kuchni, Maddie siedziała zmartwiona przy stole, miała tam dla niego naszykowane ciuchy swojego męża i kluczyki.
- Co zamierzasz? - zapytała, kiedy Madox podszedł do stołu, wstała, a on przerzucił w wytatuowanych palcach klucze.
- Jeszcze nie wiem - odparł zgodnie z prawdą. A Maddie wyrwała się, żeby się do niego przytulić. Klucz strzyknął w drzwiach, a zaraz do mieszkania wszedł Earl. Wysoki, postawny f acet z wąsem, który stanął w futrynie kuchennych drzwi i spojrzał na Noriegę i wtuloną w niego swoją żonę.
- Cześć Madox - przywitał się, a Noriega ruszył ręką, ale Maddie wcale go nie puściła.
- Cześć Earl, możesz ode mnie odkleić swoją żonę? Mówiłem ci, że ona na mnie leci - za ten tekst dostał od Maddie z pięści w klatę, a zaraz sama się odsunęła, poszła do swojego męża. I tym razem do jego klaty się przytuliła, Earl zaraz objął ją ramieniem.
- Idiota, chce iść do Luny - rzuciła Maddie, a Earl spojrzał na nią, a potem na Noriegę, który już strzelał oczami w sufit. Bo przecież nic jej nie mówił. Czy on naprawdę był taki przewidywalny?
P¿Y tú, cariño? ⋆。˚ ☁︎ ˚。⋆。˚☽˚。⋆